Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 19 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Bałkany autostopem
#1 PostWysłany: 11 Sty 2014 15:30 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6444
Loty: 303
Kilometry: 522 266
Ta relacja z lataniem będzie miała niewiele wspólnego, dokładnie jedną rzecz – z Warszawy z bagażem podręcznym pod koniec lipca poleciałem za 89zł do Bourgas w Bułgarii. Dalej przez miesiąc było tylko stopowanie :) Myślę że jednak warto ją zamieścić by pokazać że tanio da się podróżować z każdym budżetem.

Pomysł wyprawy nie był oryginalny – tak jak wiele osób przede mną postanowiłem zrobić objazdówkę po Bałkanach (gdzie bywałem już wcześniej, w Chorwacji i dwukrotnie w Bułgarii, nigdy jednak na dłużej i nie odwiedzając mniej turystycznych rejonów czy krajów). Jako że poprzednie kilka miesięcy intensywnie podróżowałem, pieniędzy nie zostało wiele, stąd decyzja na najtańsze z możliwych podróżowanie – na stopa. Koszty noclegi też nie należą do najmniejszych, szczególnie w takich krajach jak Czarnogóra czy Chorwacja, drugą decyzją było więc wzięcie namiotu i śpiwora. W Bułgarii czekała na mnie moja druga połówka (zakończyła odbywanie tam wakacyjnych praktyk na studia) – było to więc naturalne miejsce startu naszej przygody. Zaczynajmy!

PS Zdjęcia nie są rewelacyjnej jakości, robione były kompaktem, mam nadzieję że tekst będzie ciekawszą częścią relacji

Część 1 – Bułgaria – na rozgrzewkę

Ten kraj dla większości nie wymaga przedstawiania. Od dawna kojarzy się z ciepłym choć niezbyt przejrzystym morzem, dużą ilością słońca i niewygórowanymi cenami (w tym niezłego piwa, i bardzo smacznego choć nieco ciężkawego jedzenia) – słowem dobre miejsce na tanie wakacje. W mojej subiektywnej opinii nie ma tam jednak zbyt wiele miejsc wartych zwiedzania.. Bułgaria to dobre miejsce by odpocząć ale jest tam zwyczajnie nudno ;)
Nic więc dziwnego że postanowiliśmy za długo tu nie zwlekać, poplażować kilka dni tu i ówdzie i wzdłuż morza przemieścić się szybko do Rumunii. Noclegi też wybieraliśmy nie pod chmurką by przez te kilka dni mentalnie przygotować się na miesiąc niewygody ;) nie mieliśmy tu żadnych przygód, ale kilka słów napiszę i tak.

Zaczęliśmy od plaży w Kraymorie – spokojnego kawałku pisaku, obok zatłoczonego Bourgas.
Image
Odwiedziliśmy też znajdujący się w pobliżu Sozopol – znajduje się w nim interesująca starówka
Image
a za nią dużo ciekawsze w naszym odczuciu panoramicznie usytuowane skały – dobre miejsce na opadanie i kąpiel
Image
Ogólne wrażenie – dobre na krótki przystanek po drodze, jednak jeśli chce ktoś obejrzeć naprawdę ładną starówkę to recepta jest tylko jedna – Neseber
Image
Sztuki nowoczesnej tam też nie brakuje ;)
Image
Neseber (stare miasto) znajduje się na wyspie obok chyba najbardziej znanego i turystycznego kurortu – Słonecznego Brzegu - który oczywiście ominęliśmy szeerokim łukiem;) wolimy zdecydowanie cichsze i spokojniejsze miejsca - na koniec więc zadekowaliśmy się na kilka dni w malutkiej wiosce w Shkorpilovtsi u znajomych. Gdy myślicie o Bułgarii zapewne nie macie przed oczami takich plaż – a jednak, są one tam, trzeba tylko poszukać
Image
Trochę plażowania (wraz z zajadaniem się frytkami z syrem), trochę nurkowania (search and recovery w miejscu zatonięcia kutra – w nagrodę piękna kotwica rybacka do ogródka dla naszych gospodarzy :) ) i duuużo przepysznej kuchni od gospodyni – z moją ulubioną czuszka bjurek na pierwszym miejscu i własnoręcznie zebranymi z skał mulami ugotowanymi w winie do kolacji... eh:)
fajnie fajnie, ale czas wreszcie coś pozwiedzać i wyruszyć na prawdziwą Przygodę przez wielkie P – omijając Varnę (w której zresztą za dużo ciekawych miejsc nie ma) jedziemy wprost do Rumunii.

Mimo że w tej części podróży nie przydarzyły nam się żadne stopowe przygody, kilka słów o samych warunkach stopowania – nie jest to kraj idealny do tego, Bułgarzy raczej są gburowaci i nieufni, dwa razy czekaliśmy po kilka godzin. No ale stopując musimy być na to przygotowani. Jest też bezpiecznie, nikt nie zaczepiał nas, nie zaobserwowaliśmy też pijanych kierowców (co np w Gruzji i Armenii jest nagminne). Granicę Bułgarsko-Rumuńską przekraczamy tirem..

