Bardzo duża zmiana dla Emirates. Zawarli sojusz z tanią linią lotniczą
Obie linie lotnicze na razie będą zarządzane niezależnie od siebie (choć właścicielem obu jest rząd w Dubaju), ale dzięki podpisanej umowie będą ze sobą ściśle współpracować. Na początek będzie to umowa typu code-share, która następnie rozwinie się na dodatkowe etapy współpracy: wspólną siatkę lotów czy połączenie programów frequent flyer. Obie linie skoordynują też swoje operacje na lotnisku w Dubaju.
– To świetny ruch, który gwarantuje, że obaj przewoźnicy przestaną dublować swoje połączenia, co oznacza szanse na otwieranie nowych tras. Obie linie będą też bardziej elastyczne, jeśli chodzi o dobór samolotów zgodnie z zapotrzebowaniem pasażerów na daną trasę – komentuje w rozmowie z Reutersem, ekspert lotniczy John Strickland.
Obie linie konkurują ze sobą na kilku trasach na Bliski Wschód i do południowej Azji, ale Emirates ma problem, bo operuje tylko wielkimi Airbusami A380 i Boeingami 777. Tymczasem Flydubai lata wąskokadłubowymi Boeingami 737.
O skali nowego sojuszu najlepiej świadczy fakt, że obecnie obie linie dysponują łącznie flotą wynoszącą 317 maszyn i latają w 216 kierunkach. Do 2022 roku będą zaś miały 380 samolotów i siatkę połączeń wynoszącą 240 kierunków. Do tego, obie linie mają obecnie ponad 300 zamówionych nowych maszyn.
Dla Emirates ten sojusz to też okazja na optymalizację finansów, bo linia boryka się z kłopotami. W roku fiskalnym 2016/2017 przewoźnik z Zatoki Perskiej zarobił co prawda na czysto 340 mln USD, było to jednak aż o 82 proc. mniej niż rok wcześniej. Linie Emirates szukają przy tym dodatkowych źródeł przychodu – jesienią wprowadziły opłaty za wybór miejsca w samolocie dla pasażerów podróżujących w najtańszych taryfach. Przewoźnik zapowiedział też wprowadzenie klasy premium economy oraz „gołej” taryfy ekonomicznej, w której pasażerowie musieliby płacić za wszystkie dodatki, które dziś mają wliczone w cenę biletu.