Fly4free.pl

Odwiedziłem jeden z 7 nowych cudów świata natury – podziemną rzekę na Palawanie. Czy masowa turystyka zabija to miejsce?

Foto: Rafał Waśko / archiwum prywatne
Na filipińskiej wyspie Palawan znajduje się unikatowa w światowej skali podziemna rzeka. Wpisana na listę dziedzictwa UNESCO, a następnie wybrana jako jeden z nowych siedmiu cudów świata natury przyciąga turystów z całego świata. Czy na miejscu zostało jednak coś z magii uczestniczenia w prawdziwej wyprawie, czy jest to kolejna maszynka do robienia pieniędzy?

Podziemna Rzeka Puerto Princesa, choć miejscowym znana od setek lat, bardzo długo pozostawała niezbadanym terytorium – wierzono, że jest ona siedliskiem złych duchów, a ludzie nie zapuszczali się do wnętrza jaskini. Mogę ich zrozumieć, bowiem bez współczesnej wiedzy oraz nauki łatwo można było ulec przytłaczającemu wręcz majestatowi tej groźnie wyglądającej ciemnej pieczary.

Jaskinia została „ponownie” odkryta XIX wieku, a jej dokładne zbadanie nastąpiło dopiero na początku XXI w. Choć z pewnością w dalszym ciągu skrywa mnóstwo sekretów, mamy teraz zdecydowanie lepszy obraz okolicy. A ten jest imponujący: grota ma ponad 24 km długości, a przez jej teren przepływa 8-kilometrowy podziemny odcinek rzeki Cabayugan. To wyjątkowe połączenie zbiornika wodnego i podziemnych korytarzy oraz (piszę to bez słowa przesady) miejsce jedyne w swoim rodzaju.

Dobrze wiedzieć:
Jeśli chcesz odwiedzić Park Narodowy Rzeki Podziemnej Puerto Princesa, na Palawan najłatwiej dolecisz z Manili. Masz do wyboru zarówno tanie linie (AirAsia, Cebu Pacific), jak i tradycyjnych przewoźników (Philippine Airlines).

Na terenie parku narodowego występują głównie wapienne skały. Zachodzące procesy krasowe na przestrzeni milionów lat ukształtowały tamtejszy niezwykły krajobraz, doprowadzając do powstania unikalnego ekosystemu. Rzeka bezpośrednio z jaskini wpływa do Morza Południowochińskiego, a morska słona woda dostaje się do wnętrza góry na głębokość niemal 6 km. To właśnie ona odpowiada za powstanie systemu o wyjątkowej bioróżnorodności. Nic dziwnego, że właśnie to miejsce zostało wyróżnione obecnością na liście siedmiu nowych cudów świata natury. Oczywistym też było, że nie mogę go pominąć w trakcie wycieczki na Palawan.

Foto: Rafał Waśko / archiwum prywatne

Jak zabrać się za organizację i ile to kosztuje?

O ile samej podziemnej rzeki nie można zwiedzać na własną rękę, kwestia logistyki pozostaje otwarta. Możliwości dotarcia do Sabang, gdzie znajduje się park narodowy w zasadzie są dwie: wykupienie zorganizowanej wycieczki oraz dojazd we własnym zakresie.

W pierwszym przypadku sprawa jest prosta. Wystarczy udać się do jednej z agencji turystycznych w Puerto Princesa, wybrać termin, zapłacić, a reszta zostanie zrobiona za was. Z samego rana minivan odbierze was z hotelu, a następnie jak za rączkę przeprowadzeni zostaniecie przez całą wycieczkę wraz z odstawieniem „pod drzwi”. Cała papierkologia będzie zrobiona przez kogoś innego, wszystkie pozwolenia oraz wejściówki ma ze sobą już przewodnik, który towarzyszył będzie grupie w czasie wycieczki. W cenę wliczony jest również bufet z lokalnych dań, a cena takiego pakietu to 1800 PHP + 150 PHP tytułem opłaty środowiskowej, czyli razem ok. 140 PLN.

