Katowice regionalną potęgą, 27 baz i apetyt na więcej. Polecimy Wizzem do Indii?
Obserwując rozwój siatki przewoźników niskokosztowych operujących z polskich lotnisk – można dojść do wniosku, że jeden z graczy na tym rynku wyłamuje się ze schematu, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Reguły najczęściej są proste: najważniejsza jest rentowność danego połączenia.
Stąd wysyp możliwości, które tanie linie lotnicze oferują tym wszystkim, którzy chcą polecieć do popularnych miejsc wypoczynkowych (destynacje we Włoszech, Hiszpanii czy Portugalii) lub po prostu do pracy – Norwegia, Holandia, Niemcy czy Wielka Brytania. Tutaj możemy przebierać do woli.
Sprawa się komplikuje, jeżeli nasze podróżnicze cele są nieco mniej oczywiste. Kaukaz, Europa Wschodnia, loty poza nasz kontynent – niskokosztowi przewoźnicy niechętnie podejmują się tworzenia nowych kierunków, które mogą okazać się niewypałami. I tutaj wracamy do „rodzynka” w tym cieście, którym jest… Wizz Air.
Na przekór trendom?
Tania linia lotnicza, którą możemy dolecieć do Albanii, Czarnogóry lub Macedonii? Bezpośrednie loty (z Polski lub doskonale skomunikowanego Budapesztu) do Azerbejdżanu, dalekiej Astany, gruzińskiego Kutaisi czy Moskwy? Cudowne lokalizacje dla miłośników Północy, czyli norweskie Tromso i Islandia? Przyglądając się siatce połączeń popularnej „landrynki”, możemy przyjemnie się zaskoczyć.
Przy okazji ostatniej konferencji prasowej w Katowicach, podczas której przedstawiciele linii ogłosili nowe trasy (z Katowic polecimy m.in. do Faro, Porto, Memmingen, Podgoricy, Malagi, a także do Lwowa i Charkowa), mieliśmy okazję porozmawiać z Gaborem Vasarhelyi, rzecznikiem prasowym Wizz Air. Poruszyliśmy kilka tematów, które są ciekawe z punktu widzenia pasażerów z Polski.
Wizz wejdzie na krajówki?
To kwestia, która powoduje szybsze bicie serca u tych, którzy wciąż płaczą po decyzji Ryanair o wycofaniu się z większości połączeń krajowych w Polsce. Czy Wizz Air mógłby wypełnić ową lukę? Rzecznik Wizz Air enigmatycznie odpowiedział, że nie może komentować i odnosić się do kwestii połączeń, których jeszcze nie ma. Niemniej, przyznał, że trwają różne rozmowy i przyglądanie się możliwościom rozwoju w różnych kierunkach, nie tylko na zachodzie Europy.
Tutaj problemem wydaje się sensowne ułożenie siatki połączeń (w tym kontekście wielu podróżnych marzy na przykład o trasie Katowice – Gdańsk). Nie zapominajmy przy tym, że są miasta w Polsce, w których Wizz Air nie jest w tej chwili w ogóle obecny, takie jak chociażby Kraków.

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl
Regionalna potęga?
A jeżeli już o Krakowie mowa – nie mogliśmy nie zapytać o ewentualne wejście węgierskiego przewoźnika do tego portu lotniczego. Krakusów musimy zmartwić: nie ma takich planów. Wizz Air planuje rozwój swojej bazy w Katowicach, którą traktuje jako swój polski matecznik. I ma ku temu podstawy, ponieważ baza jest duża – siedem samolotów, ponad 250 członków załogi, stabilny wzrost (23 proc. rok do roku).
Wizz Air tak naprawdę stymuluje rozwój branży lotniczej i turystycznej w regionie – widać to chociażby po rejestracjach samochodów, które parkują w okolicy lotniska: to nie tylko „śląskie blachy”. Na ten moment wielu mieszkańców Krakowa, zamiast latać ze swojego rodzinnego miasta, przemierza trasę do Katowic-Pyrzowic, skąd leci dalej na pokładzie różowych Airbusów. Nie tylko do oczywistych i popularnych miejsc…
…bo takimi nie są chociażby Podgorica lub Charków. A to m.in. te kierunki zostały oficjalnie anonsowane.
Konkurencja?
