REKLAMA

All inclusive – kiedyś namiastka luksusu, dziś szczyt obciachu? Można się zdziwić

dziewczyny na basenie
Foto: Nikita Sursin/Shutterstock
Wojna o leżaki, alkohol do oporu i siedzenie w hotelu 24 godziny na dobę. Z tym kojarzy all inclusive „prawdziwy podróżnik”, według którego każdy, kto korzysta z tej usługi, powinien się wstydzić. Ale czy faktycznie tak jest? Nic bardziej mylnego.

Wystarczy wejść na pierwszą lepszą grupę podróżniczą i zobaczyć jakiekolwiek pytanie związane z all inclusive – nieważne czy chodzi o poszukiwanie chętnego do wyjazdu czy o polecenie sprawdzonego biura czy też wybór odpowiedniego kraju – zawsze odpowiedzi będą w tym samym stylu. Że takie wyjazdy są dla niezbyt rozgarniętych ludzi (a zdecydowanie używam tutaj łagodnego określenia w porównaniu do komentujących), którzy nie mają co robić z pieniędzmi.

A jednocześnie mam przed oczami obraz pierwszych zdjęć przywożonych przez znajomych z takich wakacji, gdy tylko pojawiły się w ofertach polskich biur podróży kilkanaście lat temu. Po latach jeżdżenia na wczasy pod gruszą z dofinansowania zakładu pracy albo tygodniach spędzonych w namiotach na Mazurach, leżak i dostęp do baru w Egipcie, były – czy tego chcemy czy nie – namiastką luksusu. Światem, do jakiego wcześniej niewielu z nas miało dostęp. I nie ma się czego wstydzić.

Prawie każdy pamięta wakacje, które wiązały się z zapakowaniem całego samochodu, wożeniem potwornie ciężkiego namiotu, przygotowaniem obiadu na butli gazowej, ale za to bez selfie sticka i wcześniejszej rezerwacji noclegów. Bo i po co? Zresztą całkiem niedawno wspominaliśmy to z łezką w oku na naszych łamach. 

Najpierw się zachłysnęliśmy. Do Turcji, Egiptu czy Tunezji ściągały tłumy Polaków. Każdy chciał mieć wliczone wszystko w cenę, pokazać fotkę z basenu, pić ile się tylko zmieści, a trzy talerze obiadu dopchać jeszcze deserkiem i dodatkową porcją frytek. Dziś odwrotnie – niemal wszyscy chcą jeździć na własną rękę. Tylko czy faktycznie all inclusive nie ma już sensu, a ta forma wyjazdu jest obciachem? Czy nie da się być podróżnikiem mając wygodne łóżko, dostęp do baru i zapewniony transfer z lotniska? Podyskutujmy.

Strefa Polaka – wódeczka, tańce, obciach?

Pamiętam, że kiedy Rainbow ogłosił stworzenie „Polskich Stref” w najpopularniejszych kurortach, śmiechom nie było końca. Niemal każdy, kto na co dzień organizuje swoje wyjazdy samodzielnie, musiał dorzucić swoje trzy grosze – głównie coś o obciachu, schabowym, Januszu czy Grażynie itd. I biję się w pierś, bo i ja – choć od początku byłam przekonana o sukcesie tej oferty – nie raz uśmiechnęłam się ironicznie na myśl o mocno nieambitnych polskich piosenkach śpiewanych wśród polskich współbiesiadników przez 2 tygodnie wypełnione niesłabnącym strumieniem lokalnego alkoholu w greckim czy chorwackim słońcu.

Takie po prostu przedłużone wesele – ze szwedzkim stołem, zabawą, rozwianym włosem i bosą stópką – tyle że bez pary młodej i wydawania kasy na sukienki, przerywane ośmioma godzinami na hotelowym basenie, gdzie każdy próbuje odrobić straty dnia poprzedniego. Tymczasem biura podróży poszły jeszcze krok dalej i poza tym, co zwykle zapewnia all inclusive, czyli górą jedzenia i napojów, dorzuciły też całą listę rozrywek w gronie rodaków – od karaoke, przez wieczory kinowe, aż po przebierane czy tematyczne imprezy i konkursy.

impreza na basenie

Fot. Dima Sidelnikov/Shutterstock

Jest trochę jak na kolonii, tylko że nikt nas nie pilnuje, wolno pić alkohol, a pogoda na pewno nie zawiedzie. No i może trochę trudniej namówić rodziców, żeby nam to sfinansowali.

Brzmi jak koszmar? Dla wielu na pewno. Umówmy się, że ani ja ani wielu z was nie wybrałoby na urlop polskiej strefy. Ale potrafię sobie wyobrazić, że jeśli ktoś ma chociażby tak prozaiczny problem, jak nieznajomość języków obcych – a takich ludzi w naszym kraju nadal jest bardzo, bardzo dużo – to taki produkt biura podróży jest dla niego wybawieniem i dobrą alternatywą w stosunku do niepewnego pod względem pogody urlopu nad Bałtykiem.

A przecież ich cena naprawdę może niewiele się różnić. Tygodniowy pobyt w polskiej strefie z opcją all inclusive to koszt od 1002 PLN, czyli ok. 140 PLN za dobę. W tym już przelot, podstawowe ubezpieczenie, trzy posiłki dziennie, dodatkowe przekąski i napoje pod korek. Do tego nie musimy się martwić absolutnie niczym – z lotniska odbiorą, pokój przydzielą, a nawet rozrywkę na wieczór zorganizują, a w ciągu dnia animatorzy zajmą się dziećmi. Pogoda pewna, plaża blisko, basen tuż pod nosem.

Trudno się więc dziwić, że Strefy Polaka okazały się być – zgodnie z oczekiwaniami biura podróży – prawdziwym hitem i sprzedają się lepiej niż mięso na promocji w markecie. Oczywiście komuś, kto kocha organizować cały wyjazd od początku do końca, lubi przeglądać oferty hoteli, wyłapywać tanie loty i jeszcze potem planować sobie krok po kroku wszystkie drobnostki, nie będzie się mieścić w głowie, że można oddać się niemal bezwładne w ręce biura podróży.

Jednak jestem pewna, że nie wszyscy to kochają. Nie wszyscy potrafią szukać, sprawdzać i porównywać. I jak ich raz i drugi oszukali w Dąbkach w nieistniejącym pensjonacie, to się potem osiem razy zastanowią, czy może nie oddać się w ręce profesjonalistów. Albo – o czym wielu sceptyków tej formy wypoczynku też nie myśli – najzwyczajniej nie mają na to czasu. I ponad zaoszczędzone pieniądze, cenią sobie wygodę i kilka dodatkowych wolnych godzin.

Jedno all inclusive drugiemu nierówne

A skoro już o pieniądzach mowa. Wspomniana już oferta w Grecji to tylko jeden z wielu przykładów, że opcja „all inclusive” naprawdę może się czasem opłacić nie tylko biurom podróży, ale i nam. Oczywiście w większości przypadków podróżowanie na własną rękę jest tańsze i nie oszukujmy się, że nie.

drinki na basenie

Fot. bogdanhoda/Shutterstock

Ale i od tej reguły są wyjątki. Lastminuter podpowiada mi, że w tej chwili tydzień all inclusive w Turcji można kupić już za 914 PLN. Gdybym chciała tam pojechać na własną rękę, kupić bilety, zarezerwować nocleg i zorganizować sobie trzy hotelowe posiłki – nie mam szans wygrać z tą ceną. Oczywiście już jakiekolwiek zwiedzanie, czyli jak to ładnie biura podróży nazywają „wycieczki fakultatywne” nie są wliczone w cenę i będą koszmarnie drogie.

Ale czy ktoś nam broni zorganizować je sobie już na własną rękę, po tym jak uśmiechnięta pani dostarczy nas do hotelu, a równie miły barman przywita nas kolorowym drinkiem po długiej podróży? Czy naprawdę korzystanie z wygód jest aż tak straszne dla tych wszystkich „prawdziwych podróżników”, że nie potrafią sobie wyobrazić ludzi jadących na all inclusive, którzy mimo tego nadal zwiedzają, poznają, czytają i dowiadują się nie mniej niż oni?

Okej, nie spędzili nocy na wybłaganym u gospodarza kawałku podłogi ani nie zgubili się w drodze z lotniska, ale nigdzie nie jest napisane, że siedzieli tylko w kurorcie i widzieli tylko to, co rezydent chciał im pokazać. Nie w dzisiejszych czasach, gdy wszystko można znaleźć w internecie, na miejscu bez trudu możesz poznać mnóstwo fenomenalnych ludzi, a system poleceń i wzajemnych rekomendacji od turystów jest rozbudowany jak nigdy dotąd.

Jedno all inclusive nie będzie takie samo jak drugie. Nie trzeba przecież wybierać ani hotelu na odludziu ani w centrum „strefy turystycznej”. Zawsze jest coś pomiędzy. Nikt nas siłą nie zaciągnie do wielopiętrowego hotelu, który dysponuje tysiącem pokoi, w którym na stolik do obiadu czeka się godzinę. Nie musimy jechać do Strefy Polaka, wybierać krajów, w których język polski słyszy się na każdym kroku ani jeść tylko tego, co podadzą na „stołówce”.

Przykuci do leżaka? Na pewno nie!

Dobra, to nie jest forma odpoczynku dla mnie, bo zwykle do hotelu wpadam tylko na kilka godzin snu pomiędzy „o matko, chodźmy tam!”, a „muszę to zobaczyć” i „ej, bo jeszcze znalazłam taką atrakcję i trzy nowe dania do spróbowania”. A z drugiej strony mam 80-letnią babcię, która – gdy ja byłam dzieckiem – pół świata objechała robiąc jakieś zaskakujące wymiany eksportowo-importowe. Zawsze sama, na własną rękę, z mapą na kolanach.

A teraz raz w roku oznajmia za każdym razem równie nieoczekiwanie, że „ona z koleżanką leci na 2 tygodnie do Egiptu, bo jej słońca brakuje”. I co? Mam jej powiedzieć, że to wstyd, obciach i żeby zorganizowała sobie to lepiej sama, bo przecież umie? A może powiedzieć, że czas siedzieć w domu i dziergać szaliczki? Dałaby mi popalić.

Pewnie też wielu z was nie pojedzie na all inclusive w najbliższej przyszłości. Ale dajmy każdemu odpoczywać, jak ma ochotę. Bo jak ktoś przez cały rok pracuje fizycznie, to nie dziwię się, że przez 2 tygodnie urlopu ma ochotę po prostu leżeć i pić piwko w ciepłym miejscu.

ludzie w basenie

Fot. oneinchpunch/Shutterstock

No i oczywiście jeszcze pozostają ci, co już się trochę po hostelach najeździli i po prostu liczą na nieco lepsze warunki niż serwowali sobie w czasach mocno ograniczonego budżetu. I wydaje mi się, że, to chyba nie działa tak, że przychodzi rezydent, przykuwa nas do leżaka łańcuchem, na nogę zakłada kulę i mówi: „Ty się stąd nigdzie nie ruszaj, maksymalnie to do baru, a ja za dwa tygodnie wpadam i odbieram z powrotem do samolotu”. Opaska na ręce wskazująca na to, że było nas stać na opcję full wypas, chyba nie uciska żył tak bardzo, żebyśmy mieli ograniczony dopływ tlenu do mózgu ani nie piszczy, gdy opuścimy teren hotelu.

Oczywiście, jeśli zamierzamy przez trzy miesiące jeździć od kraju do kraju przez pół Azji, to nikt normalny nie dokupi do tego pobytu w jednym hotelu. Ale jeśli chcemy trochę poznać kulturę, objechać okolicę, zobaczyć atrakcje, wybrać się na lokalny targ czy do małej knajpki, to naprawdę nie sądzę, by wielkie łóżko i bar bez limitu mogły nas przed tym powstrzymać. No chyba, że faktycznie aż tak smakują wam te lokalne wódki i piwa. Wtedy zwracam honor.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
A ja po 3 latach samodzielnych lece w koncu na All... Poprostu wyszlo duzo taniej, i moge zwiedzac nie martwiac sie ze nima jedzonka. Raz na jakis czas trza
sewerynlutjensee, 16 marca 2018, 19:39 | odpowiedz
Avatar użytkownika
To zależy od człowieka. Moi rodzice co roku jeżdżą na tygodniowe all inclusive gdzieś w południowej Europie, zawsze przy tym mają na 3-4 dni wynajęte auto i zwiedzają, korzystają z rejsów, wycieczek, itp. A z drugiej strony pamiętam opowieść 'niezależnego' młodego turysty, jak to cały wyjazd do Azji chlał w hostelach i odwiedzał wiadome lokale z paniami.
pomorzanka, 16 marca 2018, 20:25 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Zgadzam się, All Inclusive nie musi być złym pomysłem jeśli ktoś faktycznie chce oddać się błogiemu lenistwu czy ma plan jak ten czas zagospodarować... Jednak wspominam z uśmiechem jak koleżanka na All Inclusive w Turcji stołowała się przez tydzień w Burger Kingu bo "nie odpowiadało jej lokalne jedzenie w hotelu" lub nie pojechała w Egipice z mężem który wykupił im wypad do Piramid w Gizie z powodu "braku klimatyzacji w autobusie" :)
Guest3, 16 marca 2018, 21:21 | odpowiedz
Avatar użytkownika
W ciągu ostatnich 2 lat 2 razy odwiedziłem hotele, gdzie AI jest raczej standardem wśród wypoczywających. Powiem jedno: takie badziewnego jedzenia to i za pieniądze bym więcej nie tknął. Napoje? Myślę, że nie jeden biedronkowy jest lepszy a może i nawet zdrowszy. Pomijając fakt, że klasa hotelu raczej nie miała za wiele wspólnego z tym, czego można się było spodziewać po ilości *. A co dla mnie oznacza AI? Na pewno nie gotowe oferty. Moje AI to byłby lot Ryanairem ze wszystkimi bajerami (po za bagażem nadawanym, bo nie lubię czekać przy taśmie) + jakiś lepszy wóz z wypożyczalni + hotelik w niewielkiej miejscowości (betonowe molochy odpadają) + jedzenie w restauracji, w takiej jaka mi się zażyczy i o takiej porze jaka mi przyjdzie do głowy. Jeszcze na takim wyjeździe nie byłem :)
namteH, 16 marca 2018, 23:22 | odpowiedz
Avatar użytkownika
A ja znam osoby, które stać na wiele, moglyby przebierać w ofertach, ale po ciężkim roku pracy i tzw. zapieprzu lubią na 2 tygodnie udać się na takie wczasy all inclusive. Nie za 1000 tylko raczej blizej 10000, ale reguła ta sama - wszystko podane na tacy. I co? Oni jacyś gorsi, bo za tyle to mogliby oblecieć pół świata? ;)
Qba85, 16 marca 2018, 23:34 | odpowiedz
Avatar użytkownika
W niektorych miejscach to jedyna opcja, jak hotel jest na odludziu. Nurkowanie/snorkowanie w Egipcie czy w innym kraju, wszystko podane i nie zawracasz sobie glowy szukaniem jedzenia poza hotelem (jesli w ogole jest jakies). Nie wspomne o Malediwach, gdzie mozna byc przykutym do wyspy, ze wzgledu na koszty wycieczek gdziekolwiek indziej, bo jest tylko drogi transport hotelowy.
Aga_podrozniczka, 16 marca 2018, 23:50 | odpowiedz
Avatar użytkownika
all inclusive i drinki z palemka same w sobie sa ok, jesli ktos wlasnie tego oczekuje. chodzi raczej o to, ze niektorzy konsumenci tego typu wyjazdow wracaja po 10 dniach gdzies na drugim koncu swiata w chwale odkrywcow i eksploratorow, choc widzieli hotel, basen, stolowke, bar i byli na dwoch wycieczkach - jednej na targ i drugiej do knajpy na pokaz lokalnych tancow.Spotkali tez wielu milych tubylcow w postaci obslugi hotelowej. Znam takich podroznikow, po prostu polaczenie indiany jonesa i jamesa bonda.
pugs, 17 marca 2018, 6:20 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Nie zgodzę się ze zdaniem autorki "Dziś odwrotnie – niemal wszyscy chcą jeździć na własną rękę. Tylko czy faktycznie all inclusive nie ma już sensu, a ta forma wyjazdu jest obciachem?" Otóż nie sądzę, że teraz wszyscy niemal na własną rękę chcą jeżdzić. Wg moich obserwacji mnóstwo ludzi preferuje wyjazdy zorganizowane, co widać po rozwoju ofert biur. Około 4 lata temu pojawiły się pierwsze wycieczki na Kubę i do Tajlandii z lotem bezpośrednim i co roku oferta dalekich wycieczek rośnie. Najpierw jedno biuro wynajmowało jednego Dreamlinera a obecnie są to 3 biura i samoloty dalekiego zasięgu 3 linii lotniczych. Lubię zarówbo wyjazdy indywidualne, jak i All Inclusive poprzez biuro i zamiennie jeżdżę na obydwa sposoby. Każdy