Dobrze wiedzieć:
Wybierasz się również do El Nido? Podziemna rzeka znajduje się „po drodze” z Puerto Princesa, dlatego żeby nie tracić czasu oraz nie nabijać dodatkowych kilometrów, warto wycieczkę połączyć z transferem do miasteczka.

Opcją samodzielną będzie wynajęcie skutera i dojechanie do Sabang na własną rękę. Poruszając się samemu nie zmarnujecie czasu po drodze (odbieranie gości i przymusowe postoje), pamiętajcie jednak, że do przejechania będzie spory kawałek. Drogi w tej części Palawanu utrzymane są ogólnie w dobrej kondycji i nie panuje na nich duży ruch (poza nielicznymi miastami). Jeżeli pewnie czujecie się na jednośladzie, będzie to przyjemna przejażdżka, choć odległość do pokonania to ponad 70 km w jedną stronę. Niewprawionym podróżnikom we znaki może dawać się ból… pleców od siedzenia długo w tej samej pozycji.

Wadą takiego rozwiązania będzie biurokracja, której przyjdzie stawić czoła. Wszystkie wejściówki musicie ogarnąć sami i (być może celowo) jest to bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydawać. O pozwolenie na odwiedzenie parku narodowego należy postarać się jeszcze w mieście (na każdy dzień wydawanych jest tylko 1200 sztuk), w Sabang sprzedawane są bilety wstępu oraz transfery. Cena za łódź jest stała (1200 PHP, ok. 86 PLN), zatem jeśli nie podróżujecie we własnej grupie przyjdzie pokryć ten koszt samodzielnie lub konieczne będzie znalezienie współtowarzyszy na własną rękę. Do ceny należy również doliczyć koszt wynajmu skutera (w moim przypadku było to 500 PHP, ok. 36 PLN) oraz paliwo (200 PHP, ok. 15 PLN).

Foto: Rafał Waśko / archiwum prywatne

Biorąc pod uwagę powyższe, tym razem zdecydowałem się na wykupienie zorganizowanej wycieczki. Uznałem, że potencjalna oszczędność nie będzie warta zachodu, we znaki dodatkowo dawało się zmęczenie związane z intensywną eksploracją wyspy, więc kilka godzin spędzonych na skuterze nie brzmiało jak zachęcająca perspektywa. Czy była to właściwa decyzja? Jeszcze w Puerto Princesa straciliśmy godzinę na krążenie po mieście i odebranie pozostałych podróżnych. Po drodze zaplanowano dwa przystanki. Pierwszy w pobliżu punktu widokowego i kawiarni z małym sklepikiem. Ta przerwa trwała ok. 15 minut i była dobrą okazją na rozprostowanie kości w trakcie podróży (siedzenia w lokalnych vanach zdecydowanie nie są przystosowane do komfortu wysokich osób). Druga wyglądała już gorzej: straciliśmy ponad godzinę na przystanek w pobliżu mini „parku rozrywki”. Na miejscu można było obejrzeć film dotyczący okolicy i lokalnej społeczności, kupić pamiątki, odwiedzić niewielką jaskinię oraz przejechać się tyrolką. Nie będąc zainteresowanym żadną z atrakcji, pozostało mi jedynie poświęcić ten czas na drzemkę w cieniu palmy. Rozumiem, że ludzie mieszkający w okolicy muszą z czegoś żyć, turyści to często jedyna szansa na zarobek, a wysadzanie podróżnych w podobnych miejscach jest częścią całego biznesu turystycznego na wyspie. Jednak wciskanie ludziom tego typu atrakcji niemal „na siłę” w moim przypadku przynosi efekt odwrotny do zamierzonego.

