Powiedziała, że ma w bagażu bombę. Straż Graniczna nie miała poczucia humoru
Zamiast spokojnie odbyć lot, jedna z pasażerek wylatujących z lotniska w Gdańsku, postanowiła zażartować z zawartości swojego bagażu. Kobieta powiedziała pracownikom, że ma w nim bombę i w kilka chwil postawiła na nogi służby portu lotniczego.
41-letnia mieszkanka województwa pomorskiego miała lecieć do Norwegii. Na lotnisku w Gdańsku zgłosiła się do odprawy bagażowo-biletowej, gdzie przed lotem chciała nadać swój bagaż. Najwyraźniej jednak znudziły lub zirytowały ją standardowe pytania o zawartość bagażu, które zadają pracownicy, bo postanowiła sobie zażartować. Kobieta poinformowała bowiem, że w walizce ma bombę.
I choć był to kolejny głupi żart, z jakim musieli borykać się pracownicy lotniska, jak zawsze został on potraktowany bardzo poważnie. W sprawie musiała interweniować Straż Graniczna.
– Pirotechnicy Straży Granicznej dokładnie przeszukali rzeczy 41-latki, nie znaleźli w nich żadnych materiałów niebezpiecznych – informuje Morski Oddział Straży Granicznej.
Niestety konsekwencje w takich przypadkach nie są zbyt dotkliwe, więc nie odstraszają skutecznie potencjalnych żartownisiów. Kobieta została bowiem ukarana mandatem w wysokości 500 PLN.
Podobnie zresztą było w przypadku 39-latka ze Szczecina, który zażartował, że ma przy sobie granaty i kałasznikowa. Do sytuacji doszło w lipcu na lotnisku we Wrocławiu w trakcie odprawy lotu na Teneryfę i również skończyło się jedynie na mandacie. Po zakończeniu procedur udało mu się także wyruszyć na upragniony urlop – za warunkową zgodą załogi pokładowej.