z tych sposobów ma swoje plusy. Najwiekszym minusem All Inclusive dla mnie bywa typowe, hotelowe, "uniwersalne" jedzenie, które nie ma tego smaku, jak to w lokalnych restauracyjkach. Nie jest to jednak regułą, gdyz rok temu na Zanzibarze hotel oferował mniejszy nieco wybór niż to się często zdarza (gdy dan mamy mnóstwo ale wszystkie jakies takie jakby podobne) ale dania miały swój smak, zaś świeże filety z ryby smażone na bieżąco smakowały nie gorzej niż to, co jadłem w Wietnamie czy Tajlandii w lokalnych knajpkach. Natomiast zupełnie nie dla mnie są te tzw. polskie strefy, gdyż podczas wyjazdów raczej nie zależy mi na spotykaniu Polaków a zwłaszcza na nawet biernym uczestniczeniu w rozrywkach z ich udziałem.
Przemm, 17 marca 2018, 6:26 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Nie zgodzę się ze zdaniem autorki "Dziś odwrotnie – niemal wszyscy chcą jeździć na własną rękę." Wg moich obserwacji mnóstwo ludzi preferuje wyjazdy zorganizowane, co widać po rozwoju ofert biur. Około 4 lata temu pojawiły się pierwsze wycieczki na Kubę i do Tajlandii z lotem bezpośrednim z Warszawy i co roku oferta dalekich wycieczek rośnie. Najpierw jedno biuro wynajmowało jednego Dreamlinera w sezonie zimowym a obecnie są to 3 biura i samoloty dalekiego zasięgu 3 linii lotniczych a do wylotów z Warszawy dołączyły wyloty z innych lotnisk. Lubię zarówbo wyjazdy indywidualne, jak i All Inclusive poprzez biuro i zamiennie jeżdżę tak lub tak. Każdy z tych sposobów ma swoje plusy. Najwiekszym zaś minusem wielu All Inclusive dla mnie bywa typowe, hotelowe, "uniwersalne" jedzenie, które nie ma tego smaku, jak to w lokalnych restauracyjkach. Nie jest to jednak regułą, gdyż rok temu na Zanzibarze hotel oferował mniejszy nieco wybór niż to się często zdarza w sieciowych hotelach(gdy dań mamy mnóstwo ale wszystkie w podobnym stylu i smaku) ale dania miały swój smak, zaś świeże filety z ryby smażone na bieżąco smakowały nie gorzej niż to, co jadłem w Wietnamie czy Tajlandii podczas indywidualnego wyjazdu.
Przemm, 17 marca 2018, 8:28 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Na Bali mogliśmy polecieć niestety tylko na tydzień. Upłynął on pod hasłem "Trzy dni w norce, reszta w all-ce.". Przez pierwsze trzy nocki spaliśmy w bardzo tanim (ale przesympatycznym) hoteliku, żywiliśmy się w warungach i zwiedzaliśmy od świtu do nocy. Kolejne 4 nocki to był całkiem niezły, choć nie bardzo drogi resort, gdzie snurkowaliśmy, piliśmy drinki, chodziliśmy po okolicy na masaże i troszkę zwiedzaliśmy. To był naprawdę fajny tydzień.
marcinsss, 17 marca 2018, 8:36 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Tak. AI jest dla ludzi, którzy wiedzą że tego chcą i tego potrzebują. Raczej nie dla mnie, ale raz mi się zdarzyło. To było ciekawe doświadczenie. Tydzień w Egipcie (Hurghada). Miesiąc przed Arabską Wiosną. Na dwa dni uciekliśmy z hotelu i pojechaliśmy na własną rękę do Kairu. Po tylu latach wiele sytuacji z tego wyjazdu nabiera trochę innego znaczenia niż nam się wówczas wydawało. I nie są to pozytywne odczucia.
specialk, 17 marca 2018, 10:29 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Byłem raz na all i mam nadzieje że już nie będę musiał z tego korzystać. To żaden luksus bo jak ktoś ma kasę to stać go drinka czy obiad . All to raczej dla ludzi bez kasy którzy nie chcą czy nie mogą nic więcej wydać . I tak naprawdę to był obciach chodzić z opaską po mieście bo albo janusze albo proletariat angielski. No chyba że pojadę s szwagrami i będziemy chlać as rana to może się „opłaci” bo widziałem takich co poza basen i sale restauracyjna nie wychodzili przez cały pobyt.
noyle, 17 marca 2018, 17:34 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Jeżdżę zarówno samodzielnie, jak i z biurami, na wypoczynki all inc, objazdy, byłem też w zeszłym roku w Kokkino Nero w kurorcie z Polską Strefą i szczerze mówiąc to co mi najbardziej przeszkadza i jest najbardziej wieśniackie na moje oko to udawanie, że jest się lepszym od innych. I to jest nagminne w kurortach ze średniej - wyższej półki, tam spotkamy rodaka z najgorszym możliwym nastawieniem. Rodaka, który nie będzie chciał z Tobą gadać, bo jesteś Polak, a on przecież jest ponad to i łazi sobie taki z tym drinkiem z palemką jak cesarz wśród obywateli krajów Europy Zachodniej. W Polskiej Strefie, wbrew temu co mogą sobie myśleć niektórzy, jest fajnie, sympatycznie i wcale nie ma "januszowania". Uniwersalna rada - wyciągnijmy wszyscy kije spomiędzy pośladków.
rocko, 18 marca 2018, 18:08 | odpowiedz

maseczka na lotnisku
Do których krajów pojedziemy bez problemu? Wszystkie obostrzenia w jednym miejscu! »
REKLAMA
porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.