Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 26 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 29 Paź 2018 20:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Sty 2018
Posty: 31
Loty: 75
Kilometry: 74 854
Iran jest cudny. Byłem rok temu i chciałbym tam wrócić ponownie.
_________________
Zapraszam na mój blog podróżniczy:
https://antekwpodrozy.pl
Góra
 Relacje PM off  
 
#22 PostWysłany: 17 Gru 2018 21:33 

Rejestracja: 07 Paź 2018
Posty: 18
Loty: 20
Kilometry: 115 368
Okej, trochę z tym Isfahanem zeszło, ale postaram się już pomału kończyć irańską relację.

W malutkiej wiosce w której nocowaliśmy nie byliśmy jedynymi turystami- była również para Niemców, myślę, że w podobnym do naszego przedziale wiekowym. Chwilę się na nich skupię, ponieważ jak się okaże, ich obecność wywarła znaczenie na naszą podróż.
Podróżowaliśmy trochę na odwrót, my z Yazd zahaczając o pustynię i do Isfahanu, a oni z Isfahanu zahaczając o pustynię i do Yazd. No i stąd również się wzięło pochodzenie naszych kierowców i co by żaden z nich nie musiał nadrabiać kilometrów (a w przypadku Iranu w grę wchodziło nadrabianie ich setek), postanowiliśmy się zamienić. Nasz z Yazd wziął tamtą dwójkę, ich z Isfahanu - nas.

Czy była to dla nas korzystna zamiana to bym nie powiedziała.
Para Niemców przestrzegła nas, że jedynym słowem po angielsku, które zna ich, a teraz i nasz, kierowca jest „camel”. No ok, nie planujemy z nim spędzić długich dni, a może akurat nam zwróci uwagę na jakieś stado wielbłądów.

Droga do krótkich nie należała, około 450 kilometrów i wyjątkowo się ciągnęła.
Gdzieś 100 km przez Isfahanem nasz kierowca zatrzymał się średniej wielkości miejscowości, zaraz pod meczetem. Spotkaliśmy pod nim jakiegoś organizatora wycieczek, ale mówił po angielsku, więc uchylił nam rąbka tajemnicy na temat tego gdzie my w ogóle jesteśmy.
Ponoć jeden z najstarszych meczetów w Iranie, więc super, idziemy. Zanim jednak udaliśmy się w stronę kasy biletowej nasz kierowca za pośrednictwem ów przewodnika zapytał, czy w czasie kiedy my będziemy podziwiać meczet, to czy on mógłby pójść do swojego rodzinnego domu. Z zaznaczeniem na czasownik: PÓJŚĆ. No to okej, dla nas to żaden problem.
Idziemy w stronę kasy, a nasz kierowca wcale nigdzie nie idzie tylko odjeżdża samochodem w którym są nasze walizki. A w nich pieniądze, potwierdzenia rezerwacji, bilety lotnicze. Od razu podeszliśmy to wcześniej wspomnianego przewodnika i opisaliśmy nasze zaskoczenie i delikatne niezadowolenie z zaistniałej sytuacji. Ten najspokojniej w świecie zdziwiony, że mamy w ogóle jakikolwiek problem, ale od razu do kierowcy zadzwonił i sprowadził do porządku.

Nas zaś wysłał na zwiedzanie tegoż niesamowitego meczetu.
Z „niesamowitym” to jednak on nie ma nic wspólnego. I nie wynika to z tego, że jesteśmy totalnymi ignorantami, którzy nie potrafią docenić bliskowschodniej architektury. Był to po prostu plac na planie średniej wielkości prostokąta, otoczony murkiem i niewielkim sklepieniem podtrzymywanym przez kolumny. Wszystko jednak niesamowicie zaniedbane. Odłażący tynk, wybrakowane płytki na podłodze a po kątach śmieci.

Zawiedzeni meczetem, zdenerwowani sytuacją z kierowcą ruszamy w dalszą drogę. Na szczęście w Isfahanie będziemy za niecałe półtorej godziny.

Do miasta docieramy około godziny 13. Rezerwację mieliśmy w Orchid Hotel. Standard taki sam jak wszędzie indziej- pokój dwuosobowy, z prywatną łazienką i śniadaniem w postaci skromnego bufetu.

Szybkie odświeżenie i idziemy w stronę placu Imama zahaczając o restaurację.
Sam plac i ulice otaczające go przypominały nam najbardziej te z rodzaju europejskich. Był na nich stosunkowo porządek, motory nie jeździły pod prąd a kierowcy wiedzieli do czego służy sygnalizacja świetlna.
Załącznik:
DSC06501.JPG

Załącznik:
DSC06500.JPG

Po Placu Imama można chodzić cały dzień i w dalszym ciągu mieć poczucie nie napatrzenia się i nie odkrycia ciekawych zakątków. Jest to świetne miejsce nie tylko ze względu na otaczające go atrakcje turystyczne, ale też żeby usiąść na ławce lub trawie, zjeść paczkę isfahańskich (ponoć najlepszych w Iranie) słodyczy, wypić sok z granata i cieszyć się przyjemnym wieczorem. Tak też robi mnóstwo miejscowych, tak zrobiliśmy i my.
Załącznik:
DSC06492.JPG

Załącznik:
DSC06494.JPG

Trochę odpoczęliśmy, trochę pokręciliśmy się to Wielkim Bazarze i gdy zrobiło się ciemno udaliśmy się w stronę rzeki podziwiać isfahańskie słynne mosty.
Załącznik:
DSC06490.JPG

Jak bardziej lub mniej wiadomo nazwa rzeka z faktyczną rzeką nie ma nic wspólnego. Koryto, wody nie widziało już dobrych parę miesięcy, lecz ewidentnie jest to typ okresowy, nawet widzieliśmy przybrzeżną wypożyczalnię rowerków wodnych. Także w miesiącach wiosennych jakaś woda musi tam płynąć.
Po spacerze wstąpiliśmy do baru z sziszą i już prosto do hotelu.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
Złoty uważa post za pomocny.
 
 
#23 PostWysłany: 02 Mar 2019 16:31 

Rejestracja: 07 Paź 2018
Posty: 18
Loty: 20
Kilometry: 115 368
Rozmawiając z wieloma turystami z Polski i z tymi spoza niej, wzajemnie wymienialiśmy się planami podróży przez Iran. W odpowiedzi często słyszeliśmy, że jak to być w Isfahanie i Teheranie, i nie odwiedzić lezącego pomiędzy Kaszan?! Toż to zbrodnia.

Słysząc mnóstwo rekomendacji, pochwał, „ochów i achów” pomyślałam, co w przypadku mojej osobowości jest dużym wyczynem, chrzanić plany, chce zobaczyć to Kaszan i koniec. Nic mnie nie może przecież ominąć :D

Z pomocą sympatycznej pani z biura podróży w Yazd (tej samej, która nam zorganizowała wycieczkę na pustynię), zakupiliśmy bilet autobusowy z Isfahanu do Kaszan i następnie bilet pociągowy (co by zaliczyć już wszystkie środki transportu) z Kaszan do Teheranu. Czasowe zabezpieczenie też uwzględnione- w Teheranie będziemy mieć ponad 24 godziny do powrotnego samolotu. Wszystko było super.

No właśnie. Było.

Autobus odjeżdżał o godzinie 6, więc pobudka przed 5. Półżywi wleczemy się do recepcji gdzie mówię, że dzień wcześniej zamówiłam taksówkę na 5.15 i za ile mniej więcej powinniśmy się jej spodziewać. Oczywiście zamówiony samochód gdzieś zaginął, pan zamówił kolejny.
On również przepadł w taksówkowej otchłani.
Coraz więcej nerwów, stresu, niemiłych słów (przypominam, była 5 rano, kto potrafi być miły o takiej porze?).

Koniec końców coś po nas przyjechało. Coś, bo drzwi mu się nie zamykały i szczerze się bałam, żeby się nie rozleciało w części podczas drogi.
Na dworcu irański klasyk- nikt nic nie wie, ale każdy chce pomóc, więc tak biegamy z jednego końca na drugi.
Pan pomaga nam wymienić wydrukowany w Yazd bilet, na bilet, który trzeba okazać kierowcy.

Autobus pełen luksus, wygodne fotele, reklamówka jedzenia i napojów. W Kaszan mamy być za ok. 2 godziny, więc na wszelki wypadek ustawiłam budzik w telefonie, bo wiedziałam, że oboje zaraz zaśniemy.

Pani z biura nas uprzedziła, ze autobus nie zatrzymuje się w Kaszan, jedynie zatrzymuje się w zatoczce na autostradzie gdzie zaraz podjedzie po nas taksówka. Bacznie obserwuję naszą lokalizację przez Google Maps. Coraz bliżej, więc zaczynam wypatrywać rzekomej zatoczki.

Według mapy jesteśmy na wysokości Kaszan, a autobus zdecydowanie nie miał w zamiarze zatrzymania się. No i tak jedziemy, jedziemy, ja czekam i patrzę.
W końcu byliśmy już parędziesiąt kilometrów za miastem, więc zdezorientowana i zdenerwowana piszę do naszej pani z biura (na potrzeby tej relacji dajmy jej na imię Shiva) pytając o co chodzi. Shiva z pełnym spokojem odpowiada, że musiała nastąpić pomyłka no i przeprasza, ale życzy miłego pobytu w Teheranie!

A no to ok., dzięki.

Po dodatkowych dwóch godzinach wysiadamy na dworcu głównym w Teheranie, wsiadamy do taksówki i jedziemy do hostelu.

Dostaliśmy jeden z ciekawszych noclegów w czasie pobytu w Iranie. Dwuosobowy pokój był rozumiany jako namiot (nie miało to nic wspólnego z nim, ale nie umiem znaleźć innego określenia) w kształcie walca ze stożkowym daszkiem. W środku znajdowało się wszystko czego potrzeba, duży materac na podłodze, gniazdka po obu stronach i klimatyzator.
Szybka toaleta i wychodzimy coś zjeść.

Będąc już drugi raz na ulicach Teheranu – nie wyobrażam sobie znalezienia czegokolwiek w tym mieście inaczej, niż za pomocą Googla bądź innej nawigacji.
Wielkie, zatłoczone, nieoznaczone, brudne, smog kłuje w oczy. To wszystko dawało niepowtarzalną kombinację, odpowiednio dawkowana sprawiła, że zaczynało się to podobać.
Załącznik:
Teheran6.jpg

Lunch – obiad zjedliśmy w (ponoć) jednej z lepszych knajp w Teheranie. Mieliśmy trochę ochotę na europejskie smaki, czyli burger dla brata i makaron ze szpinakiem dla mnie. Do tego po dwie filiżanki pysznej kawy i deser w postaci soku z mango.

Z tak szczęśliwymi brzuszkami podjęliśmy kolejną próbę znalezienia byłej Amerykańskiej Ambasady, w której aktualnie znajduje się Muzeum Szpiegostwa. Jako, że fanatykami muzeów, szczególnie tych opisanych jedynie w języku farsi, nie jesteśmy to chcemy zobaczyć słynne murale dookoła budynku.
Ambasada znajduje się w okolicach stacji pierwszej linii metra Saadi. W okolicach, czyli od wyjścia na ulicę czeka nas jeszcze ok. 30 minut spaceru.
Z pomocą młodego mężczyzny, który w rozmowie z nami słowo BYŁA Ambasada USA, podkreślał z dziesięć razy, dotarliśmy.

Na zobaczeniu tego miejsca zależało chyba bardziej mi niż mojemu bratu. Dlaczego? Bo to była druga rzecz, o której pomyślałam słysząc „Teheran” i myśl, że faktycznie, to jest jedyne miejsce na świecie gdzie przy głównej ulicy można zobaczyć wielki napis „GET DOWN WITH USA”.
Załącznik:
Teheran2.jpg


Miejsce to ma swoistą aurę. Jest trochę smutne, trochę kipi złością i żalem do świata, a trochę pokazuję dumę ze swojej niezależności. I to pierwsze miejsce, gdzie w twarzach przechodzących obok Irańczyków zobaczyłam cień nieprzyjacielskiego nastawienia.
Załącznik:
Teheran3.jpg

Załącznik:
Teheran4.jpg


Zobaczyliśmy to co chcieliśmy i taksówką udaliśmy się do północnej części miasta – Darband. Słynie z bogatych mieszkańców i znacznie lepszej jakości powietrza wynikającej tego, że udając się tam, jedziemy w coraz wyższe góry.
Załącznik:
Teheran5.jpg


Po przyjeździe na miejsce postanowiliśmy się zgubić w plątaninie ulic i uliczek w towarzystwie willi i panoramy na Teheran. Niestety w międzyczasie aparat postanowił odejść na emeryturę, więc muszą nas zadowolić zdjęcia z telefonu.
Załącznik:
Teheran9.jpg

Załącznik:
Teheran7.jpg


Spacer zajął około dwóch godzin, więc postanowiliśmy wstąpić do jakiejś knajpki na siszę, pepsi i opcjonalną kolację.
Głodny brat dostał kartę, lecz jedynie w farsi. Nasz kelner, któremu naprawdę zależało, żeby coś nam sprzedać, postanowił wedle swoich możliwości to menu przetłumaczyć. Wskazując kolejne pozycje w karcie pokazywał, uwzględniając wydawany dźwięk, z jakiego stworzonka dana potrawa powstała.
Przykładowo, przy czymś z kurczaka, machał rękami robiąc „ko ko ko”, w przypadku wołowiny dostaliśmy pokaz „muuczenia”.
W tej sytuacji wygraliśmy ze sobą i wybuch śmiechu stłumiliśmy do momentu opuszczenia miejsca. :D
Przy okazji złapaliśmy zachód słońca
Załącznik:
Teheran8.jpg


Po zjedzeniu, wypiciu litrów herbaty złapaliśmy taksówkę i wracamy w stronę hostelu.
Wpakowaliśmy się w teherański korek. Droga wcześniej pokonana w ok. 20 minut trwała ponad półtorej godziny…


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#24 PostWysłany: 19 Maj 2019 16:01 

Rejestracja: 07 Paź 2018
Posty: 18
Loty: 20
Kilometry: 115 368
Znowu trochę zeszło, ale tym razem to już naprawdę koniec irańskiej przygody.

Okej, to już dziś. Ostatni dzień w Iranie. Naprawdę przykro. Ale czekają nas dziś jeszcze przyjemności – Pałac Golestan i Wielki Bazar, czyli ścisłe centrum Teheranu.
Do Golestan Palace dojechaliśmy pierwszą linią metra, wysiadając na stacji Emam Khomeini Square. Od stacji do wejścia do pałacu czekało nas ok. 15 minut spaceru.
Został on jednak urozmaicony przez pewne małżeństwo, które zaproponowało nam swoje towarzystwo. On – nauczyciel angielskiego w teherańskim liceum, ona – opiekunka domu. Z pozoru typowa para, lecz jedno wypowiedziane przez niego zdanie wprawiło nas w delikatne osłupienie.
„Nienawidzimy Chomeiniego. Nienawidzimy rewolucji islamskiej. Cześć wielkiemu Szachowi!”

Podczas wielu rozmów, szczególnie z przedstawicielami młodego pokolenia, często się zdarzały głosy o wyjściu na ulicę mając na sobie krótkie spodenki, bądź bezproblemowego wyjazdu na wakacje do Europy. Ale nikt nigdy nie powiedział tego tak bezpośrednio, tak pewnym i donośnym tonem.
Chyba zauważyli nasze zdumienie na twarzach i zaraz przystąpili do tłumaczenia. On, jako nauczyciel angielskiego, osoba z doktoratem, mówi wprost, że zamknęli mu drogę do świata. Do świata, którego Irańczycy są tak ciekawi. Zamknęli światu drogę do Iranu mówiąc, że jedyne co można tu spotkać to terrorystów na ulicach (nie wiem jak w innych przypadkach, lecz z tym stwierdzeniem sama się spotkałam parę razy, kiedy odpowiadałam na pytanie „A jakie masz plany na wakacje Asia?”). Osobiście mnie to bardzo ruszało kiedy człowiek, który specjalnie nadkłada drogi, żeby odprowadzić nas do miejsca przez nas szukanego, mówi z pełną świadomością, że wie, że „u nas” na takich jak on mówi się terrorysta, bo jestem Irańczykiem.

