Dziecko nie chciało zapiąć pasa. Skończyło się odwołaniem całego lotu
Ayia Napa od 2317 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Radom)
Agadir od 1949 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Alanya od 2458 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Do kłopotliwej sytuacji doszło w czwartek, 6 sierpnia, na pokładzie samolotu Porter Airlines lecącego z Victorii w Kolumbii Brytyjskiej do Toronto. Początkowo nic nie zapowiadało większych problemów. Drzwi maszyny zostały zamknięte, samolot opuścił stanowisko i kołował już w stronę pasa startowego. Wtedy członkowie personelu pokładowego zauważyli małe dziecko stojące na swoim fotelu.
Rodzic i załoga próbowali zapiąć dziecko. Bez skutku
Jak przekazała mediom linia, zarówno rodzic podróżujący z dzieckiem, jak i członkowie załogi próbowali opanować sytuację i bezpiecznie posadzić małego pasażera. Próby zakończyły się jednak niepowodzeniem.
W takich warunkach start nie wchodził w grę, bo podczas kołowania, startu i lądowania pasażerowie muszą pozostawać na miejscach i być przypięci pasami. Dlatego załoga zdecydowała o zawróceniu maszyny do terminalu.
Sytuacja, która z pozoru mogła wyglądać jak kilkuminutowy problem przed startem, uruchomił efekt kuli śnieżnej, a problemy zaczęły się nawarstwiać. Po powrocie do terminalu konieczne było opuszczenie samolotu przez pasażerów, wyładowanie bagażu oraz przygotowanie dokumentacji potrzebnej do ponownego wykonania rejsu. I właśnie wtedy okazało się, że… może być już za późno na start.
Kilka minut zrobiło ogromną różnicę. Lotnisko zamknęło pas
Victoria International Airport nie jest lotniskiem całodobowym. Pas startowy jest zamykany o godz. 00.30. Porter Airlines tłumaczył, że czas potrzebny na powrót do terminalu, opuszczenie samolotu, obsługę bagażu oraz ponowne złożenie planu lotu sprawił, że maszyna nie mogła już wystartować przed zamknięciem pasa. Rejs został więc całkowicie odwołany. Linie przeprosiły później za skutki całego zdarzenia i poinformowały, że pasażerowie ostatecznie polecieli do Toronto następnego dnia.
Sprawa błyskawicznie obiegła kanadyjskie media i wywołała gorącą dyskusję. Trudno się dziwić – historie o opóźnionych lotach z powodu pogody, awarii czy braku załogi nikogo już szczególnie nie zaskakują. Ale odwołanie, które zaczęło się od tego, że jednego małego pasażera nie udało się bezpiecznie posadzić i zapiąć, brzmi natomiast jak abstrakcyjny scenariusz, którego nie wymyśliłaby nawet sztuczna inteligencja.
Dlaczego załoga nie mogła po prostu wystartować?
Choć cała historia może brzmieć absurdalnie, w kwestii bezpieczeństwa przepisy pozostawiają załodze niewielkie pole manewru. Porter Airlines przypomina, że dzieci powyżej drugiego roku życia muszą podróżować na wykupionym miejscu. W przypadku niemowlęcia poniżej dwóch lat zajmującego osobny fotel wymagany jest natomiast zatwierdzony fotelik lub system zabezpieczający. Transport Canada rekomenduje stosowanie odpowiednich zabezpieczeń dla dzieci podczas wszystkich etapów lotu, m.in. ze względu na ryzyko niespodziewanych turbulencji.
Niezależnie więc od tego, jak bardzo pasażerom spieszyło się do Toronto, samolot nie mógł dostać zgody na start z dzieckiem stojącym na fotelu bez prawidłowo zapiętego pasa. A ponieważ był to jeden z ostatnich etapów bardzo późnego wieczornego rejsu, efekt domina okazał się wyjątkowo dotkliwy.
👉 Załoga i rodzic bezskutecznie próbowali zabezpieczyć dziecko; samolot zawrócił do terminalu, bo start z niezapiętym pasażerem był niemożliwy.
👉 Po wyjściu pasażerów, rozładunku bagażu i przygotowaniu nowej dokumentacji zabrakło czasu na ponowny start przed zamknięciem pasa o 00:30.
👉 Pasażerowie polecieli do Toronto następnego dnia. Linie przeprosiły za odwołanie rejsu.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?