Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 25 Maj 2018 10:03 

Rejestracja: 21 Lis 2014
Posty: 608
... Oczywiście na śmierć "zapomniałem" o dokończeniu tej relacji.
Bez głupich tłumaczeń i usprawiedliwień- w ciągu paru dni biorę się za kolejne części!

Będziecie czytać? :)
Góra
 Relacje PM off
noyle lubi ten post.
 
 
#22 PostWysłany: 25 Maj 2018 10:47 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 7072
Loty: 871
Kilometry: 813 940
platynowy
Czekamy i tupiemy nóżkami, szczególnie, że za miesiąc już sam tam będę.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#23 PostWysłany: 26 Maj 2018 11:18 

Rejestracja: 21 Lis 2014
Posty: 608
Miło wiedzieć ;) Zazdrość ogarnia, że się tam wybierasz! Mam nadzieję, że też planujesz chociaż mini relację, żeby przedstawić doświadczenia pogodowe... z tego co czytałem i widziałem (u innych), bywa bardzo różnie a zimowe RPA potrafi bardzo pozytywnie zaskoczyć.

W każdym razie- jeszcze raz przepraszam i nawet nie próbuję głupio tłumaczyć urwania relacji. Jedyne, co realnie można zrobić, to po prostu... ją wznowić.
Zwłaszcza, że jakoś specjalnie dużo nie zostało i myślę, że 2 posty załatwią sprawę.
Do opisania pozostała droga powrotna z Phalaborwy do Cape Town oraz spędzone tam kolejne kilka dni.

Do przejechania, w/g Google Maps, było 1380km. Z Phalaborwy do Cradock przy Mountain Zebra NP...
Jak pisałem wcześniej, o ile ktokolwiek jeszcze pamięta, był to oczywiście świadomy, zaplanowany i ekhm "przemyślany" wybór.

No i faktycznie, udało się. Wyjazd ok 5:45 rano, dojazd do Cradock ok 21:30, więc niestety już po zmroku. Odcinek bez światła słonecznego na szczęście wypadł na w miarę sensownej drodze i za ciężarówką, więc nie było tragedii.

O jeżdżeniu w RPA po zachodzie słońca napisano już dużo. Jako zdeklarowany doświadczony przekozakzakierownicą, cogodystansenieprzerażają, pozostaje mi tylko... zgodzić się.
Nie wiem do końca z czego to wynika: może bardzo niskie light pollution, może konfiguracja świateł mijania w stylu USA, czyli obydwa światła świecą w tym samym kierunku + raczej niska dbałość o ich prawidłowe ustawienie, może wreszcie to, że po prostu ludzie chodzą skrajem drogi w RPA wyjątkowo często, ale naprawdę jazdy po zmroku w tym kraju należy po prostu unikać. Nie ma opcji, żeby czuć się komfortowo.

Zanim przejdziemy do fotek, to jeszcze tylko chwilką ględzenia o praktykaliach- miało być szczerze i samokrytycznie, to jest.

Powiedzmy w 80% z powodu warunków jazdy w RPA a jedynie w 20% ze zmęczenia, ale tak mniej więcej po 1100km zdarzyła się chyba najpoważniejsza sytuacja drogowa podczas tego wyjazdu, realnie z mojej winy.

Prościutka, równa jak stół i (na szczęście...) szeroka jednojezdniowa "ekspresówka". Przed nami ciężarówka. Z naprzeciwka właśnie przejechał samochód, więc zbieram się do wyprzedzania. Prawy kierunkowskaz, leniwe spojrzenie w prawe lusterko i wyprzedzam.
Nagle po *prawej* stronie pojawia się... dostawczy T4 z olbrzymią przyczepą, trąbiący, a kierowca puka się w czoło. Było naprawdę wąsko. Nie widziałem go wystarczająco wcześnie...

Zatem zorganizowaliśmy sobie nieświadome wyprzedzanie "na trzeciego" i wychodzi na to, że T4 rozpoczął manewr w tym samym momencie, co ja. Gdyby droga była węższa, albo kierowca T4 mniej ogarnięty, mogłoby być bardzo różnie.

