Kajzerka 25 PLN, piwo 90 i ładowarka 260! Za te rzeczy przepłaciliście na lotniskach
Obłędnie drogi posiłek, absolutnie nie warty swojej ceny, mała buteleczka alkoholu, bo bez tego ktoś nie może przetrwać lotu, ładowarka w kosmicznie zawyżonej cenie, bo zapomnieliśmy własnej z domu – powodów, dla których przepłacamy za zakupy na lotniskach, jest wiele. Na szczęście wiele z takich „błędów” wspominamy z uśmiechem i sentymentem.
Lotniska i ich strefy bezcłowe, choć z nazwy i co do reguły powinny być miejscem, gdzie możemy nabyć wiele towarów taniej, w rzeczywistości są też miejscem zakupów ostatniej szansy. Wszystko, czego zapomnieliśmy, wszystko o czym nie pomyśleliśmy, wszystko, co nam się zepsuło, a także cokolwiek co zaspokoi głód, pragnienie czy ulży w długiej podróży – okazuje się mieć wysoką cenę.
Oczywiście są na świecie lotniska, na których zakupy są przyjemnością, a ceny zadziwiają swoją atrakcyjnością. Ale o tym może innym razem. Niedawno zapytaliśmy was bowiem, o rzeczy kupione na lotniskach, za które zapłaciliście absurdalnie wysoką cenę. Okazało się, że nie tylko do ich wymieniania, ale często ocenialiście również – z różnym skutkiem – czy było warto przepłacić.
Jesteś głodny? To płacz i płać!
Wystarczy przejrzeć tylko kilka Waszych wypowiedzi, żeby odkryć, że jednym z największych finansowych rozczarowań zazwyczaj jest jedzenie. Głodny człowiek jest gotowy zapłacić więcej, ale oczekiwalibyśmy, że chociaż w zamian faktycznie uspokoimy burczenie w brzuchu. Tymczasem bywa z tym różnie.
– Pamiętam jak na gigantycznym kacu leciałam z Bostonu do Las Vegas i musiałam kupić coś do jedzenia – kanapka, woda i owoce w kubeczku kosztowały ok. 90 PLN – wspomina Aleksandra.
Jednak nie ona jedna solidnie przepłaciła za posiłek, który postanowiła zafundować sobie w trakcie podróży.
– Mąż zapłacił we Wrocławiu za jajecznicę, naleśniki, piwo i kawę 200 PLN. Jedliśmy pomału – śmieje się Aneta. – Kanapka na lotnisku w Sztokholmie kosztowała mnie jakieś 30 EUR i była zupełnie średnia – przebija to Patrycja. – Dwa razy kanapka z kurczakiem i dwa razy lany Żywiec na Balicach, 180 PLN – dorzuca do stawki Wojtek.
Jakimi jeszcze cenami się podzieliliście? Kajzerka z serem żółtym i liściem sałaty za 25 PLN w Krakowie, sucha bagietka 30 cm z prosciutto 10 EUR w Bergamo, obiad na Lotnisku Chopina składający się z kawałka ryby, surówki i brokuła za 150 PLN – to tylko kilka z nich.
Z pragnieniem – nie tylko alkoholowym też bywa ciężko
– Ja ostatnio w Doha za piwo i sok pomarańczowy zapłaciłem 137 PLN, to już przesada moim zdaniem. Chociaż największy szok, to kilka lat temu lotnisko Szeremietiewo. Dwie porcje pierogów i 2 browary za 80 USD – napisał Mario. – Ale od czasu kryzysu w Rosji i spadku rubla ceny na lotnisku bardzo przystępne – dodał.
A przecież nie zawsze chodzi tylko o zaspokojenie kaprysu czy ochoty na jedno lub dwa piwka. Wiemy, że wielu z naszych czytelników po prostu potrzebuje alkoholu, żeby przełamać swój strach przed lataniem. I choć eksperci odradzają tę metodę, to my nie zamierzamy się wtrącać w to, co komu pomaga. W grę więc wchodzi już wyższa konieczność zakupu, który może mocno uderzyć was po kieszeni.
– Mnie zawsze szokuje cena tych mikroskopijnych małpek. 15 PLN za 50-tkę wódki – pisze Agnieszka. – Za 30 PLN masz 500 ml, wnioski nasuwają się same – mówi pół żartem, pół serio Adam.
Takich wyliczeń jest więcej.
– 2 piwa Carlsberg 0,5 litra na lotnisku w Kopenhadze za 60-70 PLN – wspomina Krystian. – Modlin, butelka wody w automacie – wsadziłam 20 PLN nie dostałam ani wody ani pieniędzy z powrotem, biznes życia – śmieje się Julia. – Zwykłe piwo w Helsinkach za ponad 90 PLN – dorzuca do listy Tomek. – Piwo za 12 USD na lotnisku w Moskwie. Ale uratowało mi życie – przyznaje Semyon.
Chętnie jednak też wspominacie po prostu bardzo wysokie ceny produktów – już abstrahując od ich wartości. Damian podrzucił zdjęcie wina z 1950 roku za 59 tys. EUR, Edmund 50-letniego porto za 3700 AUD (ok. 9700 PLN), a Adam koniaku za 3800 GBP (ok. 19,7 tys. PLN).
Perełek jest więcej
Jeśli chodzi o pozostałe produkty najczęstszym powodem, dla którego przepłacamy za różne rzeczy jest po prostu zapominalstwo albo sytuacja, w której coś zgubiliśmy lub coś się uszkodziło.
– Kabel do ładowarki na warszawskim Okęciu za 259 PLN. Karta pokładowa w telefonie. A do odlotu zostało 2 godziny i 4% baterii w telefonie – opowiada Paweł.
Ładowarki to w ogóle sprawa, która powraca jak zaklęta.
– Ponad 200 PLN za chińską ładowarkę (niby miała bajery jak inne wysuwane wtyczki, ale co z tego jak i tak przestała ładować po jakimś czasie). Zapomniałam swojej, wiedziałam, że telefon nie wytrzyma i musiałam bulić – wylicza Patrycja. – Za to w drodze powrotnej z Tajlandii popsuł mi się zamek w plecaku i podczas przesiadki w Dubaju postanowiłam kupić jakąś torbę ekologiczną, żeby się przepakować i nie pogubić rzeczy, ale jak zobaczyłam 60 PLN za zwykły worek z napisem „I love Dubai”, to zrezygnowałam – dodaje.
Często też zaskakują nas ceny produktów, które na lotniskach pojawiają się w nietypowych opakowaniach, smakach czy po prostu w wersji „podróżnej. W tej kategorii wymieniacie np. zbiorcze opakowanie Nutelli za 306 PLN, ptasie mleczko za 45 PLN, magnesy na lotnisku w Mexico City za ok. 60 PLN, trzy paczki chusteczek higienicznych za 12 PLN, paczka krówek za 35 PLN czy proponowany przez ekspedientki antyperspirant za 90 PLN.
***
Oczywiście to tylko kilka opowieści i przykładów. Wszystkie historie, którymi postanowiliście się z nami podzielić znajdziecie na naszym fanpage’u na Facebooku w dedykowanym poście.
A jak to jest z Wami? Daliście się kiedyś złapać na wysokie, lotniskowe ceny? Z braku wyboru, głodu czy dla własnej wygody? Który z tych wydatków najbardziej zapadł wam w pamięć albo był najbardziej bolesny? Dajcie nam znać!