„Turyści won!” – krzyczą w wielu miejscach. To płachta na byka czy lep na muchy?

Dodatkowy podatek za wynajem samochodu, stale rosnące opłaty turystyczne, ograniczanie wynajmu krótkoterminowego, zakazy jedzenia na ulicach, opłaty za wstęp do miasta, limity odwiedzających, coraz droższe bilety do atrakcji – pomysły uderzające turystów piętrzą się w nieskończoność. Stawiam więc pytanie: gdzie jest granica uprzykrzania życia turystów i czy w ogóle taka istnieje? A może są miasta, które mają do tego pełne prawo, bo my i tak… będziemy je odwiedzać? Podyskutujmy!

Przyjedź, zostaw pieniądze i spadaj – marzenie wielu miejsc

Wyobrażam sobie taką sesję rady miasta czy innych lokalnych władz. Ktoś wstaje i zapowiada, że ma sprytny plan na pozbycie się masowej turystyki i snuje śmiałą wizję, w której to u bram miasta stawia się skromny stoliczek w kopertami. „Proszę włożyć 100 dolarów/euro/funtów i wrzucić do zapadni obok” – głosi napis. „W budce po lewej możecie jeszcze odebrać swoje pamiątkowe zdjęcie. Dziękujemy, możecie już wracać do siebie”. Brzmi absurdalnie? Jeszcze jak. Ale jestem pewna, że nie jeden radny w Barcelonie, Amsterdamie Wenecji, na Santorini czy Majorce skrycie śni o takiej sytuacji.

Przerysowałam tę sytuację, ale i w rzeczywistości wszystkie te miejsca mają ogromny problem z masową turystyką i coraz chętniej mówią wprost, że chcą przyciągać tylko „luksusowego turystę”, który przyjeżdża na krótko, wydaje dużo pieniędzy i nie nadwyręża infrastruktury. Ten niskobudżetowy nie jest pożądany i powinien zakończyć swoją wizytę czym prędzej, najlepiej jeszcze zanim się zacznie.

Czy to sprawiedliwe? Nie. Ale czy trudno im się dziwić? Też nie.

Nie jedz pizzy, płać podatki, nie podchodź za blisko

Jeśli nie możesz wyjść spokojnie na zakupy, bo twój ulubiony targ każdego dnia oblegają wycieczki autokarowe, nie możesz wyjść z domu, bo akurat Twoja kamienica stała się „instaspotem”, nie stać cię na wynajem mieszkania, bo właścicielom bardziej opłaca wystawić się je na Aribnb, nie możesz korzystać z plaży, bo przez korki nie da się do niej dotrzeć, a Twoja ulubiona pizza na sezon podrożała czterokrotnie, bo przecież turyści i tak zapłacą, to… mówisz stop i stawiasz granicę. Domagając się przy tym tego samego od władz, które cię reprezentują.

W efekcie ostatnie lata to nieustanna kaskada pomysłów pod tytułem „a może byśmy tak uprzykrzyli życie turystom?”. Wenecja chciałaby zakazać lokali z jedzeniem na wynos i zwiększenia liczby dni z obowiązkową opłatą za wstęp do miasta, Majorka myśli nad wprowadzeniem dodatkowego podatku za wynajmowanie auta i podnosi podatek turystyczny, Park Güell chce dwukrotnie podnieść cenę biletu wstępu, Rzym obiecuje ograniczyć liczbę obiektów typu B&B, Mykonos i Santorini zamierza pobierać dodatkowe 20 euro od każdego pasażera statku wycieczkowego, a Bali bierze na tapet imprezowiczów. A to tylko pomysły z ostatnich kilku tygodni.

Widać więc, że inicjatyw jest sporo, intencje są teoretycznie dobre, bo mają napełniać miejską kasę, chronić mieszkańców i nieco odstraszać turystów. Problem polega na tym, że… to kompletnie nie działa.

Oczywiście zawsze najpierw mamy wysyp komentarzy i zapewnień, że „w życiu tam nie pojadę!”, „dam zarobić komuś innemu”, „po co tam jeździć?!”, ale później statystyki ruchu turystycznego pokazują, że na buńczucznych deklaracjach się kończy, a straty oszacowano na 14,37 zł. Powzdychamy, popsioczymy i cyk, pada kolejny rekord odwiedzin.

Miała być płachata na byka, a jest lep na muchy

Śledzę z uwagą wszystkie tego typu zapowiedzi i z jednej strony wywracam oczami i myślę, że niektóre lokalne władze najchętniej zabroniłyby w ogóle zbliżania się do zabytków i atrakcji turystycznych. Z drugiej – wiele we mnie zrozumienia dla tego lokalnego ruchu oporu, bo uważam, że tak jak i naturę, tak i zabytki, i lokalne społeczności powinno się chronić. Tym bardziej, że to co turyści potrafią wyczyniać, nikomu rozsądnemu nie mieści się w głowie. A to ktoś wybazgrze coś na Koloseum, a to wjedzie autem do Chochołowskiej, poskacze po Angkor Wat naśladując popularną grę, pożartuje o bombie na lotnisku czy rzuci kamieniami w bizona, bo „zapłacił za bilet, a zwierzęta nic nie robią”. Żadnej z tych sytuacji nie wymyśliłam.

Tyle że lata obserwowania tej branży sprawiają, że z każdym kolejnym zakazem, zastanawiam się tylko, czy istnieje granica, której miasta naprawdę nie mogą przekroczyć? Czy jest zakaz, przepis, deklaracja albo protest, który realnie mógłby sprawić, że da się zmniejszyć ruch turystyczny w tych najpopularniejszych miejscach? Jak to się dzieje, że coś, co miało zadziałać niczym płachta na byka, kolejny raz zamienia się w… lep na muchy, przyciągając jeszcze więcej osób? A może po prostu status „koniecznie odwiedzić chociaż raz w życiu” sprawia, że przeciętny turysta wybaczy im wszystko?

I czy czasem nie jest tak, że te miasta doskonale zdają sobie z tego sprawę?

Sprawdź inne superokazje 🔥
Majówka na Rodos od 1994 PLN 🌴🍹 Tydzień w 4* hotelu z basenem i zjeżdżalnią 💦👙
Grecja z 3 miast 1994 PLN

Wyspa słońca na majówkę: all inclusive w 4* hotelu na Rodos

Wyspy Kanaryjskie all inclusive 🏝️🍹 Tydzień na Fuerteventurze za 2399 PLN 🌊🏄
Hiszpania z Katowic 2399 PLN

Fuerteventura: tygodniowe all inclusive w 4* hotelu niedaleko oceanu

⚡ Super!⚡ Czarterowe loty na Wyspy Zielonego Przylądka za 999 PLN🌴💦👙
Sal z Warszawy 999 PLN

Okazja! Egzotyczne Wyspy Zielonego Przylądka w supercenie

Pizza i espresso w Neapolu 🍕☕ Okołoweekendowa wycieczka za 959 PLN (loty + ⭐⭐⭐ hotel ze 🍴)
Włochy z Warszawy 959 PLN

Pizza i espresso w Neapolu. City break w świetnym terminie

Misją Fly4free.pl jest przedstawienie Ci najlepszych zdaniem naszej redakcji okazji na podróże. Opisujemy oferty znalezione przez nas w internecie i wskazujemy adresy internetowe, pod którymi samodzielnie możesz wykupić podróż lub elementy podróży. Ceny w artykułach są aktualne w chwili publikacji. Możemy otrzymywać wynagrodzenie od partnerów handlowych, do których Cię przekierowujemy.
Komentarze

Zadziała tylko za mało podnoszą.. Jak podniosa wystarczająco to raz w życiu się  poleci - ale więcej nie.np. Zanzibar - $100 za wizę+ubezpieczenie + $5 /os/nocleg zrobił się droższy od Tajlandii i okolic mimo tańszych lotów.I ruch na Zanzbar  w ostatnim roku wzrósł o 16% a do Tajlandii o 52%Więc widać że Tanzania jeszcze może trochę podnieść by utrzymać stały ruch...
jp1, 17 listopada 2024, 19:41 | odpowiedz
A ogólnie popieram prawo mieszkańców do decydowania o wlasnym mieście - moje miasto - moje zasady. Jak się komuś nie podoba to niech nie przyjeżdża.
jp1, 17 listopada 2024, 19:41 | odpowiedz
no właśnie. do wenecji i barcelony nie pojadę. i czy przez to coś stracę? pewnie straci jakiś hotel no i niektóre restauracje w tych miastach mimo że staram się być turystą niskobudżetowym to gdzieś muszę spać i coś jeść 
jp1 A ogólnie popieram prawo mieszkańców do decydowania o wlasnym mieście - moje miasto - moje zasady. Jak się komuś nie podoba to niech nie przyjeżdża.
bogi2908, 18 listopada 2024, 8:30 | odpowiedz
Bardzo mi pasuje idea, że lokalni mieszkańcy decydują, przez głosowanie, na ile chcą turystów i po jakimś czasie odczuwają tego konsekwencje. Sam jestem głównie turystą i osobiście głosowałbym za tym by więcej turystów przyjeżdżało w moje okolice, czyli by jednak przyjeżdżali tu z pieniędzmi i zostawiali je w lokalnych biznesach czy płacili za transport publiczny. Ale jak ktoś chce by mu nie przyjeżdżali, to niech głosuje za wprowadzaniem opłat.I gdy ja widzę, że wyjazd do jakiegoś miejsca mnie dużo kosztuje, to albo tam nie jadę, albo skracam pobyt, albo np. jadę, ale ograniczam wydatki na miejscu - czyli np. zarobi na mnie bezpośrednio miasto, ale restauracja już nie. Jest to więc zawsze jakieś przekierowanie pieniędzy - albo pomiędzy ludźmi w danym mieście, albo pomiędzy miastami czy krajami. W końcu jest to też przekierowanie po mojej stronie, bo jak podróżowanie mnie więcej kosztuje, to jako że dużo podróżuję, także i życie mnie więcej kosztuje, więc podnoszę ceny/żądam podwyżek (nie zawsze skutecznie) i za podatek miejski w trakcie mojej podróży do Wenecji zapłaci Kowalski w ramach wyższych stawek u swojego operatora telekomunikacyjnego, któremu ja dostarczam droższe usługi.
automatae, 18 listopada 2024, 11:22 | odpowiedz