Wnioski- szczerze, to podobne sytuacje, chociaż nie tak dramatyczne, zdarzały się już wcześniej.
W RPA włączenie prawego kierunkowskazu przy wyprzedzaniu, jak widać, wcale nie odstrasza kierowców jadących "za nami" od rozpoczęcia tego manewru... Bardzo na to uważajcie!
Przynajmniej to moja prywatna obserwacja i o ile nikomu nie życzę potwierdzenia jej w praktyce, to warto o tym wiedzieć.

No, to teraz ad-rem. Po drodze do ekspresówki N4 z okolic środkowego Krugera, natknąć się można na miasteczko Dullstrom. Niepozorne, ale bardzo klimatyczne:

Załącznik:
20180215_092657.jpeg


Załącznik:
20180215_093200.jpeg


Poza tym, podróż mija bez żadnych udziwnień w żadną ze stron. W Johanessburgu pada dość konkretnie. Wyłącznie przejazdem i wyłącznie po głównych drogach, ale i tak mamy możliwość obejrzenia zabezpieczeń na osiedlach.
A te wchodzą na zdecydowanie wyższy level niż gdziekolwiek. Mury z zatopionymi kawałkami potłuczonych butelek na górze, następnie klasyczny electric fence a na końcu drut kolczasty. I to wszystko wysokie na mniej więcej 4-5m. Od strony autostrady. Cóż.

Na "jedynce" wieje i Honda City Ballade niestety odczuwa to dość konkretnie.

Po przyjemnym noclegu w "Cathy's Guesthouse" w Cradock- miejsce godne polecenia, widać, że właścicielka ma zamiłowanie do sztuki i widać to w sposobie urządzenia przestrzeni- udajemy się do Mountain Zebra NP. Bezpośrednio po Krugerze ciężko o obiektywną ocenę "czy warto", no ale... "warto". Poza tym chyba nikt tu nie był :P

Jak na ironię, jedynie tutaj widzimy bez wątpienia Springboka... co do tego faktu nie mam wątpliwości, natomiast teraz już nie wiem na 100%, czy wybrałem dobre zdjęcie:
Załącznik:
20180216_090602.jpeg


A to chyba Zebra żyjąca wyłącznie tutaj. Teoretycznie różni się od tych w Parku Krugera:
Załącznik:
20180216_100930.jpeg


Po samym parku jeździmy stosunkowo krótko, ponieważ... z powodu deszczu zeszłej nocy, pełne loops po parku są niedostępne, zalane rwącymi strumieniami o sporej głębokości. Honda mogłaby nie przeżyć.

Z czystym sumieniem i mnóstwem czasu ruszamy zatem w kierunku Graaf-Reinet i Camdeboo NP.
Samo miasto cechuje się bogatą spuścizną kolonialną i ciekawą historią. Oraz oczywiście co najmniej kilkoma bardzo dobrymi i klimatycznymi restauracjami.
Niestety, sama atmosfera w mieście jest mocno "afrykańska"... oznacza to tyle, że w środku dnia spacer owszem, był możliwy i owszem, nic się nie stało... ale odczucia już były mocno "mieszane" i brakowało luzu znanego z kilku wcześniejszych miejsc.

Załącznik:
20180216_121805.jpeg

Załącznik:
20180216_123015.jpeg

Załącznik:
20180216_125919.jpeg


Natomiast Camdeboo National Park... Powiedzieć hidden gem to nie powiedzieć nic. Oczywiście wiadomo, "stosunkowo"... ale miejsce bardzo przypomina klimatem połączenie Bryce NP i Zion NP z USA. Do tego cała aura, niepowtarzalna. Tutaj naprawdę warto było przyjechać!
Park jest niewielki, ale pozwala zagospodarować spokojnie nawet 3-4h, jeśli ktoś ma ochotę na dokładną eksplorację chyba nielicznych szlaków pieszych.
Główną atrakcją jest Valley of Desolation, ale same widoki na miasto poniżej też są nie do pogardzenia.

