Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 59 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 29 Lis 2017 10:26 

Rejestracja: 23 Lip 2012
Posty: 19
Punkty statusowe: 0
Świetna relacja, czytam z wielkim zaciekawieniem :) Czekam oczywiście na ciąg dalszy :)

Pozdrawiam ze śnieżnych Gliwic.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#22 PostWysłany: 29 Lis 2017 16:03 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 330
Punkty statusowe: 85
złoty
Nasz czwarty i ostatni w Europie postój wypadł w Heraklionie na Krecie.

W tym porcie statek zacumował w porcie przemysłowym, po którym pasażerowie nie mogą poruszać się samodzielnie. Komunikację pomiędzy statkiem a terminalem zapewniły nam portowe shuttle-busy kursujące przez cały dzień w obu kierunkach.

Ponieważ nie był to mój pierwszy pobyt w Heraklionie, podobnie jak w Atenach wybrałem się na mniej standardową wycieczkę po mieście chcąc zobaczyć miejsca, których nie miałem okazji widzieć poprzednimi razy. Poniżej zamieszczam jednak również informacje o miejscach, w których dzisiaj akurat nie byłem ale które moim zdaniem warto zobaczyć w tym mieście.

Niewątpliwie największą atrakcją Heraklionu jest pałac Knossos położony ok. 6km od tego miasta. Z portu można się do niego łatwo dostać korzystając z miejskiego autobusu nr 2, którego przystanek znajduje się tuż obok portowej bramy (bilet w jedną stronę kosztuje 1,7 EUR, można je kupić w kiosku przy wyjściu z portu; autobus jeździ co 15-20 minut).

Pałac Knossos (aktualna cena biletu wstępu: 10 EUR za wstęp do pałacu lub opisanego dalej Muzeum Archeologicznego; bilet łączony 16 EUR) jest prawdopodobnie największą pozostałością po cywilizacji minojskiej - uważanej za najstarszą cywilizację europejską. Zwany również pałacem Minosa lub Labiryntem był mitycznym miejscem uwięzienia Minotaura. Pochodzi on z ok. 2000-1400 roku p.n.e.

Warto podkreślić, że po upadku kultury minojskiej nastąpił schyłek miasta, którego pałac był częścią, w wyniku którego miasto zostało opuszczone i całkowicie zapomniane. Powtórne jego odkrycie nastąpiło przypadkiem w XIX wieku jednak jego obecny kształt jest skutkiem wieloletnich prac prowadzonych przez Arthura Evansa na przełomie XIX i XX wieku. W ramach tych prac Evans nie tylko odsłonił ruiny ale posunął się znacznie dalej, co do dziś spotyka się z dużą krytyką w środowisku archeologów. Przedmiotem sporu jest to, że Evans nadając pałacowi jego obecny kształt w praktyce odtworzył go wg swojego wyobrażenia, nadając nazwy i wystrój poszczególnym jego częściom, stosując materiały oraz techniki nieznane ówczesnym budowniczym, zdobiąc poszczególne pomieszczenia itd. Prace te uznane zostały przez wielu jako bardzo odbiegające od pierwotnego kształtu pałacu. Dodatkowo późniejsze prace archeologiczne dowiodły, że niektóre z wyobrażeń Evansa (np. co do przeznaczenia niektórych części pałacu) nie tylko nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości lecz wykazały coś zupełnie innego.

Mimo wszystko pałac robi nieprawdopodobne wrażenie i jest absolutnym numerem 1 do zobaczenia w Heraklionie. Piszę jednak o tym ponieważ powyższa historia wydała mi się ciekawa – szczególnie, że nawet niektórzy „przewodnicy” oprowadzający turystów po pałacu mówią o „świetnie zachowanych ruinach” co absolutnie nie jest prawdą – w Knossos nie mamy do czynienia z oryginalnymi ruinami lecz z ich dość swobodną interpretacją i czymś więcej niż prostą rekonstrukcją. Nie zmienia to absolutnie faktu, że miejsce jest warte odwiedzenia.

Poniżej zamieszczam kilka zdjęć przedstawiających pałac oraz jego otoczenie:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wracając z Knossos (najlepiej tym samym autobusem nr 2) warto wysiąść z niego w centrum miasta, obok Muzeum Archeologicznego, które gromadzi artefakty wydobyte na stanowiskach archeologicznych w Knossos:

Image

Wizyta w Knossos i Muzeum Archeologicznym w ciągu jednego dnia jest jak najbardziej możliwa; powinien jeszcze pozostać czas na inne atrakcje.
Wśród zbiorów muzeum są m.in. fragmenty najbardziej znanego fresku kojarzonego z Kretą, Minotaurem oraz Pałacem Knossos:

Image

Można tutaj także zobaczyć makietę pałacu:

Image

…oraz wiele przedmiotów codziennego użytku wydobytych na jego terenie.

Po wyjściu z Muzeum Archeologicznego warto przejść się jedną z głównych ulic handlowych Dedalou (albo równoległą Dikeossinis) po czym skręcić z niej w prawo w biegnącą w stronę Fortecy Kouless ulicę 25 sierpnia. Przy tej ulicy zlokalizowanych jest co najmniej kilka wartych zobaczenia atrakcji.
Pierwszą z nich jest pochodząca z XVII wieku i położona praktycznie w centrum starego miasta fontanna Morozini:

Image

Praktycznie tuż obok niej znajduje się dawna bazylika św. Marka pełniąca obecnie funkcję galerii miejskiej:

Image

…a także ratusz miejski (widać go nieco w głębi):

Image

Idąc dalej w stronę portu weneckiego i twierdzy Kolues praktycznie przy tej samej ulicy uwagę zwraca prawosławna cerkiew św. Tytusa z Krety:

Image

Image

U podstawy ulicy, przy nabrzeżu warto w końcu odwiedzić wspomnianą fortecę pochodzącą z czasów weneckich (została wybudowana w XIV wieku). Obecnie znajduje się w niej muzeum z kilkoma sekcjami tematycznymi (w tym multimedialnymi) dot. m.in. historii twierdzy i fortyfikacji miejskich, elementów wydobytych z licznych wraków w pobliżu Krety a także pozostałości po czasach kiedy Kreta była pod kontrolą imperium osmańskiego (od XVII wieku).

Za głównym budynkiem twierdzy Koules rozciąga się bardzo długi wybiegający w morze pirs będący jednocześnie falochronem, który jednak aktualnie nie jest dostępny dla turystów (jak widać na zdjęciu ciężarówki widocznej na pierwszym zdjęciu można przypuszczać, że w części tej trwa aktualnie odbudowa konstrukcji chroniącej pirs przed falami).

Image

Image

Image

Image

Image

Wśród artefaktów zgromadzonych w Twierdzy Koules liczną grupę stanowią kamfory wydobyte z morza:

Image

Warto mieć świadomość, że cały rejon wokół fortecy to dawny port wenecki, a wcześniej port antyczny. Właśnie z czasów weneckich pochodzą znajdujące się praktycznie naprzeciw fortecy pozostałości po stoczniach weneckich, w których budowano i naprawiano statki. Ich część stanowiły charakterystyczne wydłużone komory widoczne tuż przy nabrzeżu. Dzięki nim flota wenecka była w stanie kontrolować okoliczne akweny (a w zasadzie przez pewien czas prawie cały basen Morza Śródziemnego). W sumie wybudowano w tym czasie 19 komór w trzech kompleksach, które powstały stopniowo od XV do XVII wieku. Mieściły one maksymalnie do 50-u jednostek czyli całkiem sporą flotę. Do chwili obecnej zachowały się jedynie pozostałości po kilku z nich – to co możemy dzisiaj podziwiać to niewielka część stoczni, większość została bezpowrotnie wyburzona podczas budowy drogi wzdłuż brzegu:

Image

Image


Również w bliskiej odległości od twierdzy Koules można zwiedzić dawną bazylikę św. Piotra, wokół której prowadzona jest odkrywka. Wnętrze bazyliki zajmuje aktualnie tymczasowa wystawa sztuki sakralnej – w tym ikon:

Image

Image

Mówiąc o Heraklionie warto również wspomnieć, że centrum starego miasta jest w większości ufortyfikowane. Mury oraz bramy miejskie zachowały się w niezłej formie; te drugie zostały współcześnie zintegrowane z istniejącą siecią dróg.

Image

Image

Image

Image

Mając czas, warto odwiedzić również liczne bastiony wchodzące w skład murów miejskich, których większość zachowała się. Poniższa mapka prezentuje aktualny stan fortyfikacji:

Image

Innymi punktami wartymi zobaczenia są położone obok siebie katedra prawosławna oraz mała cerkiew Ayios Minas.

Image

W katedrze prawosławnej można podziwiać przepiękne freski na ścianach oraz sklepieniach, na których uwieczniono świętych oraz sceny biblijne:

Image

Image


Z kolei na tyłach katedry prawosławnej znajduje się dawna cerkiew św. Katarzyny, w której aktualnie mieści się muzeum ikon:

Image

W Heraklionie można spotkać również w wielu miejscach pozostałości po czasach tureckich, np. Turkish Sebil czyli specjalny rodzaj fontanny postawionej przez Turków po zdobyciu miasta:

Image

Na koniec chciałbym dodać, że Heraklion jest na tyle kompaktowy, że w zdecydowanej większości warto zwiedzać go pieszo (z wyjątkiem Knossos, gdzie polecam skorzystanie z autobusu miejskiego). Chodząc między wąskimi uliczkami czasem można zobaczyć jakąś mniejszą lub większą pamiątkę po starych czasach, czasem jakąś dziwną budowlę (jak Turkish Sebil) a także zrobić drobne zakupy albo skorzystać z jednej z licznych knajpek, które są pochowane praktycznie w każdym zaułku.

Ze względu na popularność Krety na forum F4F można znaleźć dużo więcej informacji – nie tylko na temat Heraklionu i okolic ale również całej wyspy – sporo informacji zawiera m.in. relacja, którą w marcu 2014 roku napisał @Washington – Kreta na Wielkanoc – śladami najpiękniejszych plaż - kreta-na-wielkanoc-ndash-sladami-najpiekniejszych-plaz,1504,44537&p=361984&hilit=heraklion#p361984.
Może ona być pewnego rodzaju uzupełnieniem tego o czym napisałem powyżej.

