Fly4free.pl

Król plażingu przyniósł ze sobą aż 17 parawanów. Najwyższy czas na mandaty i zakazy?

parawany bałtyk
Foto: Mariusz.ks / Shutterstock
Grzywny, mandaty, prośby, groźby, a nawet żarty i komiksy – pomysłów na to, jak unormować kwestię parawanów na polskich plażach jak tak wiele jak samych wiatrochronów. Teraz, gdy opieszałość ludzi i nadmiar parawanów doprowadziły do tragedii, przyszedł czas, by zastanowić się, czy i na jakich zasadach powinniśmy ich w ogóle używać.

Jako dość regularna bywalczyni Krupówek, zapory w Solinie i kilku popularnych nadmorskich miejscowości (nie zawsze z zupełnie dobrowolnego wyboru), naprawdę wiem, co znaczy przaśność. Znam te wszystkie gumogniotki z napisem Bałtyk, delfinki trzymające w pysku bursztyny, fluorescencyjne dinozaury, czapki kapitana i oczywiście pstrokate parawany w zestawie razem z młotem godnym Thora, którymi dałoby się pewnie przebić do samego jądra ziemi.

I o dziwo, przyjmuję ją z dobrodziejstwem inwentarza. Czy to moje klimaty? Kompletnie nie. Ale pogodziłam się, przywykłam i jakoś mi to nie przeszkadza (choć wciąż bawi) – w razie czego zawsze mogę jechać w mniej popularne miejsca. Jednak w momencie, gdy ta nasza nadbałtycko-wakacyjna przaśność doprowadza do tragedii, to nawet ja uważam, że czas powiedzieć „dość”. I postawić granicę – zdecydowanie nie z parawanu.

Czy naprawdę musiało dojść do tragedii?

Kilka dni temu Polskę obiegła tragiczna wiadomość o śmierci 45-latka. Mężczyzna zasłabł podczas gry w siatkówkę na plaży w Stegnie. Choć do pomocy od razu ruszyli obecni na plaży ratownicy, a pogotowie zostało wezwane ekspresowo, mężczyzny nie udało się uratować. Z uwagi na zastawioną plażę, pogotowie nie mogło dotrzeć do potrzebującego pomocy na czas.

Ludzie widzieli ratowników, słyszeli, że coś się dzieje, mimo tego nie chcieli zejść z drogi, zwinąć parawanów, ustępować miejsca – tłumaczył Rafał Goeck, rzecznik Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa, w rozmowie z „Faktem”. — Mieliśmy już kiedyś taką sytuację. Kiedyś śmigłowiec LPR chciał lądować na plaży (…). Usłyszeliśmy wtedy od ludzi, że nie ustąpią, bo oni o to miejsce dosłownie walczyli, to ich miejsce, nie ruszą się, bo ktoś je im zajmie – opowiada.

I tak naprawdę – to się musiało kiedyś zdarzyć, prędzej czy później. Ale nie ma lepszego czasu, by coś zmienić niż niedługo po takiej tragedii.  

Co te parawany komu przeszkadzają? Nikomu, ale do czasu!

Wbrew pozorom parawany nie są wyłącznie polską przypadłością. Wiatrochronów używa się bowiem czasami chociażby w Wielkiej Brytanii czy innych wietrznych krajach. Ale parawaning – to już zdecydowanie nasza specjalność. Początkowo – zgodnie z pomysłem twórców – służyły do ochrony przed wiatrem. Z czasem stały się jednak szansą na zaklepanie sobie prywatnej kwatery na plaży. I nie przesadzam – tegoroczny rekordzista użył aż 17 parawanów, by stworzyć swoje plażowe królestwo w Świnoujściu. Ale przecież nie on jeden tworzy konstrukcje, którym bliżej do samowoli budowlanej.

Trochę to rozumiem, bo któż z nas nie marzył o własnym „emcztery” przy samej wodzie – zwłaszcza, gdy parawanowe imperium łatwo może przekroczyć metraż przeciętnej kawalerki w dużym mieście. I to bez wkładu własnego i hipoteki na 30 lat! Czy to dlatego, niektórzy są skłonni wstać o 5 rano, aby zarezerwować sobie swój kawałek piaseczku? Niewykluczone. Czy hejtują je tylko ci, którym wstać się nie chce i w efekcie mogą pomarzyć o takim wyróżnieniu? Możliwe (i przybijam wam piątkę leniuszki!).

Sytuacja momentami robi się tak tragikomiczna, że Asz Dziennik pokusił się o żartobliwego newsa zatytułowanego: „Nowe wymagania na kursach ratowniczych. Obowiązkowy bieg przez parawany”. Szkoda tylko, że to śmiech przez łzy. Bo nie można zapominać, że parawanowa wojna to nie tylko kwestia estetyki i umiejętności dogadania się z budzikiem.

Zastawianie plaży parawanami to przede wszystkim drastyczne ograniczanie sprawnych akcji ratunkowej. Ratownicy, którzy muszą przedzierać się przez las wiatrochronów, tracą cenny czas. Nie inaczej jest z samą obserwacją plaży. Labirynt pstrokatych materiałów lubi płatać figle naszemu umysłowi. Nie trudno czegoś nie zauważyć, coś przegapić i odwrotnie – ulec złudzeniom optycznym. Pojawia się problem, gdy do potrzebujących musi dotrzeć pogotowie ratunkowe albo policja. A to nie koniec parawanowych grzechów głównych. W gąszczu plażowych apartamentów regularnie gubią się dzieci, a ich połączenie z rodzicami bywa równie trudne, co dojście do morza, gdy plażowe karty zostały już rozdane. Bo i to – dla przeciętnego plażowicza z drugiego czy trzeciego rzędu, będzie skomplikowane.

Król parawanowej budowlanki Cię wkurza? To połóż się obok niego!

Czy to najwyższy czas na poważną dyskusję o zakazie lub ograniczeniu parawanowego szaleństwa? Zdecydowanie! Zresztą – pierwszy raz taki pomysł pojawił się już w 2016 roku. Wtedy burmistrz Darłowa był pierwszym w Polsce włodarzem, który próbował wprowadzić zakaz parawanów. Ostatecznie zrezygnowano jednak z nakazu, a postawiono na edukację. Powstał nawet Kapitan Parawan – komis, który w zabawny sposób przypominał, że do ochrony przed wiatrem wystarczy jeden wiatrochron. Nie trzeba od razu wykupić całej hurtowni.

– Nie chcieliśmy, aby taki zakaz powodował nieporozumienia wśród plażowiczów. Nie chcieliśmy negatywnych emocji. Sądzę, że kłopotem byłoby też wyegzekwowanie takiego zakazu – mówił wtedy Arkadiusz Klimowicz, burmistrz Darłowa.

I tu dochodzimy do kluczowej sprawy. Samo wprowadzenie takich zasad nie jest wcale takie trudne. Nie potrzeba bowiem zmiany prawa, a wystarczyłby odpowiedni zapis w regulaminie użytkowania danej plaży. Tyle że za tym musiałaby stać odwaga włodarzy danej miejscowości i konsekwentne egzekwowanie wprowadzonych zasad. A to jest znacznie trudniejsze. W Dziwnówku funkcjonowały znaki, z których wynikało, że między parawanami ma być przynajmniej 2 metry odstępu, a samo wydzielone pole ma nie przekraczać 4m2. Ale czy ktoś kiedykolwiek to sprawdził? Nie sądzę.

– Przypomnę, że na plaży także należy zrobić „korytarz życia” znany z dróg. (…) Plażowicze powinni zostawić pas szerokości 5 metrów biegnący przez środek plaży. Nie powinno się także zagradzać dostępu do linii brzegowej – przypomina podinspektor Małgorzata Sokołowska, czyli autorka konta „Z Pamiętnika Policjantki”. – Pamiętaj, podczas wypoczynku nie bądź egoistą, bo nigdy nie wiesz, kiedy Tobie może być potrzebna pomoc – dodaje.

Warto jednak pamiętać, że nawet bez zakazu i abstrahując już od kwestii ratunkowych, wszyscy plażowicze mają równe prawa. To oznacza, że nawet, jeśli ktoś wydzielił sobie swoją własną plażową kwaterkę, to nadal jest to miejsce publiczne. I gdyby ktoś tylko chciał (np. w wyniku kolejnego dnia frustracji), mógłby korzystać nawet z odgrodzonej części plaży, np. przez rozłożenie ręcznika tuż obok króla plażowej budowlanki. Czy doszłoby do sromotnej awantury? Na pewno. Ale nikt plaży na własność nie wykupił…

***

Oczywiście chciałabym wierzyć, że wystarczą akcje informacyjne, poruszanie tematu i tylko ta jedna tragedia, której nie da się już cofnąć. Niestety coś mi podpowiada, że bez bata w postaci mandatów, grzywien i upomnień, nie uda się zdetronizować samozwańczych królów plażowej budowlanki. Obym się jednak myliła…

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »