Pamiętacie jeszcze, dlaczego bagaż podręczny był naprawdę świetną opcją? Teraz to już historia
Nie zgubią, nie zniszczą, a w dodatku szybko wyjdę z nim z samolotu i fru, prosto na miasto – tak mówiliśmy zawsze o bagażach podręcznych. Niestety ostatnio zasady mocno się zmieniły, a najlepsze cechy walizek i plecaków zabieranych na pokład przechodzą do historii.
Polityka bagażowa kolejnych linii lotniczych zmienia się w takim tempie, że nie tylko trudno nadążyć za wszystkimi aktualizacjami, ale i powoli trzeba zupełnie zmienić postrzeganie bagażu podręcznego. Zwłaszcza, że ma coraz więcej cech bagażu rejestrowanego, a wiele z jego zalet odchodzi do lamusa.
Przez lata podróżowania i rozwoju tanich linii w Polsce, doszłam do absolutnej perfekcji, jeśli chodzi o pakowanie bagażu podręcznego. Nieraz potrafiłam – podobnie jak wielu naszych czytelników i czytelniczek – bez trudu spakować się w ten niewielki plecak nawet na kilkutygodniowe wyprawy do Azji czy Ameryki Południowej. Oczywiście rzadko ta opcja sprawdzała się na wyjazdy do zimnych krajów, gdzie najbardziej przydałyby się cztery kurtki, trzy szaliki i kaloryfer wymontowany ze ściany, ale do ciepłych miejsc wystarczał w zupełności.
Pokochałam bagaże podręczne całym sercem – ograniczały koszty, ułatwiały przemieszczanie się i na setkach lotnisk mogłam bez trudu zdążyć na autobus do miasta nawet, gdy od wylądowania do ostatniego kursu był zaledwie kwadrans. Może parę razy próbowałam tym samym konkurować w lotniskowym sprincie z Usainem Boltem, ale mimo znacznie gorszych wyników – udawało się.
Dziś w dużej mierze to już przeszłość.
Zmiany, zmiany, zmiany...
Ryanair dla pasażerów bez pierwszeństwa przejścia od 1 listopada zmniejsza ilość dopuszczalnych bagaży z dwóch sztuk do jednej. Z kolei w Wizz Air liczba bagażu pozostaje bez zmian, ale sytuacja i tak się komplikuje.
Od kilku tygodni zgodnie z nowymi zasadami, wszyscy pasażerowie bez wykupionego pierwszeństwa wejścia na pokład, muszą nadać swoje walizki czy plecaki, które dotąd były bagażem podręcznym tak samo jak bagaż rejestrowany. Na razie teoria swoje, a rzeczywistość swoje i nie na wszystkich lotniskach zasada jest przestrzegana bezwzględnie, ale prędzej czy później to się zmieni.
Bagaż podręczny nigdy nie był gigantyczny, ale zaczęliśmy już przyzwyczajać się, że jest dostatecznie duży. Zaakceptowaliśmy jego wady i ograniczenia – wszystkie limity wagowo-objętościowe, ilości płynów, wszystkie wyrzucone korkociągi i pilniki. I myślę, że podobnie jak ja – wielu z was go po prostu polubiło.
Miło było czasem zabrać jeszcze jakąś drugą rzecz, miło było mieć wszystkie rzeczy przy sobie, miło było nie musieć martwić się o to, czy zostanie zniszczony, czy doleci na czas czy może zostanie na przesiadce, a przede wszystkim nie czekać na niego w tłumie przy taśmie.
Ale jeśli nie chcemy dopłacać, musimy o tym zapomnieć.
Bagaż podręczny, nawet jeśli jest wliczony w cenę, bardzo często jest zabierany do luku bagażowego. Coraz częściej ogranicza się jego rozmiar i utrudnia faktycznie wniesienie na pokład. Jest przez to narażony na lotniskowe kradzieże tak, jak każdy inny, a o zniszczenie też nietrudno. Nie możemy już w bezpłatnej opcji być pewni, że jeśli zabierzemy do podręcznego bagażu najpotrzebniejsze rzeczy jak leki, słodycze czy bikini, to na pewno polecą z nami.
Oczywiście bagaże podręczne są odbierane od pasażerów tuż przed wejściem do samolotu i szansa na ich zgubienie jest o wiele mniejsza niż rejestrowanego, ale to nie znaczy, że się nie zdarza. Tym bardziej, gdy do mediów docierają kolejne filmy rejestrujące zachowanie niektórych pracowników firm handlingowych, mój niepokój wcale nie maleje.
Są plusy, muszą być minusy
Z drugiej strony zmiany, choć w wielu kwestiach są uciążliwe, mogą też okazać się bardzo przydatne. Popatrzmy chociażby na te, które zaszły w liniach Wizz Air. Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się być dość kłopotliwa. Trzeba stawić się na lotnisku wcześniej, zostawić bagaż przy stanowisku odprawy, pilnować jego wagi, a później odczekać swoje po lądowaniu.
Ale za to wreszcie możemy bez dopłaty do bagażu rejestrowanego zabrać ze sobą płyny powyżej 100 ml – chociażby pamiątki spożywcze w postaci oliwy z Włoch, wiśniówki z Lwowa czy porto z Porto albo kosmetyki – jeśli ktoś np. lubi w kilka dni wylać na siebie cały żel pod prysznic. I wreszcie mu wolno, bez dodatkowych opłat.
Dlatego nie narzekam. Latam tanimi liniami z własnego wyboru, więc oczekuję naprawdę niewiele. Jeszcze bardziej upycham swoje rzeczy w jeszcze mniejszy plecaczek i wciąż wmawiam sobie, że do szczęścia potrzebuje jedynie odpowiedniego towarzystwa, karty debetowej i szczoteczki do zębów.
Chciałam tylko wyznać jedno. Bagażu podręczny w starej formie, musimy się rozstać. To była fajna relacja, ale na pewno zrozumiesz, że na naszej wspólnej drodze stanęły pieniądze. Będę za tobą tęsknić. I może kiedyś jeszcze się spotkamy. Wszak w przeciwieństwie do ludzi, linie lotnicze o wiele częściej wracają do opcji, z których już kategorycznie się wycofały.