My niedługo wypływam w dalszą drogę i kolejne trzy dni spędzamy na morzu. W praktyce to będzie chyba tylko jeden typowy dzień na morzu. Pozostałe dwa będą już związane z przejściem przez Kanał Sueski oraz żeglugą Zatoką Akaba w stronę Jordanii i Izraela.

Następny postój mamy w Aquabie, gdzie wybieram się na zwiedzanie starożytnej Petry:-)

C.D.N.
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
      
#23 PostWysłany: 29 Lis 2017 16:06 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 10828
Loty: 253
Kilometry: 356 745
Taki trochę grammar nazi z mojej strony :)
Do Pireusu mówimy Pireas (Πειραιάς) lub czasami z greki Πειραιεύς (Pirews)

No i to nie dzielnica, tylko oddzielne miasto :)
_________________
Proszę jak macie jakieś pytanie o Ateny to najpierw szukajcie na forum a ewentualnie następnie pytajcie w odpowiednim dziale.
https://www.facebook.com/SladyZeus/

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#24 PostWysłany: 29 Lis 2017 16:11 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 330
Punkty statusowe: 85
złoty
Konstruktywna krytyka jest zawsze mile widziana:-)

Już skorygowane. A po powrocie muszę się chyba wybrać do laryngologa bo widać słuch mnie zawodzi:-)
Góra
 Profil Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
 
      
#25 PostWysłany: 29 Lis 2017 18:34 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 408
Loty: 16
Kilometry: 30 364
Punkty statusowe: 35
srebrny
Czytając twoje posty o portach i wycieczkach dopasowanych do czasu postoju statków w porcie, wydaje mi się że twoją wiedzę należny wykorzystać tworząc katalog portów wraz z opisem zwiedzania.

Jest takie coś w języku angielskim, sugeruję w ramach forum w wydzielenie tematow tej kategorii dla forumowiczow.
Zwiedzanie z prawdziwym limitem czasu, musi być dopracowane w najdrobniejszych szczegółach i z idealnym grafikiem czasu.
Ja np. straciłem 30 minut czekając w Atenach w porcie na autobus X80, który jednak nie przyjechał, dowiedziałem się ze początek maja to jeszcze nie sezon ;0

Wysłane z taptaka.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#26 PostWysłany: 29 Lis 2017 19:55 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 330
Punkty statusowe: 85
złoty
No szczerze mówiąc to informację o autobusie X80 dostałeś chyba wtedy właśnie ode mnie...dałem ciała ale do głowy mi nie przyszło, że może nie jeździć.
A wczoraj z ciekawości popatrzyłem na rozkład - zarówno tam jak i na budce obok portu w Atenach, gdzie sprzedają bilety jest wielka kartka, że autobus X80 zacznie kursować od 1 maja 2018.
Widocznie w tym roku było inaczej...niestety.

Co do portów to staram się przy każdym zamieszczać jakieś podstawowe informacje jak się z nich wydostać i co warto zobaczyć. Nie wiem czy to już czas, żeby to jakoś wyodrębniać na forum (tzn. czy skala zjawiska to uzasadnia) - ale o tym niech się może wypowiedzą mądrzejsi ode mnie.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#27 PostWysłany: 02 Gru 2017 00:29 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 330
Punkty statusowe: 85
złoty
No i mamy za sobą praktycznie dwa leniwe dni żeglugi po spokojnym morzu. Dotarliśmy właśnie do wybrzeży Egiptu, gdzie na wysokości Port Said statek rzucił kotwice i czeka na sformowanie konwoju, z którym przejdziemy przez Kanał Sueski. Korzystając z dostępu do sieci egipskiego operatora komórkowego oraz karty SIM ukraińskiego operatora Lifecell, który ma dość sensowne stawki roamingowe na internet w krajach Bliskiego Wschodu (i nie tylko), udało mi się połączyć z siecią.

Wszystko wskazuje na to, że do Kanału Sueskiego wejdziemy około godz. 3 w nocy. Z tego powodu trudno będzie zobaczyć sam moment wejścia. Przejście w zależności od ewentualnych postojów po drodze potrwa między 11 a 16 godzin zatem w praktyce jutro po południu będziemy opuszczać Kanał Sueski i wpływać do Zatoki Akaba. Dokładny plan (wg informacji z codziennej gazetki) jest taki, że o 8:30 będziemy przepływać na wysokości miasta Ismalia a wczesnym popołudniem powinniśmy dotrzeć do Suezu ale niewykluczone są drobne korekty w ciągu dnia.

Dni na morzu dały szansę nieco odpocząć po kilku portach, które zaliczyliśmy w ciągu ostatnich kilku dni i nabrać sił przed wizytą w Jordanii i Izraelu – potem czekają nas kolejne 4 dni na morzu.

Bynajmniej nie oznacza to, że na statku nic się nie działo. W dni na morzu z reguły organizowanych jest więcej niż zwykle różnego rodzaju prezentacji, występów, imprez i różnego rodzaju animacji.

W związku z obecnością Polki w dziale obsługującym pasażerów na statku, utarła się przykładowo nowa „świecka tradycja” w ramach której codziennie w określonych godzinach zainteresowani polskojęzyczni goście mogą się spotkać, powymieniać uwagami oraz porozmawiać na różne tematy. Wykorzystywane są do tego okolice „polskiego stolika” w jednym z barów:

Image

Nasza polska opiekunka pozostaje na statku do kwietnia, w związku z czym taką możliwość będą mieli również pasażerowie 7-o dniowych rejsów na Costa Mediterranea po Bliskim Wschodzie organizowanych między grudniem a marcem oraz powrotnego rejsu z Dubaju do Savony na przełomie marca i kwietnia przyszłego roku. Ponoć na tych tygodniowych rejsach jest dużo rezerwacji z Polski, co pewnie skłoniło Costę do zapewnienia jakiegoś polskojęzycznego wsparcia dla pasażerów. Ciekawe, czy będą kontynuowali tę możliwość również na innych statkach oraz w późniejszych okresach. Na naszym rejsie Polaków jest zapewne w sumie kilkunastu (uwzględniając obce paszporty). Co ciekawe, patrząc na najmocniej prezentowane narodowości, tym razem najwięcej jest Szwajcarów z kantonów francuskojęzycznych którzy w połączeniu z Francuzami sprawili, że dominującym językiem na statku jest język francuski. Wyraźnie liczebnie wyprzedzają oni Niemców i Włochów, którzy zajmują kolejne dwa miejsca na podium. Polacy są gdzieś pod koniec listy:-(

Wracając do tego co się dzieje na statku, codziennie wieczorem (nie tylko podczas dni na morzu) w teatrze organizowane jest jakieś show, przy czym ze względu na różnorodność języków, Costa postawiła na takie rodzaje przedstawień, które wymagają jak najmniej mówienia. Było już zatem flamenco, show wokalno-taneczne, akrobatyczne i wokalny recital.

Image

Image

Każde show organizowane jest dwa razy każdego wieczoru - tak, aby każdy – bez względu, o której godzinie idzie na kolację, mógł je obejrzeć.

Praktycznie zaraz po zakończeniu drugiego show każdego dnia zaczyna się demontaż scenografii i przygotowanie nowej – na kolejny dzień oraz próby:

Image

Image

Dodatkowo w czasie oczekiwania na wieczorne show w teatrze (a czasem też poza teatrem) organizowane są różnego rodzaju pokazy wyrobów oferowanych w sklepach na statku:

Image

Image

Grunt to żeby biznes się kręcił:-)

Powoli robi się coraz cieplej (dziś było 20-21 stopni) co widać coraz bardziej w okolicach basenów:

Image

W godzinach wieczornych można również skorzystać z programu przygotowanego w różnych barach, w których można posłuchać (lub potańczyć) do różnego rodzaju muzyki. Muzyka na żywo na tym rejsie jest praktycznie codziennie grana w 4-ech lub 5-u barach:

Image

Image

Czasami towarzyszy temu też jakiś (niezależnie od show w teatrze) pokaz w wykonaniu tancerzy ze statku:

Image

…a nad całością czuwa bardzo sprawna ekipa animatorów:

Image

Warto jeszcze wspomnieć o paru udogodnieniach technologicznych i multimedialnych.

Po pierwsze dla korzystających z komputerów, tabletów czy smartfonów istnieje możliwość podłączenia się do statkowego intranetu, który oprócz dostępu do internetu (płatnego) umożliwia również podgląd bieżącej lokalizacji statku wraz ze szczegółową mapą, programu dnia a także zapewnia m.in. możliwość łatwego sprawdzenia aktualnego rachunku, statusu w Costa Clubie (wraz z historią) czy rezerwacji wycieczek. Dodatkowo dostępna jest aplikacja mobilna pełniąca funkcję komunikatora, która umożliwia łatwe porozumiewanie się pomiędzy pasażerami na statku bez konieczności podłączenia do internetu (wystarczy połączenie z lokalnym wifi) – zarówno w formie wiadomości tekstowych jak również głosowo (coś podobnego do skype/vibera). Dla osób podróżujących w większych grupach może to być fajna opcja- tym bardziej, że jest darmowa (np. na NCL za coś takiego trzeba zapłacić kilka dolarów za rejs). A nie ukrywam, że znalezienie się na statku (albo spotkanie się gdzieś bez uprzedniego precyzyjnego umówienia) wcale nie jest łatwe – statek jest jednak spory i ma dużo różnych zakamarków co skutecznie to utrudnia.

Menu wspomnianego portal u w intranecie wygląda następująco:

Image

Dodatkowo, w wielu miejscach na statku można zobaczyć kioski multimedialne, które pełnią funkcję informacyjną - podobnie jak portal w intranecie, ale możliwe jest w nich również wydrukowanie salda rachunku czy też zarezerwowanie wycieczek (z wydrukiem biletów włącznie), co pozwala uniknąć praktycznie ciągłych kolejek do biura wycieczek.


Image

Jeśli ktoś jest zainteresowany, może również na ekranach dotykowych porozstawianych w wielu miejscach na statku podejrzeć, gdzie aktualnie przebywają inne statki z floty Costy oraz jak wygląda ich aktualna trasa i warunki pogodowe:

Image

Również kwestie związane z płaceniem za różnego rodzaju usługi na statku zostały uproszczone.
W ciągu 24 godzin po wejściu na statek, każdy pasażer powinien zarejestrować swoją kartę płatniczą, z której po zakończeniu rejsu zostanie uregulowany rachunek za różnego rodzaju zakupy na statku (na statku funkcję karty płatniczej pełni karta do kabiny). Alternatywą jest wpłacenie gotówki w formie depozytu. Do rejestracji kart płatniczych służą urządzenia, które pozwalają zrobić to samodzielnie:

Image

Z kolej jeśli chodzi o depozyty gotówkowe (jeśli ktoś nie chce rozliczać się przez kartę płatniczą), jeszcze na poprzednim rejsie Costy, na którym miałem okazję płynąć, wpłacało się je w wyznaczonym miejscu, gdzie były zorganizowane stanowiska kasjerskie – po „odstaniu” sporej ilości czasu w kolejce . Aktualnie służą do tego wpłatomaty porozstawiane w kilku miejscach. Jak widać Costa idzie do przodu i ułatwia przy okazji wszystkim (a sobie chyba najbardziej) życie.

Poza tym podstawowe informacje o rejsie (lokalizacja, warunki pogodowe z prognozą pogody itp.) można zawsze podejrzeć w TV w kabinie na dedykowanym kanale:

Image

Image

A wracając do rozrywek, miłośnicy hazardu mogli się w końcu cieszyć pierwszym Bingo – póki co główna wygrana wynosiła 500 EUR ale w kolejnych należy się spodziewać coraz wyższych stawek:

Image

Na koniec wczorajszego dnia zorganizowane zostało również spotkanie z kapitanem, na którym przedstawił najważniejszych oficerów oraz menadżerów hotelu. Przy okazji okazało się, że w ostatnich dniach (prawdopodobnie w Civitavecchii) miała miejsce zmiana kapitana – poprzedni poszedł na urlop a nowy właśnie rozpoczął swoją „wachtę”

Image

W ramach uzupełnienia dla zainteresowanych dołączam program prezentujący (w miarę chyba typowy) rozkład dnia oraz atrakcji, gdy statek jest na morzu:

Image

Image

Image

Image

Gazetka z codziennym programem w wybranym języku (jest ich kilka – polskiego póki co nie ma) jest dostarczana bezpośrednio do kabiny codziennie wieczorem na następny dzień i jest podstawową pomocą ułatwiająca zorganizowanie sobie dnia. Gazetce towarzyszy zazwyczaj różnego rodzaju „propaganda” w formie ulotek dotyczących np. wyprzedaży, masaży w spa lub oferty innych punktach usługowych, promocji a czasem ostrzeżeń (o nich napiszę przy okazji innym razem). Czasem do tego wszystkiego dołączane są jakieś zaproszenia (np. jutro wybieram się na zwiedzanie statkowych kuchni).

Jutro przechodzimy przez Kanał Sueski – potrwa to większą część dnia ale nie należy raczej oczekiwać wielkiego widowiska – zarówno ze względu na brak śluz jak również widoków do podziwiania. Zobaczymy jak to będzie wyglądać w realu …

C.D.N.
Góra
 Profil Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
Gaszpar uważa post za pomocny.
 
      
#28 PostWysłany: 02 Gru 2017 07:22 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 330
Punkty statusowe: 85
złoty
No i płyniemy już przez Kanał Sueski...ale mgła jest taka, że nie widać nawet małych jednostek z pilotami, którzy na pewno płyną gdzieś obok statku

Mapa w każdym razie nie kłamie:

Image

Co chwilę porykują syreny statków idących w konwoju a poza tym nic się nie dzieje i nie bardzo jest nawet co sfotografować. Mniej więcej teraz wg planu mamy przechodzić pod mostem "Al Salam Bridge" ale niewykluczone, że już przeszliśmy, bo zupełnie nic nie widać.

Mam nadzieję, że mgła się podniesie w ciągu dnia.
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
Gaszpar uważa post za pomocny.
 
      
#29 PostWysłany: 02 Gru 2017 11:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Wrz 2016
Posty: 16
Loty: 20
Kilometry: 25 967
Punkty statusowe: 4
No to niech lepiej się podniesie, bo z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały tej opowieści! :)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#30 PostWysłany: 02 Gru 2017 11:58 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 330
Punkty statusowe: 85
złoty
Mgła się podnosi i znika po czym za chwilę znowu pojawia - ale co jakiś czas coś widać:-) Widać taki urok tego miejsca...
Na początku trudno było dostrzec cokolwiek - nawet holowniki, które asekurują statek po z przodu i z tyłu - nie mówiąc o pozostałych statkach konwoju.
Jakby ktoś powiedział, że płyniemy po morzu, Nilu czy gdziekolwiek indziej i był przy tym przekonujący to można by mu uwierzyć:-)

Jak już coś można zobaczyć to w zasadzie dominuje piasek, piasek i piasek - w ilościach trudnych do ogarnięcia.
Ale nie jest znowu tak nudno jak by się mogło wcześniej wydawać - np. Ismalia prezentuje się ze statku bardzo ładnie.

Jak wyjdziemy z Kanału to zbiorę więcej zdjęć i wrzucę je razem. A teraz tylko dwa na zachętę:

Image

Image
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
      
#31 PostWysłany: 02 Gru 2017 20:40 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 408
Loty: 16
Kilometry: 30 364
Punkty statusowe: 35
srebrny
greg2014 napisał(a):
Mgła się podnosi i znika po czym za chwilę znowu pojawia - ale co jakiś czas coś widać:-) Widać taki urok tego miejsca...
Na początku trudno było dostrzec cokolwiek - nawet holowniki, które asekurują statek po z przodu i z tyłu - nie mówiąc o pozostałych statkach konwoju.
Jakby ktoś powiedział, że płyniemy po morzu, Nilu czy gdziekolwiek indziej i był przy tym przekonujący to można by mu uwierzyć:-)

Jak już coś można zobaczyć to w zasadzie dominuje piasek, piasek i piasek - w ilościach trudnych do ogarnięcia.
Ale nie jest znowu tak nudno jak by się mogło wcześniej wydawać - np. Ismalia prezentuje się ze statku bardzo ładnie.
Warto wspomniec ze nad calym kanałem sueskim jest tylko 1 most w wiekszosci zafundowany przez Japonczyków.

Most wznosi się 70 m nad kanałem i jego długość wynosi 3,9 km. Składa się z 400 metrowego przęsła zakończonego pylonami i dwoma 1,8 kilometrowymi podejściami. Wysokość dwóch głównych pylonów wspierających wynosi 154 metrów każda. Wieże zostały zaprojektowane w kształcie obelisku faraonów.

Most oraz tunel Ahmed Hamdi są wyłącznymi stałymi drogami umożliwiającymi pokonanie kanału dla ruchu drogowego.



Wysłane z taptaka.


Ostatnio edytowany przez Abcn, 02 Gru 2017 21:50, edytowano w sumie 1 raz
Literówka
Góra
 Profil Relacje PM off
greg2014 lubi ten post.
 
      
#32 PostWysłany: 02 Gru 2017 20:42 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 330
Punkty statusowe: 85
złoty
No i Kanał Sueski mamy zaliczony.

Nasza dzisiejsza statkowa gazetka przypomniała podstawowe parametry kanału: 193 km długości, min. 205/225 metrów szerokości (w zależności od toru wodnego), dopuszczalne zanurzenie przepływających jednostek to 20 metrów. Obecne parametry to wynik trzeciej już rozbudowy Kanału, który pierwotnie został otwarty w 1869 roku (wówczas powyższe parametry wynosiły odpowiednio: 164 km, 53 metry oraz 8 metrów).

A wracając do samego przejścia:

Tak jak pisałem wcześniej wszystko zaczęło się od nieprawdopodobnej mgły. Około 8-9 rano sytuacja na pokładzie wyglądała następująco:

Image

Patrząc w kierunku naszej podróży, Kanał Sueski zaczyna się na wysokości miasta Port Said a kończy na wysokości Suezu. Mniej więcej w połowie drogi statki mijają miasto Ismalia, po czym przechodzą przez dwa jeziora Gorzkie: Małe i Duże.

Sam kanał na północnym odcinku (czyli od Port Said do Małego Jeziora Gorzkiego) w sporej części składa się z dwóch niezależnych dróg wodnych, dzięki czemu możliwy jest ruch w dwóch kierunkach. Pomimo tego do kanału statki wchodzą wyłącznie w konwojach – w naszym (jak już się dało coś zobaczyć) można było naliczyć co najmniej 4 statki przed nami oraz 5 za nami. Niestety ze względu na mgłę na pierwszym odcinku nie było widać nawet brzegu nie mówiąc o drugiej drodze wodnej, która jest położona w pewnym oddaleniu od pierwszej.

Mgła zresztą co chwilę podnosiła się i ponownie opadała. Dopiero za Małym Jeziorem Gorzkim zaczęło się na dobre przejaśniać i zrobiło się bardzo ładnie i słonecznie (myślę, że temperatura wynosiła ponad 25stopni).

W ramach ciekawostek na temat Wielkiego Jeziora Gorzkiego warto wspomnieć, że w 1967 roku, gdy w wyniku działań wojennych Kanał Sueski został wyłączony z eksploatacji na 8 lat, w trakcie tranzytu przez kanał było 15 jednostek (w tym chyba jedna lub dwie pod polską banderą). Statki te zatrzymane zostały na Wielkim Jeziorze Gorzkim, gdzie czekały na odblokowanie żeglugi przez wspomniane osiem lat. Statki te otrzymały przydomek „żółtej floty” od piasku, który pokrył je w tym czasie. Ciekawa historia:-)

Jeśli mowa o konwoju: towarzyszące nam inne jednostki udało się sfotografować dopiero pod koniec żeglugi kanałem. Poniższe zdjęcia prezentują to co było widać za nami oraz przed nami.

Image

Image

Niestety w odróżnieniu od rejsu przez Kanał Panamski, tym razem dziób statku nie został udostępniony pasażerom w związku z czym zdjęcia tego co działo się z przodu statku są dalekie od doskonałości.

Wspominałem wcześniej o mijanym moście. W swojej naiwności myślałem, że będzie to most przebiegający ponad Kanałem Sueskim. Na razie nie wiem jak wygląda most „Al. Salam Bridge” (sprawdzę to na spokojnie po powrocie) ale zapewne jest to ten most, o którym pisał @brzemia. Na odcinku, na którym było już coś widać nie przepłynęliśmy pod żadnym mostem jednakże minęliśmy kilka z nich, które na czas przejścia konwoju były…złożone. Składały się one z dwóch lub z jednej części, które po złożeniu prawie przylegały do brzegu. Mijając je było widać mechanizm obrotowy (lub barkę, która zastępowała ten mechanizm), który pozwalał na przesunięcie konstrukcji w taki sposób, aby połączyła oba brzegi. Oczywiście w tym czasie nie ma mowy, aby cokolwiek przepłynęło przez kanał bo most praktycznie znajduje się na wysokości 1-2 metrów powyżej lustra wody. Poniższe fotki przedstawiają dwa spośród takich mostów: pierwszy składający się z dwóch podobnych konstrukcji po obu stronach kanału; drugi składający się z jednej bardzo długiej części.

Image

Image

W czasie całego naszego transferu przez kanał, do burty statku przycumowana była łódź pilota, przy czym w Ismalii nastąpiła jego zmiana – jeden pilot (a w zasadzie cały zespół pilotów) wysiadł i odpłynął swoją łódką a drugi przycumował swoją łódź po czym wsiadł na statek.

Image

Tak jak pisałem wcześniej otoczenie Kanału Sueskiego to głównie piach w ilościach trudnych do wyobrażenia:

Image

Warto przy tym dodać, że wschodnia część kanału (półwysep Synaj) jest praktycznie całkowicie pustynna; po drugiej zaś stronie można zobaczyć mniejsze lub większe osady. Wszystkie trzy wymienione przeze mnie miasta (Port Said, Ismalia oraz Suez) położone są właśnie po stronie zachodniej.

Gdy zbliżaliśmy się do Ismalii mgła się nieco podniosła i na horyzoncie można było zobaczyć jej panoramę:

Image

Uderzający był zaskakujący ekumenizm tego miejsca: w kraju arabskim jakim niewątpliwie jest Egipt trudno chyba jest zobaczyć meczet i świątynię chrześcijańską obok siebie:

Image

Zbliżając się do miasta przepłynęliśmy obok dużej przystani promowej, gdzie na wypłynięcie czekało kilka jednostek (wyruszyły praktycznie zaraz jak minęliśmy przystań – tak, aby zdążyć dotrzeć na drugi brzeg przed następnym statkiem konwoju):

Image

Po przeciwnej stronie rozciągał się półwysep Synaj, którego brzegi zostały przyozdobione pozdrowieniami dla przepływających statków i różnego rodzaju kompozycjami:

Image

Image

W Ismalii zlokalizowany jest również olbrzymi (wysoki na 50 metrów) pomnik upamiętniający obronę Kanału Sueskiego przed armią turecką podczas I wojny światowej:

Image

Co ciekawe żeglując przez Kanał Sueski widać, że jest on z obu stron praktycznie ogrodzony od sąsiedztwa w formie muru lub płotu. Pomimo tego co jakiś czas można spotkać w kanale niewielkie rybackie łodzie, rzucające lub wybierające sieci:

Image

Zresztą ogrodzenie Kanału to nie była jedyna forma jego izolacji od pozostałej części Egiptu. Po obu stronach kanału praktycznie co chwilę można było zobaczyć jednostki wojskowe, małe strażnice a nawet niewielkie poligony i place ćwiczeń:

Image

Przed jedną z takich jednostek (to zdjęcie pochodzi akurat z okolic Suezu) umieszczono miły napis powitalny dla przepływających jednostek:

Image

W trakcie rejsu można też było wielokrotnie zobaczyć dziwne konstrukcje na pochylniach przypominający tratwy lub pontony, ewentualnie most pontonowy w częściach. Trudno zgadnąć do czego one służą ale być może jest to jakiś element infrastruktury militarnej umożliwiającej w razie potrzeby szybkie przemieszczanie się pomiędzy obiema stronami kanału (oczywiście po zatrzymaniu żeglugi). A może coś innego ?

Image

Na końcowym odcinku kanału - tuż przed Suezem minęliśmy przeprawę do dużego zakładu przemysłowego na półwyspie Synaj:

Image

…po czym zaczęły pojawiać się pierwsze przedmieścia Suezu a po nich stocznia remontowa, zatoka dla małych jednostek czy w końcu – tuż przed wyjściem z kanału meczet. W głębi widoczny był nowy port oraz wysoka miejska zabudowa miasta:

Image

Image

Image

Ostatecznie około 14 opuściliśmy kanał Sueski i pożegnaliśmy pilota. To widok wejścia do kanału z bliższej i dalszej odległości:

Image

Image

Aby nie było wątpliwości do kabin dostarczono mi certyfikat potwierdzający fakt przepłynięcia Kanału Sueskiego. W sam raz do powieszenia na ścianie:-)

Obecnie żeglujemy już po Morzu Czerwonym - statek powoli zbliża się do Zatoki Akaba. Jutro o 9 po trzech dniach żeglugi przybijamy do portu w Akabie.

C.D.N.
Góra
 Profil Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#33 PostWysłany: 02 Gru 2017 21:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 551
Loty: 17
Kilometry: 24 343
Punkty statusowe: 55
srebrny
Fajnie, że tak obficie opisujesz szczegóły geograficzno-techniczne, bardzo podoba mi się Twoja relacja, choć przykro, że straciłeś aparat 8-)
Pisałeś o płatnościach na pokładzie, a powiedz czy dużo trzeba wydawać? To znaczy czy brakuje Ci czegoś i musisz kupować albo nie da rady zakupić lokalnych
produktów w miejscach gdzie statek się zatrzymuje?

Jaki plan masz na te kilka godzin w Jordanii? ;)
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#34 PostWysłany: 02 Gru 2017 22:36 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 408
Loty: 16
Kilometry: 30 364
Punkty statusowe: 35
srebrny
Jest na wysokosci Hurgady. Moze załapie jeszcze sygnał i napisze pare słow.

W sumie jako stały klubowicz Costy powinien dostać bezplatny Internet na statku.

Wysłane z taptaka.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#35 PostWysłany: 03 Gru 2017 08:29 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 330
Punkty statusowe: 85
złoty
@brzemia - złapałem dopiero zasięg sieci izraelskiej:-) Do egipskich i saudyjskich można się było podłączyć ale bez internetu. A internet na statku jest przeraźliwie wolny więc wolę płacić operatorom GSM bo jak już się uda podłączyć to zwykle wszystko chodzi jak należy. Ale oczywiście jakby dali to darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby:-)

Wpływamy właśnie do Akaby w Jordanii.

@Pablo - jeśli chodzi o płatności na statku to wszystko jest sprawą indywidualną.

Pozycją nie do uniknięcia są napiwki (10 EUR/dzień), które są dopisywane automatycznie do rachunku każdego dnia - trzeba je uregulować pod koniec rejsu. W różnych liniach z napiwkami jest różnie - u Costy są one teraz obowiązkowe.

Drugą pozycją, która już jest uzależniona od indywidualnych potrzeb to wydatki na napoje - cena rejsu nie obejmuję wydatków w barach oraz napojów do kolacji w restauracjach (teoretycznie nawet wody, w praktyce bywa z tym róznie). Oczywiście nie dotyczy to tych, którzy wykupili opcję "all inclusive" w którejś z wersji . Teoretycznie można sobie jednak wyobrazić, że na kolację chodzi się do bufetu (chociaż moim zdaniem to znacznie gorszy wybór niż restauracja - ale jakaś część osób jeśli nie codziennie to od czasu do czasu wieczorem idzie do bufetu).

Do tego dochodzą ewentualne wycieczki, dostęp do internetu i wszelkiej maści zakupy na statku - czy to w sklepach czy w punktach usługowych (np. usługi fotograficzne czy masaże w spa). Również ewentualna wieczorna pizza w pizzerii lub hamburgery (też wieczorem) są płatne.

W niektórych portach (chociaż jest to zdecydowana mniejszość) może też pojawić się jakaś opłata za korzystanie z shuttle busów - zwykle wtedy, kiedy zawożą pasażerów do miasta a nie do bramy portu. Ale to nie jest standardem i nawet na róznych rejsach do tego samego portu tą samą linią zdarzało się, że to co jednym razem było bezpłatne innym razem już nie.

Podsumowując: temat jest trudny do precyzyjnego zdefiniowania i dość indywidualny.
W wersji minimalistycznej można pewnie sobie wyobrazić, że do zapłaty są tylko napiwki ale to chyba nie o to chodzi.

A co do Jordanii to wybieram się na wycieczkę ze statku do starożytnej Petry.
To jedna z największych atrakcji na naszej trasie i byłbym chyba chory, gdybym ją sobie odpuścił.
Niestety moim zdaniem do Petry jest za daleko i temat jest zbyt skomplikowany logistycznie, aby dysponując taką ilością czasu próbować to organizować samodzielnie-dlatego biorę wycieczkę ze statku.
Z drugiej strony cena tej wycieczki (130 EUR) nie jest może niska ale patrząc ile turystów indywidualnych kosztuje samo wejście do Petry (niespełna 100 EUR w przypadku pobytu w Jordanii tylko przez jeden dzień), jest ona moim zdaniem warta swojej ceny biorąc pod uwagę, że obejmuje również transport, przewodnika, lunch i gwarancję zdążenia z powrotem na statek:-) Wycieczka potrwa prawie 9 godzin czyli de facto niewiele krócej niż statek stoi w porcie. Niedługo się przekonam, czy było warto :-)
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
Gaszpar uważa post za pomocny.
 
      
#36 PostWysłany: 03 Gru 2017 20:59 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 330
Punkty statusowe: 85
złoty
Zdecydowanie warto było ! Petra to miejsce absolutnie warte zobaczenia.

Poniżej wrzucam kilka fotek na próbę. Dłuższy komentarz i więcej zdjęć wrzucę jutro.

Chociaż trudno w to uwierzyć to właśnie w tych skałach schowana jest Petra:

Image

A tutaj już na miejscu:

Image

Image

Image

Image

Image

A tymczasem jesteśmy w trakcie "rejsu" z Akaby do Ejlatu. Użyłem cudzysłowia bo więcej przy tym manewrów niż samego rejsu. Myślę, że gdyby nie granica (znana z ilości czasu, jaką trzeba czasami na niej spędzić) to zapewne szybciej niż my statkiem możnaby pokonać tę odległość na piechotę :-) Na miejscu mamy być o 22 - zostajemy tu na kolejne 24 godziny, po czym wyruszamy w dalszą drogę do Omanu.
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
      
#37 PostWysłany: 03 Gru 2017 21:10 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 408
Loty: 16
Kilometry: 30 364
Punkty statusowe: 35
srebrny
Załącznik:
eliat.png
eliat.png [ 475.67 KiB | Obejrzany 1447 razy ]

no małą pętelkę zrobiliście ;)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#38 PostWysłany: 04 Gru 2017 07:17 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 330
Punkty statusowe: 85
złoty
Jeszcze wrócę na chwilę do Jordanii bo wczorajsza wizyta w Petrze na długo jeszcze pozostanie mi w pamięci.

Zacznę jednak od Akaby. Tak w ogóle to warto rzucić okiem na chwilę na mapę. Na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów wybrzeża możemy tutaj spotkać aż 4 państwa: Egipt, Izrael, Jordanię i Arabię Saudyjską. Do tego warto dodać, że Akaba w Jordanii praktycznie sąsiaduje z Ejlatem w Izraelu a z tego drugiego do egipskiego kurortu – Taby też nie jest jakoś specjalnie daleko. Do tego granice wyznaczone od linijki…

Podczas naszej wizyty w Akabie pogoda była bardzo ładna – rano ok. 23 stopni, w ciągu dnia znacznie więcej (ale poniżej 30).

Jeszcze przed zejściem ze statku rzuciłem okiem na Akabę z jednego z górnych pokładów:

Image

Przy nabrzeżu czekało na nas kilkadziesiąt autobusów, z których jak w sumie można się było wcześniej domyślić zdecydowana większość pojechała do Petry (organizowanych było kilka wersji wycieczek w iluś wariantach językowych każda). Obok autobusów leżały gigantyczne elementy elektrowni wiatrowej, której budowę mijaliśmy w drodze do Petry. Przewodnik opowiadając o Jordanii wspomniał m.in. że ponad 85% energii elektrycznej zużywanej przez ten kraj pochodzi z Egiptu (jest to energia produkowana w elektrowni na tamie asuańskiej) i rząd chcąc uniezależnić się od tego źródła postawił na własne instalacje – ta, którą oglądaliśmy jest jedną z kilku, które właśnie powstają.

Image

Jeszcze kilka słów na temat organizacji wycieczki ze statku.

W codziennej gazetce zawsze znajduje się informacja o miejscach zbiórki dla poszczególnych wycieczek organizowanych w danym dniu. Zwykle jest to teatr albo któryś z barów. Do tego miejsca należy zgłosić się o określonej w gazetce godzinie – wówczas dokonywany jest przydział do poszczególnych grup i autobusów. Wszystko odbywa się bardzo sprawnie. Po zakończeniu tej czynności można udać się do wyjścia ze statku oraz bezpośrednio do „swojego” autobusu.

Droga z portu do Petry zajęła nam nieco ponad 1,5 godziny (z krótkim postojem na wykonanie zdjęć panoramy łańcucha górskiego, w którym „schowana” jest Petra) . W międzyczasie nasz przewodnik praktycznie bez przerwy opowiadał nam o Jordanii, jej historii i panujących, o geografii i klimacie, zwyczajach, kuchni a w końcu o samej Petrze – od jej początków poprzez trzęsienie ziemi, po którym została opuszczona aż do okoliczności jej ponownego odkrycia w 1812 roku.

Po drodze mijaliśmy pustynię znaną pod nazwą Wadi Rum:

Image

Image

…i powoli zbliżaliśmy się do naszej atrakcji.

Wiek Petry szacowany jest na nieco ponad 2000 lat. Oprócz najczęściej używanej nazwy posiada ona wiele przydomków. Jeden z nich: „ukryte miasto” jest wyjątkowo trafny. Petra „schowana” jest w łańcuchu górskim widocznym na poniższym zdjęciu:

Image

Miasto założyli Nabatejczycy będący Nomadami trudniącymi się głównie handlem. Jej lokalizacja nie była przypadkowa – w tym miejscu przecinały się dwa ważne szlaki handlowe łączące Chiny oraz Indie z Egiptem, Syrią, Grecją oraz Rzymem. W czasach swojej największej świetności miasto zamieszkiwało ok. 30 000 osób. Trzęsienie ziemi w IV w. n.e. w połączeniu ze zmianą tras szlaków handlowych spowodowały upadek miasta i jego opuszczenie przez mieszkańców. Chociaż wydaje się to nieprawdopodobne, na wiele wieków zostało ono zapomniane.

Obecnie Petra jest największą atrakcją turystyczną Jordanii odwiedzaną corocznie przez około milion turystów. Jest również wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO oraz zaliczana do 7-u nowych cudów świata.

Miejscowością, w której znajduje się wejście do Petry jest Wadi Musa, której panoramę widać poniżej. Prawie w lewym dolnym rogu tego zdjęcia można zobaczyć (nieco zasłonięte przez słup elektryczny) miejsce, w którym rozpoczyna się trasa turystyczna:

Image

Wejście do Petry poprzedzone jest kontrolą bezpieczeństwa w budynku pełniącym również funkcję bramy do tego miasta:

Image

Oczekując na kontrolę bezpieczeństwa (dosłownie kilka minut) można rzucić okiem na tablicę informacyjną dla turystów. Niestety muszę przyznać, że bilet wstępu do Petry należy do jednych z najdroższych znanych mi wejściówek do atrakcji turystycznych. Co ciekawe jego cena uzależniona jest od długości pobytu gościa w Jordanii – najdroższy bilet dotyczy gości przyjeżdżających i wyjeżdżających z Jordanii tego samego dnia, w którym odwiedzają Petrę (90 dinarów jordańskich czyli ok. 460 zł – jak się okazuje to nawet ponad 100 EUR, o których pisałem wcześniej). Turyści, którzy spędzają w Jordanii co najmniej dwa dni płacą nieco ponad połowę tej ceny za bilet jednodniowy lub parę dinarów więcej za bilet dwu lub trzydniowy. Tego już nie ma w oficjalnym cenniku ale bilety dla zwiedzających ze statków wycieczkowych kosztują 50 dinarów jordańskich – ale tylko pod warunkiem, że to statek organizuje wycieczkę. Ja tak czy inaczej bilet wstępu do Petry miałem zawarty już w cenie wycieczki więc nie miało to dla mnie wielkiego znaczenia – piszę o tym jednak dla potencjalnie zainteresowanych wizytą w tym niesamowitym miejscu.

Image

Po przejściu przez bramę wchodzimy na duży plac, przy którym zlokalizowane są liczne punkty handlowo-usługowe, kasy biletowe do Petry, toalety itp.

Image

Po przejściu placu, z biletami w ręku minęliśmy bramki i weszliśmy na właściwą drogę prowadzącą do Petry.

Można ją pokonać na kilka sposobów. Po pierwsze można pojechać dorożką, która zawiezie nas pod największą atrakcję Petry - Skarbiec (Al Khazna). Cena wywoławcza tej przyjemności to 40-50 dolarów za dwie osoby – ale być może targowanie coś zmieni:

Image

Można też pojechać konno – ale nie do samego Skarbca tylko do wejścia do wąwozu Siq (w praktyce duże kilkaset metrów). Liczni naganiacze głoszą wszem i wobec, że jazda konna jest zawarta w cenie zakupionej wejściówki, z ostrożności nie dodając, że opiekunowi konia należy się napiwek…

Image

W końcu można się wybrać w drogę w najbardziej tradycyjny sposób czyli na piechotę. Tę właśnie metodę wszystkim najbardziej polecam – daje ona możliwość spokojnego przyjrzenia się mijanym budowlom i formacjom.

W ten sposób wchodzimy do doliny Bab Al Siq. Dolina ta przechodzi później w wąwóz (Siq), który prowadzi do największych atrakcji Petry. Cała droga od przejścia bramek do Skarbca liczy ok. 3-4 km i początkowo wygląda jak na poniższym zdjęciu (lewa jej część aż do wejścia do wąwozu jest zarezerwowana dla dorożek i konnych, prawa dla pieszych):

Image

Praktycznie zaraz za pierwszym zakrętem Bab Al Siq pojawiają się pierwsze interesujące obiekty – trzy olbrzymie bloki skalne w kształcie regularnej kostki znane pod nazwą Djinn. Stanowiły one z jednej strony grobowce, z drugiej zaś pomniki zmarłych pochowanych w dolinie.

Image

Tuż za blokami djiin, wyłania się pierwsza poważniejsza budowla – Obelisk Tomb wyrzeźbiony w I w. n.e. przez Nabatejczyków. Posiada on charakterystyczne cztery piramidy w górnej części.

Image

W dalszej części doliny mijamy liczne formacje skalne z wydrążonymi pieczarami, które w większości pełniły funkcję grobowców:

Image

Dolina Bab Al Siq kończy się wejściem do wąwozu Siq. Wejście to w przeszłości rozpoczynało się wielkim łukiem, którego pozostałości widać do dzisiaj:

Image

W tym samym miejscu w przeszłości zlokalizowana była tama, która wraz ze zbiornikiem, tajnym tunelem oraz całym systemem wydrążonych w skałach rynien doprowadzała wodę do miasta. Pozostałości po systemie rynien można zobaczyć praktycznie cały czas wędrując Siq-iem – są one zlokalizowane w dolnej części po jednej lub obu stronach wąwozu (rynnę widać również powyżej – przy lewej ścianie wąwozu).

Po wejściu do wąwozu od razu rzuca się w oczy jego wąski prześwit. Biorąc pod uwagę, że na tym odcinku oprócz pieszych drogę pokonują również (prowadzone zazwyczaj w bardzo widowiskowy sposób) dorożki, miejscami naprawdę jest bardzo ciasno (a momentami również niebezpiecznie).

Image

Wędrując wąwozem (oraz później w samym mieście) warto zwrócić uwagę na wietrzejące piaskowce. Wynikiem erozji piaskowca są nieprawdopodobne kolory i formacje skalne:

Image

Image

Zdjęcia oddają to w niewielkim stopniu ale kolory skał są naprawdę niesamowite – od brązowego, poprzez biały, żółty, czerwony po zielonkawy. Z komentarza przewodnika wynikało, że jest to związane ze związkami mineralnymi występującymi w tych skałach – o kolorach decydują przede wszystkim związki krzemu, siarki, magnezu, miedzi, potasu i kobaltu. A ponieważ każdy z nich nadaje skale inny kolor a w rachubę wchodzą również różnego rodzaju ich kombinacje, to efekt końcowy jest naprawdę nieprawdopodobny.

Na skałach wąwozu widać również wyrzeźbione coraz trudniej rozpoznawalne różnego rodzaju postacie, kształty a nawet napisy (co ciekawe z wykorzystaniem greckiego alfabetu co zdaniem historyków świadczy o silnych powiązaniach – prawdopodobnie handlowych - Nabatejczyków z Grecją lub przybyszami z tego kraju):

Image

W innym miejscu możemy podziwiać pozostałości po reliefach o charakterze religijnym:

Image

Niesamowite wrażenie robią skały „wiszące” nad wąwozem – miejscami mają one nawet ponad 100 metrów wysokości:

Image

Droga przez Siq nie jest przesadnie długa, chociaż miejscami dość kręta. Nagle – praktycznie bez żadnego ostrzeżenia pomiędzy ścianami wąwozu pojawia się jaśniejszy prześwit, a w nim fragment jednej z najbardziej znanych (m.in. z trzeciej części serii „Indiana Jones” – ale nie tylko) budowli Petry – Skarbiec Faraonów czyli Al Khazna:

Image

A tak Skarbiec wygląda w pełnej okazałości:

Image

Elewacja budowli jest naprawdę imponująca– ma wysokość ok. 40 metrów. Przez wiele lat trwały spory historyków co do sposobu budowy tego obiektu oraz jego przeznaczenia. Aktualnie raczej panuje zgoda, że Skarbiec był wycinany w skale i rzeźbiony od góry co wydaje się wręcz nieprawdopodobne biorąc pod uwagę jego wielkość, precyzję wykonania oraz kunszt inżynieryjny. Co do przeznaczenia uważa się, że Skarbiec pełnił funkcję grobowca; powiązanie budowli ze skarbem faraona i obecna nazwa wynika z lokalnej legendy.

Przed Skarbcem znajduje się spory plac, z którego prowadzi dalszy szlak wgłąb Petry:

Image

Naprawdę warto pójść dalej – tak daleko jak tylko to możliwe. Ja niestety ze względu na ograniczenia czasowe nie byłem w stanie dotrzeć do końca szlaku czyli do fasady Świątyni, która sądząc po zdjęciach robi wrażenie podobne do Skarbca. Z moich obserwacji wynika jednak, że duża część zwiedzających kończy swoją wizytę w Petrze przed Skarbcem i po ewentualnym krótkim postoju w jednym z barów albo stoisk z pamiątkami wraca tą samą drogą do punktu, z którego zaczęła się wyprawa. Nie wiedzą co tracą…

Zaraz za Skarbcem rozpoczyna się Aleja fasad, w której można zobaczyć monumentalne groby Nabatejczyków wydrążone – podobnie jak Skarbiec - w skale. Ponieważ nie są one tak osłonięte od wiatru jak Skarbiec, widać na nich znacznie większe skutki działania wiatru i postępującej erozji:

Image

Image

Nieco dalej można zobaczyć centrum starożytnego miasta, a w jego głębi (po prawej stronie) amfiteatr wybudowany na kształt rzymski:

Image

Sam amfiteatr został podobnie jak większość budowli w Petrze wycięty (wydrążony) wprost w skale – co warte jest podkreślenia ponieważ jest to jedyny amfiteatr na świecie zbudowany w ten sposób. Mógł on pomieścić 6000 widzów.

Image

Oddalając się do Skarbca, po prawej stronie nieco powyżej poziomu drogi „wiszą” wykute w skałach cztery olbrzymie pałace składające się na Groby Królewskie, których elewacje do dziś robią nieprawdopodobne wrażenie. Jako pierwszy pojawia się kilkukondygnacyjny Urn Tomb:

Image

Jako ostatni zaś wyposażony w liczne kolumny Palace Tomb:

Image

Niestety wszystkie elewacje tych budowli są już mocno dotknięte zębem czasu. Wynika to w dużym stopniu z faktu pełnej ekspozycji na działanie wiatru i wody oraz braku ich konserwacji.

Prawie pełny widok na Groby Królewskie można zobaczyć poniżej:

Image

Wędrując głównym szlakiem w końcu dotarłem do Wielkiej Świątyni, która datowana jest na I w. p.n.e. – I w. n.e. Był to olbrzymi (największy w Petrze) obiekt z monumentalnym wejściem oraz propylejami. Dziś jest już w dużej części zniszczony:

Image

Niestety w tym miejscu musiałem zakończyć wędrówkę wgłąb Petry i powoli wracać na wyznaczone miejsce zbiórki. Wracając minąłem jeszcze pozostałości po monumentalnej bramie do miasta od strony Wielkiej Świątyni:

Image

...i powoli tą samą drogą wróciłem na miejsce zbiórki, skąd autobus sprawnie zawiózł nas z powrotem do portu w Akabie.

Co ciekawe, na statku okazało się, że aby zejść ze statku w Ejlacie na ląd, będziemy jednak potrzebowali paszportów (kilka dni temu przy „odprawie”, o której wspominałem wcześniej zostało powiedziane, że zejście na ląd będzie się odbywało wyłącznie na podstawie kserokopii paszportu, którą w międzyczasie dostaliśmy oraz ostemplowanego już przez izraelskich urzędników kwitu wjazdowego). Widocznie w międzyczasie coś się zmieniło. Z tego powodu prosto z autobusu wysłano nas do teatru, gdzie odbywała się dystrybucja paszportów:

Image

Uprzedzając ewentualne pytania - paszport w Jordanii został ostemplowany. Współczuję temu, kto stemplował w sumie 3000 dokumentów na statku :-) Z obowiązku dodam, że stemple są dwa (wjazdowy i wyjazdowy) …

Cały poniedziałek spędzamy w Ejlacie. Również tutaj wybieram się na wycieczkę – tym razem m.in. do Czerwonego Kanionu. Ale o tym napiszę następnym razem.

A jeśli chodzi o wczorajszą wizytę i Petrę to na koniec podsumuję: to były naprawdę dobrze wydane pieniądze:-)
Ze względu na wielkość kompleksu na pewno tu jeszcze wrócę – ale zapewne nie w ramach rejsu tylko dedykowanej kilkudniowej wycieczki.

C.D.N.
Góra
 Profil Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
Gaszpar uważa post za pomocny.
 
      
#39 PostWysłany: 04 Gru 2017 21:12 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 330
Punkty statusowe: 85
złoty
Po dość dziwnym rejsie z Akaby do Ejlatu, dotarliśmy do tego drugiego wczoraj o 22. Tak jak pisał @brzemia zrobiliśmy to jakiś niezrozumiały sposób zakręcając wielki łuk – jest to tym dziwniejsze, że odległość między tymi portami jest śmieszna. Dzisiaj rano z balkonu zobaczyłem, że maszt z jordańską flagą, który fotografowałem wczoraj w Akabie jest bardzo dobrze widoczny dokładnie na wprost naszego statku – podobnie jak poprzednie nabrzeże, przy którym cumowaliśmy wczoraj…

Sam port w Ejlacie robi raczej ponure wrażenie. To typowy port przemysłowy z wielkimi dźwigami i suwnicami.

Image

Po porcie nie można w ogóle poruszać się samodzielnie. Ci pasażerowie, którzy nie wybierali się na żadną wycieczkę musieli skorzystać z obowiązkowego shuttle busa, który odwoził ich do bramy portu.

Patrząc z górnego pokładu na port można było zobaczyć…morze samochodów:

Image

Z bliska okazało się, że są to różne modele należące głównie do marek Mazda i Kia – nieprawdopodobnie zakurzone (a w zasadzie pokryte porządną warstwą piasku):

Image

I w zasadzie od zejścia ze statku piasek towarzyszył nam cały czas. Co prawda nie pisałem o tym w poprzednim poście ale w Petrze było podobnie – tutaj jednak uciążliwości wynikające z wiatru niosącego niepojęte ilości piasku były bardziej dokuczliwe.

Patrząc ze statku w przeciwnym kierunku można było z kolei zobaczyć liczne hotele:

Image

W poprzednim poście pisałem, że w Ejlacie wybieram się obejrzeć Czerwony Kanion. Nie była to do końca precyzyjna informacja ponieważ celem mojej wycieczki był Timna Park uważany za jedną z największych atrakcji przyrodniczych południowego Izraela – wspomniany kanion jest jedną z sekcji tego Parku. Dodatkowo w planie naszej wycieczki była wizyta w podwodnym obserwatorium umożliwiającym „podpatrzenie” rafy koralowej w środowisku naturalnym.

Ale po kolei…

Początek wycieczki wyznaczono dość wcześnie rano bo o 7:30. Szczerze mówiąc biorąc pod uwagę ile godzin trwał nasz postój w Ejlacie wydawało mi się to co najmniej dziwne i odebrałem to początkowo jako totalny brak wyobraźni ze strony organizatorów – wydawało mi się, że bez żadnej szkody wycieczka mogłaby się zacząć o 10 dzięki czemu można byłoby się przynajmniej wyspać:-)
Okazało się jednak, że w tym pozornym szaleństwie był ukryty cel: chodziło o to, aby upał na pustyni (bo Timna Park to w zasadzie nic innego niż część pustyni Negew) nas nie wykończył. I faktycznie w ciągu dnia temperatura w tym miejscu sięgała 33 stopni…

Zanim jednak wyruszyliśmy na wycieczkę trzeba było wydostać się ze statku, co w Ejlacie nie było tak proste jak zazwyczaj. Po standardowym przydziale do grupy i autobusu czekała nas najpierw kontrola bezpieczeństwa, która została przeprowadzona na statkowych skanerach i bramkach, przez które zazwyczaj się wchodzi na statek – tym razem przez nie przechodziliśmy schodząc na ląd co mówiąc szczerze zdarzyło mi się pierwszy raz. Drugą niespodzianką było to, że obsługę tych urządzeń stanowili żołnierze izraelscy a nie obsługa statku. W drugim kroku wszystkich czekała jeszcze dokładna kontrola paszportów i wcześniejszego kwitka z „odprawy” w teatrze, po czym wreszcie można było się udać do autobusu.

Okazało się, że nasz autobus zabierał dwie grupy – angielsko i francuskojęzyczną , ale muszę przyznać, że przewodnik spisał się wspaniale. Nie tylko potrafił ciekawie opowiadać i np. tłumaczyć skomplikowane zawiłości procesu wydobycia i produkcji miedzi w starożytności ale także świetnie radził sobie z dwujęzyczną grupą.