Załącznik:
20180216_135015.jpeg

Załącznik:
20180216_140046.jpeg

Załącznik:
20180216_140107.jpeg

Załącznik:
20180216_142525.jpeg

Załącznik:
20180216_150416.jpeg


Po spędzeniu tam kilku godzin- subiektywnie dokładnie takiego czasu, jaki był potrzebny- zjeżdżamy z powrotem do Graaf na coś do jedzenia. Znalezionego wcześniej, a propos spaceru.

Załącznik:
20180216_154322.jpeg


Red Espresso- Zmielony Rooibos zaparzony ciśnieniowo w ekspresie do kawy. Bardzo ciekawa rzecz, o której jako fan Rooibosa słyszałem od dawna, ale w Polsce raczej nie ma sensownej sposobności, żeby tego spróbować. Poza zakupami w internecie w chorych cenach.
A tutaj, voila, zdarza sie dość często i za przyzwoite pieniądze.
Warto spróbować, chociaż kelnerzy ostrzegają przed nietypowym smakiem.
Załącznik:
20180216_155703.jpeg


Po obiedzie wyjeżdżamy do Beaufort West na ostatni nocleg przed Cape Town. Udaje się idealnie wycelować na końcówkę dnia, przed zachodem słońca.
Śpimy w "Haus Holzapfel", guesthousie prowadzonym przez Niemców- standard zauważalnie wyższy niż typowych guest house'ów, ale cena również. W razie czego gorąco polecam, chociaż chyba małe szanse, że komuś nocleg wypadnie akurat tutaj.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#24 PostWysłany: 07 Lip 2018 14:09 

Rejestracja: 06 Lip 2018
Posty: 12
Wow :) świetna relacja.
Czy mógłbym zadać pare pytań na priv?
Góra
 Relacje PM off  
 
#25 PostWysłany: 23 Wrz 2018 11:49 

Rejestracja: 21 Lis 2014
Posty: 608
Pora zakończyć relację... Tak tak, długo to trwało i nawet nie chce mi się powtarzać, że nie mam usprawiedliwienia.
Po prostu dałem pewną część ciała gdzieś tam i tyle. Mam jednak nadzieję, że ostatnia oficjalna część relacji okaże się stosunkowo ciekawa i może nawet jakimś cudem, pomocna.

Z Beaufort West nawigacja pokazuje "jedyne" 4,5h do Franschhoek. Początkowo monotonna i typowo "arizońska" droga przez Karoo staje się z czasem coraz bardziej malownicza, momentami kręta. Robi się naprawdę bardzo ładnie.

Franschoek- wcale nie bez przesady- uznawane jest przez wielu za najładniej położone miasteczko winiarskie na świecie. Swoją drogą ciekawy detal, chociaż dla Was bez znaczenia. Otóż to miejsce ma albo dziwny mikroklimat, albo mieliśmy ironicznie "pecha" do pogody. Zrobiło się po prostu- stosunkowo- nieznośnie gorąco.
Jak Ateny o 14:00 w środku lipca- a luty w RPA aż takich temperatur nie prezentuje.

Generalnie miejsce jest naprawdę bardzo urokliwe, ale też pretenduje do bycia dystyngowanym i prestiżowym. Ma to odzwierciedlenie w cenach, w zachowaniu ludzi i ogólnie w atmosferze- przy czym ta ostatnia powinna jednak przypaść do gustu każdemu a ceny degustacji win powinny być mimo wszystko przystępne dla polskiej kieszeni na wakacjach.
Kilka przykładowych ujęć z dłuższego spaceru a potem przejażdżki do jednej z winnic:

Załącznik:
20180217_162740.jpeg

Załącznik:
20180217_153400.jpeg

Załącznik:
20180217_144810.jpeg


Na kolację przejeżdżamy w rejon Stellenbosch. Często wymienianego jednym tchem z Franschoek a propos południowoafrykańskich winiarni. Udało się go obejrzeć niestety jedynie mocno "po łebkach". Samo miasto raczej nie "powala"- albo nie dotarliśmy tam, gdzie trzeba z braku czasu. Okolice są za to bardzo ciekawe a na kolacji- to winnica i restauracja- lądujemy przy stoliku z takim widokiem:
Załącznik:
20180217_180901.jpeg


Następnie, już po zmroku, bo naprawdę nie sposób było uciec z tej restauracji zbyt szybko a jedzenie- jak zwykle- było po prostu fenomenalne- udajemy się na przedmieścia Cape Town do zarezerwowanego małego apartamentu z AirBnB. To na szczęście był w zasadzie ostatni przejazd tego typu, nawigacja zresztą prowadziła wzdłuż wybrzeża i granicy kilku popularnych skądinąd Townshipów. Świadomość, że granica między życiem a śmiercią to sprawne opony i działający silnik nigdy nie dociera do człowieka tak mocno ;) Nigdy więcej jazdy po zmroku w Południowej Afryce... Gdzieś to już słyszałem, chyba nawet z własnych ust.

Do lokum docieramy jednak w jednym kawałku. Jak "za te pieniądze", czyli łącznie ok 90zł / dobę, nie było do czego się doczepić. Apartament pewnie mógłby wyglądać nieco lepiej, przydałoby się malowanie i odświeżenie, brama wjazdowa i podjazd mogłyby być wygodniejsze- no, ale ta cena ;)
Miejsce stanowi naprawdę dobrą bazę wypadową do zwiedzenia nie tylko miasta, ale też okolic- wybrzeże False Bay to dosłownie 10min jazdy a Cape Town, autostradami, bez korków, około 20-30minut.
Zresztą- co dość popularne w Cape Town- "apartament" to tak naprawdę osobny budynek na posesji, zatem też osobne wejście i wszelkie inne zalety z tego wynikające. Gdzie jak gdzie, ale w Cape Town warto na pewno rzucić okiem na AirBnB, zwłaszcza, że ceny obiektów hotelowych w naszym terminie nie nastrajały pozytywnie.

Kolejne 2,5 dnia, czyli 3 noclegi- bo przecież już wieczór- poświęcimy na dokładniejsze rozejrzenie się po Cape Town i okolicach. Przypominam skromnie, że jeden pełny dzień już tu spędziliśmy, na początku wyjazdu, odhaczając must-see w postaci pieszego wyjścia na Górę Stołową i oparzeń słonecznych. Każda okazja z dobrą, bezchmurną pogodą jest warta wykorzystania. Ewentualnie przed oparzeniami może ochronić dobry krem, jeśli ktoś wpadnie na innowacyjny pomysł zakupu tegoż.

A mglisto i pochmurnie jak najbardziej bywa. Cape Town w stylu typowo amerykańskim:
Załącznik:
20180218_090345.jpeg


Może być jednak znacznie ładniej.
Simons Town widziane z jednego ze wzgórz:
Załącznik:
20180218_113717.jpeg


Absolutnie najlepsze ryby i owoce morza, jakie jadłem w życiu. Już niestety za typowo europejską cenę.
Nie chcę się zgrywać, poza tym pewnie sięnieznamwcale i znajdą się tacy, co smakowali więcej- ale jakieś tam ponadprzeciętne porównanie mam z paru kontynentów.
Załącznik:
ryby.jpg


Wyświechtane, nudne, oklepane, pełne azjatyckich wycieczek, ale jednak warte zobaczenia- tereny parku narodowego na Półwyspie Przylądkowym. Tak poważniej i bez ironii- jeśli ktoś ma czas i lubi wędrować, to jest wręcz genialne miejsce. Jeśli nie, to w zasadzie wszędzie można dotrzeć samochodem i ujrzeć ciekawe widoki po co najwyżej krótkim spacerze. Dodatkowym plusem tego rewelacyjnego miejsca jest to, że poza "głównymi" atrakcjami obleganymi przez autokarowe wycieczki, jest w zasadzie pusto.
Załącznik:
20180218_160711.jpeg