Część 2 – Rumunia – na dobry początek

..i od razu znajdujemy nocleg w magazynie na zajezdni tirów przed Konstancą. Miły kierowca dodatkowo zamawia nam pizzę na kolację :) Co najlepsze – jest nawet łóżko ;)
Image
Nasz pierwszy prawdziwy cel – zobaczyć deltę Dunaju, wpisaną na światową listę dziedzictwa UNESCO. W tym celu sprawnie łapiemy stopa do Tulcea, skąd promem płyniemy do Suliny
Image
Image
Powiedzmy sobie szczerze, nie jest to satysfakcjonujący sposób eksploracji tego oryginalnego (na skalę europejską) biotopu. Płyniemy głównym nurtem, kiedy prawdziwa przyroda czeka w sieci wąskich kanalików (szczególnie pasjonaci ornitologii byli by zachwycenie). Niemniej można zaobserwować ciekawe obrazki – należy pamiętać że znajdujemy się na obszarze całkowicie odciętym od transportu lądowego. Dlatego mieszkańcy malutkich wiosek są uzależnieni od kolejnych dostaw towarów z promu.
Image
Sama Sulina jest małym miasteczkiem w którym obowiązkowym punktem jest plaża oddalona o kilka 2km od centrum miasta. Śmiejemy się z rumuńskiej myśli technicznej dotyczącej chodników ;)
Image
Image
Jak się jednak przekonamy w najbliższych dniach, bieda tego kraju została dawno w przeszłości, zaś wszystkie polskie stereotypy nie dotyczą Rumunów (którzy uważają się za dumnych kontynuatorów imperium rzymskiego) lecz Cyganów, przed którymi niejednokrotnie ostrzegają nas sami Rumuni. Wracając jednak do plaży - tu można poznać czemu morze czarne nazywa się tak a nie inaczej
Image
Jest to spowodowane oczywiście dużą ilością materiału rzecznego wpadającego co dzień do morza. Woda nie jest brudna, jest, hmm, mulista? Ciekawe wrażenie, ale nie przekonuje nas do dłuższego plażowania. Rozbijamy namiot w okolicznych krzakach z postanowieniem podróży dalej kolejnego dnia.
A kolejnego dnia ruszamy do Bukaresztu. Prom z powrotem i możemy łapać stopa. Przy wyjeździe z Tulczy (jak brzmi polska nazwa tego miasta) niestety amatorów na ten środek transportu sporo, wszyscy zdają się brać udział w konkurencji "kto pierwszy do zatrzymanego samochodu ten lepszy".
Image
Postanawiamy podejść kilka km za miasto i łapać z pustej drogi – nie musimy, już po kilkuset metrach zatrzymuje się samochód. Szybko docieramy do stolicy, uczynny kierowca wysadza nas pod samym pałacem parlamentu. Ten budynek jest monstrualny! Nic dziwnego – został wpisany do księgi rekordów jako największy budynek cywilny na świecie!
Image
Tą budowlę zawdzięczamy niesławnemu Nicolae Ceaușescu, który był również odpowiedzialny za wyburzenie całego historycznego centrum miasta, co pozwoliło stawiać socrealistyczne budowle według jego planów.
Image
Image
Jednak nie można powiedzieć że całość jest brzydka. Robi raczej.. niesamowite wrażenie, miejsce jest na pewno unikalne (ps odradzamy muzeum sztuki nowoczesnej znajdujące się w środku pałacu – to nie centrum Pompidou, laików jak my znudzi śmiertelnie)
Dodatkowo mało kto kojarzy Bukareszt z urokliwych i klimatycznych wąskich uliczek pełnych kawiarni – wszystkie je znajdziemy w dzielnicy Lipscani – naprawdę, bliżej rumuńskiej stolicy do Paryża niż do Warszawy:P
Image
Tym razem śpimy w hostelu, do rozbijania namiotami po parkach w miastach jeszcze nie dojrzeliśmy (czas na to przyjdzie w Dubrovniku ;) ). Następnego dnia udajemy się do oryginalnego zamku Drakuli – zamku Poenari (a raczej tego który wydaje nam się najbardziej autentyczny, jest ich kilka :P ale w przeciwieństwie do np bardziej znanego Bran nasz ma rzeczywisty związek historyczny z Vladem Palownikiem – była to jedna z jego głównych fortec). Wydostanie z dużego miasta zwykle stanowi problem, ale komunikacją miejską wyjeżdżamy na obrzeża przy wylotówce i bez większych problemów łapiemy transport – parę z Polski;) Jak nam się przyznają zatrzymali się tylko dlatego że zobaczyli że jesteśmy z Polski (miałem koszulkę z polskim napisem). Jadą w to samo miejsce, super. Nie jest to daleka droga, zdążamy jeszcze tego samego dnia, jest i czas wspiąć się na górę z ruinami Poenari
Image
Od samych ruin ciekawsze są widoki z góry;)
Image
U dołu płynie strumień i jest polanka – idealne miejsce na rozbicie namiotu:) Spotykamy grupę polaków na wycieczce objazdowej na motorach – po krótkiej rozmowie są w szoku że nie wiemy nic o transalpinie i mówią że nasza wizyta w tym kraju nie będzie pełna bez przejechania się tą drogą. Nic dziwnego że w naszym przewodniku nic o niej nie ma – otwarto ją w 2010 roku, a interesująca jest dlatego że jest najwyżej położoną drogą w Rumunii, osiąga w jednym miejscu wysokość 2145m.n.p.m. Jesteśmy otwarci na sugestie, a nasze plany są bardzo mobilne – jasne że tam się wybierzemy ;) Niestety, ta noc nie jest za spokojna – to że polanka jest idealna wiedzą też inni – przez całą noc słuchamy rumuńskiego disco ;)
Image
Następnego dnia nieco umęczeni łapiemy okazję do Monastyru w Horezu – kolejny punkt z listy UNESCO – jest ładnie i spokojnie, ale spodziewaliśmy się nieco więcej.
Image
Image
Image
Kolejny punkt – transalpina. Czekamy na okazję gdy podjeżdża radiowóz. Oho, czyżby pierwsze kłopoty? Policjant wypytuje się co robimy i gdzie jedziemy, po czym stwierdza że tam mało kto jeździ z tego miejsca, podwiezie nas w lepsze;)
Image
Takie władze lubimy, dziękujemy. W lepszym miejscu nadal nic nie możemy złapać, czyżby w głuszy wśród gór ludzie byli bardziej nieufni? W końcu zatrzymuje się.. betoniarka :D Takim pojazdem jeszcze nie jechaliśmy (choć zdarzały się najróżniejsze, od luksusowych aut, przez paki dostawczaków wśród transportu luster) – jasne że skorzystamy! Niestety robi się ciemno, za wiele nie widzimy, wysiadamy więc w najwyższym punkcie, rozbijamy namiot, nie mając pojęcia co przywita nas rano. A rano wokół nas rozciągał się taki krajobraz!
Image
Image
Image
Znów mamy kłopoty z łapaniem, rzeczywiście im dalej od cywilizacji tym ludzie ostrożniejsi, ale znajdują się w końcu tacy (rodzina z dziećmi) dla których nie wyglądamy zbyt podejrzanie. Za dnia jazda duużo ciekawsza
Image
można też spotkać różnych gości na drodze
Image
Dalszych planów na Rumunię nie mamy, wiemy jednak że chętnie wrócimy tu w góry na treking. Na razie jednak kierujemy się do granicy z Serbią. Docieramy do Targu Jiu, gdzie przeżywamy dziwną sytuację;) Łapiemy stopa przez jakiś 15min, nic się nie zatrzymuje (nie martwi to nas, to jeszcze nie jest długo) – cały czas w pobliskim domu facet krząta się na podwórku. W końcu pochodzi do nas i po włosku zaczyna coś tłumaczyć. My z włoskiego nic a nic nie rozumiemy, pana to nie zraża. W końcu z rozmowy w języku włosko-migowym wnioskujemy że mówi że to zła droga do łapania do granicy, i on za 15min jedzie do miasta, i nas zawiezie. No fajnie, tylko my nie jedziemy do Targu, z mapy wynika że to nie po drodze ;) Pan mówi że musimy bo tylko tamtędy droga, żeby nas przekonać dzwoni nawet do syna który coś po angielsku umie dukać i tak za pomocą tłumacza rozmawiamy, nie zbliżając się wcale do zrozumienia. Jako że pan jest bardzo nalegający by z nim jechać zaczynamy się trochę bać;) proponuje też nam nocleg u siebie, jednak uparcie mówimy że chcemy do granicy. On w końcu że ok, zawiezie nas, po czym wiezie nas.. do miasta ;) Nie przedłużając, o co chodziło: z Targu Jiu wywodzi się Constantin Brâncuși, jedne z ważniejszych rzeźbiarzy nurtu abstrakcyjnego – nasz sympatyczny pan stwierdził że nie możemy opuścić Rumunii nie zobaczywszy jego słynnych rzeźb. Jak zobaczyliśmy pierwszą załapaliśmy od razu o co chodzi na nasze "aaaa, Brâncuși" prychnął tylko "si, imbecille, Brâncuși " :D:D
Image
Oprowadził nas po kilku parkach, pokazując rzeźby, po czym odwiózł na wylotówkę z miasta, z której rzeczywiście dużo lepiej się łapało stopa;) Przez Drobeta Turnu Severin opuszczamy ten sympatyczny kraj – z drogami lepszymi niż w Polsce, miasteczkami zadbanymi i czystymi, i przyjazną ludnością. Wszystkim polecamy Rumunię!
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 11 Sty 2014 18:37 

Rejestracja: 09 Lip 2012
Posty: 41
zdjęcia rewelacyjne, sam pomysł też bardzo intrygujący;)

a tak z ciekawości powiedz czy mieliście np. jakie niebezpieczne lub mało ciekaw przygody?
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 11 Sty 2014 19:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 941
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
Sam byłem lekko ponad 2 lata temu autostopem na Bałkanach więc z niecierpliwością czekam na kolejne części relacji ;)
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 11 Sty 2014 19:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 Sty 2012
Posty: 931
Loty: 101
Kilometry: 140 975
niebieski
Bardzo fajna relacja, okraszona dobrymi fotkami, którą czyta sie z zaciekawieniem. Pomysł na niskokosztowy wypad bardzo dobry, bo przeciez najwazniejsza jest przygoda. Pzdr
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 11 Sty 2014 21:22 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6444
Loty: 303
Kilometry: 522 266
alexia23 napisał(a):
a tak z ciekawości powiedz czy mieliście np. jakie niebezpieczne lub mało ciekaw przygody?


była jedna niebezpieczna przygoda, gdy okazało się że rozbiliśmy namiot na.. polu minowym :) Ale o tym dopiero w części 5

Część 3 – Do Kosowa przez Serbię i.. Macedonię

Na granicę Rumuńsko-Serbskiej mieliśmy ciekawą przygodę. Przebiega ona przez Dunaj. Most łączący oba Państwa jest dopiero w połowie drogi między Drobetą i Orsovą. Nam samochód udało się złapać tylko do Orsovy, nikt nie jechał na drugą stronę do Nowego Sipu. Kierowca wysadził nas więc przy odpowiednim skręcie, niestety to przejście graniczne nie jest przejściem dla pieszych – nie prowadzi tam żaden chodnik, nie jeżdżą żadne autobusy, jest tylko trasa ekspresowa. Granicznicy byli więc wielce zdziwieni gdy podeszły do nich dwie osoby z plecakami. Zaczęły się krzyki i myśleliśmy że będą kłopoty, bo powiedzieli że nie ma takiej opcji byśmy przekroczyli granicę pieszo. Dlatego też.. zatrzymali pierwszy samochód na numerach dyplomatycznych i wcisnęli nas kierowcy w pakiecie razem z przepuszczeniem przez granicę;) Kierowcą okazał się dziennikarz sportowy który choć sympatyczny obśmiał bardzo naszą reprezentację piłkarską :) Tym sposobem po raz pierwszy jechaliśmy na dyplomatycznych blachach.

Początkowo planowaliśmy zwiedzanie Serbii, ale jest lato, my już trochę jesteśmy zmęczeni zwiedzaniem, zaczyna nam marzyć na powrót morze, zwłaszcza to krystalicznie czyste jak w Czarnogórze i Chorwacji. Postanawiamy więc pominąć Belgrad, i udać się od razu do Kosowa. Wszystko z naszym stopowaniem było dobrze do czasu aż nie zbliżyliśmy się do Nis. Nawet przy granicy jeden pan który służył za nieoficjalną taryfę rozwożąc lokalną ludność za drobną opłatą nas podwiózł nic nie chcąc w zamian. Znając taksiarzy na całym świecie – tym bardziej doceniamy ;) Niestety w okolicy Nisz trafiamy na autostradę – kierowca który nas wiezie pyta się gdzie chcemy jechać dalej, gdy jednak wyjawiamy że na granicę z Kosowem ostro daje po hamulcach i zaczyna się wypytywać kim jesteśmy i jaki mamy tam interesy. Jak widać konflikt etniczno-religijny nadal tkwi w tamtejszej ludności. Zakończyło się na tym że wysiadamy na autostradzie nie wiedząc nawet gdzie zbytnio jedziemy i w którą stronę jechać dalej (powinniśmy kierować się na Prokuplie, ale zatrzymani kierowcy dają sprzeczne odpowiedzi – jedni mówią że musimy na północ, a inni że na południ ;) ) W końcu jeden podrzuca nas na bramki na autostradzie, gdzie.. łapiemy autokar turystyczny :) Cały pusty, przewodnik mówi że jedzie odebrać wycieczkę w Macedonii, i że z okolic Skopje będzie nam dużo łatwiej dostać się na granicę kosowską. Nie planowaliśmy się tam udawać, ale skoro tak mówią.. ;) Mamy więc prywatny autokar z kierowcą i przewodnikiem wycieczek;) Dodatkowo poczęstowali nas jedzeniem i napojami – dziękujemy:) Autostradą mkniemy raz dwa, nim się zorientowaliśmy znajdujemy się już w Macedonii, bus zawozi nas pod skręt na Kosowo, gdzie na polance przy stacji benzynowej rozbijamy namiot. Następnego dnia bez problemu dostajemy się na granicę.

Kosowo. Nie wiedzieliśmy za bardzo czego się spodziewać. Z rozmów z Serbami odnieśliśmy wrażenie jakoby to było nadal terytorium działań wojennych. Oczywiście wiedzieliśmy że to nieprawda, ale nadal ciężko było coś przewidzieć. Tymczasem, ten kraj najbardziej przypominał nam.. gigantyczny plac budowy. Sklepów budowlanych jest kilkukrotnie więcej niż spożywczych, gdzie się nie spojrzysz to budują coś. Oczywiście zapytaliśmy się miejscowych o przyczynę tego stanu rzeczy – czy to odbudowa powojenna? A gdzie tam ;) Mieszkańcy Kosowa po prostu się bogacą. Jeszcze niedawno nie stać było ich na budowę domów, teraz przeżywają swoisty boom. Nadal jednak widać pewne pozostałości z czasów wojny
Image
Pytanie czy jest jednak co tam zwiedzać? Nie bardzo. Prisztinę polecali nam jako imprezownię, my jednak wybraliśmy się do Prizren. Fajne, historyczne miasteczko, sporo budowli w stylu otomańskim
Image
zaś z ruin zamku na górze rozciąga się fajna miejska panorama
Image
W naszym odczuciu – nie jest to miejsce na dłużej. Wyruszamy więc łapać stopa do Albanii, przez którą dojedziemy do Czarnogóry!
Image
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez Washington, 11 Sty 2014 22:10, edytowano w sumie 1 raz
Jako że pamięć jest zawodna zapomniałem w części 3 zamieścić opisu jednej ciekawej przygody;) zapraszam jeszcze raz na początek tego posta
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 11 Sty 2014 21:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Paź 2012
Posty: 635
Loty: 93
Kilometry: 144 355
niebieski
super wypad, też nie długo się wybieram.A co do Prisztiny to się zgadzam, nie jest to miejsce nadzwyczaj urokliwe ot taka ciekawostka jak by ktoś chciał :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 12 Sty 2014 03:54 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6444
Loty: 303
Kilometry: 522 266
Część 4 – i najfajniejsza – Czarnogóra

Jako że chcieliśmy zacząć zwiedzanie Czarnogóry od samego południa dojazd wypadł nam przez Albanię. Albanii są mili, i bez problemu łapiemy kolejne stopy aż do Szkoderu. W tym miejscu warto przypomnieć że stop to nie tylko darmowe przemieszczanie się ale jedna z najlepszych okazji do poznania lokalnej ludności. W wypasionym mercedesie po niemiecku odbywamy pogawędkę o albańskich imigrantach w Niemczech, o tym ile to daje perspektyw i jak fajnie wrócić mercedesem do swojego kraju ;) Do samej Czarnogóry przewozi nas mieszkaniec Czarnogóry – jako że wywozi się z Ulcinj do którego zmierzamy dzieli się z nami mnóstwem wskazówek – gdzie rozbić namiot, która plaża najfajniejsza, gdzie dają najlepsze krewetki :)
Ulcinj jest znany z najdłuższej piaszczystej plaży w Czarnogórze (w ogóle piaszczyste plaże są w tym kraju rzadkością ale ta jest naprawdę długa, ma 10km długości). I tak zgodnie z radami idziemy zobaczyć dzikie "pole namiotowe" które jest rozbijane przy rzece, na granicy, na samej plaży – miejsce jest dla nas zbyt "hipisowskie", wolimy coś ustronniejszego od rozbijania się na środku plaży. Dlatego rozbijamy namiot na zasłoniętej polanie przy drodze prowadzącej do plażowego klubu (bodajże Pacha). W ten sposób mamy prywatność, a wieczorami, gdy wszyscy bywalcy plaży wrócą do miasta chodzimy skorzystać z plażowych pryszniców. Tu nam się podoba, możemy zostać kilka dni – miejsce jest znane z dogodnych warunków do uprawiania kajtów
Image
Na takie atrakcje nas nie stać, ale nie potrafimy sobie odmówić krewetek z słynnych rzecznych knajpek
Image
usytuowanych trochę na odludziu
Image
ale serwujących takie cuda
Image
Sama plaża choć ładna
Image
pozostawia niedosyt – czekamy na te słynne skaliste zatoczki z krystaliczną wodą. Ruszamy więc dalej na północ. Po drodze zatrzymujemy się w fantastycznym Starym Barze
Image
Ruiny tego starego miasta, otoczonego murem i wznoszącego się na wzgórzu, zawierają budynki z przeróżnych epok, najstarsze datowane na czasy rzymskie. Do tego drzewa oliwne mające ponad 2000 lat, piękne usytuowanie górskie – nic dodać nic ująć. Polecam każdemu!
Image
Image
Image
Image
Łapiemy stopa dalej, lokalny kierowca poleca nam miejscowość o której słyszeliśmy/czytaliśmy już wcześniej – Petrovac – decyzja więc zapada, zatrzymamy się tu na dłużej. Była to świetna decyzja!
Omijamy główną plażę i kierujemy się na zatoczkę która już z góry nas przywabiła. Jest to Lucice. Plaża na pierwszy rzut oka fajna
Image
tylko gdzie się rozbić? Postanowiliśmy pójść na klify otaczające zatoczkę, poszukać w lesie odpowiedniego miejsca. Nie było łatwo znaleźć skrawek w miarę płaskiego terenu bez korzeni i kamieni (by było bardziej miękko naznosiliśmy opadłych igieł), ale to był strzał w dziesiątkę! Nasz namiot był usytuowany niesamowicie malowniczo
Image
do wody nie chodziliśmy na plażę tylko wystarczyło zejść po tym klifie
Image
by cieszyć się wszystkimi możliwymi rozrywkami: skokami do wody
Image
wspinaczką skałkową
Image
no i najważniejsze - krystalicznie czystym prywatnym morzem
Image
idealnym do snorklowania
Image
Image
A to wszystko na uboczu, ale 5min do plażowych pryszniców i 15 minut do miasta. Miasta które było zachwycające zarówno na wieczorne spacery po promenadzie
Image
jak i po sieci tuneli wykutych w skałach (na północ od miasteczka), oferujących cudowne widoki
Image
Zresztą szlak południowy był równie obfity widokowo :)
Image
To było idealne miejsce, ale my mieliśmy jeszcze dużo do zwiedzenia. Po kilku dniach ruszyliśmy dalej

Ciąg dalszy 4 części niedługo, to nie koniec Czarnogóry
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
Arekkk uważa post za pomocny.
 
 
#8 PostWysłany: 12 Sty 2014 10:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Sty 2013
Posty: 110
super relacja... miałeś racje część 4 jest the best.... czekam niecierpliwie na dalszą część .
pozdrawiam
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 12 Sty 2014 12:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 277
Loty: 196
Kilometry: 323 953
niebieski
Świetnie się czyta i bardzo mi się podoba :).

Twoja relacja jest idealnym przykładem na to, że największym ograniczeniem w podróżowaniu i poznawaniu świata nie są pieniądze, a CZAS. Plus trochę chęci i otwartość na wszystko, co nowe :).
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
ewaolivka lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 12 Sty 2014 12:55 
Czerwony raptus
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Wrz 2012
Posty: 7675
Loty: 15
Kilometry: 58 252
Ja czekam na pole minowe :D
_________________
Dancehall Masak-Rah
Junior Stress - Za Mało Cichej Wody W Rzece
ImageImage
Góra
 Relacje PM off
ginger lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 12 Sty 2014 12:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Gru 2011
Posty: 5600
Loty: 169
Kilometry: 241 913
HON fly4free
Uwielbiam Ulcinj, choć ilekroć tu przyjeżdżam, za każdym razem jest drożej.
_________________
Blbec je blbec a blbcem zůstane
Ja tu tylko sprzątam
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 12 Sty 2014 14:02 

Rejestracja: 24 Lis 2013
Posty: 102
Nie wiem to zapytam - w jakim języku się porozumiewaliście? Poza migowym oczywiście ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 12 Sty 2014 14:11 

Rejestracja: 20 Lip 2012
Posty: 141
Kyrtap napisał(a):
Nie wiem to zapytam - w jakim języku się porozumiewaliście? Poza migowym oczywiście ;)

wbrew obiegowej opinii kupa ludzi na balkanach zna angielski
a co do samej relacji to super tylko nie wiem czemu ominales Albanie
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 12 Sty 2014 14:59 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6444
Loty: 303
Kilometry: 522 266
Kyrtap napisał(a):
Nie wiem to zapytam - w jakim języku się porozumiewaliście? Poza migowym oczywiście ;)