Jeśli chodzi o sam Ejlat to jest to miasto praktycznie bez większej historii (istnieje w zasadzie mniej więcej od uzyskania przez Izrael niepodległości czyli kilkadziesiąt lat). Jest to miejscowość głównie o charakterze turystycznym zamieszkiwana przez ok. 55 tys. mieszkańców, z których większość pracuje w szeroko rozumianej branży turystyczno-rekreacyjnej. Szacuje się, że w hotelach w Ejlacie jest co najmniej tyle samo miejsc noclegowych co mieszkańców. A jeśli mam być szczery to samo miasto, przez które jechaliśmy niczym mnie nie powaliło. Z Ejlatu wyjeżdżaliśmy dość wolno bo jak wyjaśnił przewodnik przed 8 rano wszyscy jadą do pracy i korki na ulicach są czymś naturalnym – więc był czas, aby się nieco przyjrzeć miastu. „Stare miasto” jak nazwał je przewodnik składało się głównie z galerii handlowych i sklepów:-)

Z kolei Timna Park położony jest w odległości kilkudziesięciu kilometrów od Ejlatu. Z Ejlatu pomimo wspomnianych korków wyjechaliśmy w miarę sprawnie. Jeśli coś z tego miasta zapamiętam to zapewne oprócz hoteli tylko to, że w mieście nie ma ani jednych świateł a większość skrzyżowań to ronda:-) Przewodnik potwierdził później, że faktycznie w mieście nie ma świateł na skrzyżowaniach.

Jeszcze w mieście minęliśmy najpierw dziwne lotnisko, którego pas startowy położony jest pośrodku Ejlatu i które w jakiś nienaturalny sposób dzieli miasto na dwie części. Następna była olbrzymia stacja odsalania wody morskiej (w ten sposób jest pozyskiwane 100% słodkiej wody; w okolicy nie ma żadnych stałych zbiorników wodnych ani rzek) a następnie nowe lotnisko, którego otwarcie planowane jest w przyszłym roku:

Image

Droga do Timna Parku to w zasadzie głównie droga przez pustynię (mgła, którą widać na zdjęciu to nic innego tylko tumany piasku):

Image

Po około 30 minutach jazdy dotarliśmy do punktu obsługi turystów Timna Parku, w którym znajdują się kasy biletowe, można obejrzeć krótki film na temat walorów przyrodniczych i historycznych tego miejsca oraz rozpoczyna się wycieczkę wgłąb parku.

Przed wyruszeniem w dalszą drogę warto zapoznać się z mapą parku, na której zaznaczono główne jego atrakcje:

Image

Warto przy tym wspomnieć, że dla gości niezmotoryzowanych miejsce to nie jest najłatwiejsze do zwiedzania (o dojeździe nie wspominając), co wynika przede wszystkim ze sporych odległości pomiędzy poszczególnymi atrakcjami Timna Parku oraz braku jakiejś formy komunikacji publicznej, która by w tym pomagała. Na terenie parku wytyczone jest sporo tras rowerowych oraz szlaków pieszych – należy jednak pamiętać, że jest to pustynia w prawdziwym tego słowa znaczeniu i totalne odludzie, w związku z czym na ewentualną wyprawę trzeba wybrać się będąc porządnie wyekwipowanym.

Image

Poszczególne atrakcje Timna Parku połączone są bardzo wąskimi i krętymi drogami. Przed każdą z nich zlokalizowany jest nieduży parking oraz z reguły toalety a czasami jakieś miejsce do ochrony przed słońcem oraz zawierające tablice informacyjne na temat danego miejsca:

Image

Timna Park charakteryzuje się olbrzymią różnorodnością jeśli chodzi o występujące tu różnokolorowe skały. Można spotkać tutaj w dużych ilościach granit, dominujący piaskowiec a także skały, których dolną część stanowi piaskowiec a górną wapienie. Teren ten jest również bardzo bogaty w minerały – w szczególności rudy manganu i miedzi.

Historycznie teren tego parku to obszar, w którym powstały jedne z pierwszych na świecie kopalni miedzi, w których nie tylko pozyskiwano rudę ale również wytapiano sam metal. Choć trudno w to uwierzyć historia tych kopalń liczy ponad 6000 lat.

Najstarsze kopalnie miedzi miały charakter drążonych w skałach poziomych korytarzy, które przypominały nory niektórych zwierząt (poza znacznie większym rozmiarem):

Image

Korytarze te nie były długie – w czasach, w których je drążono nie znano jeszcze lamp – w związku z tym ich granicę określał zasięg światła dziennego.

Na kolejnym etapie zaczęto tworzyć pierwsze małe szyby, które dostarczały światła i służyły do transportu urobku na zewnątrz. Szyby te pozwalały na łączenie korytarzy w większą całość i tworzenie prawdziwych labiryntów:

Image

Wiele z takich szybów jest dzisiaj zabezpieczonych siatkami lub wręcz zabetonowana:

Image

Na terenie Timna Parku w sumie jak dotąd zidentyfikowano ok. 9000 szybów, z których najgłębszy ma 52 metry głębokości.

Wydobywana ruda była kruszona a następnie podgrzewana w wysokiej temperaturze. W kolejnym etapie w specjalnych piecach z miechami doprowadzano do stopienia metalu, który odlewano do form będących punktem wyjściowym do dalszego przetworzenia. Co ciekawe ówcześni hutnicy nie przeżywali z reguły więcej niż 1-2 lat pracując w tym fachu – opary wydzielane przy wygrzewaniu rudy zawierały trujący arszenik.

W ramach ciekawostek można dodać, że obecnie na terenie Timna Parku pracuje uruchomiona stosunkowo niedawno kopalnia miedzi, wydobywająca rudę metodą głębinową (podobnie jak KGHM w Polsce). Podobno prosperuje znakomicie.

Timna Park to nie tylko stare kopalnie miedzi. Można tutaj zobaczyć również ciekawą pustynną roślinność. Najbardziej „powszechne” o ile w ogóle na pustyni można mówić o powszechności czegoś innego niż piasek i skały, są niezwykle suche trawy mogące przetrwać bez opadów przez kilka miesięcy:

Image

Inną ciekawą rośliną jest coś, co oczywiście ma swoją (trudną do zapamiętania) nazwę ale co dla swoich potrzeb nazwałem „szpinaczkiem” z racji tego, że podobno ma walory odżywcze oraz smak podobny do szpinaku:

Image

Dodatkowo liście tej rośliny mają bardzo silne właściwości antyseptyczne (w przeszłości służyły do okładania ran) a jej białe kwiatki świecą w nocy. Prawdziwy wash&go :-)

Na pustyni można spotkać również specyficzny gatunek akacji różniący się jednak istotnie od tej, którą znamy z Europy:

Image

Kolejną atrakcją Timna Parku są formacje skalne. Pierwszą z nich są olbrzymie łuki skalne, które są formowane przez warunki atmosferyczne oraz postępującą latami erozję:

Image

Inną formą skalną będącej wynikiem działania sił natury są popularne „grzybki”:
Image
Image

Z kolei nieprawdopodobnie przytłaczający widok tworzą monumentalne filary Salomona, które zostały uformowane ok. 500 mln lat temu na skutek erozji piaskowca oraz działania deszczu:

Image

Obok filarów Salomona można przejść schodami do kolejnej gigantycznej formacji skalnej zlokalizowanej nieco dalej:

Image

Image

U podnóża klifu tej formacji zostały jakiś czas temu zidentyfikowane pozostałości pochodzącej z czasów egipskich świątyni dedykowanej bogini Hator, która była patronką górników:

Image

Przed opuszczeniem Timna Park mieliśmy jeszcze okazję samodzielnie napełnić piaskiem w różnych odcieniach pamiątkowe buteleczki (podobne były sprzedawane na każdym kroku w Petrze):

Image

Image

Z Timna Parku pojechaliśmy odwiedzić drugą atrakcję o nazwie „The Underwater Observatory”, w której możliwe jest „podglądnięcie” tego co skrywa się pod powierzchnią morza i co stanowi jedną z największych atrakcji turystycznych tego regionu – rafy koralowej.

Image

Kompleks ten położony jest stosunkowo niedaleko od Ejlatu, jadąc od portu w stronę granicy izraelsko-egipskiej. Składa się on z wielu budynków, w których prezentowane są różnego rodzaju ekspozycje: m.in. rafa koralowa Morza Czerwonego, akwaria z rekinami, żółwiami, gatunkami zagrożonymi czy dla odmiany – zamieszkującymi Amazonię.

Dodatkową atrakcją stanowi wybudowana w morzu wieża, która umożliwia zejście do położonej poniżej poziomu wody komory, z której można podejrzeć rafę koralową w naturze:

Image

Image

Z balkonu na szczycie wieży można z kolei zobaczyć cały kompleks budynków składających się na Obserwatorium:

Image

Zwiedzanie zacząłem od wizyty w podwodnej komorze wieży i muszę powiedzieć, że się rozczarowałem – okienka są nieduże, szyby bardzo grube a otoczenie (jak na mnie) nie sprawia wrażenia do końca naturalnego – wydaje mi się, że zostało ono rozmieszczone wokół wieży przez człowieka – ale to może tylko moje wrażenie. Niestety nie jest łatwo wykonać dobre zdjęcie w tym miejscu:

Image

Image

Po opuszczeniu wieży przeszedłem obok części zarezerwowanej dla żółwi:

Image

…a następnie odwiedziłem duży budynek, w którym znajdują się olbrzymie baseny m.in. z rekinami. Widok za szybą oraz w przeszklonym tunelu robi naprawdę wrażenie:

Image

Image

Image

W budynku poświęconym rafie Morza Czerwonego możliwe było zobaczenie najbardziej typowych gatunków występujących w tym morzu:

Image

Największe wrażenie zrobił na mnie jednak kolejny budynek, w którym zlokalizowane są stosunkowo niewielkie (przynajmniej w porównaniu do poprzednich) akwaria prezentujące gatunki zagrożone:

Image

Image

Image

Image

Na koniec odwiedziłem jeszcze niewielki pawilon z ekspozycją „amazońską”, w którym największe zainteresowanie budziła część z „krokodylątkami” (zdjęcie może tego nie oddawać ale miały po nie więcej niż 7-8 cm długości):

Image

Jeśli miałbym oceniać obiekt jako całość to na kolana mnie nie powalił, a największe wrażenie zrobiły dwa ostatnie pawilony. Podmorska ekspozycja jak dla mnie była tutaj sporym rozczarowaniem ale być może byłem za bardzo nastawiony na jakieś wielkie „ochy” i „achy”.

Tymczasem czas wycieczki dobiegł końca i powoli wróciliśmy na statek. W porcie oczywiście zaliczyliśmy ponowną dokładną kontrolę paszportową.

Ponieważ w Ejlacie cumujemy do 22:30, planowałem pierwotnie, że po powrocie na statek, jakimś posiłku i krótkim odpoczynku wybiorę się jeszcze raz do miasta jednak zmieniłem plany. To co widziałem przez szyby autobusu sprawiło, że miasto jakie takie niespecjalnie mi się podobało i nie za bardzo przekonało mnie do tego, aby jeszcze raz schodzić ze statku. W związku z tym leniwie spędziłem resztę dnia.

Nie zmienia to faktu, że sama wycieczka (a szczególnie rewelacyjna moim zdaniem część w Timna Parku) była bardzo udana.

Kolejne cztery dni spędzamy na błogim lenistwie czyli na morzu. Zapowiadane są temperatury w okolicach 30 stopni. Jeśli uda mi się gdzieś po drodze złapać zasięg jakiejś sieci, napiszę kilka zdań na temat wycieczki do statkowej kuchni, którą miałem okazję w międzyczasie zaliczyć.

Następny postój mamy już w Omanie – w Salalah. Tymczasem nie wiadomo kiedy minęła połowa naszego rejsu…

C.D.N.
Góra
 Profil Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
Gaszpar uważa post za pomocny.
 
      
#40 PostWysłany: 06 Gru 2017 21:28 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 330
Punkty statusowe: 85
złoty
No i dwa dni na morzu minęły jak z bicza strzelił. Pogoda dopisywała (cały czas była zresztą podobna – ok. 30 stopni chociaż dzisiaj przez chwilę kropił krótko nieśmiały deszczyk). Interesujące, że Morze Czerwone nie jest takie wąskie jak wygląda to na mapie… Praktycznie przez cały czas naszej żeglugi nie było widać z żadnej strony lądu; zapewne można będzie coś można wypatrzyć jak będziemy wpływali do Zatoki Adeńskiej – wg planu jutro około 8-9 rano.

Dostaliśmy kolejne ostrzeżenie o piratach i faktycznie odkąd statek znalazł się na wysokości Sudanu parę drobnych rzeczy się zmieniło….

Po pierwsze wyłączone zostały informacje w telewizji o położeniu statku (chociaż szczerze mówiąc w czasach, kiedy każdy ma GPS w telefonie nie bardzo widzę w tym jakiś głębszy sens) oraz jego prędkości.

Statek płynie też dużo szybciej niż zwykle (ostatnią prędkość jaką zarejestrowałem przed wyłączeniem danych w tv to 24 węzły, gdy zwykle jest to poniżej 20). Zamknięty został również wstęp dla pasażerów na promenadę na pokładzie nr 3. Jest to popularne miejsce głównie ze względu na szeroki zacieniony deptak biegnący wokół statku w pobliżu pokładów 2-3, gdzie zlokalizowanych jest dużo barów, restauracji, sklepów i innych atrakcji i gdzie z natury w ciągu dnia jest sporo osób. To jest zresztą to samo miejsce, na którym przed rozpoczęciem rejsu miało miejsce szkolenie na wypadek alarmu szalupowego. Można jedynie zobaczyć, że na promenadzie co kilkanaście metrów rozstawieni zostali obserwatorzy z krótkofalówkami i lornetkami/noktowizorami, którzy cały czas obserwują otoczenie statku…

Zresztą jeśli chodzi o ostrzeżenia to co chwilę dostajemy jakieś „listy pasterskie” z recepcji zwracające uwagi na różnego rodzaju niebezpieczeństwa – nie tylko dotyczące piratów ale związane również z potencjalnymi zamachami terrorystycznymi, demonstracjami lub innymi wydarzeniami (np. strajkami komunikacji):

Image

Zaliczyliśmy kolejną zmianę czasu (godzina do przodu) – zresztą jutro mamy następną. Odebrano nam również znowu paszporty (ale co ciekawe zostawiono na pamiątkę izraelskie karteczki „Visit Premit” z izraelskim stemplem). A poza tym nic nadzwyczajnego się nie dzieje – czas biegnie powoli a każdy zajmuje się tym, na co ma ochotę:-)

Jeszcze kilka słów nt. tego jak wygląda życie na statku w czasie dni na morzu.

Z reguły w takie dni w okolicy basenu w południe organizowany jest jakiś pokaz kulinarny połączony z późniejszą konsumpcją:-) Jak do tej pory najlepsze tradycyjnie były makarony…

Image

Image

Towarzyszy temu ekspozycja całkiem niezłych kompozycji owocowo-warzywnych:

Image

Image

Z kolei w atrium standardowo odbywają się różnego rodzaju tzw. promocyjne wyprzedaże artykułów oferowanych w statkowych sklepach. Jednego dnia były to kapelusze i czapki, drugiego torby i torebki, jeszcze innego biżuteria i zegarki:

Image

Image

Wcześniej pisałem o dużych kolejkach do biura wycieczek, które praktycznie widać było codziennie odkąd wypłynęliśmy z Savony. Co ciekawe kolejki prawie się skończyły jeszcze przed wizytą w Akabie, ale nie dlatego, że zabrakło zainteresowanych tylko…zabrakło wolnych miejsc na większości wycieczek. Parę dni temu byłem zarezerwować wycieczkę w Salali i okazało się, ze w zasadzie jest po 1-2 miejsca na mniej niż połowie dostępnych wycieczek i to nie w każdej grupie językowej. Ten fenomen wynika prawdopodobnie z faktu, że na naszej dalszej części trasy (może poza Dubajem i Abu Dhabi) indywidualne zwiedzanie nie należy do prostych ze względu na problemy logistyczne (szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę rygorystyczne przestrzeganie okienka czasowego dot. postoju w porcie), a niektórych miejscach (np. chcąc odwiedzić Petrę w Jordanii) to się wręcz nie opłacało – mimo, że obiektywnie ceny tych wycieczek nie należą do tanich. Tak czy inaczej, aktualnie pracownicy działu wycieczek mogą odpocząć bo kolejki u nich to raczej przeszłość:

Image

Jeśli ktoś ma ochotę może również skorzystać z możliwości zarezerwowania kolejnego rejsu. Chociaż jest to trudne do uwierzenia, dwie konsultantki, które się tym zajmują i których stanowiska są otwarte po kilka godzin dziennie nie mogą narzekać na brak zajęcia:

Image

Podobno w ciągu każdego rejsu, robionych jest „małe” kilkaset rezerwacji kolejnych rejsów czyli jest to bardzo istotny kanał sprzedaży dla Costy (podobnie zresztą było na NCL, na którym byłem na początku roku). Rezerwacje zakładane na statku mają te dwie miłe cechy, że po pierwsze nie są wiążące dla pasażera (ale dla Costy są) dopóki się ich nie potwierdzi – jest na to 14 dni po zakończeniu rejsu. Po drugie zaś ceny oferowane na statku są atrakcyjniejsze niż na lądzie co wynika z różnego rodzaju dodatkowych upustów, które są w takim przypadku naliczane. Po potwierdzeniu rezerwacji można zresztą przekazać jego dalszą obsługę do dowolnego biura turystycznego współpracującego z Costą (np. w Polsce) w związku z czym dalsze ustalenia związane z rejsem można robić już na miejscu bez potrzeby kontaktowania się bezpośrednio z operatorem.

Warto również wspomnieć o interesujących prezentacjach tematycznych dot. odwiedzanych miejsc. Kilka dni temu można było posłuchać nt. Jerozolimy, jej historii i zabytków, po wypłynięciu z Ejlatu z kolei miała miejsce analogiczna prezentacja dot. Omanu. Jeszcze wcześniej prezentowano Jordanię (nie tylko Petrę) a zaraz na początku rejsu Kretę. Po wizycie w Salali zaplanowana jest z kolei prezentacja nt. Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Prezentacje są przeprowadzane naprawdę bardzo interesująco z dużym naciskiem na aspekty historyczne i kulturowe – jeśli kogoś tylko to interesuje to na pewno jest to fajna możliwość dowiedzenia się czegoś więcej na temat odwiedzanych miejsc.

Na statku jest również obecnych kilku lekarzy z personelem pomocniczym oraz mały szpital:

Image

Centrum medyczne zajmuje sporą część najniższego dostępnego dla pasażerów pokładu A. A ponieważ minęła już połowa rejsu i zrobiło się cieplej, w połączeniu z klimatyzacją niestety zaowocowało to sporą liczbą przeziębionych (słychać i widać to praktycznie na każdym kroku). Z tego powodu w centrum medycznym jest spory ruch a przejściowo pojawiają się tam nawet kolejki.

Niestety statkowy szpital nie ma umowy z polskim NFZ-em :-) a wizyty tam do najtańszych nie należą co widać na powyższym zdjęciu. Wybierając się na rejs warto zadbać o odpowiednią polisę zdrowotną ze szczególnym zwróceniem uwagi na kwestie transportu medycznego oraz to, aby obejmowała wszystkie wizytowane kraje. Ostatnio na F4F (w tym na forum) można było zresztą na ten temat sporo poczytać.

W ramach statkowych imprez w trakcie dni na morzu zorganizowano również „białą noc”, której jedną z atrakcji jest pokaz rzeźbienia w lodzie. Wszystko zaczyna się od sporej bryły lodu:

Image

Później do akcji wkracza kucharz z odpowiednim sprzętem:
Image

Image

W 15 minut początkowy klocek lodu zamienia się w jakiegoś stworka, zwierzątko lub kompozycję. Tym razem efekt końcowy wyglądał następująco:

Image

Po tym pokazie odbył się krótki pokaz umiejętności barmańskich:
Image

…a wszystko skończyło się jak zwykle jakąś imprezą:

Image

Image

Zresztą mniejsza lub większa impreza jest organizowana co wieczór (czasem więcej niż jedna) – różnią się tylko nazwą i klimatem (wenecka, arabska, tysiąca i jednej nocy itd.).

A tymczasem płyniemy dalej do Salalah – pierwszego portu w Omanie. Ponieważ port jest położony „w środku niczego”, do miasta jest ponad 12 km, z portu do miasta nie ma niestety żadnej komunikacji publicznej a ja jestem tu pierwszy raz, zdecydowałem się na wycieczkę ze statku. W końcu skoro to dotarłem to trzeba zobaczyć to miasto:-)

C.D.N.
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 59 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group