Wietnam: z północy na południe (relacja)

Nad ranem po 9 godzinach lotu wylądowaliśmy w Wietnamie. Hanoi powitało nas ciężkim, wilgotnym, powietrzem. Dla porównania, kilkanaście godzin wcześniej w Moskwie sypał śnieg - tymi słowami zaczyna się relacja z zeszłorocznego pobytu w Wietnamie, którą Kasia Marculanis przysłała do redakcji Fly4free.pl.Ponieważ dziś za oknem aura nie rozpieszcza, zapraszamy was, by wraz z Kasią na parę chwil uciec do tropikalnego Wietnamu. Miłej lektury.

Trasa

Warszawa – Moskwa – Hanoi – Halong Bay – Danang – Hoi An – Danang – Sajgon – Can Tho – Rach Gia – Phu Quoc – HCMC – Hanoi – Moskwa – Warszawa


Mapa pokazuje zarys trasy i nie jest jej dokładnym odwzorowaniem. Wiele odcinków autorka pokonała lokalnymi liniami lotniczymi. Screen z maps.google.com

Przelot

W kwietniu 2011 z Warszawy do Hanoi wyruszyliśmy liniami Aerofłot. W obie strony mieliśmy międzylądowanie w Moskwie na lotnisku Szeremietiewo. W stronę Hanoi czekaliśmy 4 godziny, a z powrotem tylko 2. Jeśli ktoś ma dłuższy postój to warto wziąć śpiwór do podręcznego i przygotować się na spory wydatek na jedzenie. Za 2 hamburgery i frytki zapłaciliśmy 100 zł.

Hanoi


Fot. Kent Nguyen, flickr.com, cc

Nad ranem po 9 godzinach lotu wylądowaliśmy w Wietnamie. Hanoi powitało nas ciężkim, wilgotnym, powietrzem. Dla porównania, kilkanaście godzin wcześniej w Moskwie sypał śnieg. Wizy do Wietnamu załatwiliśmy już w Polsce w konsulacie Wietnamu (ul. Resorowa 36, WWA). Wiza na 30 dni to koszt około 200 zł i można ją wykupić także na granicy, ale jakoś z wizą czuliśmy się bezpieczniej. Niesłusznie.

Przy odprawie paszportowej służbista w pięknym, wyprasowanym i nienagannie dopasowanym mundurze spojrzał na nas krzywo zabrał nasze paszporty i gestem kazał nam iść za sobą. Zrobiło się nerwowo, a my nie mieliśmy pojęcia o co chodzi. Właściwie do tej pory nie wiemy, o co chodziło, grunt, że odesłali nas z powrotem do odprawy i przeszliśmy.

Wbrew maksymie: „podróżujesz Aeroflotem, twój bagaż przyleci potem” nasze doleciały. Po wyjściu z lotniska nie było wątpliwości, byliśmy w Azji…

Od samych drzwi osaczyła nas grupa taksówkarzy, proponująca tani przejazd do Hanoi (około 10-15-25$). Tym, którzy proponowali 25$ wydaliśmy się widocznie najbardziej naiwni. Wybraliśmy bus za 2$/os. Kierowca niemal na siłę upchnął mnie na ostatnim miejscu, a Maćkowi wstawił drewniany stołek i gestem zaprosił do środka. Po 45 minutach jazdy Maciek był cały zdrętwiały i narzekaniom nie było końca, ale coś za coś! W busie poznaliśmy wspaniałych ludzi, z którymi spędziliśmy cały dzień w Hanoi i kilka ostatnich dni na Phu Quoc, a przyjaźnimy się do dziś.

Bus dowiózł nas do centrum Hanoi skąd na piechotę poszliśmy szukać hotelu. Na początku towarzyszył nam tłum naganiaczy, ale po kilku odmowach został z nami tylko jeden, najwytrwalszy. Ponieważ i z jego usług nie chcieliśmy skorzystać, coraz bardziej schodził z ceny. W efekcie zaproponował nam 10$ za pokój i na tym stanęło. Hotel travelmate, jak najbardziej godny polecenia (Chan Cam Str., Hoan Kiem Dist, Hanoi; tel: 0084949991898; www.travelmatehanoihotel.com), miał wifi, ciepłą wodę, klimatyzację, był w miarę czysty i był w centrum. Dla porównania oglądaliśmy pokoje w hostelu za 9$, które przypominały boliwijskie cele więzienne. Grzyb na ścianach, zapadłe stare materace, a toaleta… bez komentarza.

Po szybkim prysznicu ruszyliśmy zwiedzać Hanoi. Przy akompaniamencie dziesiątek tysięcy trąbiących skuterów kilka godzin zwiedzaliśmy miasto. Jednym z miejsc, które można zwiedzić jest mauzoleum Ho Chi Minh’a. Żeby zobaczyć jego zwłoki trzeba się tam wybrać z samego rana, bo zamykane są dość wcześnie. Warto wiedzieć, że przez kilka miesięcy w roku ciało HCM jest wypożyczane na tourne po Rosji.

Szczepionka na dur brzuszny miała w pełni zacząć działać trzeciego dnia naszego pobytu, ale wbrew rozsądkowi nasz pierwszy posiłek zjedliśmy w najbardziej obskurnej norze w całym Wietnamie. Wtedy myśleliśmy, że to standard – mięso smażone na mini-grillu na chodniku przed knajpą między zaparkowanymi skuterami, pałeczki wielorazowego użytku, naczynia zmywane w dwóch miskach (najpierw płukane w misce z brudną wodą, potem płukane w misce z czystą wodą), ciepłe piwo i plastykowe foteliki rozmiarem dla dzieci. Nie było żadnej karty, ale to nic, bo jak tylko usiedliśmy na stole pojawiły się cztery makarony ryżowe i zupy Pho z wieprzowiną. Poprosiliśmy jeszcze o „nem” (sajgonka), dostaliśmy ich kilkanaście i cztery piwa. Łączny koszt uczty to 12 dolarów! Resztki pozostawionego przez nas makaronu trafiły na jedną stertę do dalszej sprzedaży…

Większość samolotów z Europy ląduje właśnie w Hanoi, dlatego miasto wypada zwiedzić natomiast jeśli, komuś nie po drodze to nie warto tam specjalnie jechać. Jedyne, co mnie naprawdę zaskoczyło i zauroczyło to klimat tego miasta nad ranem, kiedy wszystko jeszcze śpi. Było cicho, mrocznie i zagadkowo.

Halong Bay


Fot. Matthew Wilkinson, flickr.com, cc

Następnego dnia wstaliśmy o 4 rano i pociągiem pojechaliśmy do Hai Phong. Pociąg odjeżdżał o 6 rano i kosztował niecałe 2$ za osobę. Jest to cena za miejsce w przedziale z drewnianymi ławkami i 2h 15min jakie na nich spędziliśmy to było wystarczająco. Z dworca do przystani trzeba wziąć taksówkę, albo iść kilka kilometrów pieszo. My wzięliśmy taxi za 5$ i raczej przepłaciliśmy, ale to nie miało znaczenia, bo nam się śpieszyło. Na wyspę Cat Ba płynie się tzw. fast boat za 10 dolarów/os (wypływa o 8:55). Z powrotem ostatnia łódź z Cat Ba odpływa o 16:10 i później nie ma już możliwości opuszczenia wyspy.

Na Cat Ba byliśmy 2 dni. Zatrzymaliśmy się w hotelu Cat Ba Dream (bardzo dobry i tani – 8$/noc), z cudownym widokiem na zatokę. W recepcji wykupiliśmy rejs po zatoce i przez resztę dnia skuterem zwiedzaliśmy wyspę. Za całodniowy rejs zapłaciliśmy po 18$, ale w cenie było kajakowanie, odwiedzenie jaskini, postój na wyspie małp, lunch (napoje dodatkowo płatne) i postój na pływanie (nikt się nie skusił). Mimo że pogoda nam zupełnie nie dopisała to Ha Long jest jednym z bardziej niesamowitych miejsc w Wietnamie.

Po rejsie zjedliśmy jeszcze sajgonki, ostrygi i homary (ceny w knajpach polecanych przez Lonely Planet są kilkadziesiąt procent wyższe) i wróciliśmy się pakować, żeby następnego dnia rano wrócić do Hanoi i zdążyć na 15:50 na lot do Danang. Duże było moje rozczarowanie, zdziwienie itd.. kiedy zobaczyłam, że lot mamy o 10:40.

Ostania łódź do Hai Phong już dawno odpłynęła a następna była o 7 rano. Ja cały czas wierzyłam, że zdążymy. Nie opiszę całego zwariowanego przejazdu, bo zajęłoby to kilka akapitów. Grunt, że o 5 rano byliśmy już na nogach, o 6 w autobusie, o 7 w łodzi, o 7:45 w umówionej jeszcze z hotelu taksówce, która miała zawieźć nas na lotnisko. Wszystko szło dobrze, szybko i sprawnie, mieliśmy ciągle prawie 3 godziny na przejechanie 108 kilometrów (Warszawa – Radom dla porównania). No, ale Chevrolet Spark nie dał rady… Pożegnaliśmy się z kierowcą po kilku kilometrach i dalej ruszyliśmy autostopem. Na lot nie zdążyliśmy, ale to nic. Z perspektywy czasu to nie ma najmniejszego znaczenia, za to jazda wietnamskim stopem to dopiero wspomnienie!

Drugim wariantem zwiedzania Halong Bay jest wykupienie w biurze turystycznym w Hanoi przejazdu bus-boat-bus. Podróż w jedną stronę jest dłuższa (4,5h), ale nieco tańsza, no i całość ze zwiedzaniem trwa jeden dzień.

Hoi An (Danang)


Fot. Anna, flickr.com, cc

Od momentu wylądowania w Danang los zaczął się do nas uśmiechać. Trochę błądziliśmy w poszukiwaniu autobusu do Hoi An, ale znaleźliśmy chwilę przed 18, czyli w samą porę, bo o 18 odjeżdża ostatni. Później do Hoi An można dojechać tylko taksówką, która będzie kosztowała ponad 20$, czyli dokładnie 10 razy więcej niż autobus:)

W Hoi An (mieście lampionów) spędziliśmy trzy noce. Hotele są droższe i w sezonie mogą być pozajmowane. My dość długo szukaliśmy pokoju, ale raczej dlatego, że liczyliśmy na coś tańszego. W efekcie zatrzymaliśmy się w samym centrum w hotelu z basenem i śniadaniami za 20$ za noc. Niestety nie pamiętam jego nazwy ale znajduje się po drugiej stronie rzeki około 200 metrów od głównego mostu na prawo. Po mieście najlepiej poruszać się na rowerze, który można wypożyczyć w każdym hotelu za dolara za dzień.

Miasto okazało się magicznym miejscem pełnym zachęcających do wydawania pieniędzy straganów i pysznym jedzeniem. Zaskakujące było to, że o ile hotele były relatywnie drogie to jedzenie było tańsze niż w innych miastach, które zwiedzaliśmy. Szczególnie polecamy Mr. Chien na ulicy Nguyen Phuc Chu St. Nr. 19. Nie pisałabym tu o zwykłej knajpie, bo zapewne jest ich całe mnóstwo do polecenia, ale to miejsce raczej trudno nazwać knajpą. Jest to ciąg stolików pod wspólnym dachem, każdy stolik należy do innego „restauratora”, każdy ma swoją kartę i swoją kuchnię. Stołują się tam głównie Wietnamczycy, dlatego po pierwsze ceny są śmieszne, a po drugie jedzenie jest prawdziwie wietnamskie, świeże i niepowtarzalne. Cao Lau (2$) jest daniem przyrządzanym tylko w jednym miejscu na świecie. Świetne są też wonton (1,5$) i pierożki white rose. Jeśli wrócimy do Wietnamu to na 100% do Hoi An żeby jeszcze raz zasmakować Cao Lau.

Can Tho (Delta Mekongu)


Fot. Aaron Geddes, Flickr.com, CC

Po obkupieniu się w lampiony (6-8$/sztuka) i inne pamiątki wróciliśmy na lotnisko do Danang i polecieliśmy do Sajgonu, żeby stamtąd dostać się do Can Tho i zwiedzić deltę Mekongu. Z lotniska do Sajgonu można dostać się oczywiście taksówką. Wydaje mi się, że panuje tam jakaś zmowa pracowników, ponieważ zarówno od taksówkarzy jak i w informacji dowiedziałam się, że nie ma autobusu do centrum HCMC, a jeśli jest to zatrzymuje się kilka kilometrów dalej. Otóż jest! Autobus linii 152 zatrzymuje się na ostatnim pasie drogi przed głównym wyjściem lotniska, kosztuje 4.000 d i wiezie do zajezdni w centrum. (Taxi 25$).

Z centrum, busem nr 2, oczywiście w tej samej cenie pojechaliśmy do dworca Mien Tay, z którego wyjeżdżają autokary do miast położonych w delcie Mekongu. Wybraliśmy nowoczesny i odpowiednio droższy luksusowy autokar firmy Phuong Trang, kosztował w prawdzie 5$ za osobę, ale jechał tyle ile miał jechać i już po 3,5 h byliśmy na miejscu.

Zostawiliśmy rzeczy w hotelu obok dworca (hotel Kim Phung), ale dość daleko od centrum. Dla nas to było korzystne, bo następnego dnia ruszaliśmy stamtąd o trzeciej nad ranem. Hotel polecam ze względu na bardzo dobre warunki i przystępną cenę. Za czysty pokój z dużym łóżkiem i klimatyzacją płaci się 250,000 d. (12,5$).

W Can Tho byliśmy późno i od razu poszliśmy znaleźć biuro organizujące wycieczki po Mekongu, ale niestety było już za późno. Wszystko było pozamykane i postanowiliśmy zjeść kolację, wstać rano, iść nad rzekę i szukać rejsu na miejscu. Teraz wiem, że nic by z tego nie wyszło, bo o 7-8 rano już nikogo nie byłoby w porcie. Łodzie z turystami wypływają przed wschodem słońca. Na szczęście los się wciąż do nas uśmiechał. W restauracji zagadała nas grupka Wietnamczyków zaciekawiona obecnością białych. Jeden z nich okazał się organizatorem wycieczek po Mekongu. Wysłał po nas rano samochód, a do tego zapłaciliśmy mniej niż inni turyści biorący podobne wyprawy.

Ponad ośmio-godzinny rejs łódką dla dwóch osób ze sternikiem kosztuje 35-40 dolarów. Wycieczka zakłada odwiedzenie dwóch pływających targów i kanałów Mekongu w okolicach Can Tho. Nasza wycieczka zaczęła się o 5:30 rano. W Can Tho wziąć rejs i uciekać. Samo miasto jest szare, brudne i niewarte zwiedzania.

Rach Gia-Phu Quoc


Fot. Aaron Geddes, Flickr.com, CC

O trzeciej w nocu autokarem tej samej firmy pojechaliśmy do miasta Rach Gia, żeby stamtąd dostać się na wyspę Phu Quoc. Jechaliśmy tak wcześnie, żeby załapać się na najwcześniejszą łódź na wyspę i, żeby tam spędzić jak najwięcej czasu.

Jest kilka możliwości dostania się na wyspę. Są to łodzie różnych firm, np:
1. Duong Dong Express: RG-PQ o 07:45 i PQ-RG o 13:00,
2. Superdong: RG-PQ o 13:00 i PQ-RG o 08:00. Superdong 2: RG-PQ o 08:00 i PQ-RG o 13:00
Cena w jedną stronę jest taka sama u wszystkich przewoźników – 250,000 d (12,5$).

Do Rach Gii można dojechać bezpośrednio z HCMC z dworca Mien Tay, zajmuje to około pięciu godzin i kosztuje 95-120,000 d.

Inaczej na wyspę można dostać się samolotem np. liniami Vietnam Airlines z HCMC na Phu Quoc, za mniej więcej 46$. Na tę opcję zdecydowaliśmy się wracając do HCMC, ale tylko dlatego, że wszystkie bilety na łodzie były już wykupione. Musieliśmy też skrócić pobyt o jeden dzień ponieważ w dniu kiedy początkowo planowaliśmy wracać nie było ani łodzi ani nawet lotów. W ciągu roku nie jest to częsta sytuacja, ale nasz pobyt na wyspie zbiegł się z wietnamskim długim weekendem i stąd takie obłożenie. Dlatego planując swój pobyt warto sprawdzić czy nie wypadają wtedy jakieś dni wolne od pracy w Wietnamie. Z hotelem nie mieliśmy problemu.

Taksówką pojechaliśmy prosto do hotelu Lien Hiep Thanh Resort, który polecał nam kolega. Polecał nam też zrobić wcześniej rezerwację, ale mimo moich kilkunastu prób zadzwonienia do nich nie udało mi się to. Mieliśmy szczęście – w hotelu były wolne dwa pokoje. Płaciliśmy chyba między 12 a 15 dolarów, ale niestety nie mogę sobie przypomnieć ile to było dokładnie. Hotel polecam każdemu! Mają bardzo czyste pokoje z łazienkami i moskitierami. Pod prysznicem jest letnia woda (pokoje z ciepłą też są, tylko droższe), ale to nie przeszkadzało, bo było gorąco. Hotel jest nad samą wodą, ma swoją kuchnię, w której podają pyszne jedzenie (informacje od znajomych, my trafiliśmy na remont restauracji). W wodzie trzeba uważać na meduzy.

Wyspa jest cudowna! Zwiedzaliśmy ją na skuterze (5 USD za dzień + benzyna), można tam zobaczyć więzienie (dość przerażające eksponaty i zdjęcia oraz opisy tortur), farmy pereł oraz pieprzu, park narodowy i coś dla fanów owoców morza. W mieście Dương Đông (10 minut skuterem od hotelu) wieczorami otwiera się night market. Sprzedawane są wtedy za grosze ryby i owoce morza. Można zamawiać po jednym „owocu” z każdego rodzaju, albo całe porcje. Ja żałuję, że nie spróbowałam tam wszystkiego co było.

HCMC i powrót


Fot. Bencito the Traveller, Flickr.com, CC

Z Phu Quoc wróciliśmy dzień wcześniej niż planowaliśmy więc dodatkowy dzień przeznaczyliśmy na zobaczenie tuneli Viet Cong. Wycieczka kosztowała 8 dolarów, na miejscu ogląda się propagandowy film, później zaczyna się zwiedzanie, są reprodukcje pomysłowych pułapek i można przejść się jednym z tuneli.

Podejrzewam, że został wybudowany dla zwiedzających, bo był dość wysoki i szeroki, ale tak czy inaczej ma w sobie trochę grozy. Mieliśmy na miejscu mały poczęstunek i wróciliśmy. Można zobaczyć, żeby poszerzyć swoją wiedzę. Wieczorem poszliśmy na zwiedzanie miasta i bezowocny szoping – poszłam z zamiarem kupienia skórzanej torby. Niestety, były same markowe i zazwyczaj napisy Jimmy Choo, Louis Vuitton czy Channel mocno rzucały się w oczy.

W HCMC w centrum jest hotel na hotelu od niskobudżetowych, przez średnie do luksusowych. Ceny są wyższe niż w innych miejscowościach, dlatego tam za średni lepszy hotel płaciliśmy 20 USD. Te tańsze są dość podłe, a szukanie w 40-o stopniowym upale tak wykańcza, że 20 dolarów za zdjęcie plecaka to była odpowiednia cena:)

Z HCMC polecieliśmy do Hanoi, a stamtąd do Polski i tak zakończyła się nasza podróż. Poniżej podaje kilka przydatnych informacji, ale zanim definitywnie skończę opiszę jeszcze jedną historię, która nie jedną osobę mogłaby przyprawić o zawał.

Przydarzyło się to naszym przyjaciołom, których poznaliśmy w Wietnamie. Spaliśmy w HCMC w tym samym hotelu, tylko oni dzień krócej i tego dnia, którego zwiedzaliśmy tunele oni wracali do Hanoi, żeby polecieć już do Polski. Wcześnie rano, kiedy my jeszcze słodko spaliśmy oni spakowani i gotowi do drogi poszli się wymeldować. Zapłacili, odebrali paszporty i pojechali autobusem na lotnisko. Autobus długo nie przyjeżdżał więc czasu było coraz mniej, ale w końcu nadjechał i szczęśliwie dojechali o czasie. Ustawili się w kolejce do oddania bagaży i kiedy zbliżała się ich kolej wyjęli paszporty. Sprawdzili, który jest czyj i przeżyli największą podczas całego wyjazdu chwilę grozy. Trzymali w rękach paszporty mój i mojego męża!

Na szczęście zaliczając taksówką kursy w obie strony udało się paszporty podmienić i zdążyć na samolot, a my w tym czasie cały czas… spaliśmy:)

Szczepienia, które zrobiliśmy:
Żółtaczka typu A i B, Dur Brzuszny, Błonnica, Tężec, Polio (kilkaset złotych)

Warto mieć:
Środki na owady np. Mugga (24zł za butelke). My wzięliśmy dwie, w sprayu słabszą i w kulce silniejszą.
Krem z wysokim filtrem
Coś na oparzenia słoneczne
Leki – ja mam skłoność do łapania wirusów i często się przeziębiam więc przydały mi się gripexy. Natomiast leki na żołądek przeleciały w tę i z powrotem bezużytecznie.

Pieniądze
Wzięliśmy po około 1000 zł w dolarach, część wymieniliśmy w Hanoi na Dongi (1$=20000 d), a resztę mieliśmy w dolarach i zazwyczaj dolarami płaciliśmy za hotele.
Wymieniać należy u jubilerów, złotników i zegarmistrzów. Nie wymieniać w hotelach i na lotniskach! Warto nosić dużo niskich nominałów, żeby się targować

Ceny
Tak jak opisałam w tekście

Jedzenie
Najbezpieczniej jeść tam gdzie jadają Wietnamczycy, wtedy ma się pewność, że jedzenie jest świeże i lokalne, a nie przygotowywane pod turystów. Poza tym ceny są dużo niższe.

Transport
Wewnętrzne loty wykupiliśmy w liniach Jetstar.

Polecam wszystkim ten kraj!! Mam nadzieję, że moje wskazówki, mimo że długie, komuś się przydadzą.

Sprawdź inne superokazje 🔥
Tydzień na Maderze za 1548 PLN 🌸🚠 ✈️😍 Bezpośredni lot i noclegi w Funchal
Madera z Katowic 1548 PLN

Madera czeka: szlaki, góry, ocean i wolność zwiedzania autem

Odpocznij na Balearach🌤️🏖️ Tydzień na Minorce w ⭐⭐⭐⭐ hotelu z wyżywieniem za 2358 PLN
Minorka z Warszawy 2358 PLN

Baleary chwilę po sezonie, to dobre miejsce na regenerację i odpoczynek

MEGA❗Loty na Tajwan ze Sztokholmu od 1480 PLN ✈️🧳
Tajwan ze Sztokholmu 1480 PLN

Tajwan z dolotem z Polski od 1710 PLN!

✨ Wyspa szerokich plaż i wiatru ✨ Pięć dni na Fuerteventurze za 1364 PLN 😍🌊
Furteventura z Katowic 1364 PLN

Ucieczka od zimna na Kanary w najlepszym wydaniu

Misją Fly4free.pl jest przedstawienie Ci najlepszych zdaniem naszej redakcji okazji na podróże. Opisujemy oferty znalezione przez nas w internecie i wskazujemy adresy internetowe, pod którymi samodzielnie możesz wykupić podróż lub elementy podróży. Ceny w artykułach są aktualne w chwili publikacji. Możemy otrzymywać wynagrodzenie od partnerów handlowych, do których Cię przekierowujemy.
Komentarze

Przeczytalem caly opis i zazdroszcze. Moze kiedys mi sie uda zorganizowac taki wyjazd i wtedy skorzystam z porad zawartych w relacji ;)
luck, 13 października 2012, 21:01 | odpowiedz
Ja wylatuję 20.10 - kilka porad na pewno przydatnych. Dzięki.
vanin, 13 października 2012, 21:09 | odpowiedz
Bardzo fajna relacja :) dokładnie w kwietniu też podróżowaliśmy z mężem po Wietnamie :) Troszkę inny tor zwiedzania - z Hanoi od razu polecieliśmy do HCMC i zaliczyliśmy Kambodże. pewnie się gdzieś mijaliśmy w trasie :) pozdrowienia
Marta, 13 października 2012, 21:24 | odpowiedz
Ja lecę 21.10., więc pewnie mi też kilka informacji się przyda :) A co do wizy, na lotnisku można załatwić tylko gdy się posiada promesę.
blenden, 13 października 2012, 21:40 | odpowiedz
Fajna fotorelacja! Dla mnie szczególnie interesująca dlatego, że niedawno odwiedzałem te same miejsca, jednak często pewne rzeczy widziałem zupełnie inaczej. Subiektywnie nabazgrałem u siebie: http://michalpiec.pl/rowereminietylkopowietnamiekambodzyilaosie/
Kryv, 13 października 2012, 21:40 | odpowiedz
ja planuję na przełomie roku i wreszcie ktoś napisał coś o wyspie Phu Quoc, na która też się wybieram. Wy mieliście wizę, ale słyszałem że jadąc tam, nie trzeba mieć wizy wietnamskiej. Bardzo przydatne informacje, dzięki:)
JK, 13 października 2012, 22:01 | odpowiedz
Podobną trasę zrobiliśmy z żoną w 2007. Wietnam z północy na południe, a później Kambodża i Bangkok. Azja południowo-wschodnia to zdecydowanie nasz ulubiony kierunek. Prywatą też się pochwalę, ale fotograficzną. Wietnam jest tam w pięciu odsłonach, może kogoś zachęci do podróży w tamte rejony :-) https://picasaweb.google.com/KrisD.pl
Kashpir, 13 października 2012, 22:07 | odpowiedz
A jeszcze słowo o Phu Quoc - wyspa jest jednym z wietnamskich centrów produkcji sosu rybnego. Jak się pojedzie na wycieczkę skuterem, to na pewno trafimy w miejsca gdzie ryby suszone są na słońcu, tuż przy drodze. Smród niesamowity, co bardziej wrażliwi obowiązkowo chusta na nos :-)
Kashpir, 13 października 2012, 22:13 | odpowiedz
Ja w Hanoi ląduję 27.10, Wietnam wciśnięty między Laos i Kambodżę :)
snooka, 13 października 2012, 22:17 | odpowiedz
Relacja dobra, ale bez rewelacji.. tak na 3. Mam dziewczynę w Wietnamie i przyznam się, że kraj jest spoko:)
onn, 13 października 2012, 22:23 | odpowiedz
Byłem, widziałem.... Zaliczyłem jeszcze Kambodże :) Opis ciekawy. Warto dodać i wiedzieć, że ceny można ostro negocjować. W Sajgonie nie spaliśmy za więcej jak 8USD za pokój 2 os (i uprzedzam wypowiedzi - nie były to nory czy pokoje o niskim standardzie). A bywało że i za 6 usd elegancki pokoik się wyrwało. WAŻNA kwestia: nie brać ciepłych rzeczy (przynajmniej jak ja byłem w kwietniu). Chodzi się tylko w sandałach i najcieńszych podkoszulkach, krótkie spodenki. Jedynie polar warto mieć (strasznie chłodza w samolotach linii wewnętrznych) i leciutki prochowiec - jakby deszcz przypadkiem poszedł. Poza w/w innych ciepłych rzeczy nie brać! Długich spodni i bluzek nie włożycie! A ważą swoje. Powodzenia i pozdrawiam! Pzdr dla mojego kompana Artura!
ratal, 13 października 2012, 22:29 | odpowiedz
@onn to zachęcam do napisania relacji o Wietnamie. Najlepiej rewelacyjnej, chętnie przeczytam;p
JK, 13 października 2012, 23:25 | odpowiedz
@ratal: odnośnie wypowiedzi "strasznie chłodzą w samolotach". Czy wiesz jaka jest temperatura na zew. na przelotówce? ;)
nrm, 14 października 2012, 2:09 | odpowiedz
Wietnam jest malo atrakcyjny w porownaniu do sasiadujacycyh krajow.
Szefzed, 14 października 2012, 16:08 | odpowiedz
Szefzed: a gdzie byłeś w tym Wietnamie, że głosisz takie teorie? :-)
Krzychu Dopierała, 14 października 2012, 18:01 | odpowiedz
Idiotyzm ... zostawic w hotelowej recepcji paszporty. Wiekszej glupoty nie widzialem no ale jak ktos na sile chce najtaniej sie przespac to moze TAM maja takie wymogi. Pomyslnosci w dalszych wyprawach.
Bolo, 14 października 2012, 20:33 | odpowiedz
a jak moi drodzy dostac sie w atrajcyjnej cenie do wietnamu? bo cen nizszych niz 3,5tysiaka nie znalazlam. moze ktos wyszperal cos ciekawego i chce sie podzielic :-)
kika, 14 października 2012, 22:06 | odpowiedz
Hoi-An to przede wszystkim miasto krawców, gdzie niemalże każdy sklep oferuje uszycie sukienek, spódniczek, garniturów, koszul i wszystkiego, czego sobie tylko zażyczymy z jedwabiu. Warta polecenia jest plaża w Hoi-An, która przypomina raj na ziemi. Odnośnie wycieczce po zatoce Ha-Long i delcie Mekongu, polecam opcje 2-dniowe z biura Sinh-Tourist (tego oryginalnego, z niebieskim logo, należy uważać na podróbki o tej samej nazwie). Dzięki temu możemy w pełni nacieszyć się tymi przepięknymi miejscami a ponadto móc skorzystać z dodatkowych opcji. Długie spodnie proponowałabym wziąć, choćby na podróż samolotem i na przeczekanie kilku godzin na lotnisku. Proponuję zapłacić nieco więcej za nocleg, aniżeli 2/3 dolary(a takie opcje kuszą), ale mieć przyzwoite warunki, gdzie nie znajdziemy szczurów czy też karaluchów. A odnośnie zostawiania paszportów w recepcji, to praktyki te często stosują hotele 3 i 4gwiazdkowe.
martaaa, 14 października 2012, 22:25 | odpowiedz
ratal, widać, żeś letnik w krótkich gaciach i różowych okularach jak najbardziej brać długie spodnie, najlepiej lniane, przewiewne i chronią przed słońcem, robactwem i wszelkim syfilisem, minimalnie, ale zawsze coś. W krótkich gaciach nigdy i nigdzie się nie łazi, chyba, że po swojej chawirze albo wynajętym m3
cypel, 14 października 2012, 22:49 | odpowiedz
A jak tam z porą deszczową. Kraj jest rozciagniety na prawie 2 tys. km z pólnocy na poludnie. Ja planuję w czasie zimowych ferii (rodzina) czyli luty. Ktoś wie jaka tam bedzie pogoda?
Czeslaw, 14 października 2012, 23:35 | odpowiedz
Nie mogę się doczytać ile ta podróż trwała.
Kasia, 15 października 2012, 8:20 | odpowiedz
Bardzo praktyczna relacja. Wybieram się do Wietnamu. Dzięki.
tarip.net, 15 października 2012, 9:15 | odpowiedz
Potwierdzam promesa wizowa konieczna, bez niej moga nie wpuscic nawet na pokład samolotu do Wietnamu. Mnie w zeszłym roku udało sie tanio doleciec do Eietnamu przez Kuala Lumpur.Co do cen oczywiscie trzeba sie targowac! Za 5 $ udało mi sie wynając pokój w centrum Sajgonu czyściutki, bez robaków.
gosc, 15 października 2012, 9:26 | odpowiedz
Czeslaw : luty zalezy gdzie - w centrum i na poludniu jest cieplo i przyjemnie, natomiast w Hanoi moze byc na prawde zimno i deszczowo a temperatura odczuwalna to kilka stopni. W Wietnamie mozna spac jeszcze w motelach, ktore nazywaja sie nha nghi. Wietnamczycy wynajmuja je na godziny (mozna sie domyslec w jakim celu), natomiast tak na prawde to moze byc tania opcja noclegowa. My wynajelismy pokoj 2 osobowy w nha nghi za jesli dobrze pamietam 2.5$/osobe, w Ha Long, standard - swietny. Ogromne lozka, czysta posciel i reczniki, telewizor z kanalami z calego swiata, czysta i bardzo przyjemna lazienka. Warto probowac i nie trzeba sie bac :)
Aiko, 15 października 2012, 14:36 | odpowiedz
cypel : bez przesady ;) ja, pomiajac fakt ze mieszkalam w Hanoi, przejechalam autostopem Wietnam, Kambodze i Laos, bedac w krotkich spodenkach i podkoszulku na ramiaczkach .. i wlasciwie nawet za bardzo komary mnie nie pogryzly. Dopoki nie wchodzi sie do glebokiej dzungli, wszystko powinno byc okey.
Aiko, 15 października 2012, 14:39 | odpowiedz
też byłam w tym roku, ale boję się coś napisać, żeby zaraz ktoś na mnie nie nawrzeszczał. Czemu jak ktoś ma inne zdanie to zaraz trzeba po nim pojechać?
basik, 16 października 2012, 10:48 | odpowiedz
W swiatyniach trzeba miec zakryte kolana i ramiona, inaczej moga nie wpuscic do srodka. Poza tym bieganie w dlugich spodniach po Wietnamie i okolicy to zabawa raczej dla szalencow, szczegolnie w 30-stopniowym upale. Komary tna wieczorami nawet w miastach, tak jak w Wawie. 20usd za pokoj placilem w Wietnamie tylko raz, w Hoi Anie, jak rozpetala sie burza i nie chcialo mi sie nic innego szukac. Poza tym za dwojke z czysta lazienka, klima albo wiatrakiem, tv, internetem wychodzilo 5 - 9 usd. Targowac sie mozna, ale czy jest sens zbijac cene o 1 usd (3 pln?) Kambodza jest o wiele ciekawsza niz Wietnam, z planowanych 2 tyg w Wietnamie zrobil sie tylko tydzien, zeby wiecej czasu na drugi kraj znalezc. pzdr z Phnom Penh
pbak, 16 października 2012, 18:03 | odpowiedz
Dla mnie fantastyczna relacja: rzeczowa, duzo informacji praktycznych na temat podrozowania po kraju, bez zdjec foteli i jedzenia w samolocie.
Edytinha, 16 października 2012, 22:14 | odpowiedz
Nasza podróż trwała 15 dni. Czasu mieliśmy więc niewiele, ale nasz plan, ułożony jeszcze w Polsce, udało nam się zrealizować w 100%.
Maciek, 18 października 2012, 2:15 | odpowiedz
Wybieramy się do Wietnamu/Kambodży na 3 tygodnie w lutym 2013. Zestaw rekomendowanych szczepionek jest mi dobrze znany, ale chciałabym wiedzieć na co wy się szczepiliście?
SylwiaL., 18 października 2012, 9:13 | odpowiedz
Wietnam to nie Indie. My bylismy w tym roku. Bez szczepionek także w Kambodzy, Tajlandii i Birmie.
pawpos, 18 października 2012, 9:51 | odpowiedz
... bo nie chcę przesadzić ani w jedną ani w drugą stronę. Dlatego badam temat wśród osób, które były już w tym rejonie
SylwiaL., 18 października 2012, 10:44 | odpowiedz
@ Sylwia L. Zaliczyliśmy w tym regionie Wietnam, Tajlandię i Kambodżę szczepiąc się tylko na żółtaczkę. Jeżeli nie zapuszczasz się głęboko w dżunglę, oraz kierujesz się zdrowym rozsądkiem - moim skromnym zdaniem powinno wystarczyć.
Gregorio80, 18 października 2012, 11:00 | odpowiedz
Znajomy kiedys nawet do Turcji sie szczepil, ale racjonalnie to jesli przebywasz w miejscach powiedzmy turystycznych i stosujesz podstawowe zasady higieny, wystarczy zwykla apteczka. Zwroc uwage, ze blonica, tezec i polio ostatnio byla podawana pod koniec liceum. A biorac pod uwage jej 10-letnia skutecznosc, do 30-tki jestesmy odporni. Natomiast co do WZW A,B to sa 3 dawki, wiec do lutego zdazycie przyjac 2. Oczywiscie bedziecie odporni, ale dozywotnosc daje dopiero 3 porcja - po 6 miesiacach od poprzedniej.
pawpos, 18 października 2012, 12:33 | odpowiedz
@pawpos 3 porcja nie daje dozywocia - warto ja odnowic po 10 latach
derelor, 18 października 2012, 15:08 | odpowiedz
Jeśli zamierzasz podróżować częściej to warto się zaszczepić, zwłaszcza że większość szczepionek starcza na 10 lat. Na tężec powinno się szczepić nawet w Polsce, bo choroba występuje na całym świecie. Błonnica i polio są w szczepionce z tężcem więc można to zrobić za jednym razem. Jest to dość tania szczepionka, w EnelMedzie około 50zł. Żółtaczki są droższe, między 100 a 150 za dawkę, ale moim zdaniem też nie ma co ryzykować. Najmniej "opłacalny" według mnie jest dur. Kosztował 100 albo 120 zł, według wikipedii trzeba go odnawiać co 3 lata i wcześnie wykryty jest wyleczalny bez powikłań. Ja byłam zaszczepiona na wszystko, B-T-P jeszcze z czasów LO i zwyczajnie niczym się nie przejmowałam.
Kasia, 18 października 2012, 18:36 | odpowiedz
Polio, tężec, dur brzuszny, obie żółtaczki. SylwiaL. Ale nie szczepiłam się celowo na Wietnam, szczepiłam się bo dość często podróżujemy i uważam że dobrze te kilka podstawowych mieć. Żółtaczka jest w PL też przydatna (jakieś zabiegi itp..).
Marta, 19 października 2012, 15:04 | odpowiedz
polecam ciekawy blog :) http://notowietnam.blogspot.com/2012/03/mui-ne-no-to-jak-to-jest-byc-w-raju.html
tralala, 19 października 2012, 15:53 | odpowiedz
Avatar użytkownika
My z CT Poland rozpoczęliśmy podróż od północy Hanoi, ale punktem najbardziej wysuniętym do którego dotarliśmy była wyspa Phu Quoc, na której czas wspomiam bardzo miło bo tam mieliśmy krótki wypoczynek i było cudownie. Ogólnie rzecz biorąc cała podróż była świetnie zorganizowana i dopięta na ostatni guzik.
Treska, 27 września 2018, 13:19 | odpowiedz