REKLAMA

Polacy na końcu świata? Oni tam byli. Jak tanio się tam dostać… i jak wygląda życie na miejscu?

Statek na Antarktydzie
Foto: evenfh, Shutterstock
Arktyka i Antarktyda. Miejsca odległe i pociągające. Ale tam także spotkasz Polaków! Turystyka, przygoda, wyjątkowa praca – zobacz jak można spełnić marzenia.

– Nuda, prawda? Perspektywa 12 miesięcy gapienia się w śnieg…
– Nie ma na nią czasu! Przez cały pobyt nie było momentu, abyśmy się solidnie nudzili. Ktoś myśli, że to tylko wszechobecny śnieg? Bzdura! Cały cykl życia przyrody przemykał przed naszymi oczami. To było fascynujące – DBA & PA.

Polski internet „żyje” nietypowym ogłoszeniem o pracę. Instytut Biochemii i Biofizyki PAN poszukuje chętnych do pracy… na Antarktydzie. Kto ma szansę na wyjazd? Informatycy, elektronicy, mechanicy samochodowi, ratownicy medyczni, ale również kucharze i obserwatorzy do monitoringu ptaków i ssaków.

Ogłoszenie wywołało furorę. Od: „łał, to może być przygoda życia!”, poprzez „cóż za idealna okazja, aby rzucić wszystko i wyjechać na koniec świata!”, skończywszy na „przecież trzeba być wariatem, aby chcieć pracować na Antarktydzie!”.

Nie da się ukryć: dla wielu podróżników Arktyka i Antarktyda to cele ostateczne, wisienka na torcie, spełnienie turystycznych marzeń. Miejsca niedostępne, ultra-drogie, kojarzące się z wyjątkowymi doznaniami.

Antarktyda

Fot. rosn123, shutterstock

Po wczytaniu się w warunki oferowanej pracy, entuzjazm większości osób jednak opada. Bo w tych ekstremalnych okolicznościach trzeba będzie wytrzymać pół roku (w przypadku wyprawy letniej) lub… ponad rok, jeżeli mówimy o pracy w trakcie całorocznej, 43. wyprawy antarktycznej. Bez możliwości wcześniejszego powrotu do Polski. Wynagrodzenie? Nie jest określone.

Co w zamian?

– Instytut Biochemii i Biofizyki PAN zapewni wszystkim uczestnikom wyposażenie w odzież, sprzęt specjalistyczny oraz bezpłatne zakwaterowanie i wyżywienie na czas trwania wyprawy – czytamy w ogłoszeniu.

… ale przede wszystkim przygoda, unikalna możliwość podziwiania Arktyki i Antarktyki oraz świadomość, że dokładamy swoją cegiełkę do osiągnięć polskiej nauki.

Do tego ogłoszenia – i autorów cytatów, którymi m.in. rozpocząłem ten artykuł i przetykam nimi narrację – jeszcze wrócę. Frapuje mnie odpowiedź na inne pytanie: czy osoby z Polski, które marzą o zobaczeniu Arktyki i Antarktydy (Antarktyki), są skazane na aż takie poświęcenie? A może istnieją inne sposoby na dotarcie do przysłowiowego „końca świata”?

Tak, to możliwe. Nie dość tego, można to zrobić za stosunkowo niewielkie kwoty (w przypadku Arktyki). Antarktyda, czyli podróżniczy „Święty Graal”, to już zupełnie inna para kaloszy. Ale może po kolei.

Mapa świata

Fot. Collage / Twitter / MapsMapsMaps

Arktyka

– Czuliście, że wygraliście los na loterii? Inni płacą ogromne pieniądze za możliwość zobaczenia terenów polarnych… a wy mieliście to za darmo. I jeszcze otrzymywaliście za to wynagrodzenie!
– Praca na stacji polarnej jest dla wielu osób spełnieniem marzeń. Gdy zgłaszaliśmy swoją kandydaturę, nawet przez myśl nam nie przeszło, że za kilka miesięcy będziemy tutaj razem, łącząc pracę i przyjemność. To miejsce uzależnia, wracasz do Polski… i czujesz, że czegoś ci brakuje. Chcesz wrócić – DBA & PA.

Drogi czytelniku, marzy ci się Arktyka? Bezkresne przestrzenie, biel, niedźwiedzie polarne, zorza nad twoją głową? Nie masz możliwości spędzenia kilku miesięcy w Arktyce, pracując w Polskiej Stacji Polarnej Hornsund na Spitsbergenie (tak, tam także corocznie prowadzona jest rekrutacja)?

Nie musisz wydawać majątku, aby móc posmakować uroków tej egzotycznej części świata. Możesz polecieć na kilka dni zaledwie 130 kilometrów bliżej, jak klasyczny turysta… i dostaniesz się tam na pokładzie tanich linii lotniczych!

Okolice Longyearbyen

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl

To wręcz nieprawdopodobne, ale do Longyearbyen, które jest najdalej na północ położonym lotniskiem cywilnym świata obsługującym ruch pasażerski oraz tanie linie, można bez najmniejszego problemu dolecieć z wielu miast w Polsce (m.in. z Warszawy, Katowic, Gdańska, Szczecina czy Wrocławia).

Wystarczy dostać się Wizz Airem do Oslo-Torp, a potem z głównego lotniska stolicy Norwegii, czyli Oslo-Gardemoen, kontynuować podróż na pokładzie niskokosztowego przewoźnika Norwegian.

Mapa połączenia do Longyearbyen

Fot. Paweł Kunz, Fly4free / gcmaps.com

Koszty owej przyjemności? Kilka miesięcy temu, w lipcu 2017, cała trasa z Polski do Arktyki (wliczając w to transfery między lotniskami) kosztowała mnie dokładnie 618 PLN.

Zaglądam na strony OTA (Online Travel Agency) – w internetowych systemach sprzedaży nawet teraz można znaleźć nawet bilety na tygodniowy wypad z Oslo na Spitsbergen we wrześniu 2018 za… 450 PLN (109 EUR).

Bilety do Longyearbyen

Co z dolotem do Oslo? W dobie połączeń na tej trasie za 39 PLN, to nie jest duży problem. I nie trzeba wcale kupować biletów z wielomiesięcznym wyprzedzeniem.

Na naszych łamach publikujemy oferty tanich lotów do Arktyki, nie tylko na pokładzie niskokosztowych przewoźników – mój redakcyjny kolega kilka dni temu zachęcał was do zakupu lotu na Spitsbergen regularną linią w okresie wakacji z Berlina za 704 PLN.

Polska Stacja Polarna Hornsund

Polska Stacja Polarna Hurnsund na Spitsbergenie. Fot. Piotr Andryszczak, dompodbiegunem.pl

Co robić?

– Czy płeć gra rolę w takich warunkach? Mała prowokacja: kobiety do garów, mężczyźni do pracy?
– Bez żartów! Na Stacji Polarnej każdy ma swoje obowiązki. Zimując, jesteśmy w kilkuosobowej grupie, więc każdy musi się tak naprawdę znać na wszystkim. Od obsługi łączności, poprzez radio, skończywszy na pracach fizycznych i konserwacji sprzętu. I nie jest istotna twoja płeć, ważne jest zadanie do wykonania. Taki mamy klimat – DBA & PA.

Co można robić na Svalbardzie? Ach, to jeden wielki park dzikiej przyrody! Dla miłośników obcowania z naturą – to raj w czystej postaci. Tutaj nie ma szlaków: po prostu wychodzisz poza Longyearbyen… i idziesz gdzie chcesz (no, prawie). Rośliny, ptaki, fiordy, góry, przestrzeń – wszystko tuż obok nas, na wyciągnięcie ręki.

Mało? Do tego wycieczki (Barentsburg, Pyramiden), psie zaprzęgi, urbex, najdalej na północ położony browar na świecie. Być może będziesz opędzać się od reniferów, być może zobaczysz ślady niedźwiedzia polarnego. Na pewno wizyta w miejscu, z którego do bieguna północnego zostało ci nieco ponad 1000 km, zapadnie głęboko w pamięć.

Na naszych łamach kilka miesięcy temu opublikowałem relację z turystycznego pobytu na Spitsbergenie – zachęcam do jej przeczytania, być może będzie inspiracją do odwiedzenia tego jakże nietypowego miejsca.

Bank Nasion, Longyearbyen

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl

A może zorza?

– Nie mieliście dość? W końcu byliście daleko od domu. Cholernie daleko. Wróciliście do Polski po roku… i znów was ciągnęło do śniegu?
– Wiesz, zamykamy oczy i widzimy pingwiny. Albo ślady niedźwiedzia. Kolory śniegu, niebo odcinające się od horyzontu. Naszych współtowarzyszy z zimowania w Arktyce i Antarktyce. W Krakowie jako alternatywę mamy smog i widok na miejską szarzyznę. Dziwisz się? – DBA & PA.