Załącznik:
20180218_160932.jpeg

Załącznik:
20180218_172357.jpeg



Tutaj już bez żadnej ironii, negatywnie- kolorowe domki Gdzie tam, jakie domki, to po prostu zwyczajne przebieralnie plażowe, przereklamowane okrutnie i w zasadzie nie warte zobaczenia. No ale i tak każdy zobaczyć musi, żeby się przekonać, czy faktycznie warto.
Załącznik:
20180218_192415.jpeg


RPA jest bezpieczne- jak zwykle. Albo stara się być.
Załącznik:
20180218_192909.jpeg


Dobra, let's get serious about South Africa's beauty. Ogrody Kirstenbosch! Ktoś był? Zgodzi się ze mną? Miejsce naprawdę super-urokliwe.
Ogrody botaniczne to jedne z tych atrakcji, które bardzo ciężko obiektywnie ocenić. Nie zaliczają się stricte do okazów "naturalnego piękna", bo wrażenie jest zawsze wypadkową tego, jakimi środkami dysponuje zarządca i jak bardzo utalentowanych ogrodników jest w stanie opłacić. Zwykle więc nie ciągnie nas do tego typu atrakcji, ale tutaj... Już samo umiejscowienie, u stóp masywu Góry Stołowej. Do tego rozległość tego miejsca... Nawet tak sceptycznie nastawiony do botaniki człowiek jak ja stwierdza, że... no, trzeba to zobaczyć!

W 2,5h udało się "jakotako", szybko, na żywca, obejść główne ścieżki w ogrodzie, ale jeśli tylko miałbym więcej czasu, to nie nudziłbym się i cały bity dzień.
Załącznik:
20180219_082324.jpeg

Załącznik:
20180219_091704.jpeg

Załącznik:
20180219_095304.jpeg


Lion's Head. Kolejne de-facto must-see Ech, jak to dobrze, że można stosować wtrącenia z innych języków. Na klawiaturę ciśnie się, z braku lepszych słów a-propos wejścia na tę górę, również faux-pas i touche .
Kto jest z Krakowa albo zna Kraków dobrze? Otóż na Google Maps, Lion's Head i szlak wyglądały z grubsza jak Kopiec Piłsudskiego. Plus minus. Easy-peasy, no nie? No... nie.

Polecam spróbować każdemu- wrażenia niezapomniane.
Moim skromnym zdaniem i na pewno ludzie daleko bardziej doświadczeni się nie zgodzą i wyśmieją, ale to naprawdę trudna technicznie, zaskakująca i wymagająca góra.
Aha, zapomniałbym- nie weszliśmy na sam szczyt, bo ja, osobiście, we własnej osobie, po prostu spękałem. Bałem się iść wyżej. Na usprawiedliwienie mam jedynie to, że męczyła mnie jeszcze nieco zwichnięta miesiąc wcześniej kostka, podczas zejścia zimowego z Babiej Góry. Niedoskonała stabilność kroku przy tak wąskim szlaku była deal-breakerem. Sorry.

Załącznik:
20180219_121211.jpeg

Załącznik:
20180219_122948.jpeg


Tutaj ciekawe ujęcie Góry Stołowej. Poza górą, w tle żona- ale na tyle daleko, że nie da się rozpoznać. Ciekawe, nietypowe miejsce do obserwowania góry i chyba mało kto tam dociera- Bloubergstrand. Sama okolica to raczej tzw. dzielnica willowa i turystycznie nie urzeka, ale warto podjechać dla samego widoku Góry.
Załącznik:
20180219_153057.jpeg


Niuanse południowoafrykańskiego angielskiego. Jeden z ciekawszych:
Załącznik:
20180219_172803.jpeg


Dzień wylotu spędzamy już stricte w Cape Town, pogoda piękna, bezchmurnie. @becek oczywiście ma rację, jak zazwyczaj- samo miasto i jego atrakcje do obskoczenia w konkretne pół dnia.
Musi być bezpiecznie:
Załącznik:
20180220_090220.jpeg


Bo-Kaap. Wart zobaczenia, no ale cóż. Nie przyjeżdża się do tego kraju, żeby zwiedzać centra dużych miast.
Załącznik:
20180220_094056.jpeg


Około godziny 14:00 udajemy się najpierw do Truth Coffee na ostatni łyk najlepszej kawy świata- gdzie tam ostatni, po pierwsze to jeszcze tu wrócimy a po drugie 2x500g jednej z mieszanek, w bagażu podręcznym, jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło- a następnie bezproblemowo na lotnisko i wylatujemy z powrotem do Berlina.

Avis nie czepił się konkretnego otarcia kołpaka oraz widocznego odprysku na zderzaku przednim.
O tyle miałem obawy, że Honda City / Ballade była przy odbiorze fabrycznie nowa i potencjalnie pracownik mógł na to zwrócić uwagę.

Już kilka tygodni po powrocie pojawiło się jedyne, spodziewane, dodatkowe obciążenie- opłaty drogowe, wyszczególnione zresztą on-line.

***

W ramach epilogu i to dobre pół roku później, z perspektywy, muszę napisać, że- o dziwo- Południowa Afryka jest naprawdę niesamowicie przyjaznym turyście krajem pod praktycznie każdym względem. Trudno jest jej nie polecać w zasadzie... każdemu, kto dysponuje budżetem na typowe, europejskie wakacje. Bo o kosztach już było.
Pomimo zawirowań politycznych, jak widać coraz większych w tej chwili i rzecz jasna pomimo obaw związanych z bezpieczeństwem.
Żadna inna podróż, nawet wypad niedzielny do Sandomierza w zeszłym tygodniu, nie szła tak gładko, zgodnie z planem, przewidywaniami, bezproblemowo i przyjemnie jak ponad 3 tygodnie w południowej Afryce i ponad 7000km po lewej stronie drogi.

Na pewno nie jestem tutaj obiektywny- tylko czy w ogóle ktokolwiek zarażony bakcylem podróży jest- ale uważam, że Południowa Afryka ma w sobie naprawdę coś super-magnetycznego.
To połączenie wciąż typowej, zachodniej cywilizacji w jej najlepszym, anglosaskim wydaniu z afrykańską egzotyką, które jednocześnie obfituje w niesamowite, topowe, uznawane za jedne z najbardziej spektakularnych na świecie atrakcje naturalne.
Miejsce, gdzie wielką piątkę Afryki oglądamy zza szyby nowiutkiego samochodu, który prowadzimy samodzielnie, po asfaltowych drogach. Gdzie afryczo jest w zasadzie tylko wtedy, kiedy chcemy, a w oka mgnieniu do dyspozycji jest typowo śródziemnomorski klimat i atmosfera.
Gdzie za normalne pieniądze wcinamy steki nie tylko z krówki, ale z pięciu rodzajów antylop a kulinaria generalnie prezentują jeden z najlepszych, światowych poziomów a kucharz mieszka w slumsach za rogiem.
A jeśli spojrzymy "pod pierzynę", poczytamy nieco historii oraz porozmawiamy z mieszkańcami, na własne oczy ujrzymy sytuację i sieć zależności społecznych, politycznych, gospodarczych, które chyba jak nigdzie indziej mogą stanowić pożywkę intelektualną dla wszystkich zainteresowanych szerzej nie tylko polityką, ale też filozofią, historią, socjologią a nawet antropologią. Food for thought!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
radko93 uważa post za pomocny.
 
 
#26 PostWysłany: 24 Wrz 2018 11:05 

Rejestracja: 16 Kwi 2015
Posty: 97
Loty: 69
Kilometry: 159 781
Super, że udało się dokończyć relację. Dzięki!

