Dlaczego Chopin jest taki drogi, jakie będą nowe trasy? [wywiad z szefem PPL]
Mariusz Piotrowski: Rozmowy z Ryanairem zbiegają się w czasie z planami PPL, by przejąć zarządzanie nad lotniskiem w Modlinie i stworzyć Duoport. Jaki jest pomysł spółki na funkcjonowanie lotniska w Modlinie? Miałby pozostać bazą dla low-costów jak do tej pory?
Michał Kaczmarzyk: Niekoniecznie, ale na pewno wymaga rozbudowy. I chodzi tu nie tylko o powiększenie powierzchni terminala i infrastrukturę, ale przede wszystkim o ofertę dla pasażerów. Takie porty jak Modlin, muszą się zmieniać i wie o tym sam Ryanair, który zaczyna wchodzić na duże lotniska. A robi to, bo zmienia się sam pasażer, któremu nie wystarczy już kupno taniego biletu za 100 euro. Pasażer chce poczuć komfort na lotnisku, chce mieć ofertę gastronomiczną czy duty free, żeby wydać drugie tyle, a w Modlinie oferta jest bardzo uboga.
100 euro na lotnisku Chopina? To akurat wystarczy na dużą kawę, wodę i kanapkę…
Po głośnym wpisie Kayah na Facebooku pokazywaliśmy, że choć gastronomia na lotnisku nigdy nie będzie tak tania jak na mieście, to z drugiej strony po oddaniu do użytku nowego terminalu, nasza oferta lokali i restauracji jest zróżnicowana cenowo i na każdą kieszeń. W przyszłym roku chcemy otworzyć jeszcze kilkanaście nowych lokali – udało nam się wykroić dodatkową przestrzeń, już opublikowaliśmy ogłoszenia.
Nie chcecie jakoś wpływać na najemców, by obniżali ceny? Ostatecznie to najbardziej odbija się na was – idzie przekaz, że „na lotnisku jest drogo”.
Nie mamy takiej możliwości. Poza tym każdy lokal, który będzie windował ceny w górę, sam się w końcu wykrwawi, bo ludzie nie będą tam chodzić. My też staramy się włączać w politykę konkurencyjną – nasze dwa nowe salony dla klientów biznesowych Fantazja i Preludium są dostępne dla każdego pasażera w promocyjnej cenie od 89 zł. W tej cenie oprócz odpoczynku w komfortowych warunkach, czekający na lot pasażer ma jedzenie i napoje do woli. Chcemy też w przyszłym roku wystartować z najemcami z jakąś akcją promocyjną, w której będziemy porównywali ich ceny do cen na mieście. I pokażemy, że na lotnisku wcale nie jest tak drogo.
A może po prostu czynsze są za wysokie?
Czynsze są wysokie w porównaniu do centrów miast czy galerii handlowych. Ale, gdy porównamy je do innych lotnisk w Europie, to już nie jest tak drogo. Rynek, na którym działamy jest specyficzny i zakłada, by maksymalnie rozwijać przychody pozalotnicze, czyli głównie najem powierzchni i przychody parkingowe. W tym segmencie musimy stawiać na maksymalizację zysków, żeby móc oferować niższe opłaty dla przewoźników i bilansować budżet.
Wspomniał pan o nowych przewoźnikach. Czy możemy się spodziewać nowych połączeń długodystansowych? Bo, póki co, oferta long-hauli jest trochę zbyt uboga jak na port z ambicjami hubu.
Rozmawiamy z kilkoma przewoźnikami, ale na razie nie ma żadnych konkretów. W najbliższych dwóch sezonach, jeśli chodzi o długie trasy, liczymy przede wszystkim na LOT, z którym budujemy strategię hubową. Warto też pamiętać, iż LOT będzie w najbliższym czasie odbierał kolejne Dreamlinery i będzie musiał je jakoś wykorzystać.
Nie ma pan obaw, że się przeliczycie? Z zapowiedzi LOT, potwierdzona jest tylko trasa do Tokio. Mimo zapowiedzi tras do Seulu i Bangkoku, ciągle nie podano, kiedy samoloty wystartują na tych trasach. A na dodatek, mimo zapowiedzi ogłoszenia kolejnych dwóch długich tras, na razie przewoźnik milczy…
Moim zdaniem, naturalnym terenem ekspansji dla LOT powinny być trasy do USA, jak: Nowy Jork i Chicago. Potencjał tych połączeń jest ogromny i jestem przekonany, że LOT to dostrzega.
A kierunki azjatyckie? W kuluarach można usłyszeć opinie, że mocne wejście LOT w kierunki azjatyckie sprawia, że trudno się rozmawia z tamtejszymi przewoźnikami w sprawie lotów do Warszawy.
Z naszej perspektywy byłoby najlepiej, gdyby LOT skoncentrował się na lotach do USA.
Na zdjęciu: Stary „buraczkowy” terminal na Chopinie, jeszcze przed jego przebudową.