Twoim marzeniem jest zobaczenie zorzy polarnej? To jeszcze prostsze w kwestii taniego transportu z Polski niż wyjazd na Spitsbergen. Chcesz zapolować na to fascynujące zjawisko? Możesz spróbować to zrobić nawet podczas okołoweekendowego wypadu z Polski. Nikt ci nie zagwarantuje, że będziesz widzieć zorzę podczas swojego pobytu – ale chyba warto spróbować, nieprawdaż?

Zorza w Tromso

Fot. Collage / Paweł Kunz, Fly4free.pl / Horia Bogdan

Kto ci pomoże? Wizz Air, który uruchomił genialne połączenie! Niewielkim kosztem możesz się dostać z Gdańska do Tromsø, położonego za kołem podbiegunowym. To miasto zwane jest bramą do Arktyki… a przy okazji: słynie jako jedno z najlepszych miejsc do oglądania zorzy polarnej. Bezpośrednie połączenie, więc żegnamy Gdańsk, spędzamy nieco ponad 3 godziny w samolocie – i witaj, biała Arktyko!

Najlepszy czas na obserwowanie tego niesamowitego zjawiska to okres od końca września do końca marca. Idealnie się składa, mamy styczeń… może warto sprawdzić, ile kosztuje bilet powrotny z Polski do nieoficjalnej stolicy Arktyki na kilkudniowy wyjazd? Bach, szybki rzut oka na stronę Wizz Air – i wygląda to pięknie.

Bilet do Tromso

Tak, to nie pomyłka. 168 PLN, mając wykupione członkostwo w Wizz Discount Club. Nie zapomnij tylko zabrać ze sobą ciepłych ubrań – północ Norwegii w styczniu to nie przelewki.

A jak ten termin ci nie odpowiada, sprawdź kalendarz lotów na tej trasie albo czekaj na kolejną informację o świetnej cenie, którą na pewno się z tobą na łamach Fly4free.pl podzielimy.

Grenlandia jest biało-zielona!

– Co z internetem? Pewnie kiepsko? Dysk przenośny i filmy dla zabicia czasu?
– (śmiech) Nie było aż tak źle. Łącze było stabilne, nawet dało się coś awaryjnie ściągnąć z internetu. To nie te czasy, że tylko łączność radiowa i odcięcie od świata. Mieliśmy w Polskiej Stacji Antarktycznej dostęp do takiego dysku, gdzie było 6 terabajtów miejsca na różne rzeczy. A sam internet to podstawa. Nawet na Antarktydzie – DBA & PA.

Szukasz czegoś totalnie zaskakującego w Arktyce? Wybierz się na Grenlandię. Będąc tam w okresie letnim, zrozumiesz jak błędne jest powszechne wyobrażenie o tym miejscu. Innuici okutani w skóry, siarczysty mróz i transport saniami, które ciągnie zaprzęg psów husky?

Cóż, przebywając na zachodnim wybrzeżu Grenlandii w lipcu, żałowałem że nie wziąłem ze sobą więcej… kremu przeciwsłonecznego. 17 stopni, piękne słońce, kolory i rozbuchana przyroda. Może miałem szczęście.

Grenlandia

Korsyka? Nie, Grenlandia w lecie, na szlaku Arctic Circle Trail. Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl

Oczywiście, oddalając się od wybrzeża, zobaczysz Grenlandię w pełnej krasie. Już z przewagą białego koloru. Potęga lodowców, nieprawdopodobny Icefjord nieopodal Ilulissat. To tylko kilka letnich tygodni – potem wszystko będzie skute lodem. Ale turystyczny wypad na Grenlandię w pełni sezonu, to właśnie takie cudowne widoki.

Czym się poruszać na miejscu? Najlepiej… samolotem. Połączenia lokalne nie należą do tanich, ale często są jedyną możliwością transportu między osadami i miasteczkami na Grenlandii. Opisywałem na naszych łamach lot linią Air Greenland z Ilulissat do Kangerlussuaq – to było naprawdę interesujące przeżycie.

Zainteresowany? Bilet lotniczy na Grenlandię z Polski potrafi kosztować niecałe 1700 PLN.  – czy to dużo za tak nietypowy kierunek? Uważam, że to naprawdę uczciwa cena. W gratisie będziesz mieć gwarancję nieskażonej przyrody i brak tłumów turystów. To brzmi jak przepis na udany wyjazd!