Dobrze wiedzieć:
Wewnętrzna turystyka ma się świetnie na Filipinach, a lokalni mieszkańcy chętnie odwiedzają Park Narodowy Rzeki Podziemnej Puerto Princesa. Jeśli chcesz ominąć tłumy, unikaj wycieczek odbywających się w weekendy.

Po przybyciu do Sabang wszystkie formalności załatwiane są bardzo szybko. Podróżni dzieleni są na małe grupy przydzielane do konkretnych łodzi i płyniemy na plażę, która znajduje się już bardzo blisko podziemnej rzeki. Po dotarciu czeka jeszcze krótki spacer przez las, w czasie którego obsługa rozdaje kamizelki, hełmy i zestawy słuchawkowe. Przewodnik umila czas niezobowiązującą rozmową, a odwiedzający mają okazję obserwować żyjącą w okolicy bogatą faunę. My widzieliśmy makaki, imponujących rozmiarów warana paskowanego oraz mnóstwo egzotycznych gatunków ptaków, których nazwy nie są mi znane. Wypływająca z jaskini woda mieni się bogatą paletą barw przechodzącą od zielonego do niebieskiego koloru. To miejsce, gdzie wasze aparaty nie będą potrzebowały filtrów!

Foto: Rafał Waśko / archiwum prywatne

Park Narodowy Rzeki Podziemnej Puerto Princesa

Po dotarciu do jaskini, z której wypływa podziemna rzeka, w oczekiwaniu na łódkę która zabierze nas do wnętrza, jest jeszcze czas na pamiątkowe zdjęcie i krótką rozmowę z przewodnikiem. Wszystkim przypomina się o konieczności zachowania ciszy oraz podstawowe zasady bezpieczeństwa.

Nie wiem czy korzystacie z audioprzewodników w trakcie wizyt w muzeach, jednak w tym przypadku okazuje się to strzałem w dziesiątkę. W trakcie rejsu nastrojowa muzyka przeplata się z miękkim, wysokim kobiecym głosem, który opowiada najciekawsze fakty na temat jaskini. Z tego powodu warto zadbać o włączenie zestawu we właściwym momencie.

Foto: Neale Cousland / Shutterstock

Sam rejs, choć trwa niecałe 40 minut, dla mnie był doświadczeniem magicznym. I nie będzie przesady, jeśli powiem że to jedno ze wspomnień, które zostanie ze mną na zawsze. Pierwszym, co sprawia piorunujące wrażenie, jest wszechogarniająca ciemność i niemal niezmącona cisza. Słychać jedynie delikatny szelest wody spowodowany miarowym wiosłowaniem (łodzie motorowe nie mają wstępu do wnętrza) oraz odgłosy wydawane przez mieszkańców jaskini.

W milczeniu mijamy kolejne komory i korytarze oraz łodzie przepływające z naprzeciwka. Ulegam pokusie i w pewnym momencie ściągam słuchawki. Łódź znajduje się akurat w spoczynku, zatem jedyne, co słyszę, to woda kapiąca ze sklepienia oraz tysiące nietoperzy zamieszkujących jaskinię. Mam wrażenie, że znajduję się wewnątrz bańki, w której zamknięty został niemal prehistoryczny ekosystem. I choć z otwartymi ustami dosłownie wgapiam się otaczającą mnie ciemność, lepiej nie otwierać tam szeroko buzi. Skład tego, co kapie z góry w najlepszym wypadku może liczyć wiele tysięcy lat.

W swoim najgłębszym punkcie woda ma 9 metrów głębokości, a„sufit” jaskini wznosi się na ponad 60 m. Do zwiedzania udostępniony jest ok. 1,5 km odcinek, na trasie którego zobaczycie liczne stalaktyty, stalagmity oraz skamieliny. Wiele z formacji skalnych nosi własne nazwy i przybiera sugestywne kształty, zostawiając szerokie pole do popisu dla wyobraźni – zwłaszcza, że odbywający się tam niezwykły spektakl świateł i cieni opiera się jedynie na blasku latarki przewodnika.

Foto: Aleksandar Todorovic / Shutterstock

Co jeszcze warto zobaczyć po drodze?

Zdecydowaliście się wybrać do Podziemnej Rzeki na własną rękę? Na trasie z Puerto Princesa do Sabang, gdzie znajduje się park narodowy znajdziecie kilka miejsc, przy których warto się zatrzymać. To np. Zatoka Honda, z której odpływają również łodzie wycieczkowe na organizowane w pobliżu wycieczki typu island hopping. Warto poświęcić kilka chwil na wizytę w Viet-Ville. To wietnamska wioska założona po upadku Wietnamu Południowego w 1975 r., gdzie schronienie znaleźli prześladowani przedstawiciele przegranej strony konfliktu.

Mniej więcej w połowie drogi z Puerto Princesa znajduje się piękna i pusta piaszczysta plaża Nagtabon. Oferuje ona nie tylko świetne warunki do wypoczynku i wszelkich aktywności związanych z wodą, ale także daje mnóstwo prywatności. W czasie kilku moich wizyt na plaży nie spotkałem niemal żadnych turystów, jedynie wypoczywających lokalnych mieszkańców.

Foto: Rafał Waśko / archiwum prywatne

Lepiej z wycieczką czy na własną rękę?

Nie jestem zwolennikiem zwiedzania w grupie. Wolę poruszać się własnym tempem, bez popędzania, jak i również oglądania się na innych. Jednak w tym konkretnym wypadku, biorąc pod uwagę odległość, konieczność wczesnego wyruszenia w drogę oraz własne subiektywne odczucia, zdecydowałem się na wykupienie zorganizowanej wycieczki w jednej z agencji turystycznych. Biorąc pod uwagę wspomnianą odległość, konieczność załatwienia wszystkich wejściówek na własną rękę i związaną z tym stratę czasu, nie uważam, że była to chybiona decyzja (mimo wspomnianych wcześniej wad).

Żałuję jedynie, że zwiedzania podziemnej rzeki nie połączyłem z natychmiastowym transferem do El Nido (do wybierałem się kolejnego dnia). Pomysł ten podrzuciła mi dopiero para Brytyjczyków poznana w czasie wycieczki. Można zaoszczędzić w ten sposób nieco czasu i kilometrów (oraz pewnie pieniędzy), bowiem podziemna rzeka leży niemal po drodze do słynnego plażowego raju. A jeśli chodzi o organizację transferów, to jak to w przemyśle turystycznym w Azji już bywa – nie ma rzeczy, których nie dałoby się załatwić. Dlatego nie popełniajcie mojego błędu i zamiast wracać do Puerto Princesa, od razu jedźcie do El Nido, Port Barton czy też San Vincente.

Foto: Rafał Waśko / archiwum prywatne

A sama podziemna rzeka?

To, czy komuś się spodoba, zależeć będzie od wielu czynników, a także własnych doświadczeń oraz liczby odwiedzonych w przeszłości podobnych miejsc. Wiadomo, że im więcej ich było – tym mniejsze wrażenie robią kolejne. Z pewnością warto odczarować narrację o „wyprawie” do wnętrza góry. Zwiedzanie dużo bardziej przypomina przyjemną wycieczkę łódką, w której wziąć udział może w zasadzie każdy, aniżeli ekspedycję w dziewicze rejony. Jak to zwykle bywa z popularnymi atrakcjami: nadzieje potrafią być naprawdę wypompowane, a ewentualne rozczarowanie proporcjonalne do wysokich oczekiwań.

W Podziemnej Rzece nietrudno doszukać się komercyjnego elementu; po liczbie wypływających z jaskini łódek widać, że biznes ma się tam świetnie. Nie jest to jednak kameralna ani prywatna podróż. Jak już wcześniej wspomniałem: sam nie jestem fanem zwiedzania w grupie oraz zorganizowanych wycieczek i tłumnie odwiedzanych atrakcji. Warto jednak pamiętać, że wybierając jedynie spokojne miejsca poza utartym szlakiem (najlepiej darmowe), może nas wiele ominąć. Tak byłoby w przypadku Podziemnej Rzeki. Zatem w mojej opinii będąc na Palawanie, błędem byłoby odpuścić to miejsce – zwłaszcza, że większość z nas niecodziennie jeździ w tamte rejony. Warto znaleźć nieco czasu i samodzielnie lub w grupie wybrać się, by wyrobić sobie własne zdanie. Na mnie wycieczka wywarła ogromne wrażenie, a widoki zapamiętam na długo. Podróż oczywiście wiąże się z pewnym wydatkiem (w moim przypadku zamknęło się to w kwocie ok. 150 PLN), w mojej ocenie atrakcja jest jednak warta swojej ceny.

W okolicy nie odnotowałem pływających wokół ton śmieci, co niestety bywa przykrą codziennością w tej części świata. Również fakt wydawania ograniczonej ilości wejściówek każdego dnia pozwala wierzyć, że władze starają się trzymać w ryzach masową turystykę, szukając balansu między chęcią pokazania tego miejsca podróżnym, perspektywą zarobku oraz ochroną przyrody. Miejmy nadzieję, że uda się je zachować w takim stanie jak najdłużej.

Foto: Rafał Waśko / archiwum prywatne
Dobrze wiedzieć:
Podziemna rzeka, choć to najbardziej znany zakątek Palawanu, nie jest jedynym miejscem, które warto odwiedzić na wyspie. W tym miejscu znajdziesz przygotowany przeze mnie przykładowy plan wycieczki na wyspę.
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Byłem na Palawanie w listopadzie 23 i chciałem połączyć zwiedzanie podziemnej rzeki z dojazdem do El Nido, ale okazało się, że jest to mozliwe tylko przy wykupieniu prywatnej wycieczki, kosztującej kilka razy więcej. Sprawdzałem w kilku biurach podróży i nigdzie nie można było uprościć sprawy, więc musieliśmy wrócić do PP i zaraz pojechać w powrotną drogę do El Nido, ewentualnie przenocować jeszcze jedną noc w PP i pojechać nastepnego dnia rano do EN, ale szkoda tracić prawie cały dzień, bo podróż trwa ok. 6 h.
Marco Legionowo, 17 lutego 2024, 22:01 | odpowiedz
Kiepski poradnik. Jest w tym miejscu o wiele więcej wartościowych i unikatowych rzeczy do zobaczenia jak i można dojść do podziemnej rzeki idąc z Sabang przez dżunglę. Wycieczka na około 2 godziny w jedną stronę. Podziemna rzeka w Sabang jak i okolica to naprawdę piękne miejsce warte dłuższej uwagi, a nie tylko zaliczenia, odhaczenia dla wrzucenia fotek do internetu.
toofik, 18 lutego 2024, 12:09 | odpowiedz
A ja powiem że mnie się ta rzeka tak nie  podobała że w trakcie zwiedzania zasnąłem i nie byłem jedyny któremu się przysneło. Nie wiem czy tylko z powrotem czy do też można ale da się tam dojsć tymi kładkami w dżungli nie trzeba płynąc łodzią. Do miejsca w którym miałem nocleg po zwiedzeniu rzeki szliśmy tam niespełna godzinę. Moim zdaniem na podróż tam szkoda czasu zwykła jaskinia. Plaże niedaleko własnie jak się idzie przez dżunglę spoko jest tam jakis luksusowy hotel w pobliżu tej plaży. Nie trzeba jechać skuterem można łapać stopa w miejscu skąd odjeżdżają autobusy w PP. Nie pamiętam ile to kosztowało ale to nie jest raczje droga na wyprawę skuterem. 
sebaa, 18 lutego 2024, 22:14 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »