Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 16 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 26 Kwi 2023 20:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Sty 2013
Posty: 402
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
złoty
-- 26 Kwi 2023 21:28 --

Kierunek biała wyspa na biegunie

Wyjazd na Grenlandię urodził się kilka miesięcy temu, kiedy linie Air Greenland zrobiły promocyjne ceny na bilety z Kopenhagi. Już od dawna myślałam o odwiedzeniu tej wyspy. Byłam na Islandii, Spitsbergenie a na Antarktydę się nie wybiorę z powodu bardzo wysokich kosztów.
Grenlandia, była więc kolejnym etapem oswajania się z zimnym regionem świata. Namówiłam Qubika a potem poszło na zasadzie kuleczek wprawionych w ruch. W sumie nasza ekipa liczy 9 osób. Hania i Marcin polecieli wcześniej i przecierają nam drogę swoimi wskazówkami.
Problemem była mała przerwa pomiędzy powrotem z Ameryki Południowej a wylotem na Grenlandię. Szok temperaturowy także.

Do Kopenhagi kupiłam tani dolot Wizzair, ale tu jeszcze sprawa do przepracowania, bo lot był opóźniony o 3,5 godziny, więc może jeszcze 250 eur odszkodowania wpadnie.
W Kopenhadze spanie w najtańszym hostelu w sali wieloosobowej. Łatwy dojazd do lotniska pociągiem. Wieczorem spotkałam się z Lesiem a jemu znów zginęła walizka. Został na wyjazd na Grenlandię w jednych spodniach, lekkiej kurtce i wiosennych adidasach.
Za bardzo zakupów w Kopenhadze nie było jak zrobić. Będziemy mu pożyczać ubrania.
Przed lotem na Grenlandię spotkaliśmy się rano na lotnisku z resztą ekipy. Śniadanie w saloniku i można lecieć.
Nowiutki airbus 330, bardzo smaczne jedzenie na pokładzie, cztery godziny i już lądowanie na białej wyspie.
W Kangerlussuaq śpimy jedną noc, taki nocleg transferowy sprawił, że nasze bilety były sporo tańsze. Za swpj płaciłam coś koło 1900 zł niektórym udało się kupić to samo za niecałe 1500 zł.
W Kangerlussuaq jest pas startowy, na którym mogą lądować większe samoloty. To była baza wojskoa Stanów Zjednoczonych i obecnie służy jako międzynarodowa brama dla większości podróży do i z Grenlandii.
Wioska Kangerlussuaq, co po grenlandzku oznacza „duży fiord”, jest w rzeczywistości położona na równinie z widokiem na 170-kilometrowy fiord. W połowie fiordu leży koło podbiegunowe. Mieszka tu niewiele ponad 500 osób. Jest market, poczta i kilka sklepików z pamiątkami. Za najtańszy pokój 2- osobowy trzeba zapłacić ponad 600 zł. Grenlandia jest bardzo drogim miejscem do odwiedzin.
W sklepie spożywczym podpatrzyłam ceny niektórych produktów. Mały jogurt owocowy, ok. 11 zł. Paczka papierosów- 90 zł. Butelka rumu Havana Club ok 300 zł. Są warzywa i owoce, ale wszystko drogie, że hej. Dlatego z ekipą zdecydowaliśmy się przed wyjazdem na zakup posiłków liofilizowanych. Nieśmiertelne kabanosy i żywiecka hermetycznie pakowana, także znalazły się w moim plecaku.
Pierwsze wrażenie po spacerze wkoło Polar Lodge, gdzie się zatrzymaliśmy- jak tu ciepło!
Na tarasie lotniska, można było na słońcu siedzieć na krótki rękawek i bose nogi. Tam też spędziłam z Lesiem popołudnie.
Cześć grupy od razu po przylocie pojechała na wycieczkę na słynny punkt 660 w pokrywie lodowej Grenlandii. Ja nie mam ambicji chodzenia po lodowcu, zadowoliłam się spacerem po wiosce i obserwacją samolotów z tarasu lotniskowego.
Kiedy słońce chowało się za chmurami, robiło się naprawdę zimno.