Jak dla mnie RPA to miejsce magiczne. Zaraz po powrocie zaczynam planować powrót tam :) I też każdemu komu mogę polecam :)

Pozdrawiam
_________________
https://banners-my.flightradar24.com/jprawicki.png
Góra
 Relacje PM off
john_doe lubi ten post.
john_doe uważa post za pomocny.
 
 
#27 PostWysłany: 05 Paź 2018 19:24 

Rejestracja: 10 Maj 2014
Posty: 1698
Loty: 95
Kilometry: 137 177
złoty
Miałam przyjemność przeczytać relację w całości :) Świetna!
Natura, zwierzaki cudne.
Podobało mi też się podsumowanie ;)
_________________
http://www.ineedatrip.pl
Góra
 Relacje PM off
john_doe lubi ten post.
john_doe uważa post za pomocny.
 
 
#28 PostWysłany: 06 Paź 2018 00:27 
Moderator forum

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 870
Loty: 63
Kilometry: 202 612
Środek nocy, 1:25. Skończyłem czytać. Ciurkiem, od początku do końca.
A miało być "A, poczytam chwilkę przed snem..."
Ciekawie napisane i czuję się zachęcony do wizyty w RPA. Tylko kurde kiedy... :(
_________________
Moje relacje:
<USA - Roadtrip z namiotem na dachu>; <Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!>,
<Islandia - lodowe góry i maskonury.>, <Ej, ale będzie widać góry? - Kirgistan Kazachstan>
<Wuchta problemów - Hong Kong, Filipiny>
Góra
 Relacje PM off
john_doe lubi ten post.
 
 
#29 PostWysłany: 06 Paź 2018 16:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Mar 2015
Posty: 246
Loty: 30
Kilometry: 88 684
srebrny
Super relacja :)! Brakowało mi tylko mapek poglądowych i więceeeeej zdjęć :)! Wbrew pozorom niektórzy "podróżnicy" nie orientują się jeszcze aż tak w świecie co, gdzie jest, a wiele miejsc jest dla nich nieoczywistych i nieznanych :). Więc chciałoby się więcej wszystkiego :P! Tak czy inaczej fajnie opisane i zapewne wiele "duszyczek" przebrnie z łatwością przez tę ciekawą relację :), tak jak i ja (ach te zwierzęta!). Powodzenia w konkursie :)! Pozdrawiam!
Góra
 Relacje PM off
john_doe lubi ten post.
 
 
#30 PostWysłany: 03 Gru 2018 08:56 

Rejestracja: 22 Lis 2018
Posty: 3
Zbanowany
Super relacja! Aż zacząłem się zastanawiać czy zamiast do Tanzanii nie wybrać się do RPA...
A jak tam sprawa z internetem? Bo słyszałem że lepiej mieć swój ogólnie w Afryce, bo kiepsko ogólnie ze znalezieniem Wifi. Nawet natchniony Twoim wpisem trochę poszperałem i znalazłem artykuł - może możesz zweryfikować? :D Oczywiście nie mam na myśli faktów np historycznych tylko turystyczne. Co na pewno zwiedzić a co sobie darować? Miałbym 12 dni...
https://simglobcom.blogspot.com/2018/11 ... -ladu.html
Góra
 Relacje PM off  
 
#31 PostWysłany: 03 Gru 2018 10:38 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 7072
Loty: 871
Kilometry: 813 940
platynowy
Internet jest afrykański, czyli bez rewelacji. Oczywiście wszystko zależy od miejscówki.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
LEON123! lubi ten post.
 
 
#32 PostWysłany: 03 Gru 2018 11:19 

Rejestracja: 21 Lis 2014
Posty: 608
@LEON123!

Dziękuję za miłe słowa.

Z Internetem jest na pewno w miarę OK.
Wi-Fi w guesthouse'ach/hotelach może nie powalało prędkością, ale to tzw. podstawowych zadań było OK. Nie próbowaliśmy streamować filmów.
W knajpach też zwykle bywa, podobnie jak w tych punktach obsługi podróżnych przy drogach.

