Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 5 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 04 Kwi 2018 17:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3556
Loty: 548
Kilometry: 638 515
platynowy
Wyjazd został zaplanowany prawie rok temu w związku z pojawieniem się taryfy Lowcost w UIA. Kupiłem bilety WAW-KBP-OZH oraz ODS-KBP-WAW. Zamiarem była wielkanocna podróż miedzy Zaporożem a Odessą. Może przez Naddniestrze i Mołdawię, może inaczej.
Kiedy termin wyjazdu się zbliżał zaczęły mnie nachodzić wątpliwości czy mi się chce. Zwłaszcza, że niecały miesiąc później mam zaplanowaną wycieczkę WAW-KBP-DNK, KBP-IFO-CWC-WAW.
Dodatkowo zauważyłem, że zima ustępuje powoli i nawet jeśli ustąpi to czeka mnie ukraiński wiosenny okres błotny. A czarnoziem robi błoto wybitne (to nie z autopsji tylko od Szczerka). Poza tym miałem aktualną wizę turecką, z Kijowa można było kupić całkiem tani bilet do Ankary. Jak już kilka razy pisałem loty wewnątrz Turcji do drogich nie należą. Ponadto w międzyczasie pojawiła się oferta taniego wynajmu samochodu, a z jeszcze dla mnie niezrozumiałych powodów zaczęły mi się podobać przejażdżki samochodowe.
Kluczowe dla zmiany planów i pojechania do Turcji była jednak promocja HHonors dająca nawet ponad 4500 punktów (czasami jednak istotnie mniej) za pobyt oraz fakt, że w Turcji hotele Hiltona do drogich nie należą, a gdzieś wypada wyrobić tych 30 pobytów dla przedłużenia statusu.
OK, to nie wszystko - bardzo mi się spodobało w trakcie styczniowego pobytu w Istambule i Izmirze i miałem ochotę na więcej i trochę inaczej.
Wyjazd nie należał do szczególnie starannie zaplanowanych, co zresztą nie jest dla mnie niczym nowym i o czym będzie później. Jednak rezerwacje lotnicze, samochodowe i hotelowe spowodowały, że wiedziałem gdzie będę spać i jak się będę przemieszczał.
Zmodyfikowany plan ukraińskiej wycieczki wyglądał zatem następująco:
1. Przesiadka w Kijowie, w którym miałem zamiar kupić kartę SIM nadającą się do użytku w Turcji
2. Przelot do Ankary, nocleg za 5K punktów, szybka ucieczka z tego miasta – lot do Adany
3. Zapoznanie się z Adaną i tamtejszym Hiltonem - 10K punktów
4. Samochodowa wycieczka do Kapadocji, nocleg w Kayseri - 10K punktów
5. Powrót nad morze do Mersin, które wyobrażałem sobie jako taki mało znany kurorcik nadmorski, nocleg w Hiltonie – 10 K punktów
6. Kontynuacja zapoznawania się z Adaną i tamtejszym Hiltonem
7. Powrót do Ankary, pokręcenie się po mieście, pół nocy we wcześniej odwiedzonym Garden Inn
8. Nocny powrót do Kijowa, przespanie się w ramach dziennego pobytu w hotelu Airport w Boryspolu (jakieś 36 zł za 6h z bezpłatnym transferem). Zwiedzanie Boryspola @igore – zwiedzałeś?
Plan uległ pewnym modyfikacjom z różnych powodów. Od zmiany godzin lotów przez Anadolu Jet, poprzez spostrzeżenie drogowskazu do miasta o szczególnym znaczeniu dla Pawłów, do konsekwencji faktu, że nie za bardzo spojrzałem na mapę planując wyjazd.
Jestem zadowolony (bo tak mam), ale muszę przyznać, że duża część podróży okazała się czymś w rodzaju zwiedzania tureckiego odpowiednika mitycznych Radomia czy Sosnowca, zachowując wszelkie proporcje. Ja tam lubię takie niespodzianki. Cóż, czasem trafia się w miejsca piękniejsze jak np. w czasie mojej poprzedniej wycieczki do Rumunii, czasem na brzydsze – świat tak po prostu wygląda.
Dobrze wiem dlaczego tam gdzie jeżdżę tak rzadko spotykam turystów – oni chcą zobaczyć to co jest im znane i obfotogtafowane z każdej strony. Ja chcę zobaczyć coś nowego, choćby to nie miało być najpiękniejsze, zawsze coś interesującego się znajdzie (wyjątkiem jak na razie jest Ankara, ale przyznaję, że nie dałem jej szansy).
Przez HHonors i znów nie byłem w Batmanie, do którego się wybieram od dłuższego czasu, ale za to przejechałem obok Nigdzie (Nigde).
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 04 Kwi 2018 21:08 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 7443
uwielbiam te Twoje spontaniczne zwiedzanie :D
ale następnym razem użyj wyszukiwarki forumowej, opisywałem wybitne walory odwiedzonych przez Ciebie miejsc :lol:
choć Mersin nie można odmówić jednego - jedzenia w postaci Mersin tantuni i Balik ekmek ;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 04 Kwi 2018 21:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1313
Loty: 257
Kilometry: 461 997
złoty
@pabien Niestety (na szczęście?), zwiedzanie Boryspola dopiero przede mną. Podobnie jak @Washington zaliczam się do miłośników Twoich minirelacji, choć do Hiltonów mi wciąż nie pasujesz (nic w tym obraźliwego) ;) . Ale pytam, gdzie są zdjęcia budynków?
Góra
 Relacje PM off
pabien lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 04 Kwi 2018 22:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3556
Loty: 548
Kilometry: 638 515
platynowy
@igore Zdjęcia będą, ale trochę inne. Z Boryspola również. Na razie napisałem tekst w samolocie. Muszę go trochę poprawić i właśnie dodać zdjęcia.
Ja też sobie nie pasuję do Hiltonów, ale cóż począć skoro jest tanio.
@Washington czytałem Twoją relację, ale jakoś zwróciłem uwagę na inne rzeczy.
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 05 Kwi 2018 01:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3556
Loty: 548
Kilometry: 638 515
platynowy
Kiedy opuszczałem Warszawę padał śnieg. W Kijowie było tylko trochę lepiej. Miałem sporo czasu na przesiadkę i tylko jedno zadanie – kupić lub doładować kartę SIM, abym mógł korzystać z internetu w Turcji, która ma najbardziej nieprzyjazne ze znanych mi regulacji dotyczących zakupu kart – w praktyce są niekupowalne.
Nie było łatwo. Na lotnisku automat połknął 100 UAH i nie chciał za nic oddać. Trudno, musiałem pojechać na Charkowską. Tam tuż przy przystaniu autobusu z lotniska są sklepy wszystkich operatorów. Kupno karty wychodzi tam najtaniej, można też doładować je bez prowizji. W przypadku Vodafone (to taka przykrywka dla MTS, żeby się Ukraińcom nie kojarzył z Rosją) w cenie karty dostaje się opłatę za pierwszy miesiąc. Przy okazji odkryłem, że całkiem niedaleko znajduje się bezprowizyjny bankomat Ukrsibbanku (BNP Paribas). Kupiłem, doładowałem i wróciłem na lotnisko, czekać w saloniku na lot do Ankary.
Ankara przywitała mnie deszczem, kilkoma stopniami na plusie i … nierejestrującą się kartą SIM. Lotnisko jest położone dość daleko od Ankary, ale ma całodobowe połączenie z miastem za 11 turkolirów w tym butelka wody wliczona w cenę. Garden Inn okazał się być daleko od centrum i od ogarnialnego przeze mnie transportu. Ostatni etap pokonany na piechotę był trudny, omal nie zostałem zagryziony przez psy. Ponieważ była już pierwsza w nocy, okolica nie wyglądała interesująco, a następnego dnia o 12 rano czekał mnie kolejny lot grzecznie poszedłem spać.
Po doświadczeniach z poprzedniego dnia tym razem 2 km, które dzieliły mnie od stacji metra postanowiłem pokonać taksówką. Taksówkarz grzecznie włączył licznik, ale to był chyba bardzo ekspresowy egzemplarz, ponieważ te 2 km kosztowały mnie 10 lirów.
Na lotnisku okazało się, że mój Anadolu Jet jak każdy (jeden) dotychczasowy był opóźniony. Lotnisko nie oferuje wiele, ale załapałem się na bezpłatny internet (2h/tydzień). Mogłem wysłać kilka maili i poczatować z obsługą Vodafone (Ukraina), gdzie dowiedziałem się, że karta, z której już korzystałem w Kijowie, nie została aktywowana, a można to zrobić tylko na Ukrainie. Moje pytanie jakim sposobem na Ukrainie korzystałem z nieaktywnej karty spotkało się z odpowiedzią, że przykro im, ale karta nie została aktywowana. Trudno. Tylko to był całkiem kosztowny niedziałający internet – 100 UAH zjedzone, 120 UAH na dojazd RT do Charkowskiej 70 UAH za kartę i 200 doładowania (ok 70 to abonament za maj, kiedy będę na Ukrainie).
Lot do Adany odbywał się nad chmurami, więc widoki nie były szczególne. No może poza wystającymi znad chmur górami – masywu Erciyes i pasma gór Taurus.
W Adanie pogoda już była taka jak powinna być w Adanie. Ciepło do tego ten specyficzny słodkawy zapach orientu, znacznie lepiej wyczuwalny niż w zachodniej części Turcji.
W samolocie już wiedziałem, że Adana nie leży tam gdzie myślałem, tzn nie jest nad morzem. Poprzednio patrzyłem na mapę w dużej skali i nic takiego mi nie wychodziło. Trudno. Przynajmniej ma lotnisko w centrum (naprawdę). Od mojego Hiltona było to jakieś 4 km, a Hilton jest centralnie w centrum, choć po praskiej stronie. Na miejsce szybko dowiózł mnie pierwszy napotkany dolmusz – one chyba wszystkie jeżdżą do tego centrum centrum tylko po niepraskiej stronie.
Po zameldowaniu się postanowiłem sprawdzić co ciekawego może być do zobaczenia w tym dużym, czwartym co do wielkości mieście Turcji. Okazało się, że niewiele, a w zasadzie to tylko most rzymski - Taşköprü, na który najlepszy na świecie widok był z mojego pokoju hotelowego. Najlepszy również dlatego, że nie zawierał budynku hotelu. Nie pozostało mi nic innego, niż podziwiać go z saloniku hotelowego.
Załącznik:
Adana most.jpg

Musze przyznać, że nazwa Adana jakoś dobrze mi się kojarzyła, byłem więc lekko rozczarowany. Po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że jedyne znane mi wcześniej skojarzenie mogło wiązać się tylko z kebabem Adana
https://goo.gl/images/Q4QNnJ
Następnie udałem się na przejażdżkę metrem (bo ja takie przejażdżki zbieram). Tu pojawił się problem – aby wejść do metra trzeba mieć kartę na publiczną komunikację, ale w przeciwieństwie to Stambułu czy Izmiru kart tych nie można kupić – przynajmniej na stacji metra. Przejęta moim problemem Pani Ochroniarka wpuściła mnie bez opłaty.
Metro w Adanie to dziwna rzecz. Jest czyste, pozwala szybko się przemieszczać, ale wyraźnie się nie przyjęło. Jeździ prawie puste. Nie wiem czy to z powodu niedostępności kart, czy może dlatego, że wybudowano je nie w tę stronę (większość ruchu wydawała się odbywać prostopadle do linii metra), czy może dlatego, że zawsze jakiś dolmusz jeżdżący co kilka minut odjeżdża spod domu.
Kolejny dzień to powrót na lotnisko w celu pożyczenia samochodu. Czekała na mnie Micra poprzedniej generacji, ale nowa, z automatyczną skrzynią biegów (taką zamówiłem). Nie miała czujników parkowania, ale był tempomat i bluetooth pozwalający na uniezależnienie się od Tureckiego radia – nie żebym coś miał przeciwko niemu – nawet go nie włączyłem. Poza tym czarny lepiący się krążek z Aliekspressu świetnie sprawdził się jako mocowanie do telefonu służącego za nawigację.
Wyjaśniłem jeszcze kwestię opłat za autostrady – pobierane są automatycznie płacone przez wypożyczalnie i potrącane z depozytu, który wynosił marne 300 TRY. Autostrady są zdecydowanie niedrogie. Przejechanie 450 – 500 km kosztowało 25 zł i to po kursie mBanku.
Micra miała pewien akcent lotniczy
Załącznik:
B787.jpg

Ruch w mieście nie okazał się jakoś szczególnie straszny, poza miastem drogi byly świetne, albo bardzo dobre i raczej niezatłoczone. W efekcie przejechanie 350 km zajmuje mniej niż 4h. U mnie trwało to więcej czasu bo obejmowało postoje.
Widoki cały czas były wspaniałe. Ciągle w tle miałem te czy inne ośnieżone góry. A do tego doliny też niczego sobie. Największy problem miałem w Goreme. Takie zadbane, wypucowane dla turystów. Do tego wielbłądy, quady i oczywiście wycieczki. Piekło – uciekłem, nie zatrzymując się. Przezornie fotki zrobiłem trochę wcześniej.
Załącznik:
K1.jpg

Załącznik:
K2.jpg

Załącznik:
K3.jpg


Droga z Goreme do Kaiseri była bardzo przyjemna z towarzyszącym widokiem na czterotysięcznik Erciyes Dagi.
Załącznik:
E`.jpg

Załącznik:
E2.jpg

Załącznik:
E3.jpg

Kayseri okazało się być miastem ponadmilionowym. Wydaje mi się, że było kilkukrotnie mniejsze, kiedy byłem tam ostatnio. Hilton był znowu w centrum centrum, a pokój który dostałem z jednej z trzech stron oferował widok na wulkan (z drugiej – tej w kierunku Nigde – na nic, z trzeciej na główny plac miasta, który jest przy okazji dużym rondem). Czułem się wyróżniony, bo takich pokojów w hotelu jest z 8. Poza tym znowu z pokoju w hotelu widziałem wszystko co naciekawsze w mieście
Załącznik:
HK1.jpg

Załącznik:
HK2.jpg

Nie było moim celem eksplorowanie Kayseri, wiele się tam chyba zresztą nie wyeksploruje – meczet, forteca i grób. Celem była droga więc z przyjemnością udałem się trochę inną trasą z powrotem nad morze.
Załącznik:
T1.jpg

Załącznik:
T2.jpg

Jak wspominałem droga była dobra jednak w trakcie powrotu co jakiś czas musiałem wykonywać slalom miedzy skrzynkami gubionymi przez jakiegoś kierowcę na odcinku kilkudziesięciu kilometrów
Załącznik:
Skrz.jpg

Ciekawy byłem tego Mersin, o którego istnieniu dowiedziałem się rezerwując hotel. Wiedziałem, że jest nad morzem. Wiedziałem też że mój hotel jest nad samym morzem. Liczyłem, że mam duże szanse dostać pokój z widokiem na morze, nie przeliczyłem się zresztą.
W drodze do Mersin zobaczyłem drogowskaz na Tars. Jako, że jestem Pawłem postanowiłem tam wstąpić. Tars okazał się miastem trzystutysięcznym. Jednak dla turystów znalazło się kilka obiektów, z których obejrzałem kawałek drogi Rzymskiej i studnię „św Pawła”
Załącznik:
Tars studnia.jpg

Z muzeum i bramy Kleopatry postanowiłem zrezygnować, bo ciekawił mnie Mersin.
A ten okazał się miastem ponadmilionowym, ważnym ośrodkiem przemysłowym. Poza tym ma drugi najwyższy budynek w Turcji , ższyprzez wiele lat najwy– dość absurdalnie wyglądający zresztą, supermarket w meczecie, muzeum morskie chronione przez torpedy i długą promenadę na która wylegają tłumy. Można na niej znaleźć ławkę – księżniczkę, telefon – mewę czy myśliwiec.
Załącznik:
mersin muzeum.jpg

Załącznik:
mersin lawka.jpg

Załącznik:
mersin budka.jpg

Załącznik:
mersin supermeczet.jpg

Załącznik:
Mersin WTF.jpg

Załącznik:
Mersin odrzutowiec.jpg

Hotel został usytułowany prostopadle do morza, ale dostałem pokój na szczycie co pozwoliło mi spędzić noc przy otwartym balkonie z szumem morza – czegóż trzeba więcej? A to, że Mersin nie okazał się kurortem, to chyba lepiej.
Kolejny dzień to powrót do Adany, spacer po bazarze i okolicach starego meczetu, następnie parzenie na most z saloniku etap II.
Załącznik:
Adana taurus.jpg

Załącznik:
Adana manekiny.jpg

Załącznik:
łaźnia.jpg

Według oryginalnego planu z Adany do Ankary miałem wracać wczesnym popołudniem, niestety Anadolu Jet skasowało ten lot i powrót miałem o 18 (samolot oczywiście się spóźnił, co daje mi na próbie trzech lotów 100% odsetek spóźnień). Miałem zatem sporo czasu do wykorzystania. Etap III patrzenia na most nie wchodził w rachubę. Poza tym to nie była pora salonikowa. Część handlowa centrum w przeciwieństwie do Stambułu czy Izmiru okazała się o tyle nieciekawa, że zamiast przemysłu tekstylnego nadreprezentowany był sektor akcesoriów samochodowych, narzędzi i podobnych nieciekawych przedmiotów.
Postanowiłem udać się nad jezioro Sehyan (taki Zalew Zegrzyński), które znajduje się w Północnej części Adany a przy okazji przyjrzeć się działalności deweloperów w tym rosnącym w olbrzymim tempie mieście. Trzeba przyznać, że wycieczka była pouczająca.
Widok jest jak z marzeń właściciela JW Construction. Dom obok domu, każdy ogrodzony, wszystkie brzydkie, teren za ogrodzeniem wyasfaltowany na miejsca parkingowe. Co bardziej okazałe domy mają swoje nazwy: Park (to pewnie od dużego parkingu -otopark), Tower, choć zdarzają się bardziej lokalne nazwy jak Koza Insaat czyli chyba kokosowy dom.
Załącznik:
Adana Twer.jpg

Załącznik:
Adana Park.jpg

Załącznik:
Adana Koza.jpg

Co ciekawe ta nowa zabudowa kończy się kilkaset metrów przed miejscem z którego zaczyna się widok na zalew
Załącznik:
Adana non developed.jpg

Pewnie działki z widokiem były za drogie.