Zapytany o opinię na temat swoich bezpośrednich rywali w drodze do portfela pasażerów, którzy chcą kupić bilet lotniczy, rzecznik Wizz Air jest optymistą:
– Konkurencja to oczywiście coś normalnego. Z Ryanairem konkurujemy praktycznie od samego początku. Wydaje nam się, że jesteśmy wybierani przez klientów, którzy doceniają nasze tanie taryfy i profesjonalną obsługę pokładową.
Czy Wizz Air nie obawia się, że dotknie go ten sam problem, co Ryanaira… czyli (mówiąc oględnie) brak chętnych do pracy pilotów i zamieszanie z urlopami? Tutaj odpowiedź była szersza – i dotyczyła całego procesu rekrutacji.
Przedstawiciele Wizz Air twierdzą, że przykładają wielką wagę do rekrutacji pracowników: praktycznie codziennie ktoś nowy dołącza do ich zespołu. Przy aktualnych wzrostach (przypomnijmy, w Katowicach to 23 proc. rok do roku, ale w skali całej firmy Wizz Air również odnotowuje dwucyfrowy wzrost) nacisk położony jest na stabilny rozwój zawodowy pracowników.
W bazie w Katowicach wciąż pracuje dużo osób, które rozpoczynały swoją przygodę z tym pracodawcą ponad 10 lat temu. To interesujące, bo pokazuje, że rotacja pracowników u węgierskiego przewoźnika jest stosunkowo mała.

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl
Trochę faktów
Spytaliśmy również o kilka ciekawostek związanych z funkcjonowaniem Wizz Air, nie tylko na polskim rynku. Tych z czytelników, którzy są zastanawiają się, ile (średnio) w ciągu dnia jest użytkowany samolot w tej linii lotniczej – z pewnością zainteresuje fakt, iż jest to ponad pół doby – 12,2 godziny / dzień. Sam czas postoju („turnaround”) to mniej więcej 30 minut, w trakcie których załoga pokładowa musi zwijać się jak w ukropie, dokonując „deboardingu” pasażerów, sprzątając kabinę samolotu i przygotowując go na przyjęcie kolejnej grupy podróżników.
Czy samoloty Wizz Air to nowoczesne konstrukcje? Cóż, średni wiek samolotów w barwach węgierskiego przewoźnika to 4 lata – aktualnie do służby wchodzą kolejne modele Airbusa A321, które mają na pokładzie 50 miejsc więcej niż Airbus A320.
Trochę plotek
A co z krążącymi (i wracającymi co pewien czas) plotkami o prawdziwej bombie, którą mogłyby być loty do… Indii? Rzecznik Wizz Air informuje, że to trudny temat, chociażby ze względu na zasięg ich samolotów. Jedyną sensowną możliwością byłyby loty z Dubaju (dokąd aktualnie Wizz Air lata z Katowic, Budapesztu Bukaresztu, Sofii i Kluż-Napoki). Ale to wymagałoby zbudowania na miejscu bazy, a to pozostaje w sferze domysłów, których Gabor Vasarhelyi komentować nie chce.
Porozmawiajmy o bezpieczeństwie
Przyglądając się anonsowanym połączeniom, widać osamotniony Charków, który – przynajmniej na mapie – jest niebezpiecznie blisko terenów objętych niepokojami społecznymi bądź regularną wojną. Czy to nie jest ryzykowny pomysł, otwierać kierunek w miejsce, które może stać się (czego oczywiście naszym wschodnim sąsiadom nie życzymy) kolejnym Ługańskiem czy Donieckiem?
Przedstawiciele Wizz Air twierdzą, że to nie ma ze sobą żadnego związku, a Charków to bezpieczne miasto na wschodzie Ukrainy. I liczą, że samoloty będą latać na wschód wypełnione do ostatniego miejsca – pamiętajmy o tysiącach Ukraińców, którzy aktualnie mieszkają i pracują w Polsce. Możliwość bezpośredniego lotu w celu odwiedzin u znajomych lub rodziny może być decydującym czynnikiem, który spowoduje rentowność połączenia.
Innych przesłanek chyba brak. Bo na masowość tego kierunku, którą mógłby stymulować na przykład ruch turystyczny (jak to miało i ma miejsce chociażby w przypadku cieszącego się ogromnym zainteresowaniem połączenia z Katowic i Warszawy do gruzińskiego Kutaisi) raczej nie ma co liczyć.