Raj na ziemi czy backpackerskie piekło? Odwiedzamy jeden z najpiękniejszych zakątków Azji
El Nido to niewielkie miasteczko leżące w północnych rejonach Palawanu – jednej z największych Filipińskich wyspy. Niegdyś zapewne senna wioska rybacka, za sprawą pięknych plaż i raf koralowych zaczęła przyciągać tłumy turystów, wokół których na dobre i na złe kręci się teraz niemal całe życie lokalnej społeczności.
To jedno z miejsc, do których chcąc nie chcąc prędzej czy później dotrzecie w trakcie wycieczki na Palawan. Za sprawą mediów społecznościowych oraz legend krążących wśród podróżników wyruszających w podróż wyposażonych w plecak i klapki, El Nido stało się obowiązkowym punktem wycieczki nie tylko na Filipiny, ale w wielu przypadkach również (lub przede wszystkim) kilkumiesięcznego „włóczenia się” po Azji.
Brama do archipelagu Bacuit zasłużenie jednak słynie z krystalicznie czystej wody, porośniętych zielenią klifów, pięknych lagun i plaż z delikatnym piaskiem. Raj na ziemi – bez słowa przesady można określić je tym mianem. To jedno z miejsc, gdzie jedzie się tylko i wyłącznie wypoczywać nad wodą – poza plażowaniem w okolicy nie ma absolutnie nic ciekawego.
Jak dostać się do El Nido?
Miasteczko znajduje się nieco ponad 400 km na południowy zachód od Manili oraz 260 km ze stolicy Palawanu – Puerto Princesa. Istnieją zasadniczo trzy możliwości dostania się w jego okolice.
Lot na niewielkie lotnisko w El Nido będzie przygodą samą w sobie. Kameralny port lotniczy przypomina bardziej resort wypoczynkowy na bardzo odległej wysepce, aniżeli hub lotniczy z prawdziwego zdarzenia. Jedynym przewoźnikiem jest maleńka linia AirSWIFT operująca głównie flotą niewielkich turbośmigłowych samolotów ATR 72 na lokalnych trasach. Doświadczenie i komfort podróży śmiało można porównać ze (świętej pamięci) Bombardierami Q400 latającymi w barwach PLL LOT. Jak to w przypadku niewielkich, lokalnych linii lotniczych bywa – cena za taką przyjemność jest zdecydowanie wyższa, niż za inne loty po Filipinach z większymi graczami.
Najpopularniejszą opcją pozostaje lot z Manili lub Cebu do Puerto Princesa i przesiadka na minibusa. Dolecicie tam łatwo na przykład z AirAsia lub Philippine Airlines. Po wylądowaniu w stolicy Palawanu czeka jeszcze ok. 6-godzinna przejażdżka krętymi drogami wewnątrz wyspy. W przypadku tej opcji dobrym wyborem będzie przystanek i zwiedzenie Podziemnej Rzeki wpisanej na listę siedmiu nowych cudów świata natury.
Ostatnią możliwością będzie lot na pobliską wyspę Coron i udanie się w dalszą drogę do El Nido promem. Tamtejsze lotnisko oferuje zdecydowanie więcej połączeń oraz przewoźników i jest to opcja, którą warto rozważyć pragnąc zwiedzić oba te zakątki.
Island hopping
Można powiedzieć, że popularne „skakanie po wyspach” to drugie imię El Nido, jego najważniejsza atrakcja, słowem – to, po co jedzie się w tamte rejony. Jeden z najlepszych, być może nawet najlepszy spośród tych dostępnych w Azji Południowo-Wschodniej. Widoki są magiczne i przepiękne – to atrakcja, którą po prostu trzeba zaliczyć. Nawet jeśli (jak sam kiedyś twierdziłem) nie kręci was „pływanie z rurką”, na myśl o spędzeniu połowy dnia na łódce dostajecie zawrotów głowy oraz nie przepadacie za zwiedzaniem w grupie.
Większość najważniejszych atrakcji El Nido jest nieosiągalna z brzegu Palawanu, a jedynym sposobem dostania się w ich pobliże jest właśnie łódka. Turystyka to jedna z najważniejszych gałęzi gospodarki kraju, zatem także tutaj znajdziecie opcje wycieczek idealnie skrojone pod potrzeby podróżnych. Dostępne są 4 zasadnicze opcje (oznaczone literami A, B, C oraz D). Jak łatwo można się domyślić, każda kolejna coraz bardziej zaczyna przypominać poprzednią i choć w większości przypadków odwiedzane miejsca się nie pokrywają, wzięcie udziału we wszystkich wycieczkach to zajęcie wyłącznie dla absolutnych fanatyków.
Jeśli musicie wybrać tylko jedną, warto zdecydować się na tę z oznaczeniem A i właśnie ją opiszę poniżej. Ceny wycieczek wahają się od 1200 do 1400 PHP (ok. 82-95 PLN). Każda z nich zajmuje cały dzień, zawierając po drodze kilka przystanków przy najważniejszych atrakcjach, grill na plaży lub łodzi oraz wypożyczenie sprzętu do snorkelingu.
Wycieczka A to zdecydowanie najczęściej wybierany, najpopularniejszy i najbardziej kompleksowy wariant, który śmiało można by określić „El Nido w pigułce”. W jej trakcie będzie okazja odwiedzić m.in. Wielką Lagunę, ukrytą we wnętrzu jaskini Sekretną Lagunę, wyspę Shimizu, słynną plażę Seven Commandos oraz popływać kajakiem.
Była to jedna z najlepszych tego typu wycieczek, w jakich miałem okazję wziąć udział. Walory przyrodnicze okolicy trudno porównać z jakimkolwiek innym miejscem w tamtej części świata. Island hopping cieszy się ogromną popularnością i zdecydowanie nie jest to kameralna atrakcja – trzeba być przygotowanym na pływanie w grupie, kolejki do wybranych atrakcji oraz brak momentów w samotności. Mimo wszystko – zdecydowanie warto!
Na wyspy nie wolno zabierać żadnego plastiku, co (czasami) jest kontrolowane. Koniecznie pamiętajcie natomiast o butach do wody. Można je wypożyczyć, ale trzeba zrobić to wcześniej w El Nido. W przeciwnym razie wasze stopy narażone będą na kontakt z koralowcami, jeżowcami i śliskimi, ostrymi skałami.
Plaże Palawanu w okolicach El Nido
Nacpan to jedna z najpiękniejszych plaż w tamtych rejonach, prawdopodobnie nawet na całych Filipinach. Ciągnąca się na długości ok. 4 km ma wszystko, co sprawia, że warto właśnie ją umieścić na pocztówce z wakacji. Lazurowa woda, palmy kokosowe, mnóstwo kameralnych zakątków i złoty piasek składają się na miejsce, które ciężko pomylić z jakimkolwiek inyn,. W okolicy znajduje się kilka kawiarni i małych lokalnych restauracji, co będzie idealną okazją na wypicie wody z kokosa oraz spróbowanie pysznego miąższu – dla mnie to najlepsza i jedyna słuszna wersja wegetariańskiego carpaccio.
Plaża Nacpan położona jest ok. 20 km na północ od El Nido. Można dojechać do niej tricyklem lub transportem zorganizowanym, zdecydowanie jednak lepiej dostać się tam wypożyczonym skuterem. Dzięki niemu zachowacie niezależność i swobodę zwiedzania, mogąc zostać na plaży nawet po zachodzie słońca.
Plaża długo nazywana była „ukrytym klejnotem” Palawanu. Widząc, jak zawrotną popularnością cieszy się ona w mediach społecznościowych śmiem twierdzić, że to jeden z tytułów, który nie zestarzał się ładny sposób. Z drugiej strony jej rozmiar powoduje, że nawet w sezonie nie będzie problemu znaleźć w okolicy spokojny zakątek z dala od tłumów.
Nacpan to miejsce na plażowanie, pływanie w morzu, opalanie się i relaks, bo poza typowo urlopowymi formami spędzania czasu, w okolicy nie dzieje się niemal nic. Możecie dojść z niej pieszo do kolejnej zatoki – w okolice plaży Calitang. Za dnia przypomina namiastkę Bahamów, na plaży można zobaczyć wypoczywające w iście idyllicznym stylu świnki (choć nie widziałem, żeby te wchodziły do wody). Wieczorem Calitang zamienia się w jedno z najlepszych miejsc do podziwiania zachodu słońca z wody.
Pozostałe plaże
Plaża Duli to najdalej oddalony zakątek od El Nido. Ze względu na kamienistą, krętą drogę nie dojedziecie tam transportem zorganizowanym ani tricyklem. Długa, mało komfortowa podróż z nawiązką wynagrodzona zostanie widokami na miejscu. Szeroka, piaszczysta plaża to prawdziwa mekka surferów odwiedzających Palawan. W okolicy znajduje się kilka pensjonatów, szkółek i wypożyczalni sprzętu. Ze względu na płytkie dno oraz mocne fale nie jest ona jednak idealnym wyborem do kąpieli w morzu, niemniej to wciąż jedno z przepięknych miejsc w rejonach w El Nido.
Plaża Lio otoczona jest drogimi resortami oraz „wioską” turystyczną w zachodnim wydaniu. W okolicy można poczuć się niemal jak na karaibskim Sint Maarten – plaża znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska, a pobliskie molo to doskonałe miejsce do podziwiania lądujących samolotów.
Na plażach El Nido piaskowe mrówki mocno dają się we znaki wypoczywającym, pamiętajcie zatem o olejku kokosowym i repelentach – w przeciwnym razie insekty mogą skutecznie uprzykrzyć wypoczynek. Na okolicznych plażach pojawiają się również ostrzeżenia dotyczącee meduz. Choć większość podróżnych zdaje się nic sobie z nich nie robić, żywo pamiętam, że wchodząc kiedyś do wody sam doświadczyłem podobnego „bliskiego spotkania trzeciego stopnia”. Choć cała sytuacja to zdecydowanie dobre wspomnienie, porównać je mogę jedynie do niespodziewanego, punktowego przeszycia piorunem.
Co jeszcze warto zobaczyć w okolicach El Nido?
Jeśli będziecie potrzebowali przerwy od plażowania oraz skakania po wyspach, poniżej przedstawiam jeszcze kilka propozycji spędzenia czasu w okolicach El Nido.
Taraw Peak to klif górujący nad miasteczkiem. Stroma, wymagająca wspinaczka może zająć 1-1,5h jednak widoki ze szczytu warte są każdej kropli potu wylanej po drodze. Możliwe jest również zaaranżowanie wejścia nocą, by ze wzgórza zobaczyć wschód słońca. Jeśli nie czujecie się na siłach, by porywać się na podobny trekking w tropikalnym klimacie, dobrą alternatywą może być spacer w koronach drzew.
Dla fanów adrenaliny pozostaje tyrolka nad plażą Los Cabanas, prowadząca aż do wyspy Depeldet. W zależności od wybranej opcji możecie zdecydować się na przejażdżkę w klasycznej formie (siedząc) lub bardziej fantazyjnej – np. w pozie „na supermana”.
Nagkalit-kalit to niewielki wodospad znajdujący się po drodze z El Nido do Nacpan. Będąc na świeżo po odwiedzeniu Jawy z jej majestatycznymi wodospadami (Mandukapulura i Tumpak Sewu) ten z pewnością przypominałby mi jedynie wodę cieknącą z kranu. By zatem oszczędzić sobie rozczarowań nie zdecydowałem się na przystanek w tym miejscu, choć być może jest on interesującą odskocznią od pozostałych atrakcji El Nido.
Dobrze wiedzieć
Kiedy jechać do El Nido? Filipiny to jedno z miejsc w Azji, gdzie z pogodą nie ma żartów. Wizyta w tamtych rejonach poza sezonem to strata czasu, bo gdy pada po prostu nie ma co robić. Z tego względu koniecznie w wysokim sezonie, który trwa od od grudnia do kwietnia.
Autobus z Puerto Princesa do El Nido to koszt ok. 45 PLN (co ciekawe – w drodze powrotnej było taniej). Z tego co udało mi się dowiedzieć, każdy podróżny zapłacił inną cenę, wiele zależy zatem od waszych zdolności negocjacyjnych oraz miejsca, gdzie kupicie bilety. Początek podróży z Puerto Pirncesa to klasyczne błąkanie się po mieście celem znalezienia wszystkich podróżnych i zmarnowania godziny. 6-godzinna kręta droga i choroba lokomocyjna to jedno ze wspomnień, które najchętniej wymazałbym z pamięci, sprawiające że przynajmniej raz kwestionowałem pomysł wybrania się do El Nido z Puerto Princesa.
Zdaję sobie sprawę, że picie wody z kranu to nienajlepszy pomysł w Azji (może poza Singapurem), jednak ta z El Nido jest wyjątkowo zła. Turyści regularnie zmagają z zatruciem pokarmowym, z tego samego powodu wiele osób unika kupowania świeżych owoców i napojów z lodem. To jedyne miejsce, gdzie wody butelkowanej używałem nawet do mycia zębów. W wielu pensjonatach i hotelach natkniecie się również na ostrzeżenia dotyczące zamykania ust i oczu w trakcie brania prysznica.
Jest zdecydowanie drożej niż w innych częściach Filipin i dotyczy to niemal każdej dziedziny życia. Często w czasie podróży trzeba iść na kompromis: tanie zakwaterowanie gorszej jakości lub komfort za wyższą cenę. Mam wrażenie że El Nido oferuje wyjątkową wersję 2w1: jest generalnie drogo i w najlepszym wypadku średniej jakości, choć oczywiście znajdą się również propozycje dla podróżnych z grubszym portfelem.
WiFi i przerwy w dostawie prądu to kolejny problem trapiący El Nido. Filipiny słyną z bardzo słabego dostępu do internetu (prawdopodobnie najgorsza jakość sygnału w Azji Południowo-Wschodniej), jednak nawet tutaj El Nido jest wyjątkiem. W czasie wycieczki nie pomagał własny hotspot, a wieczorem, gdy turyści wracali z wycieczek czasami niemożliwe było nawet wysłanie zdjęcia za pomocą jednego z komunikatorów. Wiem, że większość ludzi w tropiki jeździ odpoczywać, uprzedzam jednak, że praca zdalna z takiego miejsca byłaby koszmarem.
Skuter to konieczność, jeśli chcecie robić coś więcej niż sam island hopping. Bez problemu wynajmiecie go w pensjonatach, hotelach lub wypożyczalniach w miasteczku. W moim przypadku wypożyczenie na dłuższy okres kosztowało mnie 350 PHP (ok. 24 PLN)/doba.
Miasteczko zdecydowanie nie należy do pięknych i choć nie dla zwiedzania się tam podróżuje, może ono razić osoby z powszechnie przyjętym poczuciem estetyki. Przypomina jeden wielki plac budowy: coś się sypie, a coś innego remontuje, okraszony klimatem festynu z Gubałówki. Mimo wszystko – to jedno z miejsc, które ze względu na walory przyrodniczo-krajobrazowe zdecydowanie warto odwiedzić choć raz w życiu.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?