* * *

– Nie drażnili was ci wszyscy turyści, którzy docierają na pokładzie statków do Arktyki i Antarktyki? To jest, cóż, bardzo droga zabawa, a co za tym idzie: zapewne dość specyficzny typ „wycieczkowicza”…
– W Polskiej Stacji Antarktycznej traktowaliśmy to jako część naszych obowiązków, przez rok gościliśmy pasażerów z 5 statków. To fakt, dominującą grupą są raczej starsi i zamożni turyści z USA, Kanady, Niemiec, Chin. Ale dopóki nie było to uciążliwe, nie przeszkadzało, to było OK. Dzięki nim mogliśmy czasami podreperować zapasy świeżych warzyw i owoców: na tych statkach mają wszystkiego w bród i czasami się dzielą – DBA & PA.

Antarktyda to jedno z najdroższych miejsc, do których możesz próbować dostać się jako turysta. Ceny wycieczek (tak, można pojechać „na wycieczkę”) zwalają z nóg. Szybkie spojrzenie na oferty dostępne w biurach podróży w Polsce:

  • KiribatiClub zabierze cię w 11-dniowy rejs z argentyńskiego Ushuaia. W planie zejścia na ląd, wycieczki Zodiakami, jedzenie i zakwaterowanie na statku w kajucie 2-osobowej. Cena? 12495 USD, czyli ponad 42 tys. PLN. W cenie nie ma przelotu z Polski do Ushuaia, biuro podróży szacuje, iż będzie to koszt 5-6 tys. PLN;
  • LogosTour za 39,5 tys. PLN zabierze cię w 16-dniowy rejs z Buenos Aires na Półwysep Antarktyczny;
  • PolarTravel ma w ofercie m.in. klasyczny rejs na Antarktydę. Cena? 23 tys. PLN, prawie jak za darmo, nieprawdaż?

Żarty na bok. Spójrzmy prawdzie w oczy: nie ma możliwości, aby odwiedzić ów kontynent w budżetowy sposób. Rejsy są kosmicznie drogie, droga lotnicza odpada (chociaż chiński Deer Jet odgraża się, że w przyszłości uruchomi połączenie lotnicze).

Pingwin białooki

Pingwin białooki, Wyspa Króla Jerzego. Fot. Piotr Andryszczak, dompodbiegunem.pl

Wielu zdesperowanych turystów próbuje dostać się na własną rękę do argentyńskiego Ushuaia… i tam czekać na okazję – licząc, że zwolni się miejsce na jednym ze statków. Oczywiście, w okazyjnej cenie. Dla porządku: okazyjna cena to kwota w okolicach 4 tys. USD (około 13,5 tys. PLN). Jeden z naszych forumowiczów zamieścił relację z takiego rejsu na naszym forum Fly4free.pl.

Osoby marzące o postawieniu stopy na tym odległym kontynencie mogą też rozważyć dołączenie do załogi mniejszych jednostek pływających, które w tamte rejony świata się zapuszczają. Ale to loteria – dodatkowo dostępna tylko dla tych turystów, którzy mają morskie doświadczenie.

Czyli „nie-da-się”… i nie spotkamy tam naszych rodaków? Nic bardziej mylnego. Nie tylko turystów, lecz także osoby, które tam pracują. Każdego roku, w ramach wypraw antarktycznych na Polską Stację Antarktyczną im. H. Arctowskiego płynie grupa, której językiem ojczystym jest polski. Jak się żyje w miejscu, które dla wielu jest spełnieniem podróżniczych marzeń?

Najlepiej chyba zapytać u źródła.

Rozmawiam więc z Dagmarą Bożek-Andryszczak i Piotrem Andryszczakiem. To nietypowe małżeństwo: niedługo po ślubie odpowiedzieli na jedno z ogłoszeń, od których zacząłem ten artykuł. I tak rozpoczęła się ich przygoda z Arktyką i Antarktyką. Dagmara i Piotr spędzili rok na Polskiej Stacji Polarnej Hornsund na Spitsbergenie. Po powrocie było im mało, więc starali się zostać członkami wyprawy na Polską Stację Antarktyczną. Udało się za trzecim podejściem.