Z angielskim to było różnie (nie tak źle jak w Hiszpanii:P ale też poza mieszkańcami miast nie była to za duża znajomość), trochę osób mówiło, ale nie było to potrzebne do komunikacji. Podczas wcześniejszej podróży stopowych po Gruzji i Armenii dość szybko przyswoiliśmy sobie rosyjski w zakresie podstawowym (nigdy wcześniej się nie uczyliśmy). Podobnie jak w naszym kraju te kilkadziesiąt lat temu tak i na Bałkanach musieli uczyć się w szkołach rosyjskiego. Poza tym tutejsze języki często mają bardzo wiele wspólnego z naszym (o czym będzie w części 5, gdzie długą podróż odbyliśmy z przemiłym Chorwatem filologiem/teologiem, z polską żoną). W zasadzie Rumunia stanowiła największy problem bo tam raz że język nic nie podobny do słowiańskich (tylko właśnie do włoskiego/łaciny), a dwa mimo że to część dawnych demoludów to o dziwo po rosyjsku za dużo osób nie mówiło. Tam gdzie ludność muzułmańska to często dało się porozmawiać po niemiecku (którym się posługujemy jako tako, choć jak na tyle lat nauki to można by się wstydzić;) ) bo dużo z nich jeździ za pracą lub ma rodzinę w tamtych stronach.

glebolxxx napisał(a):
a co do samej relacji to super tylko nie wiem czemu ominales Albanie

Mając plan zwiedzania rozrysowany na około miesiąc nie da się wszystkich tych krajów zobaczyć. Jako że w kontynentalnej Grecji też nas jeszcze nie było, postanowiliśmy kiedyś wrócić właśnie na połączoną wycieczkę - Albania, Macedonia, Grecja. Nawet z krajów które planowaliśmy niektóre pominęliśmy (Serbię - plan był na Belgrad i może Nowy Sad, no i Bośnia i Hercegowina - plan był na Mostar, Medziugorie i Sarajewo, ew Bihac).

Ciąg dalszy części 4

Kolejny cel – Buka (zatoka) Kotorska – znana jako największy fiord w południowej Europie. By zobaczyć taki widok
Image
trzeba się wspiąć najpierw na szczyt tych fortyfikacji
Image
Wejście jest płatne, ale brak jakichkolwiek bramek, goście pobierający opłaty wyglądają jakby wymuszali na naiwnych haracz, ale nie, jest to usankcjonowany proceder;) Do pokonania mamy 1350 schodków, które kolejno wynagrodzą nas pięknym widokiem starówki
Image
(jeszcze kilka schodków)
Image
a na koniec całego fiordu
Image
Sama starówka też jest ładna, warta pokręcenia się, aczkolwiek wiadomo, ceny turystyczne;) My ruszamy dalej, nasz kolejny cel znów z kategorii naj – tym razem drugi najgłębszy kanion na świecie (po kanionie rzeki Kolorado) – kanion rzeki Tara. To zadziwiające że o tym miejscu mało kto wie. Kanion ma 78km długości, a jego głębokość dochodzi do 1300m.
By tam dotrzeć oczywiście łapiemy stopa do Żabljak. Mamy szczęście, zatrzymuje się dla nas Dragutin Vujović, który oprócz tego że jako pierwszy mieszkaniec Czarnogóry zdobył Everest, ma własną firmę organizującą wyprawy po parku narodowym Durmitor do którego właśnie zmierzamy. Dzieli się z nami poradami co do najładniejszych miejsc, cen różnych wycieczek, szczególnie zachwala kanioning w Nevidio. Cóż, na razie nie stać nas na tą rozrywkę ale kiedyś wrócimy. Na początek by najlepiej zobaczyć kanion polecamy wypożyczyć rower i przejechać się na punkt widokowy Curevac, choć dotarcie do niego nie jest łatwe. Prowadzi jednak przez piękne góry
Image
by wreszcie zaoferować widok na sam kanion
Image
Jak już się kanion zobaczyło to.. trzeba się nim przepłynąć. W mieście nie brak firm oferujących rafting, jest to niestety droga zabawa. Raz się żyje, wydajemy 40e/os z naszych niemal skończonych zapasów gotówki. Dzięki temu zostaniemy wynagrodzeni takimi widokami (z najważniejszym – mostem Durdevica)
Image
Image
Image
Image
Nie jest to szaleńcza jazda pełna adrenaliny, tego tu nie znajdziecie. Ale krystalicznie czysta woda i góry pozostawią niezapomniane wrażenie. Oczywiście w parku jest wiele innych ciekawych rzeczy do robienia, nie zdołamy jednak zobaczyć wszystkiego. Pada decyzja – jedziemy do Chorwacji, do Dubrovnika.
Po wydostaniu się z gór, kierujemy się na Trebinje, i najkrótszą drogą przez Bośnię i Hercegowinę, docieramy na miejsce. O Dubrovniku jednak już w następnej części.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
Pabloo lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 12 Sty 2014 17:27 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6444
Loty: 303
Kilometry: 522 266
Część 5 (i ostatnia) – Chorwacja

Jest już ciemno gdy docieramy do Dubrovnika. Nasze szanse na nocleg w namiocie w centrum nie wyglądają za dobrze – nie dość że gęsto upakowane miasto to jeszcze na wzgórzach, i praktycznie bez zieleni. Szukamy więc hostelu. Po usłyszeniu cen w kilku miejscach stwierdzam "Ok.." i bierzemy się ponownie za szukanie dogodnego miejsca dla namiotu. W końcu znajdujemy sporą kępę drzew, tyle że okoliczni mieszkańcy urządzili sobie wysypisko śmieci w tym miejscu:/ Jednak czy ktoś przedziera się przez chaszcze by wyrzucić worek śmieci? Raczej nie.. Rzeczywiście, po (nieprzyjemnym) przejściu kilku pierwszych metrów śmieci znikają, zaś kilkadziesiąt metrów dalej znajdujemy polankę. Uratowani! (przy okazji śmiejemy się że pierwszy raz śpimy pod namiotem na wysypisku śmieci ;) ) Idziemy na wieczorny spacer na starówkę – jest magicznie! Czujemy się tylko trochę nie na miejscu, wszyscy wystrojeni w wieczorowe kreacje, prezentując najnowsze osiągnięcia mody, delektują się w knajpkach w przeuroczych uliczkach potrawami których ceny przyprawić mogły by niejednego o zawał serca..;) Na takie podróżowanie może kiedyś przyjdzie czas ;)
Image
Image
Rano robimy obowiązkowy spacer po murach – widoki są cudowne
Image
Image
Image
Pozwiedzaliśmy, trzeba znaleźć teraz jakieś piękne i ustronne miejsce nad morzem. Niestety wydostanie się z Dubrovnika to horror. Nowy kraj, nowe podejście do stopowania. W Chorwacji zatrzymuje się bardzo mało osób. A w tak turystycznych miejscowościach nie zatrzymuje się nikt. Na przemian idziemy i czekamy przez ponad 3h.. W końcu zatrzymuje się taksówka. Już nieco zdenerwowani niezbyt uprzejmie mówimy że nie dziękujemy, nie mamy pieniędzy. Na co taksówkarz oznajmia nam że "ok, ok, za darmo" Niemożliwe, jesteśmy w szoku ;) Okazało się że pan nas bardzo chętnie zawiezie bo właśnie wraca z kursu do Czarnogóry, gdzie zawiózł grupę ruskich – nie pytając się o cenę poprosili o kurs do sąsiedniego kraju, pozwalając mu zarobić tyle co w tydzień ;) Teraz chce się odwdzięczyć za dobry los, podwożąc nas :D (lubimy wyznawców prawa karmicznego :D) Po jakimś czasie zostawia nas na trasie, samemu udając się do domu, dalej jednak łapanie idzie nam lepiej, droga jest piękna
Image
a prowadzi nas na prom na wyspę Hvar. Tam znów morze i możliwość rozbicia namiotu w idealnym otoczeniu
Image
Miejsce znajduje się przy kempingu Mlaska (oczywiście nie zatrzymujemy się na samym kempingu, po co płacić za coś co można mieć za darmo), kilkaset metrów dalej. Opalamy się i snorklujemy
Image
Image
Niestety, miejsce to spodobało się nie tylko nam. W nocy budzi nas hałas, głośne szeleszczenie krzaków, dźwięk łamanych gałęzi, i.. pochrząkiwania? Przeżywamy najazd dzików! 2 osobniki dorosłe i 3 młode robią sporo zamieszania, nie będę ukrywał, byliśmy zdrowo wystraszeni, na szczęście po narobieniu przez nas hałasu umykają.. Zdecydowanie czas zmienić miejsce ;) Kolejny nasz wybór – Pokrivenik. Po drodze, utykamy przy skręcie na tą miejscowość (od skrętu jest jeszcze 5km drogi, poczekamy) – utykamy przy sadzie najsmaczniejszych fig na świecie :D Takiej słodyczy jeszcze nie jedliśmy, jemy aż nas brzuchy nie rozbolą :) Sam Pokrivenik okazał się świetnym wyborem
Image
Image
Image
Jedziemy dalej – najpierw prom do Splitu, potem stopem do Parku Narodowego Krka. Tu bodajże spotykamy przemiłego Chorwata filologa/teologa, który na szczęście ma żonę Polkę, dlatego możemy z nim dłużej porozmawiać bez przeszkód językowych – nie tylko zaznajamia nas z tajnikami języków serbskochorwackich (serbskiego, chorwackiego, bośniackiego i czarnogórskiego – jak się dowiadujemy jest to jeden język, wśród którego różnice wynikają tylko z sztucznych podziałów na tle nacjonalistyczno-etniczno-politycznym; choć serbski jest pisany innym alfabetem to jest bardziej podobny do chorwackiego niż odmiany angielskiego brytyjska i amerykańska między sobą) jak i omawia nam wspólne korzenie naszych języków (zaczynając od historii bałtosłowiańskiego języka indoeuropejskiego ;] ). Oczywiście po pół godziny mamy dość:P Na szczęście rozmowa toczy się też na inne tematy, dużo rozmawiamy o różnicach kulturowych między naszymi narodami. Nasz kolega ubolewa najbardziej nad sprawę gościnności podczas swoich wizyt w Polsce – sprowadza to do takiej sytuacji "Jeśli Polak zaprosi znajomych do siebie to muszą oni przyjść i muszą przyjść punktualnie bo inaczej się obrazi. Takie zaproszenie jest obowiązkiem dla gości, a nie nadmienieniem możliwości odwiedzin kiedy będzie komuś pasowało. Jednak jest to kontrakt wiązany – w zamian goście mają prawo wyjeść wszystko z lodówki, łącznie z zapasami z piwnicy. Gospodarz który nie przywita gości wszystkim co ma, będzie uważany na osobę niegrzeczną. U nas sprawa jest prosta – zapraszamy kogoś, jak wpadnie to fajnie, jak nie to może kiedy indziej. Poczęstujemy go na wejściu rakiją i pogadamy, nie przyszedł w końcu się tu najeść" Całość okraszał zabawnymi sytuacjami jakie spotkały go od strony rodziny polskiej żony ;)
Zmieniamy kierowcę, kolejny sympatyczny pan zabiera nas na krótki przystanek w punkcie z widokiem na nasze miejsce docelowe – Skradin
Image
Przy okazji stawia nam poczęstunek. Naprawdę, na stopie spotyka się mnóstwo fajnych osób. Wysiadamy przy skręcie z autostrady na Skradin. Próbujemy łapać stopa – mało co jedzie, nic się nie zatrzymuje. Nastaje noc. To już nie ma sensu, dziś nas nikt nie podwiezie. Idziemy kilkaset metrów wzdłuż drogi, wreszcie widzimy dogodną polankę na której rozbijamy namiot. Jakże byliśmy zdziwieni gdy rano po otwarciu pół namiotu ukazuje nam się taki widok!
Image
Spaliśmy na polu minowym, gratulacje.. Ostrożnie staramy się po naszych wczorajszych śladach wrócić na drogę. Postanawiamy nie rozbijać się już więcej po ciemku..
Dziś łapanie idzie nam niewiele lepiej.. Do łódki do parku narodowego mamy 5km, trudno, idziemy. Dopiero po przejściu 2km udaje nam się kogoś złapać. Było jednak warto – park słynący z wodospadów jest niesamowity!
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Dzień mija nam super, tylko trzeba się znów coś łapać. W tym kraju nie jest to łatwe, zaczynamy mieć powoli dość. Z miasta nic nie jesteśmy w stanie złapać, idziemy pod ten sam zjazd gdzie nocowaliśmy (a 5km z plecakami w 30+ stopni to nie za przyjemna sprawa..). Kolejne 2h czekania:/ W końcu zatrzymują się Niemcy swoim vanem (kolejne zdarzenie zakrawające na cud :P ten naród rzadko bierze stopowiczów) – okazuje się że to rodzinka, która vana przerobiła na mini kampera (mają tam kuchnię, sypialnię, zapasy wody, wszelkie sprzęty niezbędne do biwakowania) – w ten sposób od dawna spędzają wakacje. W młodości sami stopowali po całej Europie, więc chętnie nas biorą. Planowaliśmy jeszcze odwiedzić Plitwickie jeziora i wyspę Krk, ale jak się dowiadujemy że jadą do siebie, do Niemiec, pada decyzja – starczy nam już tych wakacji, proszę wieźć nas najdalej w kierunku Polski jak się da ;) Po drodze zatrzymujemy się na posiłek, który przygotowują na kuchence gazowej i którym nas częstują. Zostajemy podwiezieni aż na granicę ze Słowenią, jest wieczór. Stamtąd sprawy potoczyły się raz dwa – łapiemy 2 dobre nocne stopy, namiot rozbijamy już w Czechach. Z Czech bez większych przygód docieramy do Warszawy (niestety w Polsce raczej osobówki nie biorą stopowiczów, jedziemy więc tirami - jednak panowie sprawnie przekazują nas między sobą przez cb radio do kolejnych pojazdów). Uff, wreszcie koniec. Po takich wakacjach to dopiero należy odpocząć!

Podsumowanie

Nasza podróż trwała 25 dni:
5 dni w Bułgarii
6 w Rumunii
1 w Serbii
1 w Kosowie
6 w Czarnogórze
5 w Chorwacji
1 zajął nam powrót do Polski

Przez ten czas wydaliśmy na osobę 1396zł, czyli ok 55zł dziennie. Nie mało, ale Europa to nie Azja, życie tu kosztuje, a Bałkany już jakiś czas temu przestały być synonimem okazji (najdroższym z wszystkich tych krajów była Czarnogóra, choć Chorwacja niewiele jej ustępowała). Też poza noclegami i transportem jakoś przesadnie nie oszczędzaliśmy – w końcu to wakacje, na zwiedzanie nie żałowaliśmy, owoce morza też trzeba od czasu do czasu przekąsić ;) Tak czy inaczej jesteśmy zadowoleni – za takie pieniądze przeżyliśmy mnóstwo przygód i zobaczyliśmy kawał Europy :D

Koniec
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
apacino uważa post za pomocny.
 
 
#16 PostWysłany: 12 Sty 2014 18:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Gru 2011
Posty: 5600
Loty: 169
Kilometry: 241 913
HON fly4free
Dzięki za relację - na Bałkany staram się wracać co 2-3 lata. I pomyśleć, ze kiedy odwiedzałem Czarnogórę po raz pierwszy w 2002 roku (wówczas jeszcze jako Jugosławię) była tania jak barszcz.
_________________
Blbec je blbec a blbcem zůstane
Ja tu tylko sprzątam
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 12 Sty 2014 19:07 
Czerwony raptus
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Wrz 2012
Posty: 7675
Loty: 15
Kilometry: 58 252
Dziękuję za relację, myślę że dziki były bardziej stresujące, niż pole minowe, bardziej namacalne.
Jednak "spałem na polu minowym" brzmi zdecydowanie lepiej :D

I znowu brakuje mi "lubię to" przez tapatalk. Musicie coś z tym zrobić.
_________________
Dancehall Masak-Rah
Junior Stress - Za Mało Cichej Wody W Rzece
ImageImage
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 05 Wrz 2016 18:36 

Rejestracja: 27 Maj 2013
Posty: 9
będe wdzieczny jakbyś dodał link z lokalizacją do miejsca z namiotem pod Petrovac. Bede tam jutro rano. Z góry dzięki!
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 05 Wrz 2016 18:49 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6444
Loty: 303
Kilometry: 522 266
To było gdzieś tu ;) 42.201078, 18.949070 +/- 50m
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 19 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group