I filmik:



[img]https://uploads.tapatalk-cdn.com/20230426/9aa5dc81a05f2e1c9
516462740ff6fdf.jpg[/img]

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image



-- 26 Kwi 2023 21:44 --

Kolorowe domki w Ilulissat

Po noclegu tranzytowym w Polar Lodge w Kangerlussuaq lot do Ilulissat położonego bardziej na północ miasta. Czerwony śmigłowy samolot Air Greenland i stewardesa w kozakach z foczej skóry. Część lotu zasłonięta przez chmury, ale można też było podziwiać lodowe krajobrazy. Białą czapę pomarszczonego czoła lodowca, który wlewał się jak lukrowa masa szczelinami w upruszone śniegiem ciemne skały. Z góry widać było, że fiordy od oceanu skute są lodem. Surowe obrazy tak bardzo niegościnne dla żywych istot. Dwa tygodnie temu leciałam tak nad rzekami dopływami Amazonki, soczyście zielonymi po horyzont gęstwinami. Teraz biel była dookoła. Szukałam jakiegoś koloru, punktu zaczepienia, bezskutecznie. Białe niebo, lód, śnieg, horyzont.
Dopiero przed samym lądowaniem w Ilulisat pojawiły się kolorowe domki na osniezonych wzgórzach nad wodą. Mocne i intensywne kolory pięknie wyglądały w tym nieskazitelnie pomalowanym krajobrazie.
Piszczałam jak dzieciak na widok gór lodowych w fiordzie. Niektóre z nich miały błękitne podbarwienie, taką mleczno- błekitną poswiatę. Było ich mnóstwo.
Na lotnisku czekał na naszą siódemkę bus hotelowy. Best Western Hotel Ilulisat góruje nad miasteczkiem swoją wysokością. Na dachu ma taras z pięknymi widokami na okolicę.
Niedługo potem spotkaliśmy się z Hanią i Marcinem. Trzeba zaplanować kilka dni wspólnego pobytu.
Wieczorem zeszliśmy w dół, do apartamentu naszych przyjaciół. Ich domek jest nad sama wodą, kilkanaście metrów od płynących gór lodowych.
Te większe nie wykazują widocznego na oko, ale za to.mniejsze suną majestatycznie powoli. Co jakiś czas ciszę przerywa dźwięk wystrzału, to odpada kawałek góry i z chlupotem wpada do wody. Robią się fale, Tal jak po przepłynięciu motorówki czy kutra rybackiego. Poza tym, wodą jest jak lustro, odbijając niebiesko- białe, różnorakie w formie masy lodu.
Jest cicho, mewy czasami głośno się zaśmieją.

Filmik:




Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

[img]https://uploads.tapata

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)


Ostatnio edytowany przez Antia 06 Cze 2023 23:26, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 27 Kwi 2023 13:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Sty 2013
Posty: 402
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
złoty
Wizyta w porcie

Ranek w Ilulisat powitał deszczem ze śniegiem i zupełnie zachmurzonym ponurym niebem. Wcale nie chciało się mi ruszać z ciepłego łóżka z widokiem na morze i kry. Nie zdecydowałam się na spacer do muzeum lodu. Reszta ekipy bawiła się tam w wirtualnych okularach, poznając historię człowieka i połączenia z naturą na tej największej wyspie świata.
Mnie z ciepłego hotelu wyciągnął Marcin na spacer do portu. W planie był zakup ryb, najchętniej halibuta i przygotowanie go w apartamencie Hani i Marcina.
Późne popołudnie niedzielne niestety nie było dobra porą na kupno ryb prosto od rybaka. W ten dzień większość ludzi odpoczywa, nawet knajpy są zamknięte.
W porcie część łódek, motorówek tkwiła zamarznięta w łodzie. Reszta zacumowana przy kilku trapach.

W poszukiwaniu rybaka z rybą trafiliśmy do pomieszczenia, w którym przygotowywano przynęty do sieci. Młody chłopak o eskimoskich rysach ubrany w wełniane swetry stał przy wielkich czarnych wiadrach. W jednym miał zwinięte czerwone i zielone linki z haczykami na końcu tych ostatnich. Nadziewał na nie sprawnym ruchem soracowanych dłoni kawałki długich wąskich rybek. Pracował jak automat, szybko i skutecznie. Rybkę zaczepiał o haczyk zakręcając ostrzem o kręgosłup. W pomieszczeniu pracowało kilku Inuitow.

Nie udało się nam kupić żadnej ryby. Z zaciekawieniem zaglądaliśmy w zakamarki portu. Stały na nadbrzeżu roznej wielkosci statki. Kutry rybackie, krótkie wysokie i kolorowe. Szybkie motorówki rybaków. W wodzie większe i.mniejszr kawałki kry, która wydzierała się przez wąski przesmyk wejścia do portu. Na krach wielkie mewy zajadle kłóciły się o kawałki resztek ryb, które rzucali im rybacy. Po obu stronach ulokowały się przetwórnie ryb a na nadbrzeżu ustawione były kolorowe pojemniki na ryby. W niedzielę w porcie nie było prawie ludzi.
Śnieg i deszcz przemoczyły nas do suchej nitki. Byłam ciepło ubrana, ale zimno zaczynało docierać do ciała. Trzeba było wracać do ciepłego hotelu.
Ilulissat jest położone na zboczach miękko zakończonych kolorowych pagórków, łatwo się mi wchodziło, ciężej wejść na górę. Jak zmoknięta kura dotarłam z Marcinem do hotelu.
To było bardzo udane popołudnie, mimo, że bez słońca, niebieskiego nieba, halibuta a z deszczem, śniegiem i zimnem.

I filmik:



Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 28 Kwi 2023 16:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Sty 2013
Posty: 402
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
złoty
Pogoda paskudna od rana. Liczyliśmy na okno pogodowe podczas pływania wśród gór lodowych. Karl, sympatyczny Inuit dał nam dobra cenę za kilkugodzinny jejs. Każdy ubrany w najgrubsze ubrania, czapki i rękawiczki.
Płynęliśmy najpierw wzdłuż wybrzeża, gdzie wśród skał widać kolorowe domki Ilulisat. Potem było wejście do Icefjordu i kry lodowe były coraz większe. Największą górę lodową opłynęliśmy dookoła, zatrzymując się przy ciekawszych formacjach lodu. Te przybierały różne kształty. Najpiękniejsze kolory były jednak pod wodą. Większość gór lodowych jest ukryta właśnie pod wodą, na powierzchni jest tylko czubek.
Kiedy dopływaliśmy do części lodowca, który oderwał się od czoła z głębi fiordu, wyszło zza chmur słońce. Zrobiło się ciepłej, weselej i tak pięknie. Jednak światło, słońce dają wiele.
Biel stała się jeszcze bielsza, bez okularów przeciwsłonecznych nie szło patrzeć na otoczenie. Swoj pokaz miały niebieskości prześwitujące w pęknięciach i cieńszych ściankach gór lodowych.
Czasami Karl podpływał blisko do interesującej kry i wyłączał silnik. Słychać było chrzęst lodu, nawoływywania mew i chlupot wody... i głosy moich chłopaków, których piękne okoliczności przyrody wzięły na dyskusje egzystencjalno- emocjonalne.
Każdy z nas zrobił z tysiąc zdjęć pięknych kawałków natury, własnego selfie z pięknym tłem.
Kiedy przebijaliśmy się motorówką przez większe skupisko kreszu lodowego, głuchy dźwięk kojarzył mi się z filmem Titanic.
Karl poczęstował nas gorącą herbatą i kawą, mimo słońca było lodowato zimno od wody.
Takie chwile, kiedy oczy i dusza się radują, bo mają wkoło siebie tyle cudownego, to jedne z najpiękniejszych w życiu.

Filmik:



Drugi:



Trzeci:




Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)


Ostatnio edytowany przez Antia 28 Kwi 2023 17:31, edytowano w sumie 4 razy
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#4 PostWysłany: 28 Kwi 2023 17:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2048
Loty: 852
Kilometry: 1 931 024
platynowy
Po ile ten rejs? Bo online 695DKK i zastanawiam się czy na miejscu nie szukać.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 28 Kwi 2023 17:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Sty 2013
Posty: 402
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
złoty
cart napisał(a):
Po ile ten rejs? Bo online 695DKK i zastanawiam się czy na miejscu nie szukać.


Hej

Pierwszy za 600 dkk a drugi za 400 dkk, służę kontaktem do Karla.
Wg mnie lepsza perspektywą z niższego i mniejszego statku.
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
#6 PostWysłany: 29 Kwi 2023 19:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Sty 2013
Posty: 402
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
złoty
Korzystając z ładnego dnia po wycieczce łódką, każdy z grupy wybrał się na szlaki przy Icefjordzie. Chłopaki ambitnie poszli na te trudne, ze skałami i podejściami. Mi miał wystarczyć spacer drewnianym chodnikiem do fiordu.
Wczesna wiosna na Grenlandii oznacza mnóstwo wody, twardego zlodowaciałego lodu i błota. Wybrałam się w adidasach i cienkich spodniach, to miał być tylko łatwy spacerek.
Trasa zaczynała się przy nowoczesnym budynku imitującym lądującą sowę śnieżną, w którym jest muzeum lodu. Chodnik z desek był, ale tylko na samym początku. Potem woda spływająca z sąsiednich wzgórz utworzyła strumienie rozmoczonego lodu. Udało mi się je uważnie ominąć.
Pojawił się niestety biały odcinek, kładka była zupełnie w dole i zasypana śniegiem. Kilka minut wcześnie szła tędy grupa młodych Inuitek, były ślady butów. Niestety moja waga i nieznajomość terenu sprawiły, że po kilku krokach zapadłam się w śnieg aż do połowy uda. Lodowa pułapka nie dawała mi możliwości zgięcia, ani wyciągnięcia uwięzionej nogi. Podparłam się rękoma, ale każdy ruch wbijał mnie głębiej w mieszankę lodu, śniegu i wody. Druga noga z chorym kolanem nie była w stanie mi pomóc się wydostać z dziury.
Tak tkwiłam dobre kilkanaście minut. Najpierw czułam mrowienie z zimna w całej nodze, potem lodowatość i wodę.
Na szczęście zza zakrętu i pagórka wyszedł mężczyzna, który widząc uwięzioną, pomógł mi się wydostać na kładkę. Wydobył też nieszczęsnego buta, z którego wylewała się woda. Podprowadził też kawałek w stronę muzeum, upewniajac się, że dalej dam sobie radę.
Zrezygnowałam z dalszego spaceru, mimo zapewnień chłopaka, że dalej jest już widoczny drewniany chodnik. Było mi zimno, mokro i cała się trzęsłam. Miałam szczęście, że on przechodził tym najłatwiejszym szlakiem.
Nie dane mi było więc z lądu zobaczyć Icefjordu, który widziałam kilka godzin wcześniej z wody.
Do Icefjordu spływa Sermeq Kujalleq, jeden z najaktywniejszych lodowców świata. Naukowcy szacują, że ok. 10% wszystkich gór lodowych oderwało się właśnie tu. Takie odpadanie kawałów mas nazywane jest cieleniem sie lodowca.
Icefjord jest jednym z niewielu miejsc, gdzie lód grenlandzkiej czapy lodowej – jedynej pozostałości czwartorzędowego lądolodu na półkuli północnej – uchodzi do bezpośrednio do morza.
Góry przemieszczają się przez wody fiordu z prędkością ok. 40 m na dzień i gromadzą się przy wylocie fiordu do morza. Lodowiec produkuje setki olbrzymich gór lodowych, które zaściełają horyzont Zatoki Disko.
Lodowiec w 2004 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
To te piękności widziałam z wody, podczas rejsu motorówką Karla.
Wieczorem spektakl zachodzącego kilka godzin słońca. Kolorowe niebo, woda i chmury. Co kilka minut inne odcienie fioletu, czerwieni, różu i pomarańczowego.

Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#7 PostWysłany: 29 Kwi 2023 20:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Sty 2013
Posty: 402
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
złoty
-- 29 Kwi 2023 21:19 --

Pod koniec słonecznego dnia w Ilulisat wybrałam się na szlak, z którego wracałam szybko i mokro.
Po drodze pod miastem rozlokowano psy, które zimową porą służą jako zwierzęta pociągowe. Na Grenlandi występuje swoistą mieszanka rasy huski z owczarkiem niemieckim. Prawo zabrania przywozenia za kolo podbiegunowe innych ras psów. Nie są tak przyjacielsko nastawione do ludzi jak te, które widziałam na Spitsbergenie czy na Islandii.
Mieszkają też trochę inaczej. Przywiązane do długich łańcuchów śpią bezpośrednio na skalach lub w śniegu. Mało które mają jakieś schronienie przed deszczem i śniegiem. Wieczorami słuchać ich posępnie ujadanie i wycie.
Tu pies niestety nie jest przyjacielem człowieka jak u nas. Jest tylko zwierzęciem pociągowym, użytkowym.
W Ilulissat jest ich dwa razy więcej niż mieszkających tu ludzi. Nawet na ulicach mają pierwszeństwo przed samochodami i pieszymi.
Psy grenlandzkie, to wytrzymałe zwierzęta, które muszą przetrwać w trudnym środowisku. Szacuje się, że jest to jedna z najstarszych na świecie ras psów.
Psy grenlandzkie ciągną drewniane sanie, ich ustawienie jest inne niż tych ze Spitsbergenu. Tu rozstawione są w wachlarz, w Skandynawii parami, jedna za drugą. Związane jest to że środowiskiem, w którym pracują. Na Grenlandii są wielkie przestrzenie, nie ma drzew.

I filmik:




Image


Image


Image


Image


Image



Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Image


Image

-- 29 Kwi 2023 21:54 --

Dwa dni dłużej w Ilulissat

Kolejny dzień nie był już taki słoneczny. Niebo zakryła gęsta warstwa chmur. Padał deszcz zmieszany ze śniegiem. Zrobiło się ponuro, smutno i szaro. Nawet kolorowe domki były jakieś takie przygaszone. Nie miałam też werwy na wyjście na zewnątrz, widok z hotelowego okna tarasu, ba, nawet łóżka mi wystarczył. Nadrobiłam zaległości w pisaniu, obrabianiu filmików I zdjęć. Trzeba było też zająć ale ubraniami, przyleciałam tu tylko z małym plecakiem podręcznym i w planach było pranie ubrań na kolejne dni. Od dawna nie latam już z bagażem nadawanym, tylko z samym podręcznym. Lżej, wygodniej i mniej gratów do pilnowania. Minusem jest to, że ciągle trzeba prać i suszyć. W krajach tropikalnych jest to problemem, bo tam jest duża wilgotność i nie ma ogrzewania. Tu na Grenlandii wyprane ubrania schną szybko.
Śnieg padał coraz większy i ziarnko niepokoju się pojawiło, co z naszym lotem jutrzejszy do Kangerlussuaq. Nie uspokoił nawet sympatyczny szef kuchni hotelowej, który powiedział, że tu na porządku dziennym są opóźnienia… kilkudniowe.
Jak się okazało rano, chłopak miał rację. Pogoda uniemożliwiła lądowania i starty w Ilulisat i na malutkim lotnisku tłumy pasażerów. Niby przy checkin dostaliśmy karty boardingowe i oddaliśmy bagaże, ale po pół godzinie odebraliśmy je z taśmy. Dostaliśmy hotel na dwie noce I dwa vouchery na jedzenie. Pasażerowie odwołanych lotów zostali umieszczenia w kilku hotelach w Ilulissat a vouchery można bylo też wykorzystać w restauracjach i innym hotelu, niż się było zameldowanym.
Nam przypadł słynny hotel Arctic, przy samym wejściu do zatoki portowej. Położony na wysokiej skale miał swietny widok na zatokę Disco I dryfujące góry lodowe.
Tym razem nie spaliśmy w dwóch pokojach, były dwójki a mi jako jedynej kobiecie w naszej grupie przypadła jedynka.
Wieczorem spotkaliśmy się na kolacji w hotelowej restauracji. Ceny dań bardzo wysokie, voucher starczy na dwie porcje frytek. Zadowoliłam się więc kanapkami ze śniadania. Dania zamówione przez chłopaków wyglądały i były pyszne. Najbardziej smakowało mi mięsko woła piżmowego, renifer mniej.
Jutro trzeba wybrać się do miasta, do tańszej restauracji.



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image



Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image

Image


Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#8 PostWysłany: 30 Kwi 2023 16:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Sty 2013
Posty: 402
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
złoty
Drugi rejs pod lodowiec Sermeq Kujalleq

Pogoda na Grenlandii jest zmienna jak kobieta. Wczoraj śnieg, deszcz, mgła marznąca i niskie chmury a dziś od rana słonecznie. Zyskując jeden dzień gratis od Air Greenland, powtórzyliśmy wycieczkę łodzią Karla po Zatoce Disko. Dał nam już niezły upust i pogoda była cudna.

Jednak zatoka wyglądała inaczej, pełno było kreszu lodowego i kry już przy wypłynięciu z portu. Aby dopłynąć do wielkich gór lodowych w Icefjordzie musieliśmy zatoczyć spory krąg, aby ominąć zwały lodu. Nie udało się także opłynąć największej góry lodowej. Zmieniły się też kształty, które mijaliśmy po drodze. Były takie jakieś bardziej poszarpane i mniej niebieskości.
W poszukiwaniu niebieskich gór lodowych wpłynęliśmy głębiej w Icefjord.

Lodowiec przez dwa dni naprodukował mnóstwo większych i mniejszych kawałów lodu.
Pod najbardziej majestatyczną z gór przypłynął czerwony kuter rybacki. Widok jak z folderu agencji turystycznej reklamującej rejsy pod lodowiec.
Podczas tego rejsu było bardziej zimno, robiłam zdjęcia bez rękawiczek i na koniec wyprawy prawie ich nie czułam. Jednak widoki cudne, kto myśli wtedy o rakiet drobnostce jak rękawiczki.
Do portu wróciliśmy płynąc bliżej miasta, jednak było dużo kluczenia i omijania kier lodowych. Ich głuchy dźwięk o dno łódki nie był przyjemny dla ucha.
Pokarm dla oczu i duszy, ale po rejsie odezwał się pusty żołądek. Miałam do zrealizowania trzy vouchery po 125 dkk każdy. Nie chciało mi się dreptać do położonego na końcu Ilulissat Hotelu Icefjord, razem z Lesiem i Aro zdecydowaliśmy się na obiad w Cafe Nuka w centrum. I to była dobra decyzja.
Knajpka pełna była nie tylko turystów z voucherami, ale też miejscowych, którzy wpadają tu na burgera czy kawę.
Objedzona jak bąk jeszcze musiałam wrócić do położonego blisko 2km za miastem, hotelu.

Dobrze, że pogoda i słońce, przynajmniej po drodze można było robić oficjalne przystanki na zdjęcia a prawdziwe na brak oddechu przy każdej górce.
Wieczorem kolejny ładny zachód słońca nad Zatoką Disko, może nie tak kolorowy jak poprzedni, ale i tak bajkowy.

I filmik:



Drugi:




Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 01 Maj 2023 12:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Sty 2013
Posty: 402
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
złoty
Zostaję na Grenlandii!

Pogoda od dwóch dni piękna i ani śladu po chmurach. Rano wylot z malowniczego Ilulissat, w którym pobyt przedłużyła nam od dwa dni gratis linia lotnicza Air Greenland.

Na lotnisko transfer busem z hotelu. Tam sporo podróżnych, chyba jest więcej lotów po poprawie pogody. Odprawa sprawna, karty boardingowe dostaliśmy tylko na pierwszy planowy lot.
Podróż z Ilulissat do Kangerlussuaq bez zakłóceń. Chwilę po starcie ostatnie spojrzenie na lodowiec Sermeq Kujalleq i jego liczne góry lodowe spływające do morza. Z góry wyglądały jak okruszki, gwiazdy na niebieskim pogodnym niebie. Taki sypnięty księżycowy pył. Wielka góra lodowa, która osiadła na mieliźnie fiordu, z okna samolotu wydawała się malutka i niegroźna. Wyraźnie było widać, że otoczona jest gęstym kreszem, dlatego Karl podczas drugiego rejsu nie był w stanie opłynąć jej dookoła, jak za pierwszym razem.

Zbliżającą się wiosna i wyższe temperatury powodują, że pływającego lodu jest więcej.
Potem piękne widoki na czapę lodowcową Grenlandii i liczne jęzory schodzące do fiordów.
W Kangerlussuaq także sporo podróżnych. Lot do Kopenhagi mamy jutro.

W obie strony w naszym bilecie jest nocleg tranzytowy właśnie w Kangerlussuaq. Dlatego bilet był relatywnie tani. Normalny koszt, to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych. My płaciliśmy ok. 1400 zł.
Nocleg w Kangerlussuaq fundowała z powodu opóźnienia linia Air Greenland. Zaoszczędzone więc 300 zł z kosztów ogólnych wycieczki. Dostaliśmy też dwa vouchery po 125 dkk (ok.80 zl) każdy. Jeden wykorzystaliśmy na obiad w hotelowej restauracji w budynku lotniska.

Szwedzki stół i wybór potraw zaskoczył każdego. Były ryby w wielu odsłonach, kawior i wachlarz ciepłych dań.

Z kolacyjnego vouchera zrobiłam użytek, kupując koszulkę z wołem piżmowym.
Hotel Kangerlussuaq ma kilkaset miejsc noclegowych, chyba linia lotnicza zabezpiecza się na wypadek opóźnień pogodowych, których i my doświadczyliśmy. Sama wioska jest mała, są tylko dwa dostępne na booking hostele, mające po kilkanaście miejsc noclegowych.
Lotnisko Kangerlussuaq nie jest typowym lotniskiem, jest to centrum życia osady. To tu południami przychodzi lokalna społeczność na burgera, kawę czy piwo. Młodzież traktuje lotniskową kafeterię, jako miejsce spotkań towarzyskich.
Na drugi dzień wylot do Kopenhagi. Rano oddaliśmy bagaże i na śniadanie. Też wystawne i bogate.
Kiedy czekaliśmy na wejście w strefę security, wpadłam na szalony pomysł. Wiedząc, że wiele osób czeka na wolne miejsce w samolocie, bo jest tzw. overbooking ( więcej chętnych niż miejsc w samolocie), zapytałam obsługę, jaką teoretycznie mają propozycję dla chętnych na odstąpienie miejsca na lot do Kopenhagi.
Siwy pan z Air Greenland zaproponował mi 1000 dkk (ok.600 zł), dwie noce ze śniadaniami w hotelu, cztery vouchery na 500 dkk w sumie, wycieczkę na lodowiec (ok. 500 zł). Przekornie zapytałam o możliwość lotu do Nuuk, pokiwał twierdząco głową.
Zastanawiałam się kilka minut i zdecydowałam się zostać.

Moje chłopaki nie mają możliwości w związku z pracą i tak opóźnionymi przez dodatkowe dwa dni terminami.
Zdążyłam się pożegnać tylko z Lesiem, Manikim i Qubikiem. Nie mogłam też odebrać swojego bagażu nadawanego, mają go w Kopenhadze wziąć panowie i dosłać do mnie po powrocie.
Plecak miałam spakowany na dwudniową podróż, oprócz dezodorantu miałam ze sobą wszystko, co jest potrzebne.
Panowie odlecieli a ja poszłam negocjować. Do Nuuk niestety nie było możliwości przelotu, bo zbliżająca się niedziela była bez lotów powrotnych do Kangerlussuaq. Nie zdążyłabym na kolejny samolot do Kopehagi 1 maja.
Wycieczkę na lodowiec zamieniłam na safari po tundrze. Moje zimowe buty leciały w bagażu nadawanym do Kopenhagi a i nie czułam się na siłach na wspinaczki po lodowcowych morenach.
Samotnie i trochę smutno zrobiło się wieczorem.

Ostatnie dni z chłopakami były takie dynamiczne.

I filmik:



Drugi:




Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

[img]https://uploads.tapatalk-cdn.com/20230501/c4d780f70a
28d5883719f834f01c3e30.jpg[/img]

Image
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#10 PostWysłany: 02 Maj 2023 12:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Sty 2013
Posty: 402
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
złoty
Renifery bez poroży

Gratisową wycieczkę na tundrę zaplanowałam po południu kolejnego dnia. Pogoda nadal cudna, całe przedpołudnie spędziłam na lotniskowym drewnianym tarasie, na słońcu. Było ciepło, na krótki rękawek. Minusem był brak normalnego ruchu samolotów Air Greenland. Tylko kilka startów i lądowań wojskowych herkulesów ze śmiesznymi dziobami i płozami do lądowania na śniegu.

Na lotnisku cisza i spokój. Sklepik z pamiątkami był czynny tylko godzinę, udało mi się zrealizować dzisiejsze dwa vouchery na 500 dkk. Na jedzenie ich wydawać nie potrzebuję, wystarcza wykwintne śniadanie i obiadek z liofizów.
Na wycieczkę na tundrę pojechałam jako jedyna pasażerka. Sympatyczny kierowca był jednocześnie przewodnikiem.

Opowiadał o samym Kangerlussuaq, okolicy i mijanych budowlach. Wkoło osady sporo radarów, anten i satelitarnych dziwnych urządzeń. W niektórych miejscach wyglądało to kosmicznie. Białe kule na szczytach gołych skał a w oddali języki lodowcowe.

Przewodnik szybko wypatrzył spacerujące dwa renifery. Były bez rogów, miały białe mechate futra. Rogi w okresie wiosny gubią łanie i cielaki. Samce późną jesienią. W lotniskowej restauracji i w recepcji hotelu pełno jest dekoracji, lamp zrobionych z poroży reniferowych. Można je tu znaleźć podczas wędrówek po tundrze. Właśnie piękny wielki okaz poroży miał przypięty do plecaka, spotkany po drodze piechur, którego zabraliśmy w drodze powrotnej do osady. Kiedyś takie reniferowe rogi znalazłam i ja podczas wędrówki na wycieczce po Lofotach w Norwegii.

Głównymi strefami roślinności na Grenlandii są lasy-tundra, tundra i arktyczna pustynia. W okolicy Kangerlussuaq dominuje niska roślinność tundrowa. Przewodnik pokazywał mi mikroskopijne (1 cm) listki z brzozy polarnej i pachnące jałowcowe gałązki z igiełkami, które można dodawać do herbaty.
Niedaleko jeziora, będącego zbiornikiem wody pitnej dla Kangerlussuaq, spotkaliśmy pasące się woły piżmowe. Gołym okiem trudne dla mnie do zlokalizowania, świetnie udawały leżące wkoło skały. Za pomocą lornetki można łatwiej je obserwować. Obrośnięte długim futrem, z wielkimi rogami wywiniętymi wokół głowy.
Wieczór spędziłam w lotniskowej kafejce, obserwując życie towarzyskie lokalsów.

I filmik:



Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 03 Maj 2023 10:55 

Rejestracja: 01 Lut 2018
Posty: 89
Fajna przygoda!
Góra
 Relacje PM off
malawita lubi ten post.
malawita uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 03 Maj 2023 11:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Sty 2013
Posty: 402
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
złoty
Biznesowa wisienka na torcie od Air Greenland

Wydaje mi się, że jestem na Grenlandii od wielu dni, tyle się wydarzyło. Dziś powrót do Kopenhagi.
Jakoś mi się nawet z łóżka nie chciało wstawać, tak fajnie. Ostatnią noc miałam cały czas otwarte okno, czy to znaczy, że przyzwyczajam się do zimna?
Mam mało rzeczy, więc i pakowanie w kilka minut do plecaka podręcznego.
Trzeba było tylko jeszcze odwiedzić pobliski market, który wczoraj jak wszystko, był zamknięty. Zostało mi do oddania kilka butelek.
Nie pisałam o tym, ale ja tu jeszcze biznes rozkręcę
Na Grenlandii zwracają uwagę na ekologię, nigdzie nie ma śmieci w wodzie, papierów a butelki z napojami sprzedawane są z kaucją. Za każdą butelkę potem można w specjalnej maszynie w sklepach spożywczych otrzymać 2 dkk (ok.1.30zł).
Dwa dni temu pozbierałam z sali lotniskowej większość butelek i dostałam kupon na 40 dkk, dziś na 8 dkk. Zarobione jak w dzieciństwie na zbieraniu malin pieniądze, bardzo cieszyły.
Kupiłam za nie 3 słoiczki kawioru. Niezły dill
Kiedy szłam do tylnich drzwi samolotu, podbiegła do mnie jedna z dziewczyn z obsługi Air Greenland. Dostałam inne miejsce w samolocie. Zamiast 41K miejsce 1K, czyli polecę w biznes klasie! Co za miły gest na koniec mojego pobytu na Grenlandii, w połowie sponsorowanego przez kapryśną pogodę i linie Air Greenland. Taka wisienka na torcie.
Fotele szerokie, z podnóżkami, których obsługę obczaiłam jeszcze przed startem.