To właśnie cytaty z mojej rozmowy z Dagmarą i Piotrem są przerywnikami tego tekstu, to oni kryją się za inicjałami „DBA & PA”. Są krzewicielami wiedzy o terenach polarnych, prowadzą bloga dompodbiegunem.pl, niedawno wydali książkę: „Dom pod biegunem. Gorączka (ant)arktyczna”. Macie ochotę na więcej informacji z pierwszej ręki o Antarktydzie?Polskie małżeństwo na Antarktydzie

Fot. Piotr Andryszczak

* * *

Paweł Kunz, Fly4free.pl: Patrzę na was i nie widzę superherosów, tylko uśmiechniętych młodych ludzi.

Dagmara Bożek-Andryszczak: (śmiech) Dobrze się zakonserwowaliśmy, co?

Co w ogóle tam robiliście?

Piotr Andryszczak: Byliśmy uczestnikami 35 wyprawy polarnej do Polskiej Stacji Polarnej Hornsund na Spitsbergenie i 40 wyprawy polarnej do Polskiej Stacji Antarktycznej „Arctowski” na Wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych. W obu przypadkach: ja zajmowałem się sprawami elektronicznymi, informatycznymi i geofizyką, a Daga – administracją stacji i popularyzacją nauki.

Czy życie przez rok w Arktyce i Antarktyce jest aż tak odmienne od codziennego życia w Polsce?

Dagmara: Wiesz, to zależy. Z jednej strony jesteśmy na końcu świata, mając świadomość, że do kraju jest kilka lub kilkanaście tysięcy kilometrów. A z drugiej: czasy się zmieniły. Jest internet, multimedia, zdobycze techniki. Może to śmiesznie zabrzmi, ale gdybyś do nas wtedy zadzwonił i zapytał się, co robimy, to odpowiedź mogłaby nieco zdziwić: jesteśmy ponad 14 tysięcy kilometrów od domu… i właśnie lepimy pierogi, słuchając RMF Classic.

Piotr: Te miejsca uczą pokory, szacunku do wykonywanej pracy, ale i mocno cementują. Mówię o codzienności, powtarzalnych zajęciach, badaniach, dbaniu o sprzęt. Musimy mieć do siebie zaufanie. Jesteśmy pierwszym polskim małżeństwem, które zimowało w obu stacjach.

Renifery w Arktyce

Renifery w zimowej szacie, południowy Spitsbergen. Fot. Piotr Andryszczak, dompodbiegunem.pl

Miałem okazję być kilka dni na Hornsundzie, zastanawiam się jak to jest, spędzić rok na Antarktydzie…

Dagmara: Nie myślisz o tym. To się po prostu dzieje. Dookoła ciebie jest mnóstwo rzeczy do zrobienia – ale wolne chwile są cudowne: za oknami masz piękne widoki, fauna i flora terenów polarnych jest zróżnicowana. Robisz zdjęcia, rozmawiasz, nawiązujesz głębsze relacje z innymi członkami wyprawy.

Piotr: Ja wyszedłem z typowego korpo. Czułem, że to, co robię, nie jest dla mnie. A w Arktyce i w Antarktyce mam pełną świadomość, że moja praca ma sens, jest potrzebna i mierzalna. Pracujemy na rzecz polskiej nauki – i jesteśmy z tego powodu dumni.

Nie chciałeś wrócić do korporacji?

Piotr: Wróciłem. Wytrzymałem dwa lata. To nie dla mnie, zdecydowanie.

Wiele osób myśli: rok na odludziu. Zapewne wszyscy chodzą zarośnięci, w grubych ubraniach, odganiając niedźwiedzie polarne…

Dagmara: (śmiech) Taaak. A mydło widzimy po powrocie do Polski. Prawda jest zupełnie inna. Wyobraź sobie, że na Stacji Polarnej zdarzały się sytuacje, w których paradowałam w sukience, a Piotr był pod krawatem. Jesteśmy normalnymi ludźmi, mamy takie same potrzeby jak inni. Skoro wiemy, że będziemy spędzać w małym gronie świąteczny czas – to dlaczego nie dostosować stroju do okoliczności?

Niedźwiedź na Spitsbergenie

Niedźwiedź polarny w okolicach Polskiej Stacji Polarnej na Spitsbergenie. Fot. Piotr Andryszczak, dompodbiegunem.pl

Zmieściłaś sukienkę w swoim plecaku?

Dagmara: Nie, w jednej z beczek, w których były transportowane nasze osobiste rzeczy na Spitsbergen. Wszystko musiałam mieć wyliczone: ile zużyję pasty do zębów, jakie rarytasy z jedzenia warto ze sobą wziąć. W razie braków, nie mogę podskoczyć do najbliższego sklepu uzupełnić zapasy – bo go po prostu nie ma.