Ze względu na późniejsze przybycie do Ankary oraz brak chęci na szukanie co w tym mieście – liczącym 5,5 mln, ale ciągle sprawiającym wrażenie sztucznego – jest wartego zobaczenia, postanowiłem przespać się na lotnisku. To lotnisko oferuje znacząco liczbę lotów, jednak są to w większości loty krajowe. Międzynarodowych jest niedużo, stąd ta część lotniska jest stosunkowo spokojna, a liczne ławki oferują wygodne miejsce do spania. Ja jednak liczyłem na kanapę w saloniku i się przeliczyłem.
Jako posiadacz karty Panorama Premium teoretycznie mam wstęp do saloniku, ale Pani powiedziała, ze nie, a w ogóle to oni nie współpracują z UIA (na nic zdało się pokazywanie logo tej linii przy wejściu wśród raptem pięciu innych). Na domiar złego Pani ta nie odróżniała PSa od Pegasusa, a jej znajomość angielskiego była w zasadzie żadna. Podobnie jak innych osób do których przy okazji dzwoniła. W końcu po długich ustaleniach stwierdzili, że muszę wrócić na landside po voucher. Mógłbym chyba nie dodawać, że taki powrót nie jest możliwy. Trudno pozostały ławki i jako noise canceller starzy Stonesi i Iggy Pop z the Stooges.
Kiedy już zaczęła się odprawa na lot nowa Pani, która jeszcze bardziej nie po angielsku zadzwoniła do check in counter i okazało się, że jedn kak można mnie wpuścić do saloniku, który oprócz wygodnej kanapy nic specjalnego nie oferował. Nawet czaju nie było.
Szczęśliwie UIA zaoferowała mi miejsce leżące, a jako noise canceller i kołysankę w samolocie w którym jest jednak głośniej z powodzeniem służyło mi Rage Against the Machine.
Mimo, że ławki w Ankarze były całkiem wygodne, a fotele w Boeingach UIA również są w porządku do spania, już wcześniej zaplanowałem, że przed pracowitym końcem tygodnia przyda mi się dodatkowy sen w Boryspolu. A potem małe zwiedzanie.
Boryspol wbrew pozorom nie jest położony wzdłuż tylko jednej drogi. Przez miasto przebiega również linia kolejowa i jeszcze kolejna ruchliwa droga. Godzina, którą miałem okazała się niewystarczająca. Centrum Boryspola przypomina centrum Warszawy – również jest to duży pusty plac, tylko nie ma na środku Pałacu Kultury – budowli bądź co bądź zarezerwowanej dla stolicy. Tematyka placu jest nowo narodowo – martyrologiczna. Jest tam pomnik (i chyba grób) ichniego Wybickiego, który był etnografem. Poza tym pomnik ofiar głodomoru oraz grób ofiar katastrofy samolotu zestrzelonego nad Ługańskiem (pozwólcie że nie załączę zdjęcia). Czyli wszystkie zdarzenia są związane z byciem ofiarami Rosji lub podkreślaniem odrębności od tego kraju.
Załącznik:
BP glod.jpg

Ciekawe, że obejrzałem to wkrótce po przeczytaniu artykułu, do którego link załączam Jest tam przedstawia m.in. kwestia budowy patriotyzmu na Ukrainie – tylko proszę nie komentujcie go przed przeczytaniem – ten tytuł nie ma wiele wspólnego z treścią. I ten teren był właśnie takim miejscem gdzie nie ma historii robionej z Rosją.
https://kulturaliberalna.pl/2018/04/02/ ... lska-unia/
Poza tym w Boryspolu można zobaczyć typowe obrazki poradzeckie
Załącznik:
BP buda.jpg

Załącznik:
BP sklep.jpg

Następna wycieczka na Ukrainę nie będzie odbywała się w Turcji ani w innym kraju, nie będzie też żadnego nocowania w Hiltonach. Będzie za to m.in. hotel Rassvet:
http://hotelrassvet.com.ua/
A na konie a propos mojego zwiedzania to w Adanie znalazłem takie coś:
Załącznik:
opak.jpg

Bez "na" niestety.

EDIT: jednak przypomniałem sobie, że jeden z noclegów przyszłej wycieczki mam co prawda nie w Hiltonie lecz w Intercontinentalu w Kijowie. Ale mogę go odwołać.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 5 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group