Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 12 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 16 Gru 2022 21:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sie 2016
Posty: 39
Teraz, aby dostać się do dowolnego miasta w Europie (poza Ukrainą, Białorusią i Rosją) wystarczy zwykle nie więcej niż 24 godziny. Kupujemy bilet na portalu internetowym lub napełniamy bak samochodu, zabieramy ze sobą potrzebne rzeczy i w drogę. W czasach PRL podróże zagraniczne wyglądały zupełnie inaczej. Każdy wyjazd wymagał wiele wysiłku, czasu a także sprytu i szczęścia. Zwykle od podjęcia decyzji o wyjeździe do przekroczenia granicy mijały co najmniej 2 miesiące. Każdy następny wyjazd to znowu kolejne 2 miesiące. Przy dobrej organizacji udawało się ten czas nieco skrócić.
W moim opisie odniosę się do lat 70 i 80-tych ubiegłego wieku, z pominięciem czasu stanu wojennego, kiedy wyjazdy zagraniczne zostały zakazane. Nie będę tutaj opisywać sytuacji szczególnych jak wyjazdy służbowe ani wyjazdów grup zorganizowanych przez biura podróży. Ale po kolei…

Podział świata wg PRL
Świat z punktu widzenia PRL był podzielony na 2 strefy: europejskie kraje demokracji ludowej tzw. KDLe zwane potocznie demoludami i resztę świata zwykle nazywaną KK lub kraje kapitalistyczne. Do bloku demoludów nie zaliczały się wyjątki socjalistyczne Jugosławia i Albania. Reguły wyjazdów do obu stref w czasach PRL były wielokrotnie zmieniane, czasami je łagodzono, ale także niekiedy zaostrzano.
Do wyjazdu oczywiście niezbędne były dokumenty podróży. Celowo używam liczby mnogiej bo sam paszport nie wystarczał.

Demoludy
Na początku lat 70-tych władze PRL uznały, że w ramach zacieśniania kontaktów pomiędzy krajami socjalistycznymi, do wyjazdu do wystarczy dowód osobisty. Bardzo szybko jednak ta decyzja została zmieniona, głównie w celu lepszej kontroli nad obywatelami. W dowodach osobistych wprowadzono pieczątki uprawniające do wyjazdu. To znowu było za mało, wiec wprowadzono dokument paszporto-podobny tzw. wkładkę paszportową. Dokument był wydawany po złożeniu wniosku w wydziałach paszportowych milicji. Otrzymywało się go na określony czas (do 5 lat) i można było go przechowywać w domu. Nie oznaczało to oczywiście możliwości wykonywania częstych wyjazdów. Drugim dokumentem niezbędnym do wyjazdu była książeczka walutowa. Na granicy należało wykazać, że pieniądze w walucie kraju do którego następował wyjazd zostały nabyte legalnie w polskim banku. Dla obywatela PRL istniały bardzo skromne przydziały kwartalne, określane osobno dla każdego kraju. Zakup waluty był odnotowywany w książeczce walutowej. Na granicy należało celnikowi okazać zakupione środki pieniężne w ilości wpisanej do książeczki. Nie mogło ich być ani mniej ani więcej. Nadwyżki były konfiskowane, a obywatel zawracany do domu nierzadko z wytyczonym postępowaniem karno-skarbowym. Każdy następny zakup waluty demoludów możliwy był po okazaniu potwierdzenia wywozu, czyli pieczątki z datownikiem w książeczce walutowej z punktu granicznego. Wyjazdy do ZSRR wymagały dodatkowo zaproszenia od osoby tam zamieszkującej.

Drobne przemyty
Pieniądze z NRD (marki wschodnioniemieckie) jako jedyne z krajów KDL można było korzystnie wymieniać na tzw. twardą walutę w kantorach w Berlinie Zachodnim. Oczywiście ich wywóz z NRD był zakazany. Opłacało się więc w Polsce wykupywać swoje kwartalne przydziały marek wschodnich, aby później hurtem wywieźć i sprzedać na Zachodzie. Innym dobrym sposobem na zarobek było przywożenie z Polski zegarków elektronicznych, na które był ogromny popyt w NRD. Jeden taki wyjazd dawał lepszy dochód niż miesiąc uczciwej pracy.
Polacy przywozili do demoludów różne dobra, sprzedawali je, a uzyskane środki pieniężne służyły do zakupu na miejscu różnorodnych, często subwencjonowanych towarów, których nie można było kupić w Polsce. A brakowało prawie wszystkiego.
Władze bratnich krajów zauważyły wpływ zbyt częstych przyjazdów obywateli PRL na rozregulowanie własnych systemów handlu wewnętrznego. Polacy wracający do kraju byli więc skrupulatnie sprawdzani na granicach przez służby celne. Przemytnikiem można było zostać nawet wywożąc z ówczesnej Czechosłowacji 5 kg cukru lub 2 nowych par butów z NRD. Nasi obywatele wykazywali się wtedy niezwykłą desperacją i pomysłowością przemycając do Polski np. telewizory czy wyroby ze złota.