Piotr: Wszystko się zmienia. Może kilkadziesiąt lat temu były takie warunki, które możemy uznać za spartańskie i sukienka byłaby zbytkiem. Teraz to inny świat. Popatrz na Stację Polarną przy fiordzie Hornsund. Mamy (jako zimownicy) swoje prywatne pokoje, jest mesa, w której toczy się życie towarzyskie, można obejrzeć telewizję, mamy internet, siłownię.

Brzmi jak opis pensjonatu…

Piotr: Różnica jest taka, że my tam pracujemy. Obie stacje, Arctowski i Hornsund, prowadzą poważne badania naukowe. To nie tylko kwestie zakresu geofizyki czy środowiska polarnego.
Dagmara: Ja z kolei zajmowałam się m.in. administracją Stacji oraz oprowadzałam turystów, którzy nas odwiedzali.

Turystów na Antarktydzie?

Dagmara: Tak, pasażerów tych wielkich statków, które czasami przepływają w pobliżu. To naprawdę różni ludzie: zdarzają się osoby, które były kilkadziesiąt lat temu w tych okolicach i na stare lata chcą je jeszcze raz zobaczyć. Jest sporo turystów, po których widać, iż są zamożni. Umówmy się, to jest Antarktyka, a nie wycieczka do Paryża.

Turyści na Antarktydzie

Wizyta turystów w Polskiej Stacji Antarktycznej. Fot. Piotr Andryszczak, dompodbiegunem.pl

Jak myślicie, ile osób wyśle swoje zgłoszenie w odpowiedzi na ofertę pracy na Antarktydzie?

Piotr: Przy poprzednich wyprawach nie było tego mało. Arktyka? Setki zgłoszeń. Antarktyka? Na pewno ponad 100…

Co było najtrudniejsze? Monotonia?

Piotr: Arktyka i Antarktyka żyje. To nieprawdopodobne, jak zmienia się przyroda. Obserwacja zwierząt dostarcza wielu wrażeń, do tego pejzaże jak z pocztówki. Dla miłośnika takich klimatów to po prostu raj. Ja nie znam takiego określenia jak monotonia. Mogę się godzinami wpatrywać w lodowiec, wciąż dostrzegając nowe, fascynujące rzeczy.

Lepiej przebywać na Antarktydzie jako turysta, przez kilka dni? Czy spędzić tutaj ponad rok, zrywając kontakt z Polską.

Dagmara: Ale ten kontakt naprawdę nie jest zerwany. Paradoksalnie bardziej docenia się swoje grono znajomych, które gdzieś tam w Polsce czeka na wiadomości od ciebie. Są maile, czat, rozmowy głosowe. Nic nie tracimy towarzysko, jeżeli nas nie ma przez rok w ojczyźnie. A co do pytania – nie odpowiem ci na nie. Dla mnie sprawa jest jasna: jeżeli teraz ktoś powiedziałby: „Słuchajcie, jest wolne miejsce na zimowanie”… rzucam wszystko i jadę. Bez zastanowienia.

A ty, Piotrze?

Piotr: (śmiech) Daj mi spakować tylko aparat fotograficzny!

Polska Stacja Antarktyczna

Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego. Fot. Piotr Andryszczak, dompodbiegunem.pl

 

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
W końcu ktoś podjął odmienny temat od nieco popularnych miejsc o których piszą wszyscy. Zwłaszcza że mroźne kierunki nie są zbyt popularne i medialne. Brawo za unikalność!
seba, 18 stycznia 2018, 19:55 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Dobre! Relacji/opisów/zachęt/wrzutek dotyczących takich tematów zdecydowanie brakuje..
Gadekk, 18 stycznia 2018, 20:03 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Dobry artykuł Paweł. Dzięki.
Japonka76, 18 stycznia 2018, 21:05 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Antarktyda to bajka, byłem i polecam!
BusinessClass, 18 stycznia 2018, 22:22 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Mam rejs z Ushuaia 19-28 marzec. Dolot za mile, rejs promocyjny :), ale i tak fura kasy. Trzeba mieć w życiu priorytety.
cart, 19 stycznia 2018, 13:10 | odpowiedz
Gruzja góry
Najlepsza oferta

Gruzja z Warszawy za 108 PLN

2018-08-14 08:00 | Paweł Iwanczenko
REKLAMA
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel