5 zapomnianych europejskich nadmorskich kurortów. Czy ponownie mają szansę stać się hitem?
Portugalia, Hiszpania, Francja, Włochy, Grecja, Turcja – w całej Europie bez problemu znajdziemy liczne kurorty i regiony, które od razu przychodzą nam na myśl, gdy myślimy o wakacyjnym wypoczynku. Gdyby nie różnego rodzaju zawirowania historyczne, ich lista mogłaby być znacznie dłuższa. A kto wie, może wśród nich znalazłyby się miejsca, które dziś biłyby rekordy popularności? Przedstawiamy kilka z wielu podobnych przykładów kurortów mających lata świetności dawno za sobą.
Le Touquet-Paris-Plage (Francja): Dotkliwe skutki obu wojen
Położony na linii brzegowej kanału La Manche nadmorski kurort doczekał się kilku przydomków, takich jak „Ogród Kanału La Manche”, „Perła Opalowego Wybrzeża”, „Sportowy raj” czy „Four Seasons Resort”. Oficjalnie nazywa się jednak Le Touquet-Paris-Plage, a drugą część nazwy nadał mu Hippolyte de Villemessant, założyciel i były właściciel paryskiej gazety „Le Figaro”. Było to wówczas chętnie oblegane miejsce przez bogatych mieszkańców Paryża, czemu sprzyjało wykupienie obszaru wybrzeża w 1894 roku przez Le Touquet Syndicate Ltd. Niedługo później zmieniło się w ośrodek golfowy i hazardowy.
Nie tylko francuscy magnaci doceniali piękno Le Touquet-Paris-Plage. Od początku XX wieku stawało się atrakcyjnym kurortem dla zamożnych Brytyjczyków, który kupowali lub stawiali tam swoje luksusowe, wakacyjne wille. Miano „sportowego raju” zyskało z kolei dzięki kasynom i organizowanym wyścigom konnym, co rzecz jasna było w tamtych latach jedną z najczęstszych rozrywek dla Brytyjczyków.
Prężnie działający kurort, z którego korzystali również mniej zamożni, zmienił swoje oblicze wraz z wybuchem pierwszej wojny światowej. Le Touquet-Paris-Plage było miejscem schronienia dla tysięcy uchodźców z Francji i Belgii, ale jeszcze większe zniszczenia wywołała druga wojna światowa. Co prawda większość przedwojennych willi została odbudowa, ale kurort nie odzyskał już tego samego blasku, co kiedyś. Dziś jest zaledwie jednym z wielu miejsc wypoczynku dla Francuzów i nielicznych Brytyjczyków.
Słoneczny Brzeg od 2059 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Pafos od 2600 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Modlin)
Korfu od 1787 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Bordighera (Włochy): Problematyczni "sąsiedzi"
Położone wzdłuż Riviera di Ponente miasteczko było niegdyś inspiracją dla największych artystów jak malarz Claude Monet i pisarz Andre Aciman. Druga połowa XIX wieku generalnie była okresem największego rozkwitu całego wybrzeża Ligurii, kiedy to było ono szturmowane przez angielskich turystów. Sama Bordighera najwięcej zyskała dzięki powieści Giovanniego Ruffiniego „Il Dottor Antonio”, która w całości opowiadała o mieście. Pięć lat później powstał w nim pierwszy hotel, który przyjmował m.in. brytyjskich prominentnych polityków.
Naturalnym magnesem dla tysięcy turystów stały się piękne, kamieniste plaże i cudowny widok na stoki Alp Liguryjskich. W 1873 roku w mieście otwarto stację kolejową, dzięki której podróż z Paryża trwała zaledwie 24 godziny (w tamtym okresie był to znakomity wynik). Było to jednym z punktów zwrotnych w turystycznym rozwoju Bordighery, która praktycznie z każdą kolejną dekadą zyskiwała na znaczeniu.
Choć z biegiem czasu miasto zaczęło zyskiwać na popularyzacji całego wybrzeże Ligurii, swego rodzaju przeszkodą stało się położone 15 kilometrów na wschód San Remo i oddalone o około 35 kilometrów Monako. Zamożni przyjezdni zyskali nowe miejsca do swoich „bogatych” podróży, niejako zostawiając Bordigherę dla tych, którzy nie mogli się pławić w luksusach oferowanych w pobliskich kurortach. Dziś wciąż jest często obieranym punktem na mapie turystów, ale lata świetności ma dawno za sobą.
Pirou (Francja): Nieudany plan zmiany charakteru gminy
Położona w Normandii gmina zasłynęła w drugiej połowie XIX wieku za sprawą kultury ostryg i małży, które stały się swego rodzaju symbolem Pirou. Na niemal całej długości wybrzeża ustawiane były jednostki do ich połowu, rozsławiając gminę nie tylko wśród francuskiej, ale i brytyjskiej ludności. Gmina co prawda nigdy nie miała charakteru typowo wypoczynkowego i „plażowego”, ale dzięki klimatowi i niezachwianemu charakterowi była częstym miejscem odwiedzin dla turystów.
Mało brakowało, a Pirou zmieniłoby swój image. W 1990 roku zainicjowany został projekt Aquatour, który zakładał wybudowanie w gminie 75 obiektów turystycznych, restauracji, obiektów sportowych i hotelu. Koncepcja upadła na początku 1992 roku z powodu problemów finansowych pomysłodawcy i braku wymaganych pozwoleń na budowę. Na skutek tego kilka firm realizujących zlecenia budowlane zbankrutowało, a sprawa trafiła nawet do sądu. Do dziś nie zapadły wyroki skazujące odpowiedzialnych za fiasko.
Skutkiem nieudanej inwestycji było przyznanie Pirou miana „miasta duchów” za sprawą opuszczonych budynków, które docelowo miały zostać wyburzone i zastąpione infrastrukturą turystyczną. Liczni artyści graffiti postanowili odrodzić to miejsce i zaczęli malować na nich piękne dzieła, chcąc w ten sposób zmienić wizerunek całej gminy. Jej władze wykupiły wszystkie grunty i zgodnie z zapowiedziami, w najbliższych latach Pirou ma zyskać nowy, prawdopodobnie nastawiony na masową turystykę charakter.
Kupari (Chorwacja): Jugosłowiańska idylla i jej krwawy koniec
W latach 60. XX wieku podjęto decyzję o wybudowaniu luksusowego kurortu dla elit jugosłowiańskiej armii. Położona w pięknej zatoce wieś Kupari jest oddalona od obleganego Dubrownika o zaledwie dziewięć kilometrów, ale nie był to problem – miało to być zaplecze dla bardziej rozsławionego miejsca żupanii dubrownicko-neretwiańskiej. Dowodem tego był powstały kilka lat wcześniej Grand Hotel, bijący wówczas rekordy popularności wśród europejskich turystów. Niedługo później powstał swego rodzaju kompleks złożony z hoteli Grand, Kupari, Goričina, Goričina II i Pelegrin, a także znajdującego się obok kempingu.
Ta nadmorska część Chorwacji prężnie się rozwijała do lat 90. ubiegłego wieku. Wszystko zmieniło się jednak wraz z wybuchem chorwackiej wojny o niepodległość. Jugosłowiańska armia ostrzelała i splądrowała cały kompleks, po czym podpalono wszystkie hotele. W dość krótkim czasie kurort, który mógł pomieścić prawie sześć tysięcy turystów jednocześnie, stał się miejscem wymarłym, będącym jedynie pamiątką.
Obecnie Kupari jest rajem dla fanów urbexu – zyskało przydomek „Zatoki Umarłych Hoteli”. Rzecz jasna co jakiś czas pojawiają się plany całkowitej prywatyzacji terenu dawnego kompleksu i przywrócenia w nim życia, ale jak dotąd nie pojawiły się żadne konkretne projekty. Niezmiennie jest to jednak miejsce, które przedstawia krwawą historię Chorwacji z końcówki XX wieku.
Dino (Włochy): Naturalne procesy wywabiły turystów
Tuż przy wybrzeży w południowo-włoskim regionie Kalabrii, w gminie Praia a Mare leży mała wyspa Dino. Jej długa historia, sięgająca IX i X wieku jest naznaczona walkami z udziałem Turków, Burbonów i marynarki austro-węgierskiej. Przez wiele lat była połączona ze stałym lądem, ale postępująca erozja sprawiła, że jedyny lądowy most został zniszczony. Pozostało jednak jej naturalne piękno, które praktycznie do dziś pozostaje nienaruszone przez człowieka.
W latach 60. ubiegłego wieku wyspa została sprzedana Gianniemu Agnelliemu, byłemu politykowi i głównemu udziałowcowi Fiata. Jego celem było rozwinięcie Dino dla międzynarodowych turystów, z przewagą tych raczej zamożnych i uznanych w świecie biznesu. Plan zakładał budowę nowej drogi o długości 1,7 kilometra od nabrzeża w głębi lądu, apartamentowców dla mieszkańców, a także innych elementów infrastruktury turystycznej. Projekt ostatecznie upadł w czerwcu 2014 roku, kiedy to sąd unieważnił umowę.
Dziś Dino może i nie ma takiego rozgłosu, jak mogłoby mieć w przypadku powodzenia inwestycji, ale w dalszym ciągu jest świetnym miejscem dla fanów dzikiej przyrody, grot i nurkowania. Szczególną popularnością cieszą się powstałe na skutek erozji podwodne groty, zwłaszcza Gargiulo Grotto i Grota Lwa.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?