Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 15 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 30 Lis 2014 22:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 Lip 2013
Posty: 11
Witam serdecznie,
I od razu na wstępie przepraszam wszystkich wytrawnych podróżników oraz doświadczonych autorów fantastycznych relacji za wszelkie błędy lub niedociągnięcia. Jednocześnie proszę o nutkę zrozumienia i wyrozumiałości, gdyż jest to mój debiut "pisarski" ;)
A teraz już do rzeczy.
Norwegia.... Fiordy.... To miała być wyprawa życia... No i póki co śmiało mogę powiedzieć, że była. Szczerze mówiąc, to do tego wyjazdu przygotowywaliśmy się naprawdę długo. Właściwie już jakieś pół roku wcześniej opracowałam trasę wycieczki i ogarnęłam większość noclegów na trasie. Spaliśmy z reguły we wcześniej zabukowanych hyttach. Wszystkich rezerwacji dokonaliśmy na booking.com. Ceny bardzo przystępne jeśli rezerwuje się w wyprzedzeniem a i z reguły możliwa jest bezpłatna anulacja rezerwacji.
Jechaliśmy w piątkę Peugeotem (jako dziewczyna mogę powiedzieć tylko, że czarnym;)). Niezbyt wielkim. Ale zaopatrzyliśmy się w dodatkowy bagażnik na dach. Jakimś cudem się załadowaliśmy i 19 lipca około 3 nad ranem ruszyliśmy w mega bajeczną podróż. Pierwszy etap to prom na trasie Gdynia - Karlskrona. Płynęliśmy w ciągu dnia gdyż wychodziło dużo taniej niż w nocy. Płynie się jakieś 10 godzin ale w międzyczasie organizowane są różne konkursy, bingo, pokazy filmów, itp tak, że w miarę szybko leci. Kierowcę posadziliśmy przed telewizorem i zarządziliśmy przymusową drzemkę. A tak przywitała nas Karlskrona...

Image

Wieczorem zjechaliśmy z promu, ustawiliśmy nawigację na nasz pierwszy cel... GEIRANGER i ruszyliśmy w drogę.
W planach mieliśmy krótką drzemkę gdzieś po drodze pod namiotami ale nasi wytrawni kierowcy sprawnie się wymieniali i do celu dojechaliśmy bez większych przerw. Do Geiranger dotarliśmy koło południa w niedzielę.

Image

Image

W centrum Geiranger roi się od turystów, którzy każdego dnia przypływali na kolosalnych statkach wycieczkowych. Dzień w dzień w tych szmaragdowych wodach cumowały inne jednostki. Natomiast z każdej strony Geirangerfjordu znajdują się campingi i domki letniskowe. My spaliśmy we Fjorden Campinghytter naprzeciwko Drogi Orłów. Śmiało możemy polecić. Miła i pomocna obsługa, kuchenka na tarasie no i widok :)

Image

Image

W tym uroczym miejscu spędziliśmy 4 dni. Wybraliśmy się do Skagefli - jednej ze słynnych wiosek, jeszcze do niedawna zamieszkałych. Do samej wsi można dostać się z Geiranger na dwa sposoby. Leśną drogą lub drogą wodną. My wybraliśmy ten drugi wariant. Popłynęliśmy taksówką wodną do miejsca w którym zaczyna się szlak na Skageflę prosto z wody. Koszt takiej atrakcji to około 150 NOKów na osobę. Nie jest to mało ale przyoszczędziliśmy na wcześniej zaplanowanym raftingu, z którego musieliśmy zrezygnować z powodu zbyt niskiego stanu wody ;) Dacie wiarę? Brak wody w Norwegii??

Image

Image

Inna wędrówka to Wodospad Storsetterfossen. Samej wycieczki nie wspominamy najlepiej. Oznakowanie szlaku mało dokładne a tabliczki wskazujące drogę poprzewracane. Trzeba było się domyślać którędy iść. No ale w końcu dotarliśmy do celu a tam to już sama frajda :)

Image

Z Geiranger wybraliśmy się też nieco dalej na północ do Drogi Trolli wcześniej mijając Drogę Orłów. Jako, że pogoda była zupełnie nie norweska, widoki które tam zastaliśmy naprawdę zapierały dech w piersi.

Image

No a później już tylko prom do Valldal i prosto na "drabinkę". Promy z reguły nie były drogie.
Zjazd i wjazd Drogą Trolli robi niesamowite wrażenie. Zwłaszcza dla kogoś kto panicznie boi się jeździć samochodami. Do tej pory nie wiem jak przeżyłam tę podróż ;)

Image

W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o Gudbrandsjuvet. Znajduje się tu wąwóz w którym rzeka Valldola utworzyła masę dziur i ciekawych formacji skalnych. Całość podziwiać można z tarasów widokowych tuż nad pianą powstałych wodospadów, które jednak nie zrobiły na nas zbyt wielkiego wrażenia. Być może zaczynaliśmy oswajać się z pięknymi widokami ;)

Image

Będąc w Geiranger nie można odpuścić sobie wjazdu na Dalsnibbę. Droga jest kręta, wąska, nad przepaścią i w dodatku płatna (100 NOKów) ale naprawdę warto. Widoki na szczycie nie pozwalały spokojnie usiąść. Każda strona obfitowała w coraz to piękniejszą scenerię. Góry odbijały się w jeziorach. Słońce oświetlało pokryte jeszcze śniegiem szczyty. Niebo było niesamowicie niebieskie a w oddali majaczyła do nas błękitna toń Geirangerfjordu. Raj, Niebo, Eden to za mało by to opisać... Wracając również co chwilę się zatrzymywaliśmy by strzelić sobie fotkę. Swoją drogą jak ciężko byłoby zwiedzać Norwegię w czasach aparatów kliszowych ;) Nasze wielkie zdziwienie i podziw wywoływali rowerzyści którzy dziarsko pedałowali pod każdą górkę również pod Dalsnibbę.

Image

Image

Image

Image

Gdy już wracaliśmy do naszej hytty zupełnym przypadkiem trafiliśmy na Flydalsjuvet. Mieliśmy to w planach jako pieszą wędrówkę ale okazało się, że los nas tam podwiózł naszym Peżolotem ;) Zbaczając odrobinę ze szlaku i wzorując się na wcześniej obejrzanych na Youtubie filmikach udało nam się wykonać całkiem fajne fotki.

Image

Image

A no i jeszcze polecam wszystkim wyprawę RIBem. Fajna, całkiem szybka motorówka. Potrafi się rozpedzić do 100 km/h. Rejs po fjordzie kosztuje 475 NOKów więc znów spory koszt ale kierowca, przewodnik, kapitan (nie wiem kim on właściwie był;) ) podpływa pod każdą atrakcję w obrębie fjordu i krótko o niej opowiada. Dla mnie na pewno była to większa frajda niż przepłynięcie się zwykłym promem wycieczkowym, który może i był nieco tańszy ale na pewno nie skutkował podniesieniem adrenaliny i nie powodował takiego ubawu.

Image

Czas w Geiranger nieubłaganie minął i zmuszeni byliśmy opuścić ten raj na Ziemi. Ruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Olden. Nocleg tym razem mieliśmy w bardzo ładnej i dużo większej chatce w Nesset Fjordcamping. Podjechaliśmy się zameldować, zostawiliśmy zbędne wciskające nasze auto w ziemię bagaże i jeszcze tego samego dnia wybraliśmy się na pierwsze spotkanie z lodowcem. Z centrum Olden prowadzi ścieżka na parking przy lodowcu Briksdalsbreen. Znak informacyjny na rozwidleniu dróg jest raczej widoczny więc nie da się go ominąć. Natomiast droga jest dość wąska więc trzeba uważać na samochody jadące z naprzeciwka. Parking oczywiście płatny. Bodajże 50 koron
A później już tylko droga ku lodowcowi. Jakaś godzinka spacerem. Bez większych wzniesień i utrudnień ale za to z jedną mega fajną atrakcją (no przynajmniej w dni tak tropikalne jakie nas tam zastały) Mowa tutaj o Wodospadzie Kleivafossen. Nie sposób przejść obok niego pozostając suchym. Powoduje to masę uśmiechów, radosne podskoki i piski przemoczonych pań i panów w sumie też. Dorośli ludzie zaczynają się zachowywać niczym beztroskie dzieci.

Image

Image

Trasę do lodowca i z powrotem można przebyć również meleksem. Niestety liczy to się z dodatkowymi kosztami. Nie uważam jednak by ta droga była na tyle wyczerpująca by trzeba było z nich korzystać. Poza tym nie wiem jak wyglądałaby sprawa z ewentualnymi postojami na zrobienie zdjęcia. Wszak epickich miejscówek na tej ścieżce też było co niemiara.

Image

W końcu dotarliśmy do jęzora lodowca, zasiedliśmy na wielkich głazach tuz przy jeziorku i podziwialiśmy kolejne cudo, które dane nam było zobaczyć podczas tej podróży . Niestety jest już go strasznie mało. Przy szlaku ustawiane były znaki ukazujące jak lodowiec się cofał w poszczególnych latach. Z roku na rok niknie w zastraszającym tempie. Nawet na dość aktualnych zdjęciach promujących tę akurat odnogę jest on znacznie większy niż w rzezywistości. Po zasłużonym wypoczynku wróciliśmy na nasz nocleg. O dziwo tego wieczora zaczęło padać.

Image

Następnego dnia rano nieco zweryfikowaliśmy nasze plany. Początkowo mieliśmy się udać w okolice jeziora Gjende i tam przejść bardzo atrakcyjną granią między dwoma jeziorami. Rozsądek jednak wygrał z.. no powiedzmy młodzieńczą fantazją ;) Zrezygnowaliśmy z tej przeprawy i uderzyliśmy od razu na następny nocleg. Tym razem Pluscamp Sandvik w Gaupne. Im przybywaliśmy dalej tym domki były większe i ładniejsze. Minusem tej hytty był brak naczyń. Ale można było podejść do kuchni i pożyczyć garnek czy patelnię. Tego dnia kolega obchodził imieniny. Zaszaleliśmy i kupiliśmy pizzę o wartości bagatela 200 koron z małym hakiem. Ale się delektowaliśmy ;)

Dzień następny to spotkanie z lodowcem cz. 2. Takie atrakcje ciężko zlokalizować na nawigacji. Na szczęście znaki na drogach i wcześniejsze konstruowanie trasy na google.maps bez problemu doprowadzały nas do celu. Generalnie kierujemy się na lodowiec Nigardsbreen. Wcześniej po drodze w drewnianym budynku Breheimsenteret trzeba odebrać wcześniej zabukowane bilety. Tam pokierują w dalszą drogę. Podaję linka do ich strony. http://www.bfl.no/en/nigardsbreen-en/blue-ice-hike. My wybraliśmy trasę Blue Ice Hike. Koszt to 560 NOKów. W cenę wliczone jest niezbędne wyposażenie czyli raki, czekan i rękawice, oraz transport łódką pod lodowiec. Czas spędzony na lodzie to jakieś 3 godziny i około dwóch godzin na przejścia z i do łódki oraz założenie i dobranie odpowiedniego sprzętu. Przeżycie bardzo fajne. Przejście może niezbyt wymagające technicznie ale jednak to wszystko wokół robiło wrażenie. Jeśli ktoś miałby trochę NOKów na zbyciu to polecam wybrać opcję z własnym przewodnikiem. My szliśmy w dość dużej grupie. Gdy ktoś stawał żeby zawiązać buta, zrobić zdjęcie czy poprawić rękawiczki, cała ekipa musiała stanąć. Generalnie nikomu poza jednym wycieczkowiczem z Niemiec nie sprawiało to problemu. On natomiast spiesząc się nie wiadomo dokąd wręcz zabraniał przystawania na zrobienie zdjęcia. A wiadomo, że jak już się tyle płaci i robi coś czego się już pewnie nigdy w życiu nie powtórzy, to chce się mieć z tego jakąś pamiątkę. Ech no ale za to Norwedzy są po prostu przeboscy, przemili, przesympatyczni.... Ale o tym później :)

Image

Image

Aha i wcale nie było tak zimno jakby się mogło wydawać. Ja miałam bluzę i kurtkę przeciwdeszczową i było mi bardzo ciepło wręcz za ciepło.

Z lodowca udaliśmy się daleko na południe w stronę Trolltugi. Tutaj nie mieliśmy zabukowanego noclegu. Po bezowocnych poszukiwaniach domku (jak się okazało w okolicy odbywało się Święto wiśni czy czereśni) dotarliśmy do campingu w Oddzie. Generalnie wszystko fajnie tylko łazienki takie sobie. Niby podział na męskie i damskie funkcjonował ale w rzeczywistości działały jako koedukacyjne co było dość kłopotliwe. Ale możliwe że to tylko my takie przewrażliwione byłyśmy. Męska część naszej załogi nie narzekała. Następnego dnia wczesnym rankiem ruszyliśmy na podbój Trolltungi. Oczywiście minęliśmy za pierwszym razem zjazd i niemalże wyjechaliśmy z Tyssedal. Jadąc z Oddy trzeba skręcic w prawo w Skjeggedalsvegen i dalej już tak jak prowadzi ulica do parkingu płatnego 100 NOKów. Sławetne tory kolejki teoretycznie są zamknięte. No i my właściwie lekko się cykając poszliśmy jednak szlakiem dookoła. Jak się później okazało ludzie cały czas chodzą tymi schodami. Generalnie polecam raczej wejście nimi niż zejście bo są dość strome. Pierwszy km podejścia pod Trolltungę dla mnie był mega ciężki. Cała trasa to 11 km w jedną stronę więc byłam lekko mówiąc załamana. Na szczęście ten pierwszy km był najgorszy później już w miarę płasko i tylko kilka większych dość stromych podejść. Szlak jest bardzo dobrze oznakowany. Praktycznie nie można się zgubić. A i dodatkowo co km ustawiona jest informacja ile się przeszło i ile jeszcze zostało. I mnóstwo miejsc na rozbicie namiotów. W niektórych miejscach powstawały wręcz namiotowe miasteczka. Dojście do słynnego języka zajęło nam jakieś 5 godzin. Tam chwilę spędziliśmy w kolejce na sam język, żeby wziąć udział w niesamowitej sesji fotograficznej. Powrót już nieco szybszy bo jednak w dół. I na nocleg do Seljestad Cottages. Już pełen luksus bo z własną łazienką ;) Cała wyprawa zajęła nam 10 godzin. Przy czym nie wiem czy już wspominałam ja nie wiem co to jest dobra kondycja ;)

Image

Image

Image

Image

Następnego poranka zastanawialiśmy się czy wybrać się do Bergen czy do Stavanger. Z przyczyn odległościowych wybraliśmy jednak Stavanger. Miasteczko bardzo ładne, czyste, zadbane. Kolorowe domki, kawiarenki, sklepiki tworzą bardzo przyjazna aurę. Posililiśmy się w McDonaldzie. Och to było cudowne przeżycie po przeszło tygodniu opychania się zupkami chińskimi i makaronami z sosem. Cheesburger 10 NOKów więc stosunkowo tanio. Reszta już w cenach norweskich. Na miejscu znaleźliśmy nocleg w Bed&Breakfast przy ul. Vikedalsgaten 1. Przesympatyczna Pani zameldowała naszą piątkę w pokoju 4-osobowym bez żadnych dodatkowych opłat. Za pokój zapłaciliśmy 1000 koron ale w cenę było wliczone solidne śniadanie w formie bufetu szwedzkiego i wieczorne gofry.

Image

Ze Stavanger już tylko rzut beretem do następnego symbolu Fiordów – Kjeragbolten. Starając się robić wszystko by nie płynąć promem z Forsand do Lysebotn bo jest mega drogi poprowadziłam ferajnę południową stroną fjordu przez Sandnes. Po drodze takie oto ciekawostki.

Image

Krajobraz zmienił się diametralnie. Niemalże jakbyśmy wylądowali na księżycu. Wreszcie dotarliśmy na parking. Płatny bodajże 50 NOKów. A sama trasa bajka. Od samego początku łańcuchy czyli coś co ja uwielbiam. Odpowiedzialność z nóg rozkłada się teraz na dodatkowe dwie kończyny i idzie się dużo lżej. Aby dojść do słynnego kamienia trzeba najpierw wejść na trzy górki ale idzie się naprawdę całkiem przyjemnie. Ludzie chadzają w sandałach a nawet laczkach, z dziećmi na plecach. Oczywiście nie popieram bo jednak jest dość stromo a skała jest gładka i jednolita. No i wreszcie ON. Kjeragbolten. I znów kolejka do sesji. Nie powiem, nogi leciutko zadrżały i osoby z lękiem wysokości czy przestrzeni raczej nie powinny tam wchodzić bo o ile wejście jest całkiem proste, to zejście już stwarza kłopot. Jednak przy odrobinie zdrowego rozsądku zdobycie kamienia jest raczej bezpieczne. Choć moja mama do tej pory nie może patrzeć na zdjęcia ;) Cała trasa zajmuje mniej więcej 5 godzin.

Image

Image

Image

Image

Image

No i znów na nocleg bukowany już w Norwegii. Tym razem Wathne Camping w Bjorheimsbygdzie Niestety moje próby ominięcia drogiego promu spełzły na niczym bo nagle droga się nam skończyła i już nie było opcji powrotu. No i za nasze auto i 5 osób zapłaciliśmy 1000 koron. Tak więc polecam szukać dróg albo przepraw gdzieś dookoła. Choć fajne jest to, że w trakcie przeprawy omawiane są największe atrakcje Lysefjordu.

Wieczorem się rozpadało więc obawialiśmy się czy uda nam się zrealizować plan dnia następnego. A był to już ostatni dzień w Norwegii. Rankiem pogoda nie rozpieszczała. Ale przecież to punkt obowiązkowy. Znany ze wszystkich folderów i stron internetowych Pulpit Rock. Jako że pogoda w Norwegii zmienia się z minuty na minutę, gdy dotarliśmy na parking już nie padało a nawet słońce próbowało się przebić przez nisko zawieszone chmury. Wejście łatwe i krótkie i z tego powodu chyba najbardziej oblegane. Mało tego organizowane są tam wycieczki. Zgroza. Masa ludzi pędzących jak stado dzikich bawołów. Nie wiem co oni mieli z tej wycieczki. Przez nich czar trekkingu prysł. Oczywiście cały ogrom Azjatów w japonkach (jakkolwiek to brzmi). Moja faworytka szła z torebką, reklamówką i parasolką.

Image

No po prostu szok i niedowierzanie. Złość na depczących nam po stopach turystów minęła na Półce. Niestety piękne widoki szybko przysłoniła gęsta mgła. Na Pulpicie obowiązkowe zdjęcie nad przepaścią i powrót w dół. A stąd już prosto na Kristiasund skąd zabrał nas prom do Danii.

Image

Image

Image

Image

Płynęliśmy koło 2 godzin katamaranem. Poniżej zamieszczam linka do strony z kalendarzem niskich cen. Warto bukować z wyprzedzeniem bo ceny rosną z dnia na dzień. http://www.fjordline.com/pl/Kalendarz-niskich-cen/

Image

Image

W Danii warto się wybrać na cypel na północnym wschodzie do Skagen. Jest to miejsce w którym łączą się dwa morza: Północne z naszym Bałtykiem. Zdjęcia oczywiście nie oddadzą piękna tego zjawiska. Później jeszcze DjursSommerland i Legoland ale to już inna bajka :)

Image

Image

Podsumowując:
Strasznie żałuję, że tak długo wyczekiwana wyprawa tak szybko minęła. Zdecydowanie będę robić wszystko by móc tam jeszcze wrócić. Zauroczyłam się Norwegią przeglądając zdjęcia znajomych i buszując po forach internetowych ale pokochałam ją gdy przebudziłam się w niedzielę nad ranem w samochodzie jadącym wzdłuż skał i jezior. Woda jest tam bardziej niebieska, trawa bardziej zielona, a ludzie bardziej ludzcy.

Wydatki
NOKI – zakupiłam 4000 wydałam 3300 z tego opłacałam noclegi, promy i wszelkie atrakcje. W przeliczeniu na nasze to ok. 1650 zł przy kursie z lipca.

Benzyna, wypożyczenie bagażnika i opłaty drogowe 500 zł

Ubezpieczenie podróżne 60zł

Promy do Szwecji i Norwegii 290 zł

Zakupy jeszcze w Polsce: jedzenie i apteka 220 zł

oczywiści koszty można obniżyć poprzez spanie w namiotach. Miejscówek jest naprawdę dużo. My jednak jesteśmy troszkę zbyt wygodni

No i jeszcze około 500 zł wydaliśmy na Danię.

Warto przed wyjazdem zaopatrzyć się w autopass http://www.autopass.no/en/autopass żeby później nie było problemów z niezapłaconą bramką. Czasami bowiem takiego płatnego przejazdu nie widać. My byliśmy kilka razy zaskoczeni, że pobrało nam z konta pieniądze i nie byliśmy w stanie określić w którym to było miejscu.

Oczywiście artykuły spożywcze są bardzo drogie ale trzeba wyszukiwać promocji. Niektóre soki w kartonach wychodziły bardzo korzystnie. Opiliśmy się też Pepsi bo trafiliśmy na promocje dwie w cenie jednej. Co i tak dawało jakieś 8 złotych za 1,5 l ;) Z kolei bardzo ciężko jest się upić. Alkohol jest drogi no i przede wszystkim trzeba go znaleźć. W niedziele nie kupi się nawet piwa.

Natomiast wodę można pić z kranu więc z tym nie było problemu

Tak jak wspominałam ludzie są nieziemscy i bezinteresowni. Gdy cena w pewnym pensjonacie przekraczała nasze możliwości, właścicielka sama pokierowała nas do tańszego miejsca. Natomiast recepcjonistka z pewnego przepełnionego campingu sama z siebie podała nam numery do innych jakby nie patrzeć konkurencyjnych pól namiotowych No po prostu bajka. I wszyscy niezależnie od wieku mówią po angielsku.

Uuuu ale się rozpisałam. Jeśli ktoś dotrwał, to dziękuję za cierpliwość i jeszcze raz proszę o wyrozumiałość
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 30 Lis 2014 22:42 

Rejestracja: 26 Mar 2014
Posty: 138
Kapitalna relacja!
Góra
 Relacje PM off
marcino123 lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 30 Lis 2014 22:53 

Rejestracja: 24 Kwi 2014
Posty: 283
Kjempebra ;)
_________________
"Zniszczenie symbolu ma znaczenie symboliczne. Na skutek działań natury Malta traci Azure Window w momencie obejmowania symbolicznego przewodnictwa w UE. Zbieg okoliczności?" (autor: znany i niezwykle szanowany użytkownik forum - cytat bardzo szybko usunięty :D )
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 30 Lis 2014 22:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Wrz 2014
Posty: 2468
srebrny
Gratuluje i wyprawy i opisu. Byłem pare razy w Stavanger i stamtąd wyruszalem zwiedzać okolice (autem lub łodzią). Rzeczy do zobaczenia w okolicy jest tyle ze starczy jeszcze na druga wyprawę jak kiedyś będziecie planować (ponad 100m wodospad, fiord zasypany przez kamienie/skaly, czy choćby specjalistyczne sklepy z typowo norweskimi ciuchami czy tez np ze swieczkami i ozdobami choinkowymi). W samym Stavanger w porcie jest ciekawe muzeum związane z platformami wiertniczymi.
Piękny kraj, szkoda ze tak nieprzyzwoitoście drogi (piwo w pubie 90nok).


Wysłane z mojego iPhone przez Tapatalk
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 30 Lis 2014 23:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2014
Posty: 248
Loty: 29
Kilometry: 73 985
Super relacja. Zupełnie niepotrzebnie obawiałaś się reakcji czytelników :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 01 Gru 2014 16:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 Lip 2013
Posty: 11
Bardzo dziękuję za miłe słowa i pozytywne reakcje :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 01 Gru 2014 16:32 

Rejestracja: 05 Lis 2014
Posty: 102
Loty: 19
Kilometry: 23 746
Niesamowite widoki. Za pewne nigdy nie zobaczę ich na żywo ze względu na lęk wysokości. Super zdjęcia. Pozdrawiam i zazdroszczę braku lęku :>
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 01 Gru 2014 18:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Lut 2014
Posty: 2519
Loty: 187
Kilometry: 289 878
HON fly4free
Bardzo zacna relacja i zupełnie niepotrzebne obawy o jej "jakość" jakie zamieściłaś na wstępie ! :)
I w dodatku udowodniłaś, że można nieźle ogarnąć jednym tripem coś, co ja rozkładam sobie na krótkie 2-4 dniowe wypady do Norwegii, w celu zobaczenia konkretnego miejsca (Preiekstolen, geirangerfjord czy trolltunga) :)
_________________
W "relacjach": Filipiny (2018), Armenia(2017), Argentyna(2016), Kazachstan (2016) i Maroko(2015).

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 02 Gru 2014 00:00 

Rejestracja: 01 Gru 2014
Posty: 3
@Pytusia84

Która trasa jest trudniejsza na Kamień czy Języka Trolla? Byłem w sierpniu na Języku i wiem jak ta trasa jest wymagająca.
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 02 Gru 2014 00:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 Lip 2013
Posty: 11
Mi osobiście dużo lepiej wchodziło się na Kamień. Ale tak jak wspomniałam ja uwielbiam wszelkiego rodzaju łańcuchy bo wtedy ciężar wędrówki rozkłada sie na 4 kończyny :) Natomiast fakt, że tam są łańcuchy nie oznacza wcale, że ta trasa jest jakaś bardzo karkołomna. Generalnie jest dość stromo a skała po której się idzie jest płaska więc fajnie jest mieć pod ręką coś co Cię przytrzyma gdy stópka się ewentualnie gdzieś tam omsknie. My byliśmy pełni podziwu dla ludzi w klapkach i to często np. szła mama w laczuszkach na obcasiku z dwójką dzieci. Bez plecaków, bez wody i chyba bez mózgu.
Początkowo gdy uniesie się głowę w poszukiwaniu szczytu pierwszego wzgórza wydaje się ono nie mieć końca. Ale nim sie spostrzeżesz no i zrobisz masę zdjęc po drodze juz na nim jesteś. A potem jeszcze tylko dwa zejścia i dwa podejścia i ON :D


A tak to wygląda w teorii

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 02 Gru 2014 01:36 

Rejestracja: 02 Gru 2014
Posty: 1
Po otrzymaniu linku z tej relacji od razu wiedziałem ze muszę się tu zarejestrowac żeby to napisać : CUDOWNA RELACJA , jako (za przeproszeniem) kierowca na tej wyprawie /Pytusia wie co mam na myśli ;) wyprawa była MEGA , widoki, pogoda, napotkani ludzie i przede wszystkim NAJLEPSZA EKIPA WYCIECZKOWA z naszym przewodnikiem na czele. Każdemu życzę takiej wyprawy, wspomnień, cudownych chwil i takiego organizatora jak Paulina~Pytusia, może nie jestem najlepszym wspólpodroznikiem ale nie mogę się doczekać kolejnego takiego wypadu :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 02 Gru 2014 16:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Kwi 2013
Posty: 135
Loty: 49
Kilometry: 99 772
ciężko się nie zakochać w przyrodzie tego kraju:) gratuluje wyprawy
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 02 Gru 2014 18:27 

Rejestracja: 27 Mar 2014
Posty: 6
Loty: 33
Kilometry: 38 586
wow jestem pod ogromnym wrażeniem! przepiękne widoki :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 24 Lut 2015 02:22 

Rejestracja: 29 Lut 2012
Posty: 82
Dobry opis :-)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 21 Mar 2015 11:31 

Rejestracja: 13 Mar 2015
Posty: 5
Wow, niesamowite widoki!
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 15 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group