Poznajcie prawdziwego kozaka! Michał Woroch i jego niesamowita podróż
371 dni podróży, 15 państw, 65 000 km przez bezdroża Ameryki Południowej i Północnej – a wszystko to w samochodzie terenowym? To prawdziwe wyzwanie nawet dla zdrowego podróżnika. Michał Woroch i Maciej Kamiński poruszają się na wózkach inwalidzkich. Swoją podróżą udowodnili, że ograniczenia są tylko w naszej głowie. Zobaczcie, dlaczego.
Rozmowa z Michałem Worochem może być sporym kopniakiem motywacyjnym. Patrząc na tego drobnego mężczyznę siedzącego na wózku inwalidzkim, który cichym głosem opowiada o swojej niesamowitej wyprawie – zaczynasz się zastanawiać: jak potężna musi być siła i chęć podróży, która drzemie w Michale i jego przyjacielu?
Z perspektywy osób, dla których przemieszczanie się jest proste i naturalne, a czas od momentu planu podróży do jej realizacji jest liczony w tygodniach (niekiedy nawet dniach), wyprawa Michała i Macieja jest czymś z kategorii: nieprawdopodobne.
Podróż życia
Start? Argentyna, potem Ushuaia na Ziemi Ognistej. Meta? Prudhoe Bay na Alasce. Czas? Ponad rok! Poznajcie nietuzinkowych podróżników.
– Pasja do podróżowania jest kwestią umysłu, a nie ciała. Do tego taki wyjazd jest zawsze nauką, także relacji z innymi ludźmi. Dodatkowo, można się wiele o sobie dowiedzieć – opowiada mi Michał.
Michał Woroch jest osobą niepełnosprawną: choroba przykuła go do wózka inwalidzkiego. Czy to oznacza koniec marzeń o podróżach i wyjazdach? Ależ skąd! W przypadku Michała i jego przyjaciela, to był dopiero początek. Zapnijcie pasy: Mongolia, Indie, Spitsbergen… listę możemy rozwijać.
To podróżnicze CV, którego nie powstydziłby się żaden prawdziwy miłośnik zwiedzania i eksploracji świata.
* * *
Ale prawdziwe wyzwanie czekało za progiem. Coś, co wymyka się – na pierwszy rzut oka – zdrowemu rozsądkowi. Podróż przez dwie Ameryki, specjalnie przygotowanym Landroverem Defenderem. Z przyjacielem, który jest przeciwieństwem Michała.
Dodajmy: to również osoba niepełnosprawna, poruszająca się na wózku inwalidzkim.
– Z początku, kiedy opowiadaliśmy o swoim planie, dominowało niedowierzanie. Mówiąc wprost, pukano się w czoło. Błoto, tropiki, pustynia Atacama, Amazonka, dżungla, bezdroża. I my, zdający sobie sprawę z naszych ograniczeń. Ale czy to miała być przeszkoda? – pyta Michał, od razu odpowiadając. – Przeszkody tworzymy sobie sami. To brak wyobraźni, brak wiary, brak chęci motywowania samego siebie – dodaje podróżnik.
Kłopoty i pomoc
– Problemy? Było ich mnóstwo po drodze. Ale problemy są po to, aby się z nimi mierzyć. Zatrzymano nasz samochód w Argentynie, w urzędzie celnym. Jeździliśmy po drogach, które dokonywały prawdziwego spustoszenia w naszym Landroverze. Przeżyliśmy eksplozję silnika… do dziś jestem w stanie poznać, czy wszystko jest OK, słuchając wydawanych przez niego odgłosów – śmieje się Michał.
Słuchając jego opowieści, wszystko wydaje się dość łatwe i proste. Ale to tylko pozory. Ponownie: zamykam oczy i wyobrażam sobie codzienność w samochodzie terenowym, który jest domem, środkiem lokomocji, centrum wszechświata.
Powiedzmy, że potrzebuję sięgnąć do czegoś, co jest z tyłu samochodu. Co robię? Wyciągam rękę lub zatrzymuję auto, aby je obejść i wziąć niezbędną rzecz. W przypadku Michała i Macieja to… skomplikowana operacja. A teraz dodajmy do tego „okoliczności przyrody”: środek pustyni albo bagnisty teren gdzieś w Ameryce Południowej.
– Przyzwyczailiśmy się do tego. Nie ma co ukrywać, że codzienne, banalne dla osób zdrowych zadania, dla nas są niekiedy wyzwaniem. Wprawdzie samochód został przystosowany do naszych potrzeb, m.in. wyposażony w specjalną windę – ale to nie załatwia wszystkich problemów – mówi Michał.
W wielu przypadkach, podczas całej wyprawy, podróżnikom z Polski pomagali inni ludzie: zarówno miejscowi, jak i osoby, które dowiedziały się z mediów, że w ich okolicach będzie przejeżdżać samochód z nietypowymi kierowcami.
– Lista osób, które nam pomogły podczas wszystkich etapów całego projektu Wheelchairtrip jest ogromna. Nie tylko w podróży, ale także podczas przygotowań. I liczy się wszystko: dobre słowo, pomysły, realna pomoc, wsparcie finansowe i sprzętowe. Doznaliśmy ogromu dobra ze strony wielu osób – uśmiecha się Michał.
Podróż jest celem
Trasa, którą pokonali podróżnicy z Polski, jest przekrojem świata w pigułce. Morza i oceany, pustynie i bagna, dżungla i niebezpieczne tereny – wystarczy spojrzeć na mapę.
Niesamowity i zróżnicowany krajobraz. Niezwykłe spotkania (na przykład z uczestnikami rajdu Dakar), przejazd przez Argentynę, Chile, Boliwię czy Meksyk. I oczywiście cała Ameryka Północna. Co ciekawe, największe problemy czekały na Michała i Macieja nie na bezdrożach Ameryki Południowej, lecz… w Stanach Zjednoczonych.
