Fly4free.pl

Czy lotniczy kryzys w Europie uda się zatrzymać? „Nieważne ile zapłacą, nie wrócę do pracy w lotnictwie”

Foto: Erik Odiin / unsplash
Tysiące zwolnionych pracowników lotnisk i linii lotniczych nie chce wracać do pracy, a jednocześnie trudno znaleźć dla nich zastępstwo. Szef Heathrow jasno deklaruje, że powrót do normalnych operacji na lotnisku zajmie 12-18 miesięcy, a pasażerowie załamują ręce. O ile bowiem jesienią sytuacja może zacząć się stopniowo poprawiać, to najbliższe 2-3 miesiące mogą być ogromnym kłopotem dla linii lotniczych i przede wszystkim dla samych podróżnych.

– Jeśli się nie uda, na pewno nie wrócę do pracy w branży lotniczej – mówi w rozmowie z agencją Reuters Karim Djeffal, który przez 21 lat pracował jako agent linii Air France, ale odszedł z pracy w czasie pandemii koronawirusa i aktualnie zaczyna własną działalność w konsultingu.

Jak dodaje, ewentualna podwyżka pensji nie ma dla niego znaczenia, bo sama praca jest niezwykle wyczerpująca.

– Niektóre zmiany zaczynają się o 4 nad ranem, inne kończą się grubo po północy. To niezwykle męczące – mówi 41-latek.

I nie jest w tym osamotniony, co przyprawia o ból głowy linie lotnicze i przewoźników na całym świecie, choć głównie w Europie, bo tu jest największy deficyt braku rąk do pracy. O trudnej sytuacji pasażerów na największych lotniskach w Europie piszemy od kilku tygodni, a właściwie każdy dzień przynosi nowe szokujące informacje na temat sytuacji na lotniskach.

Nie inaczej było w poniedziałek, gdy z powodu strajku lotnisko w Brukseli ogłosiło, że w poniedziałek odwołuje wszystkie przyloty, a we wtorek należy się spodziewać wielogodzinnych kolejek do odprawy.
Dodatkowo lotnisko Heathrow „poprosiło” linie lotnicze o odwołanie w poniedziałek ok. 10 procent wszystkich zaplanowanych na ten dzień rejsów, aby rozładować nieco kolejki. Jak informuje nas Krzysztof Moczulski, rzecznik LOT, na liście nie ma połączeń narodowego przewoźnika, ale wśród linii, które odwołały swoje dzisiejsze loty do Londynu są m.in. Virgin Atlantic, Flybe, Air France, Air Canada, TAP Portugal, Loganair, British Airways, Delta Air Lines, Brussels Airlines, Scandinavian Airlines, Aer Lingus, ITA Airlines, Eurowings, Lufthansa, KLM i Bulgaria Air. Dzisiejsze odwołania mają związek z piątkową awarią systemu bagażowego, która została już co prawda naprawiona, ale wciąż powoduje problemy.

Najważniejszy kłopot, czyli brak rąk do pracy, wciąż pozostaje jednak nierozwiązany.

Foto: Shutterstock

Zwolnieni pracownicy odkryli, że jest życie poza lotnictwem

Powód obecnej sytuacji jest banalnie prosty: w okresie pandemii koronawirusa linie oraz lotniska cięły zatrudnienie na potęgę, by minimalizować straty i szukać oszczędności. Skala zwolnień była różna: Wizz Air zwolnił na początku pandemii ok. 1000 osób, czyli 20 procent wszystkich zatrudnionych, ale już np. British Airways zwolnił ponad 10 tysięcy osób tylko wiosną i latem 2020 roku. Dziś, gdy popyt na podróże wystrzelił, branża lotnicza tłumaczy, że nie miała innego wyjścia, bo żyliśmy w czasach wielkiej niepewności i wiele wskazywało na to, że podróże lotnicze jeszcze długo będą znacząco poniżej poziomów sprzed pandemii.

Nie da się jednak ukryć, że skala zwolnień była gigantyczna. Z danych Air Transport Action Group wynika, że na całym świecie branża lotnicza zwolniła 2,3 miliona osób, przede wszystkim w handlingu. Tylko w Europie linie i lotniska zwolniły zaś 600 tysięcy osób, co oznacza, że w tej chwili występuje mniej więcej taki niedobór pracowników.

Niedobór tym poważniejszy, że są bardzo duże problemy z rekrutacją pracowników. Zarówno tych wcześniej zwolnionych jak i kolejnych adeptów. Nie działają właściwie żadne zachęty – nieoficjalnie słyszymy historie o najróżniejszych benefitach, na przykład na lotnisku w Dublinie, które gotowe jest wypłacać zaległe pensje zwolnionym pracownikom za okres, w którym ci nie byli zatrudnieni, byle tylko zechcieli wrócić do pracy. Bez specjalnego efektu. Dlaczego? Mówiąc wprost: wielu z nich odkryło, że jest życie poza branżą lotniczą. Oferujące pracę lepiej płatną, bardziej stabilną i z bardziej standardowymi godzinami pracy, co nie jest bez znaczenia przy przebranżowieniu się.

– Zwolnieni pracownicy z branży lotniczej znaleźli sobie alternatywę i mogli łatwo zmieniać pracę. A nawet jeśli teraz czeka nas recesja, to na rynku i tak nie będzie wielu potencjalnych pracowników, przynajmniej do końca tego roku – komentuje ekonomista ING Rico Luman.

Jego zdaniem, jesienią sytuacja na lotniskach zacznie powoli wracać do normy, ale to marna pociecha dla branży lotniczej. Problemem jest bowiem to, że wielu starszych pracowników decyduje się na wcześniejsze odejścia z pracy np. na emeryturę, a brakuje młodych, którzy chcieliby ich zastąpić.

Kto jest temu winien? Branża zrzuca winę na polityków, ale…

Mówiąc o winnych kryzysu, przewoźnicy zwracają uwagę na liczne restrykcje dotyczące podróżowania w czasie pandemii i często zmieniające się przepisy, które sprawiły, że na rynku zapanowała ogromna niepewność. W efekcie decyzje polityków miały wielki wpływ na kondycję branży lotniczej i jej decyzje odnośnie zatrudniania pracowników. Niezdecydowanie polityków skrytykował w poniedziałek Willie Walsh, czyli szef IATA (Międzynarodowego Stowarzyszenia Transportu Powietrznego). Podczas walnego zgromadzenia przedstawił on dość pozytywne dane na temat branży lotniczej, twierdząc m.in. że w przyszłym roku może ona odzyskać rentowność, jednak jej przywrócenie zostało mocno spowolnione m.in. przez decyzje polityczne dotyczące ograniczeń w przemieszczaniu się.

Na inną decyzję polityczną, czyli Brexit, narzeka z kolei linia easyJet. Prezes linii Johan Lundgren stwierdził w poniedziałek, że z powodu wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej i restrykcyjnych przepisów imigracyjnych, jego linia nie może obecnie znaleźć wystarczającej liczby pracowników i w efekcie znacząco musi ograniczyć swój rozkład lotów. Przewoźnik od ponad miesiąca anuluje od 30 do 60 lotów dziennie z powodu braku załóg pokładowych, a w poniedziałek ogłosił odwołanie jeszcze kilkuset lotów w wakacje. W efekcie w letnim rozkładzie linia zanotuje zaledwie 90 procent oferowania w stosunku do danych z 2019 roku, podczas gdy jeszcze niedawno zakładała, że będzie to 97 procent.

Eksperci wskazują jednak, że sama branża lotnicza nie jest bez winy.
– Mamy obecnie do czynienia z wzajemnym obrzucaniem się błotem, podczas gdy każda ze stron może sobie wiele zarzucić. Także branża lotnicza, która nie przewidziała wzrostu popytu – mówi James Halstead, dyrektor zarządzający firmy konsultingowej Aviation Strategy.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Redaktorze Piotrowski, lotnisko w Brukseli odwołało WYLOTY czy PRZYLOTY ?
DMWpl, 20 czerwca 2022, 22:32 | odpowiedz
Avatar użytkownika
"Deficyt braku rąk do pracy"?! Kto to pisał? To zdanie oznacza, ze jest za dużo rąk do pracy. Jak ktos chce wstawiać mądre słowa to niech najpierw sprwdzi co oznaczają.
j_brawo, 21 czerwca 2022, 8:03 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »