Cena wycieczki kupionej online jest o 920 PLN niższa niż w biurze! Ale czy tak jest zawsze? Sprawdzamy, co zyskasz, idąc do biura podróży
Od lat wśród klientów biur podróży krąży teoria, że najtańsze oferty wyjazdów znajdziemy w internecie. Ale czy rzeczywiście tak jest? A może wręcz przeciwnie – stacjonarne placówki są w stanie zaoferować więcej niż da nam samodzielna rezerwacja? Sprawdzamy.
Kilka dni temu przedstawiciele biura podróży Thomas Cook przyznali, że firma „testuje modele cenowe w różnych kanałach dystrybucji”, co w praktyce oznaczało, że nawet 30-40 proc. ofert było tańszych w internecie niż w sprzedaży stacjonarnej.
Sprawę nagłośnili m.in. pracownicy stacjonarnych placówek, ponieważ jak sami przyznali, musieli znacząco zmniejszać swoje prowizje od sprzedaży, by móc konkurować z tym, co klient zobaczył w internecie. W zależności od danej oferty, na dwuosobowej rezerwacji były to różnice sięgające prawie 200 GBP, czyli 920 PLN.
A jak jest u nas?
Wydawać by się mogło, że analogiczną politykę stosują polskie biura podróży. Tymczasem… bywa różnie.
– U nas obowiązuje polityka jednakowej ceny. Taka sama na stronie internetowej, taka sama w salonie firmowym czy biurze agencyjnym, który sprzedaje nasze oferty – mówi mi Monika, która pracuje dla jednego z większych biur podróży w Polsce – Jeżeli pracownik sprzedaje taniej, to jest to niezgodne z polityką firmy – dodaje.
Ale nie wszędzie tak jest, bo wiele zależy od polityki samego biura podróży albo samej agencji handlującej ofertami. Zwłaszcza, jeśli mają oferty różnych firm.
– Większość pracowników biur podróży korzysta z tego samego systemu rezerwacyjnego, więc ceny na ogół nie powinny się różnić. Jeśli patrzymy na tę samą ofertę, z tego samego biura, wszędzie będzie ta sama cena – wyjaśnia Kasia, która ma do dyspozycji więcej niż jedną firmę – Oczywiście ceny są bardzo plastyczne, ale panuje też zasada fair play pomiędzy agencjami, która polega na tym, że nie daje się zniżek i są za to kary. Chodzi o to, by nie psuć rynku.
Kasia przyznaje jednak, że niestety nie ma gwarancji, że wszyscy się stosują do tych zasad.
– Ta reguła nie jest zawsze przestrzegana przez konkurencję, ale dawanie zniżek to jak dokładanie do interesu – tłumaczy. – Chociaż niektórzy chcą w ten sposób utrzymać klienta przy sobie – przyznaje.
Mogłoby się więc wydawać, że najsensowniej jest zarezerwować coś przez internet lub szukać agencji, która ma wiele biur podróży i będzie chciała o klienta zawalczyć. Ale dziewczyny podpowiadają jeszcze coś.
– U nas nie ma zniżek na same oferty, ale za to możemy zaoferować wiele dodatków, np. darmowy parking lotniskowy, pokój z widokiem itd. bez dopłacania, których przy zakupie przez internet nie ma – opowiada Kasia. – W moim biurze takiej opcji nie ma, ale za to doceniamy klientów, którzy rezerwują wakacje z dużym wyprzedzeniem. W promocjach typu first minute mają wiele przywilejów – odnosi się do tego Monika.
Ale biura podróży to przecież nie tylko długie wyjazdy, ale często też krótkie wycieczki czy zwiedzanie. Udowadnialiśmy już nie raz, że ceny w agencjach turystycznych potrafią przerazić, ale z drugiej strony mamy świadomość, że nie wszyscy chcą/mogą/lubią organizować wszystko na własną rękę.
– W moim biurze jest tak, że jeśli chodzi o bilety wstępów, to sprzedajemy je w tej samej cenie, co oficjalne kasy danej atrakcji. Traktujemy to jedynie jako rozszerzenie oferty. Inaczej jest w przypadku wycieczek z przewodnikiem – zdradza Ola. – Przykładowo, wycieczka do Kopalni Soli w Wieliczce z przewodnikiem kosztuje 94 zł + ok. 5zł za transport autobusem. Jeżeli goście jadą z nami to płacą ok. 160 zł. Ale cena nie jest zależna od tego czy rezerwowali przez internet czy na miejscu. Chyba, że akurat mamy jakąś promocję – dodaje.
Co z wyjazdami, które organizujemy samodzielnie?
Sprawa komplikuje się, gdy chcemy zorganizować coś na własną rękę. Z reguły internet daje gigantyczne pole do popisu, bo pozwala porównać tysiące ofert w jednym miejscu.
Ale wiemy też, że i tu nie brakuje pułapek. Z jednej strony wiele linii lotniczych ma dodatkowe opłaty za rezerwowanie biletów przez ich telecentra. Z drugiej pośrednicy, którzy czasem oferują lepsze ceny niż bezpośrednio na stronach przewoźnika – też lubią doliczyć sobie odpowiednią prowizję. Trzeba więc nie tylko znaleźć najniższą cenę, ale także sprawdzić czy sposób, w jaki chcemy coś zarezerwować nie przyniesie dodatkowych kosztów.
Co z hotelami? Wielu ekspertów przekonuje, że warto je znaleźć w internecie, ale wstrzymać się z rezerwacją. W ich opinii i wbrew powszechnemu przekonaniu, nawet na stronach agregujących tysiące ofert, nie mamy pełnego obrazu sytuacji.
– Tylko 52 proc. wszystkich dostępnych zasobów jest w internecie. Tylko tyle, bo dostawcy usług turystycznych nie chcą ich udostępniać. I pamiętaj – to co ty widzisz na ekranie nie jest tym, co oni widzą – przekonywał Peter Greenberg w rozmowie z Forbesem.
Jednocześnie jednak trzeba mieć pewien dystans do tych rewelacji. O ile biura turystyczne pewnie mogłyby ukrywać część ofert, o tyle w gigantycznych serwisach hotelowych – mijałoby się to z celem. W obu przypadkach, biorąc pod uwagę, że dzisiejszy klient buszuje przede wszystkim po internecie – nie ma to sensu. Ale kiedy już wybierzemy odpowiedni nocleg, zawsze warto skontaktować się z danym hotelem bezpośrednio. Czasem przy rezerwacji bezpośredniej zaoferują niższą cenę niż sami znaleźliśmy albo będą mogli zaproponować dodatki, jak parking, widok czy tańsze śniadanie.
W innych sytuacjach – zwłaszcza, jeśli nazbieraliśmy już przeróżnych zniżek w systemach lojalnościowych – bezpośrednia rezerwacja nam się nie opłaci. Ale na pewno warto poświęcić 3 minuty i sprawdzić, jak jest w tym konkretnym przypadku.
I co najważniejsze – zawsze jesteśmy też my. Gotowi codziennie przeszukiwać dla was tysiące ofert, by wyłapać te najlepsze. Oszczędzając wasz czas i pieniądze.