Jak zimno musi być, żeby loty zostały odwołane? Temperatura nie jest wcale najważniejsza
W trakcie mroźnej zimy faktycznie dużo częściej odwołuje się zaplanowane połączenia. Ale wbrew pozorom to nie temperatura jest tutaj kluczowa. Paliwo zamarza dopiero w temperaturze -40°C i co ważne – liczy się temperatura na ziemi, a nie w powietrzu.
Kiedy samolot leci, temperatura na zewnątrz może wynosić nawet – 56°C. Ale upraszczając: w trakcie lotu paliwo przechodzi przez silnik, gdzie jest ogrzewane. A niska temperatura, ze względu na gęstość powietrza sprzyja lotom, bo zapewnia lepszą wydajność i… szybsze starty.
Kłopotem nie jest więc nawet ekstremalnie niska temperatura, a jedynie towarzyszące jej zjawiska – opady śniegu i lód. Jeśli na samolocie zbierze się jedno z nich, zmienia się przepływ powietrza. To z kolei powoduje, że zmniejsza się wydajność całego samolotu.
To właśnie stąd biorą się duże, zimowe opóźnienia. Samoloty trzeba oczyścić ze śniegu i „odmrozić”, a to trwa od kilkunastu minut do nawet godziny – w zależności od wielkości. Maszyny spryskiwane są też specjalnym środkiem, zapobiegającym zamarzaniu, dzięki któremu samolot może bezpiecznie wystartować. W trakcie lotu przed osadzaniem się śniegu i lodu zabezpiecza go ogrzewanie skrzydeł.
Pogoda decyduje też chociażby o tym, jak długo pracownicy lotniska mogą przebywać na zewnątrz – np. ci, którzy zajmują się obsługą bagażu. Na przykład wedle amerykańskiego prawa, w trakcie takiej zimy z jaką aktualnie mierzą się porty lotnicze za oceanem, obsługa portu nie może wychodzić poza budynek na dłużej niż kwadrans.
Atak zimy oczywiście może też wpłynąć na stan pasa startowego, nawet mimo regularnego odśnieżania lub widoczność. Wszystkie te czynniki powodują, że w trakcie śnieżnych miesięcy loty odwoływane są masowo. W samych Stanach Zjednoczonych tegoroczna zima spowodowała odwołanie 3 tysięcy połączeń.
Warto jednak pamiętać, że nie tylko zima jest dla samolotów utrapieniem. Także ekstremalnie wysokie temperatury były powodem odwoływania lotów. Na przykład w czerwcu 2017 roku z powodu upału odwoływano loty w południowo-zachodniej części Stanów Zjednoczonych. American Airlines poinformowało wtedy, że ich samoloty mogą latać jedynie, jeśli termometry wskazują mniej niż 47°C. Prognozy np. dla Phoenix zapowiadały jeden stopień więcej.
Gorące powietrze jest mniej gęste i w znaczący sposób wpływa na pracę silników i właściwości aerodynamiczne. Zwiększa się więc wymagana długość drogi startowej i ogranicza dozwolony tonaż – a więc liczbę pasażerów i bagaży.
W przypadku ekstremalnie wysokich temperatur mogą także pojawić się kłopoty z funkcjonowaniem kokpitu i utrudnić nawet samo przebywanie w nim.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?