Koniec spania na ławkach i mycia się na ulicach. „Traktują nasze miasto jak wielki kemping”
Cortina d’Ampezzo kojarzy się z efektownymi szczytami Dolomitów, luksusowymi hotelami, drogimi butikami i tłumami turystów przewijającymi się przez słynne Corso Italia. Popularność ma jednak swoją cenę. Władze miasta coraz głośniej mówią o zachowaniach przyjezdnych, którzy najwyraźniej zaczęli traktować miejscowość jak ogromny kemping. Dlatego w kurorcie pojawiają się nowe zasady.
Costa Brava od 1762 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Kreta Wschodnia od 2599 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Djerba od 2829 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Śpiwór na ławce? Obiad na schodach? Lepiej uważać
Na celowniku znalazło się przede wszystkim dzikie biwakowanie. Nie będzie można rozkładać śpiworów na ławkach czy urządzać sobie prowizorycznego noclegu w centrum. Władze chcą też skończyć z myciem się na ulicach oraz zamienianiem schodów, chodników, progów budynków czy przestrzeni pod arkadami w miejsca piknikowe. Przepisy dotykają również kwestii ubioru. W praktyce chodzi przede wszystkim o chodzenie bez koszulek.
W Dolomitach od miesięcy głośno jest o przypadkach turystów rozbijających prowizoryczne obozowiska, zostawiających śmieci czy traktujących parkingi jak bezpłatne kempingi. W lipcu lokalne media opisywały m.in. vana stojącego w Cortinie z rozłożoną namiotową częścią, rzeczami pozostawionymi dookoła pojazdu oraz nieczystościami w pobliżu. W Fiames skarżono się z kolei na namioty, suszące się pranie i śmieci.
Problem stał się we Włoszech na tyle widoczny, że tamtejsze media dorobiły się nawet określenia „turismo cafone”, czyli – w wolnym tłumaczeniu – prostackiej, pozbawionej szacunku turystyki.
Rachunek za brak manier może zaboleć
Cortina nie zamierza poprzestać na apelach o dobre wychowanie. Za złamanie nowych zasad przewidziano kary od 25 do 500 euro. W przeliczeniu na złotówki to ponad 2 tys. zł.
Burmistrz Gianluca Lorenzi tłumaczy, że mieszkańcy są już mocno obciążeni ogromną liczbą odwiedzających, dlatego oczekują przynajmniej przestrzegania podstawowych reguł. Sam przyznał, że najlepiej byłoby, gdyby podobnych przepisów w ogóle nie trzeba było tworzyć, bo część zasad powinna wynikać ze zwykłego rozsądku.
Skala problemu w Dolomitach wykracza zresztą poza kwestię estetyki. W ostatnich tygodniach włoskie media informowały o tłumach na popularnych szlakach, turystach wybierających się w góry w nieodpowiednim obuwiu, głośnej muzyce i nielegalnych biwakach. Doszło nawet do sytuacji, w której ratowniczy śmigłowiec musiał czekać na zwolnienie miejsca do lądowania zajętego przez wypoczywających turystów.
Włosi tracą cierpliwość. Cortina nie jest wyjątkiem
Zaostrzenie zasad w Cortinie wpisuje się w znacznie szerszy trend. W wielu włoskich kurortach coraz wyraźniej rozdziela się plażową swobodę od zachowania na ulicach miast.
W Gallipoli w Apulii tego lata zakazano poruszania się po przestrzeni miejskiej z gołym torsem, w kostiumie kąpielowym lub bieliźnie. Regulacje obejmują m.in. ulice i place, parki, transport publiczny, okolice zabytków, urzędy i lokale handlowe. Wyjątkiem pozostają oczywiście plaże, kąpieliska i wybrane trasy bezpośrednio przy morzu.
Podobny ruch wykonała Scalea w Kalabrii. Tam od czerwca obowiązuje zakaz chodzenia z odsłoniętym torsem lub w kostiumie kąpielowym po publicznych ulicach i terenach zabudowanej części miejscowości. Samorząd wprost tłumaczy decyzję potrzebą ochrony wizerunku miasta i zasad współżycia społecznego.
Włoskie wakacje coraz częściej oznaczają więc nie tylko espresso, plażę i zdjęcia z widokiem na góry. Samorządy wyraźnie sygnalizują, że turysta jest mile widziany, ale nie wszystko, co uchodzi na plaży czy kempingu, będzie tolerowane na środku ulicy. A ponieważ apele o rozsądek najwyraźniej nie zawsze działają, do gry wchodzą mandaty. I to takie, które mogą okazać się zdecydowanie droższą wakacyjną pamiątką niż magnes na lodówkę.