Ryanair brutalnie szczery: “Gdyby LOT oferował etaty, też pewnie musielibyśmy je dać pracownikom w Polsce. Ale nie musimy”
Polska jest jedynym krajem w Europie, gdzie powstała osobna spółka do zatrudniania pracowników, a piloci i stewardesy zamiast etatów będą musieli zakładać własne firmy. To bardzo niekorzystne zmiany w zatrudnieniu w stosunku do innych krajów. Co na to Ryanair? – Takie są realia rynkowe, w których się poruszamy – tłumaczy w rozmowie z Fly4free.pl Kenny Jacobs, dyrektor marketingu irlandzkiej linii.
Odkąd Ryanair uznał w grudniu ubiegłego roku związki zawodowe, irlandzka linia przechodzi ogromne zmiany. Negocjuje nowe warunki zatrudnienia z pracownikami we wszystkich krajach, ci od czasu do czasu strajkują, ale generalnie można powiedzieć, że sytuacja powoli się normalizuje.
Zdecydowanie najdalej posunięte zmiany zajdą w Polsce: z końcem roku z naszego kraju zniknie spółka Ryanair DAC, która zatrudniała na etatach pracowników taniej linii z naszego kraju. Członkowie załóg i piloci przejdą do spółki Warsaw Aviation, ale forma ich zatrudnienia znacząco się zmieni. Dostali czas do namysłu do końca roku: muszą w tym czasie założyć własną działalność gospodarczą i przejść na samozatrudnienie. Jakby tego było mało, od niedawna w naszym kraju działa pierwszy wiązek zawodowy pracowników Ryanaira, który stanowczo sprzeciwia się tym planom. W praktyce wszyscy pracownicy przejdą do linii Ryanair Sun, która od nowego roku będzie obsługiwała nie tylko loty czarterowe, ale też regularne połączenia irlandzkiego low-costa.
Jak idzie przenoszenie pracowników z etatów na samozatrudnienie?
– Większość pilotów nie ma z tym problemów, większy opór mamy ze strony załóg pokładowych – mówi Michał Kaczmarzyk, dyrektor Ryanair Sun.
Z kolei Kenny Jacobs, dyrektor marketingu Ryanaira, snuje niesamowite wizje rozwoju Ryanaira w Polsce: chwali się m.in, że w przyszłym roku irlandzka linia zbazuje w Polsce kolejne 4 samoloty.
Wróćmy jednak do polskich pracowników i tego, w jakiej formie będą zatrudniani. Główna różnica polega na tym, że pracownicy Ryanaira w Polsce będą walczyć o… pozostawienie w pracy na obecnych warunkach, czyli kontrakty podpisane według irlandzkiego prawa. To postulat, któremu sprzeciwiają się bez wyjątku związkowcy w każdym kraju w Europie. Dlaczego? Sprawa rozbija się o formę zatrudnienia, czyli etaty. W każdym innym kraju Ryanair będzie oferował swoim pracownikom umowy o pracę według lokalnego prawa, a tylko w Polsce będzie to samozatrudnienie. Mówi o tym otwarcie sam Jacobs w rozmowie z Fly4free.pl.
– Czy taki model, jaki zaprowadzimy w Polsce będzie obecny także w innych krajach? Nie. Czy to swego rodzaju eksperyment? Też nie! Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, w jaki sposób ten model zatrudnienia będzie obowiązywał w Polsce. Podobnie jest zresztą z regulatorem rynku. Myślę, że to pokazuje, że jesteśmy elastyczni i jak szybko potrafimy się zmieniać. Za 6 miesięcy będziemy normalną firmą ze związkami zawodowymi. To oczywiście oznacza, że od czasu do czasu będą u nas strajki, ale tak czy inaczej, szybko uda nam się porozumieć z pracownikami – mówi Jacobs.
– A co z polskimi pracownikami? U nas nie będzie strajków, bo samozatrudnieni nie mogą być członkami związków zawodowych.
– Polska jest trochę innym rynkiem niż kraje w Europie Zachodniej.
– A może zamiast etatów każecie pracownikom zakładać własne firmy dlatego, że w Polsce związek zawodowy Ryanaira jest świeży i po prostu nie ma siły przebicia?
– Z pewnością polskie związki będą to próbowały sprzedawać w ten sposób, ale prawda jest taka, że decyzja o tym, aby w taki sposób prowadzić biznes w Polsce zapadła na długo, zanim powstał polski związek zawodowy jak w Ryanairze. Polska jest wciąż dla nas bardzo ważnym rynkiem, rośniemy tu w sposób naturalny, a przy Warsaw Aviation nie musimy dokonywać wielu rewolucyjnych zmian w naszej działalności.
– Skoro tak, to dlaczego nie dacie swoim pracownikom z Polski etatów? Dajecie je praktycznie w każdym europejskim kraju.
– Forma zatrudnienia i kontrakty, jakie oferujemy naszym pracownikom są dokładnie identyczne jak w LOT. To jest coś, co istnieje na polskim rynku od dawna i pracownicy są do tej formy przyzwyczajeni. Dlatego to my decydujemy się na formę zatrudnienia, która jest już szeroko obecna w branży lotniczej. Ta propozycja jest też lepsza dla samych związkowców, bo po dokładnej analizie pracownicy z pewnością dojdą do wniosku, że na rękę będą zarabiać zdecydowanie więcej.
– Chciałbym dobrze zrozumieć: Gdyby LOT oferował nowym pracownikom etaty, wy zrobilibyście tak samo?
– Dokładnie tak by było, ale to jest czysta ekonomia. Musisz po prostu znaleźć ludzi, którzy będą obsługiwali twoje samoloty. LOT jest ważną linią w tym kraju i samozatrudnienie to ich wybór, który wpływa na cały rynek. Nie wszędzie tak jest – gdy kilkanaście lat temu po raz pierwszy pojawiliśmy się w Niemczech, większość naszych pilotów miało własną działalność gospodarczą. Obecnie, jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia wszyscy nasi piloci będą zatrudnieni na etatach. To banalnie prosta sprawa – dostosowujemy nasz model zatrudnienia do realiów rynku w Polsce.
Pracownicy: Przejście na samozatrudnienie nam się nie opłaca
Polscy pracownicy irlandzkiej linii na zmiany patrzą krytycznym okiem.
– Czy protestujemy przeciw zmianom, za którymi są nasi koledzy w całej Europie? To bardzo możliwe. Ale musimy pamiętać, że nam nie zaproponowano etatów, ale samozatrudnienie. W Irlandii mamy znacznie bardziej korzystny system podatkowy, znacznie korzystniejsze jest też tamtejsze ubezpieczenie społeczne. Porównujac wynagrodzenie faktycznie nie wychodzimy najgorzej, ale przy samozatrudnieniu tracimy szereg zabezpieczeń, które normalnie przysługują nam przy umowie o pracę – mówią nam związkowcy z polskiego Ryanaira.
Od początku przyszłego roku w Warsaw Aviation znajdzie się ponad 400 pracowników Ryanaira w Polsce.
– Mamy nadzieję, że związkowcy z całej Europy staną za nami murem. Tym bardziej, że przecież samozatrudnienie znacząco zmniejsza rolę związków zawodowych. Chcemy normalnych umów o pracę, najlepiej na irlandzkim prawie, bo przecież tak naprawdę nasza praca to normalny system etatowy z grafikiem i nadzorem menadżerskim. Najważniejsze jest dla nas to, abyśmy byli równorzędnym partnerem w rozmowach dla Ryanaira. Żeby nasze związki miały jakąś siłę i żeby Ryanair nie straszył już innych w Europie Polską – słyszymy.
Chodzi oczywiście o sytuację z wakacji, gdy Ryanair ogłosił, że w związku ze strajkami irlandzkich pilotów zmniejsza wielkość bazy w Dublinie, a 6 samolotów ze stolicy Irlandii przenosi do Polski. Po czym po kilku tygodniach Ryanair zmienił tę decyzję i przywrócił samoloty do Dublina, gdy ponownie dogadał się ze związkowcami.
A teraz… Ryanair ćwiczy ten sam wariant na Niemcach i Holendrach
“Szantaż? Tu absolutnie nie chodzi o szantaż”
Kilka tygodni temu Ryanair ogłosił, że z powodu droższej ropy, ale także strajków jego zyski w tym roku będą niższe od planowanych aż o 150 mln EUR. W związku z tym przewoźnik ogłosił zamknięcie baz w Eindhoven, Bremie oraz zmniejszenie liczby samolotów w bazie Dusseldorf-Weeze.
Przewoźnik tłumaczył tę decyzję kwestią oszczędności, ale nieoficjalnie można było usłyszeć, że Ryanair wysyła w ten sposób sygnał ostrzegawczy do najbardziej agresywnych związków zawodowych i wycina “gniazda szerszeni”, gdzie pracownicy krzyczą najgłośniej. Tak też zresztą odebrali to związkowcy, którzy twierdzą, że zamykanie baz to “deklaracja wojny” ze strony Ryanaira.
Co na to irlandzka linia? Czy możemy w tym wypadku mówić o szantażu?
– To absolutnie nie jest szantaż, ta decyzja miała czysto komercyjne podłoże, głównie powodowana wysoką ceną paliwa. Z pewnością dla związków to jest bardzo wygodne tłumaczenie, ale zawsze zamykamy bazy patrząc na to, jak sobie radzą pod kątem rentowności. I w najbliższej przyszłości z całą pewnością będziemy zamykać kolejne bazy operacyjne.
– Ale nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało np. `a miesiąc, że bazy w Eindhoven i samoloty w Dusseldorfie nagle wracają na swoje miejsce.
– Związki mogą złożyć taki warunek podczas negocjacji, ale nie jest powiedziane, że go zaakceptujemy. Zawsze zamykamy i otwieramy bazy, patrząc pod kątem ich rentowności – mówi Jacobs.