REKLAMA

Wakacje u Bratanków (zachwycający Budapeszt)

Tytuł mojego dziennika podróży jest trochę na wyrost. Niestety nie były to wakacje, a jedynie czterodniowa (15-19.08.2012 r.) wycieczka do kraju naszych historycznych Bratanków, czyli Węgrów. Nie dane mi było również odwiedzić wszystkich Węgrów, a tylko mieszkańców Budapesztu.Budapeszt z Warszawy/Modlina za 8 zł w dwie strony >>Mieszkańców Budapesztu, czyli …, no właśnie kogo? Każdy wie, że mieszkaniec Warszawy to warszawianin lub bardziej potocznie warszawiak, mieszkaniec Krakowa to krakowianin lub potocznie krakowiak / krakus, mieszkanka Cycowa to … eee, nie będę rozwijał tematu, a mieszkaniec Budapesztu?

„Mały słownik wyrazów kłopotliwych” Mirosława Bańko (Warszawa 2003, PWN) jako normę podaje budapeszteńczyk i budapesztenka, wskazując jednocześnie, że większość Polaków tych form raczej by nie użyła. W stuosobowej ankiecie przeprowadzonej w Warszawie za teoretycznie błędną formą budapesztanka głosowało aż 80 osób, za budapesztenką tylko 20. W Krakowie przewaga budapesztanki nad budapesztenką była jeszcze większa: 97 do 1 (dwie osoby nie dokonały wyboru). Słownik poprawnej polszczyzny PWN uznał jednak, że kwestionowane formy budapesztańczyk, budapesztanka są dopuszczalne w języku potocznym. Zatem, oficjalnie budapeszteńczyk, budapesztenka, a potocznie budapesztańczyk, budapesztanka. Sami budapeszteńczycy nie mają z tym żadnego problemu, gdyż po węgiersku budapesti to zarówno budapeszteńczyk, jak i budapesztenka, a także przymiotnik budapeszteński.

Swoją wycieczkę rozpocząłem w świąteczną środę 15.08.2012 r. wczesnym rankiem o 7:35 na lotnisku w Warszawie. Niewielkiemu samolotowi LOT-u (Embraer 175) zajęło trochę ponad godzinę, aby wydobyć mnie z deszczowej Warszawy wprost do upalnego Budapesztu. Z powrotem kapitan uwinął się nawet w 55 minut, tak, że stewardessy ledwo nadążały z podawaniem napojów i zbieraniem pustych kubeczków, a już trzeba było lądować.

Na lotnisku w Budapeszcie przywitała mnie piękna, słoneczna pogoda i taka już pozostała do końca wycieczki. Wymarzona na zwiedzanie, no może trochę za gorąco, ale i z gorącem w Budapeszcie można sobie łatwo poradzić. Znamienne i symboliczne są oficjalne nazwy naszych największych portów lotniczych: Lotnisko Chopina w Warszawie i Budapest Liszt Ferenc Nemzetközi Repülőtér (Budapest Ferenc Liszt International Airport). One również potwierdzają bliskie, historyczne braterstwo pomiędzy Polakami i Węgrami.

Fryderyk Chopin i Franciszek (Ferenc) Liszt, genialni kompozytorzy, wspaniali pianiści, artyści, których sława jest ponadczasowa i ponadgraniczna, byli wszakże przyjaciółmi. Przyjaźń bardziej miała podłoże artystyczne, kompozytorzy wzajemnie się podziwiali, dedykowali sobie utwory, wspólnie koncertowali. Chopin w liście do swojego niemieckiego przyjaciela Ferdinanda Hillera pisał: „Piszę, nie wiedząc, co moje pióro bazgrze, gdyż w tej chwili Liszt gra moje Etiudy i przenosi mnie poza obręb rozsądnych myśli. Chciałbym mu wykraść sposób wykonywania moich własnych utworów”.

Ale dość już tych romantycznych odniesień, dziennik podróży jest w końcu tu i teraz, a nie w XIX w. Lotnisko imienia Ferenca Liszta położone jest 16 km na południowy-wschód od centrum Budapesztu. Do 2011 r. zwane było Budapest Ferihegy Nemzetközi Repülőtér (nazwę zmieniono w celu uczczenia 200. rocznicy urodzin Franciszka Liszta) i wciąż potocznie mówi się o nim Ferihegi, podobnie jak o Lotnisku Chopina – Okęcie. Lotnisko składa się z dwu Terminali, 1 i 2, z tym, że Terminal 1 jest aktualnie remontowany.

Oficjalna strona internetowa lotniska to www.bud.hu. Strona funkcjonuje po angielsku, niemiecku i oczywiście, dla największych entuzjastów, po węgiersku. W angielskiej wersji strony w części „Parking and transport” możemy się dowiedzieć, jak wydostać się z lotniska: samochodem, taksówką, minibusem, pociągiem i komunikacją miejską.

Wybrałem opcję najtańszą, czyli komunikację miejską. Moja wycieczka miała trwać cztery dni, więc na lotnisku kupiłem bilet trzydniowy, a ostatniego dnia dokupiłem jeszcze bilet dobowy. Przy biletach dobowych lub trzydniowych odpada problem kasowania i można się swobodnie przesiadać pomiędzy różnymi środkami transportu. Bilet należy tylko okazywać obsłudze przy zejściu do metra i czasami kierowcy autobusu, szczególnie na trasach podmiejskich. Przy częstych przesiadkach zakup biletu okresowego szybko staje się opłacalny. Cena biletu dobowego to równowartość 4,8 biletu jednorazowego, a cena biletu trzydniowego to równowartość 12 biletów jednorazowych. Na lotnisku bilety, zazwyczaj tylko jednorazowe, można kupić w Relay’u na poziomie przylotów (poziom 0). Bilety jednorazowe lub dobowe można również nabyć w automatach przystankowych. Niestety na Węgrzech automaty często odmawiają konsumpcji banknotów, a na początku podróży raczej trudno zgromadzić 1.550 forintów w monetach na zakup biletu dobowego (raz byłem naprawdę blisko; miałem prawie 1.300 Ft w drobniakach).

Po bilety 24- i 72-godzinne (odpowiednio 1.550 Ft i 3.850 Ft) pani z punktu informacji turystycznej na poziomie 0, skierowała mnie na pocztę, czyli na poziom 2 (poziom antresoli). Z panią na poczcie znakomicie można się porozumieć po angielsku. Jako początek obowiązywania biletu pani wpisuje aktualną datę i godzinę, więc jeśli chcemy naszą podróż rozpocząć trochę później, trzeba jej szybko dać znać.

Sam punkt informacji turystycznej dysponuje tylko 24- i 72-godzinnymi kartami turystycznymi (Budapest card; odpowiednio 3.900 Ft i 7.900 Ft), które są droższe od odpowiednich biletów okresowych komunikacji miejskiej, ale oprócz darmowych przejazdów transportem publicznym, obejmują również m.in.: darmowy wstęp do zoo, dwie bezpłatne wycieczki z przewodnikiem, zniżki od 10% do 50% do muzeów, zabytków, restauracji, kąpielisk i innych atrakcji. Karta jest ważna dla osoby dorosłej i dziecka do lat sześciu. Miejsca, w których akceptowana jest Budapest card opisane są w 36-stronicowym przewodniku po Budapeszcie do pobrania w formacie pdf na stronie informacji turystycznej Budapesztu www.budapestinfo.hu.

Najnowszą wersję przewodnika (wiosna 2012 r. – wiosna 2013 r.) w języku: angielskim, niemieckim, francuskim, włoskim, hiszpańskim pobieramy na powyższej stronie w zakładce Professional / Download Brochures (http://www.budapestinfo.hu/index.php?id=issues). Przewodnik ten nie podaje jednak skali rabatów, jakie oferuje Budapest Card. Zakres zniżek prezentowany był szczegółowo w poprzedniej (jesień 2011 r. – wiosna 2012 r.), znacznie obszerniejszej (144 strony) wersji przewodnika. Wersję tę można jeszcze pobrać na innym portalu turystycznym www.budapest.com w zakładce City Guide / Guides (http://www.budapest.com/city_guide/guides.en.html).

W tym samym miejscu można również znaleźć inne ciekawe, darmowe przewodniki do pobrania: Best of Budapest and Surroundings (68 stron), Touristic areas of Budapest and Central Danube Region (48 stron). Syntetyczna lista zniżek oferowanych z Budapest Card znajduje się w zakładce Travel / Tourist Information / Budapest Card (http://www.budapest.com/w/budapest_card_where_to_accept_eng.pdf). Dwa wspomniane portale turystyczne bardzo ułatwiają wszelkie przygotowania do wycieczki.

Jednak dla mnie osobiście najbardziej użytecznym i najczęściej przeze mnie odwiedzanym portalem była strona Budapeszteńskich Zakładów Komunikacji Miejskiej BKV – www.bkv.hu. (strona dostępna w języku angielskim, niemieckim i oczywiście dla największych koneserów po węgiersku). Ze strony tej można pobrać mapki (w formacie pdf i jpg) dziennego transportu miejskiego oraz transportu miejskiego z naniesionymi zabytkami (http://www.bkv.hu/en/downloadable_maps/downloadable_maps). Ponadto, można tu pobrać niezwykle użyteczne schematy (w pdf): linii metra, kolei podmiejskiej HEV i sieci tramwajowej, sieci transportu nocnego, sieci kolejowej w Budapeszcie oraz w Budapeszcie i okolicach (http://www.bkv.hu/en/schematics/schematics).

Na www.bkv.hu znajdziemy również wyczerpującą informację o biletach. Możemy także pobrać rozkłady jazdy (w pdf) dowolnego autobusu, tramwaju lub trolejbusu. Najpopularniejszymi biletami wykorzystywanymi przez turystów są: bilet jednorazowy (vonaljegy; single ticket; 320 Ft; taki sam bilet kupowany u kierowcy kosztuje 400 Ft), bilet transferowy (átszállójegy; transfer ticket; 490 Ft), bloczek 10 biletów jednorazowych (10 db-os gyűjtőjegy; 2.800 Ft), bilet dobowy (Budapest 24 órás jegy; 24 hour travel card; 1.550 Ft), bilet dobowy grupowy (Budapest csoportos 24 órás jegy; 24 hour group travel card; 3.100 Ft), bilet trzydniowy (Budapest 72 órás jegy; 72 hour travel card; 3.850 Ft), bilet tygodniowy (Budapest-Hetijegy; seven-day travel card; 4.600 Ft).

Bilet jednorazowy kupowany pojedynczo lub w bloczku uprawnia do jednej podróży (bez przesiadek) autobusem, tramwajem, trolejbusem, kolejką zębatą (na wzgórze Széchenyiego; Széchenyi-hegy) na całej długości linii oraz koleją podmiejską HEV w obrębie administracyjnych granic Budapesztu. Z biletem tym można się przesiadać, ale tylko pomiędzy trzema liniami metra (wszystkie wymienione środki transportu zarządzane są przez BKV), pod warunkiem, że nie wychodzimy na powierzchnię. Bilet ważny jest przez godzinę, a na liniach nocnych przez dwie godziny.

Bilet transferowy działa podobnie jak jednorazowy. Dodatkowo uprawnia do jednej przesiadki w konwencjonalnych środkach transportu i oczywiście do wielu przesiadek w ramach metra. Musi być skasowany dwukrotnie, raz na początku podróży i ponownie przy przesiadce. Bilet transferowy ważny jest przez 1,5 h (w nocy przez 2 h) od pierwszego skasowania, w tym przez 1 h od drugiego skasowania. Jeżeli drugie skasowanie ma miejsce przy wejściu do metra, to bilet jest jeszcze ważny przez 1 h, nawet gdy łączny czas podróży przekroczy 1,5 h. W nocy bilet transferowy jest ważny przez dodatkowe 2 h od drugiego skasowania. Bilety dobowe i wielodniowe obejmują oczywiście możliwość nieograniczonego korzystania ze wszystkich wymienionych wyżej środków transportu, a także z tramwajów wodnych BKV pływajacych po Dunaju (w dni robocze), niektórych pociągów kolei węgierskich MÁV oraz niektórych autobusów dalekobieżnych VOLÁNBUSZ, ale tylko w obrębie administracyjnych granic Budapesztu. Bilet grupowy może być używany przez maksimum pięciu pasażerów podróżujących wspólnie jednym pojazdem (w przypadku pociągu – w tym samym przedziale).

Po tej garści praktycznych informacji pora w końcu wyjść z budynku lotniska. Na początku lub na końcu wycieczki miłośnicy lotnictwa mogą sobie zarezerwować kilkanaście minut, aby obejrzeć ciekawą wystawę starych samolotów węgierskich linii lotniczych Malév (na prawo od wyjścia z terminalu). Teraz już nie tylko te samoloty, ale niestety również same linie Malév przeszły do historii. Malév zbankrutował w lutym 2012 r. po 66 latach działalności.

Z lotniska do centrum Budapesztu dojechałem wybierając autobus nr 200E a następnie niebieską linię metra (nr 3). Autobusem 200E jedziemy do końca, do przystanku Kőbánya-Kispest. Autobus jeździ dosyć często (5-7 razy na godzinę), podróż trwa ok. 22 min. Tutaj znajduje się ostatnia stacja metra relacji Kőbánya-Kispest – Újpest-Központ przez budapeszteńczyków w skrócie zwana KőKi, od Kőbánya-Kispest. Metro oczywiście jeździ znacznie częściej niż autobus 200E (w zależności od pory dnia co 2-5 min.) i do centrum (do głównej stacji przesiadkowej Deák Ferenc tér, gdzie krzyżują się wszystkie trzy linie budapeszteńskiego metra) można dojechać w 16 min.

Wsiadłem do pociągu i pierwsze wrażenie, potwierdzone zresztą kolejnymi doświadczeniami, było takie, że tabor kolejowy, podobnie jak autobusowy i tramwajowy jest w Budapeszcie delikatnie mówiąc przestarzały i czasami trudno się zorientować, czy pojazd właśnie dogorywa swoich dni przed generalnym remontem, czy został rozmyślnie wypuszczony w wersji zabytkowej w celu uatrakcyjnienia wycieczki w stylu retro. Także proszę zapomnieć o takich zbytkach jak klimatyzacja, cywilizacja Ikarusów jeszcze nie wymarła.

Z drugiej strony zasadne jest pytanie, czy lepiej mieć względnie nowoczesny tabor i jedną linię metra jak w Warszawie, czy przestarzały tabor, a jednak spełniający swoją rolę, z dobrze rozwiniętą siatką połączeń i przede wszystkim z trzema rozgałęzionymi liniami metra i czwartą w budowie jak w Budapeszcie. Ominąłem stację Deák Ferenc tér i wysiadłem dwa przystanki dalej, czyli na Nyugati pályaudvar. Stacja ta nazwana jest od pobliskiego, kolejowego Dworca Zachodniego, z którym połączona jest przejściem podziemnym. Nyugati pályaudvar to jeden z trzech głównych dworców kolejowych Budapesztu, pozostałe to Keleti (Wschodni) i Deli (Południowy). Na wspomnienie warszawskiego Dworca Zachodniego ogarnął mnie gorzki śmiech. Dworzec ten nawet po generalnym remoncie przed EURO-2012 do pięt nie dorasta budapeszteńskiemu Dworcowi Zachodniemu.

… i tak tylko dla porównania:

Zresztą tutaj wszelkie porównania są nieuprawnione. Nyugati pályaudvar został wybudowany w 1877 r., czyli w czasach monarchii austro-węgierskiej przez przedsiębiorstwo słynnego Gustawa Eiffela, zanim ten jeszcze zabrał się do projektowania swojej paryskiej wieży. Tutaj kręcone były niektóre sceny z ostatniej części (z 2011 r.) filmu Mission Impossible Ghost Protocol z Tomem Cruisem w roli głównej. Zresztą Budapeszt w ostatnim czasie często stanowi scenerię dla hollywoodzkich superprodukcji. Na przełomie kwietnia i maja 2012 r. bawił tu Bruce Willis. Kręcono zdjęcia do piątej już części nieśmiertelnej Szklanej Pułapki (A Good Day to Die Hard), m.in. z helikopterowym rajdem wzdłuż Dunaju przez centrum Budapesztu. Na ekrany kin film trafi w Walentynki 2013 r.

Na Nyugati pályaudvar zamierzałem zostawić bagaż w skrytce bagażowej. W pensjonacie mogłem zakwaterować się dopiero od godziny 14. Skrytki są w prawym skrzydle dworca (za pasażem i salą biletową). Nie powiem, oznaczenia kierujące do przechowalni bagażu były, ale tak sprytnie umieszczone, że nie tylko nie zbliżały mnie do miejsca przeznaczenia, ale czasami nawet oddalały. Jak już w końcu dotarłem na miejsce, ucieszyła mnie duża liczba wolnych skrytek i jedna bardzo użyteczna acz rzadka maszyna, która w cudowny sposób zamienia banknoty na monety. W Budapeszcie ma to kolosalne znaczenie, gdyż automaty są głównie na monety. Skrytki są w wersji małej za 400 Ft i dużej za 600 Ft. Bez dopłat bagaż można przechowywać przez 24 h.

Bagaż z wozu, koniom lżej. Nareszcie można rozpocząć właściwe zwiedzanie. Wiedziałem, że w tak krótkim czasie wszystkiego zwiedzić się nie da. Co więcej, nie da się zwiedzić nawet rzeczy najważniejszych. Stąd, planowałem ograniczyć się do miejsc w Budapeszcie, które zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. W 1987 r. na listę została wpisana panorama i wybrzeża Dunaju m.in. ze Wzgórzem Zamkowym (Zamek i Starówka), Wzgórzem Gellerta, kąpieliskiem Gellerta po stronie Budy i z Parlamentem, korso peszteńskim po stronie Pesztu, mostami: Małgorzaty, Łańcuchowym, Elżbiety, Wolności.

W 2002 r. ochroną UNESCO objęto prostopadłą do Dunaju Aleję Andrassy’ego (wraz z biegnącą pod nią żółtą linią metra nr 1), zwieńczoną Placem Bohaterów. Ponadto, w 1993 r. na wstępną (próbną) listę (tentative list) UNESCO zostało wpisane 5 jaskiń krasowych, ukrytych we wzgórzach budańskich. Nie chciałem ograniczać się tylko do zwiedzania zabytków, gdyż spacery wśród rozgrzanych kamieni szybko mogą zmęczyć.

Starałem się dzielić czas pomiędzy najważniejsze zabytki oblegane zazwyczaj przez turystów i na chwile wytchnienia w miejscach rekreacji uczęszczanych przez zwykłych mieszkańców Budapesztu. Plany, jak wiadomo, są po to, żeby ich nie dotrzymywać, więc wszystkiego z planu zobaczyć się nie udało. Rekompensatą za to były miejsca odwiedzone przeze mnie pozaplanowo, np. Wielka Synagoga.

Ruszyłem w stronę Parlamentu. Ze stacji metra Nyugati pályaudvar przejechałem dwa przystanki do Deák Ferenc tér znaną już niebieską linią metra (nr 3). Tutaj zjechałem schodami ruchomymi do najgłębszej, czerwonej linii metra (nr 2), która biegnie pod Dunajem i przejechałem jeden przystanek w stronę Déli pályaudvar, wysiadłem na Kossuth Lajos tér. Te 850 m z Dworca do Parlamentu oczywiście można przejść pieszo, ale chciałem „pobawić się” metrem.

Po wyjściu z metra od razu przytłoczony zostałem ogromną bryłą Parlamentu (Országház). Budynek, wzorowany na parlamencie londyńskim, jest od niego nawet większy (długość 268 m, szerokość w centralnej części 123 m, wysokość kopuły 96 m; szacuje się, że bryła parlamentu pomieściłaby 50 pięciopiętrowych budynków mieszkalnych). Parlament mógłby się wydawać zbyt duży dla państwa około 10–milionowego, warto jednak pamiętać, że budowany był w latach 1885-1902, kiedy liczące ponad 20 mln mieszkańców Węgry stanowiły połowę potęgi austrowęgierskiej Habsburgów.

Budynek Parlamentu zaprojektowany został przez Imre Steindla. Projekt jest eklektyczny: zewnętrzna ornamentacja bryły budynku nawiązuje do gotyku, ale mamy także centralnie umieszczoną kopułę, która w gotyku prawie nie występuje. Organizacja wewnętrznych przestrzeni wykorzystuje reguły zapożyczone z renesansu i baroku. Główna fasada budynku wychodzi na Dunaj, natomiast oficjalne, główne wejście zlokalizowane jest po przeciwnej stronie na placu Lajosa Kossutha. Wszystkich wejść do budynku jest aż 27. Nie miałem jednak żadnych problemów ze zlokalizowaniem wejścia nr X, gdzie można nabyć bilety na wycieczki z przewodnikiem po wnętrzach Parlamentu.