Kraje kapitalistyczne – wymogi paszportowe

Tu obowiązywały zupełnie inne zasady wyjazdu. Mam nadzieję, że się nie pogubicie czytając ten akapit.
Niezbędny był paszport i wiza. W celu uzyskania paszportu należało osobiście w milicyjnym wydziale paszportowym złożyć wniosek, zdjęcia i zaświadczenie z banku o posiadaniu środków walutowych na sfinansowanie podróży. Była to równowartość co najmniej 150 dolarów amerykańskich. Dziś jest to suma jaką wielu z nas nosi w swoim portfelu, ale wtedy stanowiła równowartość półrocznego średniego wynagrodzenia. Taką kwotę należało wpłacić w gotówce na swoje konto walutowe w banku. Na szczęście nikt wtedy w banku nie pytał o pochodzenie waluty obcej. Po kilku dniach można było pobrać z banku stosowne zaświadczenie dla biura paszportowego, a pieniądze wypłacić po otrzymaniu paszportu. W połowie lat 80-tych władze zorientowały się, że jest tu pole do kombinacji i zmieniły zasady. Pieniądze w walucie obcej można było wpłacić na konto walutowe, ale zaświadczenie wydawano dopiero po roku przechowania środków na koncie. Druga możliwość to udokumentowanie przywozu waluty. Przy wpłacie do banku należało przedłożyć imienną deklarację poświadczoną przez służby celne, że właściciel przywiózł te środki z zagranicy. Ta opcja zwalniała z obowiązku uciążliwej rocznej lokaty w banku w celu uzyskania zaświadczenia. Każdy więc zabiegał o to, aby wracając z zagranicy posiadać deklarację z jak najwyższą kwotą. Tu Polacy wykazywali swoją kreatywność. Deklaracje wypełniano wymazywalnym długopisem, po uzyskaniu potwierdzenia kwota była przerabiana na znacznie wyższą. Innym sposobem było pozostawienie kwoty (pisanej cyframi i słownie) , ale następowała zmiana nazwy waluty np. napis liry przerabiano na dolary.
Zamiast zaświadczenia możliwe było też przedstawienie zaproszenia przez osobę mieszkającą na Zachodzie. Zaproszenie musiało być poświadczone w polskiej placówce konsularnej. Zapraszający musiał wykazać zameldowanie w swoim kraju, stałe dochody, oświadczenie, że pokryje wszelkie koszty związane z podróżą i pobytem gościa i oczywiście za zaproszenie zapłacić. Coś na pociechę - wyjazd na zaproszenie umożliwiał wykupienie w polskim banku po oficjalnym niskim kursie 10 dolarów amerykańskich.
To oczywiście nie wszystko, wniosek składany w wydziale paszportowym musiał zawierać poświadczenie z zakładu pracy o udzieleniu urlopu na wyjazd. W PRL oczywiście każdy musiał pracować lub się uczyć. Studenci na wniosku o paszport musieli uzyskiwać zgodę dziekana wydziału lub rektora. Warunkiem uzyskania takiej zgody było pozytywne zakończenie ostatniej sesji a więc zdanie wszystkich egzaminów i zaliczeń. Dodatkowo opinia uczelnianej organizacji studenckiej – ten formalny wymóg został zniesiony w 1980 roku. Mężczyźni w wieku poborowym (w tym studenci) do wniosku musieli także dostarczyć zgodę z wojskowej komisji uzupełnień WKU.
Po zakończeniu stanu wojennego nowe regulacje stanowiły, że do wniosku należało także dostarczyć kopię dowodu osobistego lub paszportu osoby zapraszającej. Był to wymóg raczej formalny, bo kserokopie można było skopiować z kserokopii uzyskanych od innych osób.
Teraz już tylko trzeba było kupić znaczki opłaty paszportowej, dołączyć 2 fotografie i odstać kilka godzin w kolejce w wydziale paszportowym w celu złożenia dokumentów i po wyznaczonym czasie ponownie w celu odbioru paszportu. W sezonie letnim było to każdorazowo nawet kilka dni. Odbiór paszportu to kolejna kolejka, zwykle nieco krótsza. Należało stawić się osobiście.
Na wniosku należało także szczegółowo określić kraje do których miał nastąpić wyjazd i czas trwania podróży. W ciągu tygodnia po powrocie do kraju paszport należało oddać w wydziale paszportowym, który dokument wydał. Przeglądane były wszystkie wpisy, wizy i pieczątki. Zwłaszcza daty wyjazdu i powrotu były porównywane z zadeklarowanym terminem. Przekroczenie długości pobytu lub wjazd do innych krajów niż zadeklarowane stanowiły naruszenie przepisów i taka osoba zapraszana była do osobnego biura na szczegółowe złożenie wyjaśnień. Często kończyło się to odmową wydania paszportu na kolejny wyjazd przez dłuższy czas.
Każdy chcąc zrealizować kolejny wyjazd musiał całą procedurę uzyskania paszportu odbyć od początku.

Wizy
Właściciel PRL-owskiego paszportu musiał posiadać wizy pobytową kraju docelowego i tranzytowe z krajów przez które miał zamiar przejeżdżać. Wizy były wymagane przez niemalże wszystkie kraje. Wyjątek stanowiły Austria, Szwecja, Berlin Zachodni i Singapur. Wymagania wizowe były często poza zasięgiem przeciętnego Polaka. W wielu przypadkach należało przedstawić wyciąg z konta walutowego ze stosowną kwotą wyliczaną na każdy dzień pobytu. Należało także przedstawić urzędowe zaproszenie od obywatela danego kraju lub instytucji, bilety powrotne, rezerwacje hotelowe, zaświadczenie z miejsca pracy lub uczelni, a nawet dokumentację stanu majątkowego posiadanego w Polsce (np. dom, mieszkanie). Czasami trzeba było odbyć upokarzającą rozmowę z urzędnikiem konsularnym. Do wielu konsulatów i ambasad należało stawić się osobiście, aczkolwiek istniały już biura pośrednictwa wizowego. Z odmową przyznania wizy najczęściej spotykały się osoby, które przedłużały swoje poprzednie pobyty, podejmowały nielegalną pracę (bo legalnie było to prawie niemożliwe) lub popełniły jakieś przestępstwo. Ambasady nawet w nocy były oblężone przez oczekujących na wizy. Przyjęte były limity dzienne wiz do wydania. Przykładowo ambasada hiszpańska dziennie wydawała nie więcej niż 25 wiz. Stosunkowo łatwo można było uzyskać wizę zachodnio-niemiecką i holenderską.

Pieniądze
Chociaż handel obcą walutą w PRL był zabroniony i karalny, handlował prawie każdy. Kantory zaczęły pojawiać się dopiero pod koniec lat 80-tych. Istniały dwa kursy walutowe – oficjalny i realny czarnorynkowy. Różnica między nimi średnio wynosiła 300% i stale się powiększała.
Wywóz waluty obcej z PRL dopuszczalny był jedynie w wysokości jaka uwidoczniona była na zaświadczeniu z banku. Przywóz dowolnej kwoty był za to milcząco tolerowany. Władzom PRL zależało, aby jak najwięcej walut obcych napływało do kraju. Powracający zza granicy prędzej czy później musiał walutę wpłacić do banku (choćby na krótko) lub wydać w sklepach Pewex lub Baltona.

