Zmiany w Wizz Air: zakup biletów jak pole minowe. Chwila nieuwagi i stówka znika z portfela!
Wizz Air w dziedzinie sprzedaży dodatkowych usług zaczyna przypominać obwoźnego handlowca, który nie przyjmuje odpowiedzi odmownej – gdy próbujemy wyrzucić go drzwiami, ten wraca oknem. A gdy już przedrzemy się przez wszystkie kliki i ukryte zgody, pojawi się przed nami jak Hubert Urbański z “Milionerów”, z mitycznym pytaniem: “Czy jesteś pewien?”
Pamiętacie jeszcze tak nieodległe czasy, gdy Wizz Air chwalił się, że dzięki nowej stronie internetowej można kupić bilet w ciągu 30 sekund i przy zaledwie 3 klikach? To było w połowie 2016 roku. Dzisiaj 30 sekund może nie wystarczyć, aby przeklikać się przez wszystkie dodatkowe usługi i zaznaczyć, że na pewno ich nie chcemy.
Tak, Wizz Air jest królem dodatkowych usług – sprzedaje niedrogie bilety, ale zarabia mnóstwo pieniędzy na wykupie bagażu i innych dodatkach. Otwarte jest pytanie, na ile jest to skutek tego, że klienci kupują te usługi w pełni świadomie, a na ile – że w ogóle tego nie zauważają.
Nie da się bowiem ukryć, że zwłaszcza w ostatnich miesiącach Wizz Air zrobił wiele, by “zachęcić” wszystkich do kupowania dodatków. Nowych sposobów było sporo: od nieintuicyjnego ustawienia taryf od najdroższej do najtańszej, przez rekomendowanie np. wyboru fotela. Kilka dni temu Wizz Air wprowadził kolejne kosmetyczne zmiany, które jeszcze mocniej komplikują proces rezerwacyjny. Chodzi tu o wybór miejsca w samolocie.
Zmiana jest niewielka, ale dość uciążliwa.
Jesteśmy więc na stronie Wizz Aira – wybieramy kierunek, odklikujemy wszystkie bagaże, które nie są nam potrzebne i dochodzimy do wyboru fotela. Wizz Air jest oczywiście na tyle miły, że wybrał już miejsca, które będą dla nas najlepsze. Na jakiej podstawie? Trudno powiedzieć, bo raz jest to miejsce w środku samolotu, innym razem – przy samym końcu (w każdym przypadku samolot jest jeszcze względnie “pusty”, czyli mało miejsc jest zajętych).
Nie chcemy jednak wybierać sobie miejsc i dodatkowo za to płacić, klikamy więc „pomiń rekomendację”. W normalnym systemie rezerwacyjnym zapewne przyjęte zostałoby do wiadomości, że nie chcemy wybrać sobie miejsca, ale nie z Wizz Airem takie numery. Okazuje się bowiem, że… taka opcja nie istnieje. Jedyną możliwością, aby przejść dalej z rezerwacją, jest „zmień miejsca”. I w tym momencie mam z nowinką na stronie Wizz Aira problem: nie mam bowiem wątpliwości, że osoba często podróżująca samolotem i nie mająca ochoty wybierać miejsca w samolocie bez problemu odczyta intencje przewoźnika (choć zapewne wielu z nich może to zirytować). Z drugiej strony: wygląda to trochę na „żerowanie” na mniej doświadczonych pasażerach, którzy mogą sobie pomyśleć, że wybór miejsca w samolocie Wizz Air i związana z tym opłata są obowiązkowe.
Przejdźmy bowiem dalej: na dobrą sprawę możliwość wyboru i ewentualnej rezygnacji pojawia się dopiero na kolejnym ekranie. Natomiast sposób jej oznaczenia też woła o pomstę do nieba: za każdym razem podczas rezerwacji trzeba zaznaczyć opcję “brak wybranego miejsca”, która z uwagi na kolorystykę sprawia wrażenie nieaktywnej. Żadnego oznaczenia w stylu “dziękuję, nie chcę” ani “drogi Wizz Airze, swoje miejsce to sobie możesz….”.
No ale dobrze – załóżmy, że w końcu przedrzemy się przez wybór miejsca na pokładzie, odhaczymy wszystkie opcje, sprawdzimy wszystko 2 razy i stwierdzimy, że ostatecznie nie wykupujemy miejsc.
Naszym oczom ukaże się kolejny komunikat. I tak, zgadza się – to Wizz Air, który po raz kolejny ma duży problem z odmową.
Takie pole minowe, które serwuje nam węgierski przewoźnik, nie ma nic wspólnego z szybką i sprawną obsługą klienta. Jeśli już, to jest to strategia na zmęczenie go. I tak jak zgadzam się, że w branży lotniczej nie ma ucieczki od modelu „kup goły bilet lotniczy i dokup sobie wszystkie dodatki”, tak jestem pewien, że istnieją lepsze sposoby na zachęcenie do tego pasażerów.