– Cała podróż przez Amerykę Południową upłynęła nam na zastanawianiu się: „OK, teraz jest ciężko z różnymi rzeczami, to są kraje gdzie możemy mieć sporo technicznych problemów. Aby dojechać do Stanów Zjednoczonych, tam będzie luz”.
– I faktycznie był luz?
– Zderzyliśmy się ze ścianą przepisów. Przykład pierwszy z brzegu: wyobrażasz sobie, ile czasu zajmuje nam przygotowanie się do noclegu, rozłożenie namiotu dachowego, obozowiska, cały ten jazz. I kiedy jesteśmy już prawie gotowi, przyjeżdża samochód, a w nim siedzi lokalny policjant, który mówi: „Panowie, ale tutaj nie możecie nocować, przepisy na to nie pozwalają”. Prosimy o chociaż chwilę odpoczynku przed dalszą podróżą – słyszymy, że takie są przepisy, że nie wolno spać w aucie na dziko, i że jak się nie zwiniemy, to poniesiemy konsekwencje.
– Widział, że jesteście osobami niepełnosprawnymi?
– Tak.
Na szczęście to były jednostkowe przypadki. Zazwyczaj dominowała ciekawość i chęć pomocy niezwykłym podróżnikom. W książce: „Krok po kroku. Z Ziemi Ognistej na Alaskę”, którą właśnie wydał Michał Woroch, lista podziękowań zajmuje ładnych kilka stron.
Samotność w podróży?
Czy ponad rok (sumarycznie), spędzony praktycznie 24 godziny na dobę z drugą osobą, towarzyszem podróży, nie powodował problemów i animozji?
– Wiesz, to dość skomplikowane. Bywały noce, które przegadaliśmy do bladego świtu, a tematów mieliśmy tysiące. Z drugiej strony, zdarzało nam się przez kilka dni do siebie nie odzywać.
– Kłóciliście się?
– (śmiech) Niee, po prostu nie odczuwaliśmy potrzeby, aby cały czas rozmawiać. Niekiedy dobrze jest po prostu skupić się na podróży, na drodze, na przeżywanych emocjach. Nie zawsze słowa do tego są potrzebne. I to, że nie rozmawialiśmy, nie było oznaką kłótni, tylko po prostu przeżywania tego, co widzimy, po swojemu, niekiedy w ciszy.
– Twój przyjaciel, Maciej, raczej unika mediów…
– Tak, jego trudno jest namówić na wywiad. Czasami słyszę: ależ wy jesteście z innej bajki. I to jest piękne, może przeciwieństwa przyciągają się?
– Dalsze wspólne plany wyjazdowe?
– Mam pewien pomysł, ale jak byłem ostatnio u Macieja i mu coś zacząłem mówić, powiedział, że mam jechać sam i godnie go reprezentować. 😉
Michał jest mózgiem i motorem napędowym wszystkich podróżniczych pomysłów. Chcąc podzielić się swoimi wrażeniami z odbytej wyprawy, postanowił wydać książkę. A ponieważ nie znalazł oficyny, która w pełni odpowiadałaby jego wyobrażeniom o tym, jak książka miałaby wyglądać i zostać wydana – po prostu… założył swoje własne wydawnictwo.
– Na pozór to relacja z podróży dwóch chłopaków, prawda? Ale dla mnie to coś więcej. Cała ta podróż to było przełamywanie swojego strachu, droga do lepszego zrozumienia samego siebie, próba pogodzenia się ze swoją niepełnosprawnością – opowiada Michał.
Nagrody
Michał jest skromnym człowiekiem. Postanowiłem go zatem wyręczyć w wymienieniu małej części nagród podróżniczych, które spłynęły na duet niezwykłych podróżników z Polski.
Wyprawa „Wheelchairtrip” została nagrodzona Kolosem w kategorii „Wyczyn Roku” podczas zakończonych niedawno 21. Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów. To najważniejsza nagroda „branżowa”, którą może otrzymać podróżnik w Polsce.
Wyprawa w Landroverze przez Amerykę Północną i Południową została również doceniona w plebiscycie National Geographic, zdobywając Travelera w kategorii „Podróż Roku”.
Co na to Michał?
– To nie nagrody stanowią o sukcesie tej wyprawy. Ja po prostu uwielbiam podróże i choćbym nie wiem, jak źle się czuł, nie zrezygnuję z nich, dopóki wystarczy mi sił – opowiadał Piotrowi Chmielińskiemu.
Coś w tym jest. Patrząc na Michała, na jego uśmiechnięte oczy, kiedy opowiada o rytuale Ayahuaski, o dotarciu w serce amazońskiej dżungli lub o przemierzaniu bezdroży pustyni Atacama, widać w nich pasję podróżowania.
* * *
Posłuchajcie uważnie Michała i jego podejścia do podróżowania.
– Gdy wyruszy się w pierwszą podróż, trudno jest ją tak naprawdę zakończyć, dojść do celu i wrócić z powrotem. Raz rozpoczęta droga nigdy się nie kończy. Każda kolejna wydaje się kontynuacją poprzedniej, każdy powrót do domu jest tylko stanem przejściowym, jest czasem przygotowań do kolejnej wędrówki. Być może zawsze jest się na szlaku, bez względu na wszystko.
Cóż, takiej pasji życia, radości z podróżowania – i determinacji w realizacji marzeń – wszyscy możemy Michałowi Worochowi po prostu zazdrościć.
A przechodząc z fazy zazdrości do fazy realizacji: szukajcie tanich biletów lotniczych na naszym portalu, planujcie swoje wyjazdy i… w drogę!