Bilety i paliwo
Bilety kolejowe na wyjazdy zagraniczne można było kupić za złotówki ta trasie aż do granicy z krajem kapitalistycznym. Sprzedaż prowadziło tylko biuro podróży Orbis. Oczywiście należało odstać kilka godzin w kolejce i termin wyjazdu dostosować do wolnych miejsc. Za przejazdy kolejowe poza strefą krajów socjalistycznych należało zapłacić w twardej walucie.
Za bilety lotnicze na loty LOTEM oraz liniami socjalistycznymi do państw socjalistycznych można było zapłacić w złotówkach, ale biletów do najbardziej atrakcyjnych i poszukiwanych miejsc zwykle nie można było kupić nawet z ogromnym wyprzedzeniem. Przydawały się więc znajomości w biurach podróży i liniach lotniczych. Regularnych liniowych przewozów autobusowych w zasadzie nie było.
Pozostawał wyjazd własnym samochodem. Wymagało to zgromadzenia odpowiedniej ilości paliwa. W PRL paliwo było racjonowane, miesięczny przydział to maksymalnie 30 litrów benzyny. Jadąc do krajów zachodnich należało jeszcze przejechać tranzytem przez NRD lub Czechosłowację. Choć sytuacja paliwowa w tych krajach wyglądała dużo lepiej, nie oznaczało to, że bez problemów można było zatankować benzynę na tamtejszych stacjach paliwowych. Od kierowców samochodów z polskimi rejestracjami wymagane były talony na paliwo lub zapłata w twardej walucie. Talony były do kupienia w Polsce, ale w ilościach nie zapewniających przejazdu. Niezbędnym wyposażeniem każdego samochodu był więc 20 litrowy kanister. Dobrym sposobem nabywania paliwa w NRD było zaparkowanie samochodu z dala od stacji paliw i zatankowanie bezpośrednio do kanistra i zapłacić odliczoną kwotę markami wschodnioniemieckimi. Różnica w cenie paliwa po wschodniej i zachodniej stronie żelaznej kurtyny to jak 1 do 5.

Miś
Pamiętacie zapewne z jakimi problemami w filmie „Miś” zmagał się Ryszard Ochódzki, aby wyjechać do Anglii. Filmowa opowieść pomija jednak co najmniej kilka znaczących szczegółów. Sam paszport to jednak za mało jak na wyjazd w czasach PRL. W paszporcie musiałaby znaleźć się wiza Zjednoczonego Królestwa, której uzyskanie było bardzo trudne i czasochłonne. Ryszard Ochódzki a właściwie Stanisław Paluch musiałby jeszcze przed wyjazdem złożyć co najmniej dwie wizyty w banku. Zakup biletu lotniczego w tamtych czasach na przelot Lotem także nie był aż tak trywialny. Wykonanie tego wszystkiego w jedno przedpołudnie było niewykonalne.

Na koniec
Proponuję chwilę refleksji przekraczając polską granicę. Zastanówmy się chwilę jakie absurdalne regulacje obowiązywały w naszym kraju i jaką drogę przebyliśmy by móc swobodnie podróżować…
_________________
***Jeśli uważasz, że ten post jest pomocny, kliknij ikonkę poniżej***
Góra
 Relacje PM off
25 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 16 Gru 2022 22:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Paź 2011
Posty: 386
niebieski
Specyficzną formą przekraczania granicy był "mały ruch graniczny" miedzy PRL a Republiką Czechosłowacką.
Podstawy prawne są tutaj:

https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/downl ... 600153.pdf

A praktyka była różna, kolega do dzisiaj wspomina, jak jego matki czescy pogranicznicy nie chcieli wpuścić na jakąś uroczystość do rodzonej siostry mimo posiadania przez nią wymaganej przepustki. A argument, jakiego używali, jest wart zacytowania: "Sestra není rodina" ;)
_________________
Image

Naprawdę pisze się razem. Naprawdę!
Zresztą zresztą też.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 17 Gru 2022 01:36 

Rejestracja: 21 Mar 2018
Posty: 1135
srebrny
Pamiętam z dzieciństwa jakim potężnym cywilizacyjnym skokiem było to, że od 1989 można było wreszcie dostać paszport na 10 lat i trzymać go w domu.

Pamiętam też, jak chyba w 1990 albo 1991 Austria na chwilę wprowadziła dla nas obowiązek wizowy, w poprzek reszcie zachodniej Europy, która wtedy wizy dla nas znosiła. Jacyś politycy musieli mocno postraszyć napływem polskich nielegalnych imigrantów i władze Austrii postanowiły "wstać z kolan". Do tej pory mam mam stary paszport z austriacką wizą tranzytową wydaną przez konsulat w Krakowie, z odręcznie napisanym "zweimalig" i "Italien", na wyjazd autem na wakacje we Włoszech. Ale szczęśliwie trwało to niedługo i dość szybko przywrócono ruch bezwizowy.