Warto jednak kupić normalny starter z Vodacom (tylko nie "tourist pack", a po prostu zwyczajny pakiet). Ceny znajdziesz tutaj:
https://www.vodacom.co.za/vodacom/shopp ... nType=null

My mieliśmy 2GB i spokojnie wystarczyło. Pokrycie zasięgiem jest OK, poza terenami typowo "remote". Cudów nie ma i w głuszy zasięgu nie będzie, ale ogólnie warto.

Co do przysłanego linku- oj, można znaleźć ciekawsze opracowania. Tanzania a RPA to też chyba troszkę nieporównywalne miejsca.
Okolice Johannesburga my świadomie odpuściliśmy, ale jeśli sądzisz, że będziesz mieć na to czas i jest to pociągające, to na pewno "warto", bo wszystko "warto".
Góra
 Relacje PM off  
 
#33 PostWysłany: 04 Gru 2018 15:07 

Rejestracja: 21 Lis 2014
Posty: 608
Mam nadzieję, że decyzja nie jest warunkowana tym, jak szybko i jak dobrze działa Internet ;)

Jest po prostu OK- normalnie, typowo.
Nie puszczałem Speedtestu i nie oglądałem filmów w 4K, ale z nawiązką zrobiłem wszystko, co zwykle robi się w Internecie podczas podróży. Nie demonizowałbym w żaden sposób.

Tak, miałem starter kupiony w Vodacom, w byle którym punkcie. A jest ich mnóstwo.
Kosztował tyle, ile piszą na stronie- około kilkudziesięciu złotych za 2GB i to taka sama cena, jak dla lokalsów. Internet działał wszędzie w zaludnionych miejscach, bywały kłopoty z zasięgiem w głuszy- częściach parków narodowych albo okolic kompletnie niezamieszkałych. Vodacom ma ponoć najlepszy zasięg w RPA.

"Afryka to inny wymiar"- być może, ale to zdanie wciąż nie dotyczy de facto RPA.
Pomijając legendarne już kwestie ze statystykami bezpieczeństwa, dla typowego turysty jest to całkiem normalny, cywilizowany (nawet bardzo, miejscami), przyjazny kraj. Zwiedza się go znacznie łatwiej niż np. Polskę. Ot co.
Góra
 Relacje PM off  
 
#34 PostWysłany: 04 Gru 2018 15:31 

Rejestracja: 22 Lis 2018
Posty: 3
Zbanowany
Nie no, pewnie że to nie zależy od neta.
Jakoś mam wrażenie, że łatwiej lecieć do Tanzanii, więc chyba jednak się zdecyduje na RPA.
Inny wymiar - no w senie nie porównywalny z Europą, ogólnie.
Właśnie czytałem też o tym że RPA nie jest zbyt bezpiecznym krajem. Że nawet ludzi wywożą jak źle kupisz wycieczkę, nawet taksówkarze... Ale to wiadomo, wszedzie sie trafiają jakieś ewenementy. Więcej słyszałem o ludziach, którzy szczęśliwie wrócili aniżeli o tych, co zostali porwani, więc to nie jest dla mnie problem ;)
Dzięki za pomoc!
Góra
 Relacje PM off  
 
#35 PostWysłany: 10 Gru 2018 10:20 

Rejestracja: 16 Kwi 2015
Posty: 97
Loty: 69
Kilometry: 159 781
Zwróć uwagę ile na samym forum jest relacji ludzi z RPA i co piszą o bezpieczeństwie. To powinno rozwiać wszelkie wątpliwości.

Pozdrawiam
_________________
https://banners-my.flightradar24.com/jprawicki.png
Góra
 Relacje PM off  
 
#36 PostWysłany: 06 Sty 2020 10:19 

Rejestracja: 15 Sie 2015
Posty: 154
niebieski
Świetna relacja. Fantastyczne zdjęcia!!!
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group