I pierwszy bonus podróżowania biznesem, dostałam wizytówkę z kodem do internetu na pokładzie samolotu. Mogę dzwonić, wysyłać wiadomości i zdjęcia. Jeszcze się przyzwyczaję do tych luksusów.

Najpierw podano napoje i coś na ząb, czyli chrupki z grenlandzkimi ziołami.

Potem obiad, na który składało się danie główne, ziemniaki z kurczakiem i sosem pieczarkowo- winogronowym. Na przystawkę halibuta z kawiorem czerwonym i limonką. Byla domowego smaku bułka, masło, ser pleśniowy i przepyszne tiramisu na grylażowym spodzie. Na deser wzięłam prosecco różowe i orzeszki.

Wszystko podane na talerzach z motywem przewodnim linii.

W Kopenhadze zachód słońca. Pociągiem do dworca centralnego za 17 zł i do hostelu Steel House. Dzięki udziałowi w programie lojalnościowym witryny hotelu, mam dzisiejszą nockę za 8 eur.

I filmik:




Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image[img]https://uploads.tapatalk-

cdn.com/20230503/e2e841d729de59f9704aec5e3f5e2608.jpg[/img]

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 03 Maj 2023 12:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lut 2014
Posty: 1052
Loty: 328
Kilometry: 456 296
niebieski
No to tę końcówkę miałaś tez super. Z tą ekologią to jednak nie wiem… wczoraj się dowiedziałem od lokalnej przewodniczki, że w Ilulissat nie mają oczyszczalni ścieków i wszystko wędruje do? No właśnie do tego fiordu z listy UNESCO :shock:
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 04 Maj 2023 16:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Sty 2013
Posty: 402
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
złoty
Gorąco w nocy mi było, chyba ostatnie dni trochę mnie na zimne powietrze uodporniły. Samoloty, które miałam kupione na dwa planowane wcześniejsze powroty niestety przepadły, nie były drogie, bo po 69 zł. Teraz miałam bardziej skomplikowaną trasę.
Najpierw pociągiem z dworca w Kopenhadze pojechałam do Malmo za 60 zł. Po drodze część trasy przebiegała pod mostem łączącym Danię ze Szwecją przez zatokę Sund. To drugi największy most na świecie łączący dwa kraje.
The Øresund to cud inżynierii.
Most wantowy biegnie prawie 8 km do sztucznej wyspy, gdzie przechodzi do tunelu, który biegnie przez kolejne 4 km.
Most wantowy jest to most podwieszany, w którym obciążenia z pomostu przenoszone są na pylony poprzez ukośnie biegnące cięgna, najczęściej wykonane w postaci lin stalowych. Wielokrotnie nagradzana dwutorowa linia kolejowa i autostrada zostały otwarte 1 lipca 2000 roku. Około dwie trzecie osób podróżujących przez The Øresund jedzie pociągiem, podróż między Kopenhagą a Malmö zajmuje około 35 minut.
Na dworcu kolejowym w Malmo szybka zmiana środka transportu na autobus i po 45 minutach byłam na lotnisku.
Tam okazało się, że mój lot do Warszawy Wizzair będzie opóźniony o ok. 5 godz. Przygotowałam się na koczowanie a tu ogłaszają komunikat, że czekają na ostatnich pasażerów leżących do Warszawy. Zamienili skubańce chyba samoloty i nasze opóźnienie przejął rejs do Budapesztu.
Po godzinie lotu szybko do autobusu, pociąg i po kolejnych dwóch godzinach byłam w domu.
Krótki wypad na Grenlandię przedłużył się do dwóch tygodni. W sumie podróż to 9137 przebytych km i 6 lotów.

Myślę, że wrócę na Grenlandię, podoba mi się jej surowość i czyste kolory. No i linia Air Greenland, która sporą część mi tego wyjazdu nieświadomie sponsorowała.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
tasma uważa post za pomocny.
 
 
#15 PostWysłany: 05 Maj 2023 12:26 

Rejestracja: 19 Maj 2022
Posty: 16
Hejka, Myślałem nad wyprawą na Grenlandie. A to wygląda kosztowo ?
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 05 Maj 2023 13:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Sty 2013
Posty: 402
Loty: 985
Kilometry: 2 186 000
złoty
Grzegorz881 napisał(a):
Hejka, Myślałem nad wyprawą na Grenlandie. A to wygląda kosztowo ?
W relacji są przecież ceny podane. Trzeba zsumować tylko.
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://atamanka.pl uwaga, dużo zdjęć ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 16 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group