Po dość ciekawej wymianie zdań rozstaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Trochę jeszcze poruszaliśmy ten temat do momentu znalezienia bramek wstępu do pałacu Golestan.

Załącznik:
fot2.jpg

Załącznik:
fot3.jpg


Przy wejściu wybieramy obiekty na które chcemy kupić wejściówki. Po przeczytaniu przewodnika i paru relacji, uwzględniając to, że brat nie był zafascynowany pomysłem wchodzenia tam – kupujemy bilety do dwóch atrakcji, Lustrzana Sala oraz Żółty Tron.
I faktycznie, dla przeciętnego maniaka muzeów, było to wystarczające.
Pokoje lustrzane niesamowite, nie mam co się rozwodzić nad opisem, więc dołączam zdjęcia.

Załącznik:
fot7.jpg

Załącznik:
fot8.jpg

Załącznik:
fot6.jpg

Załącznik:
fot9.jpg


Następnie Żółty Tron, ciężko było uchwycić w jednym kadrze.

Załącznik:
fot44.jpg

Załącznik:
fot5.jpg


Po obejściu pałacu przechodzimy na drugą stronę deptaku na Wielki Bazar, czyli połączenie kilku mniejszych o konkretnej tematyce – na jednym znajdziemy biżuterię, na drugim wyposażenie domu itd.
Cele mieliśmy dwa, pamiątki i wydanie wszystkich riali, które nam zostały. Na nasze szczęście były one ze sobą dość mocno skorelowane.
Z pamiątek kupiliśmy średniej wielkości dzban oraz cztery talerzyki – dwa mniejsze i dwa większe. Wszystko wykończone charakterystycznymi irańskimi wzorami i zwieńczone pieczątką rządu, która potwierdza jakość produktu. Zapłaciliśmy 60 euro (cena +/- parę euro, po prostu już dokładnie nie pamiętam :D ).
Za resztę riali obkupiliśmy się wszelakimi słodyczami.

No i czas wracać do hostelu. Spakować wszystkie manatki, zapalić ostatnią sziszę, wypić ostatnią herbatkę. Ale żeby się nie zrobiło zbyt nostalgicznie to czekała nas kolejna atrakcja!
Na powrót za transport obraliśmy nasze nogi. Także idziemy, a na czymś na kształt ronda, wita nas taki widok.

Załącznik:
fot1.jpg


W Iranie tak się świętuje rocznice zakończenia wojny z Irakiem :lol:

Ostatnie zdjęcie z telefonu:
Załącznik:
fot10.jpg


Także parę godzin później byliśmy już na pokładzie samolotu do Kijowa.
I przyznam, że kiedy zdjęłam chustkę z głowy to na początku było mi dziwnie, jakoś tak „łyso” :P

Podróż od której dostałam znacznie więcej niż bym się spodziewała. Masa poznanych ludzi, dużo śmiechu i trochę cichych wzruszeń. Kawał fascynującej historii i tej starożytnej, i tej współczesnej, a kto lepiej o niej opowie niż oni sami – Irańczycy? Tak sympatycznego i przyjaźnie nastawionego narodu nigdy nie spotkałam.
„Powiedzcie tam u siebie jak u nas, jak w Iranie jest naprawdę, ok?”. Mam nadzieję, że wypełniłam daną obietnicę :)
_______________________________________________________________________________________________________________



Postaram się jeszcze przedstawić kosztorys.

- bilet lotniczy: Praga – Kijów – Teheran; Teheran – Kijów – Praga (Ukrainian Airlines) 950 zł + dopłata w sumie na oba loty 100 USD za bagaż rejestrowany;

- bilety lotnicze wewnętrzne: Teheran – Shiraz oraz Isfahan – Teheran, w sumie ok. 500 zł, niestety już nie mam potwierdzeń aby sprawdzić dokładną cenę.
Z tego co usłyszałam od innych podróżujących, bilety w Iran Air można kupić na miejscu za ceny pokroju 15 euro, lecz też kwestia szczęścia czy na dany lot będzie dostępne miejsce.

- noclegi: zawsze spaliśmy w hostelach, lecz ich standard był jak w europejskim hotelu (prywatna łazienka, dostępne kosmetyki wraz z wliczonym w cenę śniadaniem). Średnio za dwie noce płaciliśmy w sumie ok. 30-35 euro.

- bilety wstępu do różnych atrakcji: fakt jest taki, że turyści płacą więcej od lokalsów. Przeciętnie cena ta wynosiła do 300 000 – 400 000 riali (najdroższy Golestan, cena wejścia do jednego obiektu – 500 000 riali).

- riale: Irańczycy ceny podają w tomanach, gdzie 10 riali = 1 toman. Oraz istnieje kurs riala ten oficjalny i nieoficjalny. Wszystko trzeba sobie sprawdzać na bieżąco. Stronę z informacją o kursie nieoficjalnym podrzuciłam w pierwszym poście ;)
My wymieniliśmy każdy po 150 euro. W zupełności wystarczyło, a soków z granatu i tym podobnych, sobie nie odmawialiśmy w żadnym stopniu.

- pokonywanie dużych odległości w Iranie: jest świetnie rozwinięta sieć dróg i autostrad, zatem z wygodnym autobusem VIP nie ma najmniejszego problemu. Cena naszego z Shiraz do Bandar Abbas to ok. 1 200 000 riali.
Nie mieliśmy przyjemności, lecz Teheran jest również połączony gęstą siecią linii kolejowych, także fani pociągów również znajdą coś dla siebie :P

- pokonywanie tych mniejszych odległości: jako swój główny środek transportu obieraliśmy własne nogi, odległości w miastach (oprócz Teheranu ofc) są na tyle nieduże, że jak ktoś nie ma problemu z godzinnym spacerem w jedną stronę, to naprawdę szkoda tracić tych widoków na taxówki!

- i najważniejsze, jedzenie: jest ono przepyszne. I jest ono bardzo tanie. Syty, dwu daniowy obiad dla dwóch osób to wydatek rzędu 6 euro. Świeżo wyciskane soki z granatu, pomarańczy czy innych cytrusów za naprawdę drobne pieniądze, że nawet nie rejestrowaliśmy ich ceny.

Podsumowując: cały wyjazd kosztował ok. 3500 zł za osobę.
Niemniej jednak my trafiliśmy w czas spadku wartości riala, więc dlatego też wszystko było tak taniutkie.


Mam nadzieję, że może kogoś zainspiruje do odwiedzenia tego niesamowitego miejsca!
I dziękuje pięknie za poświęcony czas i uwagę <3


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#25 PostWysłany: 06 Cze 2019 15:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Maj 2014
Posty: 687
Loty: 13
Kilometry: 6 623
srebrny
Czyli Kashan nie zaliczyłaś?
Fajna relacja, już w sumie druga jaką o Iranie czytam. Dobrze, że czytałem jednego dnia, bo bym się nie doczekał na kolejne części ;)
_________________
e-prezes.livejournal.com
Góra
 Relacje PM off  
 
#26 PostWysłany: 13 Cze 2019 19:30 

Rejestracja: 07 Paź 2018
Posty: 18
Loty: 20
Kilometry: 115 368
e-prezes napisał(a):
Czyli Kashan nie zaliczyłaś?
Fajna relacja, już w sumie druga jaką o Iranie czytam. Dobrze, że czytałem jednego dnia, bo bym się nie doczekał na kolejne części ;)


Nie, niestety Kashan nie :( mam po co wrócić!
Dziękuje za miłe słowa :D
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 26 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group