Drobna poprawka - pojawienie się kantorów to nie był stopniowy proces. To stało się nagle w 1989, razem z upadkiem komuny. Zalegalizowano obrót walutą i praktycznie z dnia na dzień zniknął czarny rynek. Dotychczasowy nielegalni cinkciarze spod Pewexów otwarli legalne kantory.

Potem jeszcze przez kilka lat trzeba było przemycać do Czechosłowacji, a potem do Słowacji korony. Można je było legalnie kupić w Polsce w kantorze, ale jeszcze przez jakiś czas zgodnie z czechosłowackimi/słowackimi przepisami nie można było ich wwozić na ich terytorium. Liczyli na to, że w ten sposób zmuszą do przywożenia twardej waluty, ale osiągnęli tylko tyle, że wszyscy na potęgę przemycali korony.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 17 Gru 2022 01:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lip 2013
Posty: 1486
platynowy
Yaneck napisał(a):
Świat z punktu widzenia PRL był podzielony na 2 strefy: europejskie kraje demokracji ludowej tzw. KDLe zwane potocznie demoludami i resztę świata zwykle nazywaną KK lub kraje kapitalistyczne.

Ha - do tej pory pamiętam ten podział paszportów na Kraje Demokracji Ludowej oraz Wszystkie Kraje Świata chociaż przyznam, że w mowie potocznej, przynajmniej w rejonie w którym się urodziłam mówiło się, że jeden jest na Ka-eSy a ten drugi na KK.
Bardzo dużo wspomnień, ale zdecydowanie nie tęsknię.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 17 Gru 2022 10:44 

Rejestracja: 27 Lut 2015
Posty: 323
niebieski
@billabong
Spojrzałem na mój paszport PRL. O dziwo wydany gdy byłem jeszcze nieletni, ale jakoś nie pamiętam wizyty w urzędzie z rodzicami.
Oryginalnie po wydaniu w 1987 obowiązywał tylko na Demoludy, ale w 1990 został rozszerzony na na cały świat.

@Stasiek_T
Pod koniec lat 70., na początku 80. miałem kolegę z Kudowy. Zawsze mial nowe trampki. Pamiętam do dziś, gdy tłumaczył że do sąsiadów zagranicę szedł w starych butach, ale wracał w nowych.

Już po zakończeniu PRL, tuż na początku lat 90. jednym z trudniejszych zadań było wjechanie do UK. Otrzymanie wizy było w miarę łatwe, lecz schody zaczynały się na granicy UK. Kolega po dopłynięciu do Dover, opuścił wyspę najbliższym promem na kontynent. Po kilku dniach druga próba okazała się skuteczna. Inni koledzy po dopłynięciu do Harwich spędzili nockę w tamtejszym areszcie. Wjeżdżałem przez Dover i Harwich ( w tamtych czasach był tam jakiś ośrodek szkolenia Immigration) maglowanie było mocne ale udało się wjechać.
W porównaniu z UK, wjazd do USA był relaksem.

Image
Image
Image

Image
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
meczko lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 17 Gru 2022 11:21 

Rejestracja: 09 Mar 2014
Posty: 3360
srebrny
Yaneck napisał(a):
Pieniądze
Chociaż handel obcą walutą w PRL był zabroniony i karalny, handlował prawie każdy.

Bardzo fajny opis. :) Ale to zdanie na górze wymaga sprostowania bo to absolutna nieprawda. :) Handlowali nieliczni, bo przecież trzeba było mieć dostęp do dewiz. Koniki pod bankami w dużych miastach (bo wyłapywali turystów i wracających z pracy za granicą, żeby od nich kupić waluty) albo osoby mające "dojście" np. do osób z firmy budowlanej realizującej kontakty zagraniczne, albo klubu sportowego wysyłającego zawodników na zagraniczne zawody (jak w Misiu :))
Góra
 Relacje PM off
elwirka lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 17 Gru 2022 13:18 

Rejestracja: 14 Sty 2014
Posty: 576
Loty: 105
Kilometry: 192 987
niebieski
Za komuny wyjazdy z paszportem do wszystkich krajów świata nie były takie proste jak wyżej opisano. Niekiedy aby otrzymać paszport na wyjazd wiązał się z rozmowami z panami z SB. Dla niektórych kończyło się to zdawaniem relacji z wyjazdu, a nawet współpracą z SB. Wstydliwy temat dla niektórych wyjeżdżających wtedy na Zachód (w tym do Jugosławii). Dramat dla posiadających rodzinę na Zachodzie, stypendia, itp. Część z tych osób można znaleźć w danych IPN.
Wstydliwy temat, ale prawdziwy.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 17 Gru 2022 14:16 

Rejestracja: 31 Maj 2016
Posty: 350
niebieski
Mój pierwszy paszport to był właśnie paszport "na demoludy", a musiałem go wyrobić przed wyjazdem na kolonie do NRD (wyspa Uznam, ok. 10 km od polskiego Świnoujścia). Na szczęście był ważny 5 lat, więc po powrocie nie musiałem go zwracać. Na drugie szczęście - po nieco ponad roku od tych kolonii upadł mur berliński, granice otworzyły się szerzej, podział na KDL i KK przestał być aktualny i wkrótce mogłem wyrobić kolejny paszport, co prawda wciąż ze zdezaktualizowanym już napisem Polska Rzeczpospolita Ludowa, ale za to ważny już na cały świat
Góra
 Relacje PM off
Grzenio1970 lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 18 Gru 2022 12:54 

Rejestracja: 21 Mar 2018
Posty: 1135
srebrny
Grzenio1970 napisał(a):
Spojrzałem na mój paszport PRL. O dziwo wydany gdy byłem jeszcze nieletni, ale jakoś nie pamiętam wizyty w urzędzie z rodzicami.
Oryginalnie po wydaniu w 1987 obowiązywał tylko na Demoludy, ale w 1990 został rozszerzony na na cały świat.




Też taki mam :-) Jakoś pod koniec lat 80-tych, jeszcze za późnej komuny, można było dostać paszport na same demoludy i trzymać go w domu. Taka kontrolowana liberalizacja, bo paszport na wszystkie kraje świata był dalej trudno dostępny i podlegał zwrotowi po powrocie. Potem już po upadku komuny można było rozszerzyć ten paszport na demoludy na wszystkie kraje świata i wtedy już oczywiście zniesiono wymóg oddawania paszportu po powrocie.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 11 Sty 2023 19:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sie 2016
Posty: 39
@meczko: paszport po powrocie z zagranicy oczywiście trzeba było zwrócić. Dodam jeszcze, że przy odbieraniu paszportu należało pozostawić w depozycie milicyjnym dowód osobisty - wtedy to była mała książeczka w zielonej okładce. W ówczesnym dowodzie umieszczane były wpisy o aktualnym miejscu zamieszkania (zameldowania), o aktualnym miejscu zatrudnienia i o jeszcze inne wpisy np. o wydanych kartkach żywnościowych, posiadanej książeczce walutowej i o paszporcie. Przy zwrocie paszportu właścicielowi oddawany był dowód osobisty.
_________________
***Jeśli uważasz, że ten post jest pomocny, kliknij ikonkę poniżej***
Góra
 Relacje PM off
FUX lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 11 Sty 2023 20:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Lis 2011
Posty: 405
niebieski
Dodam jeszcze z mojego doświadczenia w 1985 roku, wracałem z Francji i przy zwrocie paszportu musiałem pójść do małego pokoju w wydziale paszportowym, gdzie siedział pracownik Urzędu Bezpieczeństwa i przesłuchał mnie co tam robiłem w tej Francji, z kim się spotykałem, co mi się podobało na " zgniłym" zachodzie itp.
Góra
 Relacje PM off
Yaneck lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 11 Sty 2023 20:24 

Rejestracja: 21 Mar 2018
Posty: 1135
srebrny
@Yaneck, pamiętam, że ten ograniczony paszport na same demoludy można było trzymać w domu. Tylko to rozwiązanie było bardzo krótkotrwałe, weszło jakoś na chwilę przed upadkiem komuny, może w 1987 albo 1988. Rodzice mi go wyrobili "na wszelki wypadek", jak pojawiła się taka możliwość, ale nie zdążyłem z niego skorzystać.
Pierwszy raz zagranicą byłem dopiero w lipcu 1989 w Jugosławii już na normalnym paszporcie (paszport na "demoludy" jej nie obejmował). Wtedy po powrocie już nie bylo trzeba go zwracać, ale to już było po czerwcowych wyborach i PRL właśnie się demontował.
Góra
 Relacje PM off
Yaneck lubi ten post.
 
 
 [ 12 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 11 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group