Zdjęcie pandy, lądowania samolotu albo wieży Eiffla brzmi jak fajna pamiątka, a jest… nielegalne i może skończyć się mandatem. Jak to możliwe?
Prawo chroni wiele atrakcji turystycznych – od kultowych budowli po zwierzęta czy obiekty państwowe. I choć ich zdjęć zobaczycie w internecie miliony, a może nawet macie podobne we własnym archiwum, to okazuje się, że są nielegalne.
Dziś, gdy dobrej jakości aparat mamy zazwyczaj w kieszeni, a dzielenie się zdjęciami stało się częścią codziennego życia, często nawet nie przywiązujemy wagi do tego, co fotografujemy. Tymczasem okazuje się, że zdjęcie z podróży potrafi przysporzyć wiele problemów. Nawet gdy są to symbole i najpopularniejsze miejsca świata.
Australijski portal news.com.au stworzył listę, na której wymienia przeróżne atrakcje turystyczne z zakazem fotografowania. I choć powody takich obostrzeń są różne, to łączy je jedno – od czasu do czasu są surowo egzekwowane.
Na liście znalazła się m.in. Wieża Eiffla, ale wyłącznie… nocą. Jak to możliwe, że fotografowanie symbolu Paryża, a pewnie i całej Francji, nie jest dozwolone? Chodzi o prawa autorskie do oświetlenia, które jest zamontowane na konstrukcji. Twórca samej wieży zmarł w 1923 r., a więc nawet doliczając dodatkowe 70 lat, które musi upłynąć jeszcze po śmierci, by prawa do dzieła wygasły – nie ma problemu. Jednak światła montowano później – w 1985 roku. Oficjalnie uznawane są za instalację artystyczną, a dopóki ich autor żyje (oraz przez kolejnych 7 dekad) są chronione.
Inne kłopotliwe obiekty z zakazem fotografowania to m.in. klejnoty królewskie w Tower of London, wnętrza Tadż Mahal i opactwa Westminster, cała dzielnica Golden Gai w Tokio, a w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wszystkie obiekty rządowe (które często oznaczają piękne pałace). Na liście nie mogło zabraknąć także Korei Północnej – wymienionej w całości, jako kraj. Turyści wielokrotnie wpadali tu w kłopoty robiąc zdjęcia niezgodne z reżimowymi założeniami.
Ciekawy przypadek dotyczy także Kaplicy Sykstyńskiej – przez wiele lat jedna z japońskich telewizji miała wyłączne prawa do zdjęć w tym miejscu, a więc wszelkie uwiecznianie materiałów na użytek inny niż prywatny, nie wchodziło w grę. Tak, blogi podróżnicze też oficjalnie odpadają. W zamian za tak intratną umową Japończycy wyłożyli ponad 4 mln USD na renowację dzieł.
To jednak nie koniec ciekawej listy. Zakaz fotografowania obejmuje chociażby chińskie pandy z prowincji Syczuan. Zwierzęta robią tak wielką furorę wśród turystów, że dla ich bezpieczeństwa trzeba było zmienić zasady. Ludzie starali się bowiem podejść jak najbliżej, często zakłócając spokój – tylko pozornie uroczych – misiów.
Australijski portal wspomina też kilka przypadków turystów aresztowanych za robienie filmów i zdjęć w trakcie lądowania samolotu. Okazuje się bowiem, że przez przypadek albo nieświadomie możemy uchwycić pracę służb, budynki rządowe lub strefy militarne (a w tym także wojskowe samoloty, pracowników wojska itd.).
W ubiegłym tygodniu w Egipcie zatrzymano brytyjskiego turystę, ponieważ właśnie na tego rodzaju filmie uwiecznił wojskowy śmigłowiec. Sprawa rozrosła się do absurdalnych rozmiarów, a 19-latek z Manchersteru został oskarżony o zbieranie informacji wywiadowczych. Na razie nie wiadomo, jak zakończy się jego sprawa. I choć wielu z nas ma bardzo podobne nagrania czy fotografie w telefonie, to raczej podczas ich robienia nikt nie przypuszczał, że może zostać aresztowany.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?