W pewnej odległości od wejścia rozpoczynała się długa, naprawdę dłuuuga, wijąca się kolejka około setki ludzi zainteresowanych zwiedzaniem Parlamentu. W praktyce kolejka prawie się nie porusza, raz na minutę strażnik wpuszcza 3-4 osoby do kasy biletowej. W związku z tym, Parlament można zwiedzać, ale dopiero po wielogodzinnym oczekiwaniu w upale, chyba że … podszedłem na początek kolejki zasięgnąć języka.

Tłum może nie zaczął jeszcze szemrać, ale gdy wyciągnąłem internetowe potwierdzenie rezerwacji z logo Parlamentu, oznaki niezadowolenia na twarzach najdłużej wyczekujących były widoczne. Krótki rzut oka strażnika na potwierdzenie i już mogę udać się po bilety, omijając całą kolejkę. Poniewczasie oceniam poradę wcześniejszej rezerwacji internetowej jako najlepszą z wielu porad, jakie udało mi się uzyskać na forum www.fly4free.pl, szczególnie po zmyłkowej informacji na oficjalnej stronie Parlamentu (www.parlament.hu).

Zgodnie z tą informacją, grupy mogą zwiedzać wnętrza tylko po wcześniejszej rezerwacji, a dla indywidualnych zwiedzających rezerwacja nie jest wymagana. Zatem nawet, jeśli zamierzamy zwiedzać tylko we troje, dwoje, a nawet indywidualnie, poczujmy się jak zorganizowana wycieczka i wyślijmy wcześniej maila na adres: idegenforgalom@parlament.hu lub tourist.office@parlament.hu z prośbą o zarezerwowanie wycieczki.

W mailu trzeba podać: liczbę osób, preferowaną datę, godzinę, język zwiedzania (angielski codziennie o godzinie: 10, 12 i 14; niemiecki w dni powszednie o 11 i 15, w niedzielę o 11; francuski codziennie o 14; rosyjski w dni powszednie o 15, w niedzielę o 12.30; włoski w dni powszednie o 11.30 i 16, w niedzielę o 12.15; hiszpański w dni powszednie o 11.30 i 16, w niedzielę o 11.30). Z wydrukowanym potwierdzeniem odbieramy bilety, które dla obywateli Unii Europejskiej są bezpłatne i przychodzimy w to samo miejsce 15 minut przez rozpoczęciem zwiedzania.

Wycieczka jest jak najbardziej warta zabiegów, pomimo tego, że zwiedzać można tylko 4 z ogólnej liczby 691 pomieszczeń Parlamentu. Pomieszczenia te są wspaniałe, zachwycające, wydają się kapać od złota, chociaż na wystrój całego Parlamentu zużyto go „tylko” 40 kg (22-23-karatowego). Patrząc na Parlament z dalszej perspektywy, zwraca uwagę centralnie położona, wysoka kopuła, a po obu jej stronach, wyrastające poza linię gmachu, Sala Kongresowa (dawniej sala izby wyższej Parlamentu) w północnym skrzydle budynku oraz Sala Zgromadzenia Narodowego (dawniej sala izby niższej Parlamentu) w południowym skrzydle budynku.

W związku z tym, że Parlament węgierski od grudnia 1944 r. jest parlamentem jednoizbowym (wcześniej był dwuizbowym), posłowie obradują w Sali Zgromadzenia Narodowego i dzięki temu Salę Kongresową można swobodnie zwiedzać. Rzeczywiście posłom węgierskim można pozazdrościć miejsca pracy.


Sala Kongresowa

W budynku mieszczą się również apartamenty premiera i prezydenta Republiki Węgierskiej. Zwiedzać można też salę pod główną kopułą, czyli Salę Kopułową, główną klatkę schodową i przedsionek do Sali Kongresowej. Główna kopuła sięga 96 m, podobnie zresztą jak kopuła pobliskiej Bazyliki Św. Stefana. Przewodniczka wyjaśniła, że może to mieć związek rokiem 896, jest to jedna z najważniejszych dat w historii Węgier. W roku tym plemiona madziarskie wkroczyły na tereny dzisiejszych Węgier i nastąpiło tzw. „zajęcie ojczyzny” (honfoglalás).

Pod główną kopułą spoczywają, pilnie strzeżone przez dwu żołnierzy, węgierskie regalia: korona św. Stefana z przekrzywionym krzyżykiem, berło, jabłko i szczerbiec. Korona św. Stefana wpisana jest w węgierską konstytucję jako narodowa relikwia, widnieje nad godłem Węgier. Jej historia jest niezwykle burzliwa. Wedle tradycji w 1000 r. Stefan I Święty miał ją otrzymać od papieża Sylwestra II. Podczas najazdu Mongołów przechowywana była na chorwackiej wyspie Trau, potem dostała się w ręce Wacława Czeskiego, następnie wojewody siedmiogrodzkiego Laszlo. Po powrocie na Węgry została wykradziona do Austrii, po czym padła łupem Sulejmana Wspaniałego, sułtana tureckiego. Następne przystanki to Wiedeń, Praga, Pressburg (Bratysława), ponownie Budapeszt (za Marcin Kołpanowicz, Budapeszt. Mowa pomników, „Poznaj Świat” 9/2012). Pod koniec II wojny światowej została skradziona przez Wehrmacht, w beczce po ropie przeleżała na dnie jednego z jezior w Austrii, potem tajemniczym sposobem wylądowała w Stanach Zjednoczonych w Forcie Knox. W 1978 r. prezydent USA Jimmy Carter zdecydował o zwrocie korony ówczesnym władzom węgierskim. Na końcu tej historii jedna rzecz jest niestety rozczarowująca – korona, która leży w Sali Kopułowej Parlamentu prawdopodobnie nie jest tą samą, którą św. Stefan mógł otrzymać od papieża w 1000 r., gdyż jest troszkę późniejsza, powstała pod koniec XI w.


Pod kopułą


Korona św. Stefana


Główna klatka schodowa Parlamentu

Po obejrzeniu wnętrz udałem się na obchód wokół Parlamentu. Ze względu na ogrom budynku była to naprawdę długa wycieczka. Interesowała mnie w szczególności fasada od strony Dunaju. Niestety, albo na szczęście, Parlament jest zbyt blisko Dunaju, aby, pozostając po stronie peszteńskiej, można było sfotografować fasadę w całości. Najlepsze zdjęcia Parlamentu wychodzą z przeciwległego, budańskiego brzegu Dunaju, zwłaszcza z placu Batthyány’ego (Batthyány tér; stacja czerwonej linii metra nr 2 o identycznej nazwie) położonego bezpośrednio na wprost Parlamentu. W związku z tym, nie pozostało mi nic innego, jak podziwiać Dunaj i od strony Pesztu fotografować Budę, z nie mniej oszałamiającymi, majestatycznymi i reprezentacyjnymi zabytkami na Wzgórzu Zamkowym.


Parlament od strony Budy


Zamek od strony Pesztu

Budapeszt jest miastem zwróconym w stronę Dunaju. Nie bez powodu jego panorama wpisana jest na listę UNESCO. Tu są najważniejsze zabytki, promenady spacerowe, ścieżki rowerowe. Statki wycieczkowe mijają się, wyprzedzają, nawet takie podobne do autobusu, jak na zdjęciu poniżej. Panoramą trudno się nasycić, podziwiać ją warto, najlepiej wielokrotnie, w dzień, wieczorem lub w nocy, kiedy wszystkie zabytki są cudownie oświetlone, na piechotę, na rowerze, tramwajem nr 2 jadącym wzdłuż wybrzeża peszteńskiego lub tramwajem nr 19 jadącym wzdłuż wybrzeża budańskiego albo podczas rejsu wycieczkowego po Dunaju. Dunaj w Budapeszcie płynie w dół, znaczy na południe, zatem Buda, która na mapie jest bardziej na lewo (na zachód) od Pesztu, położona jest na prawym brzegu Dunaju, a Peszt na lewym brzegu Dunaju. Dziwne to wszystko, ciągle musiałem obracać mapę do góry nogami, żeby to zrozumieć.


Kto szybszy, statek czy autobus? W tle Kościół Macieja na Wzgórzu Zamkowym (autobus okazał się szybszy)

Metrem czerwonym nr 2 wróciłem z Kossuth Lajos tér do Deák Ferenc tér i tutaj przesiadłem się na najstarszą, żółtą linię metra nr 1. Linia została otwarta w 1896 r. na tysiąclecie państwa węgierskiego (1.000 lat od „zajęcia ojczyzny”). Było to pierwsze metro w kontynentalnej części Europy (uwzględniając całą Europę, wcześniej było tylko w Londynie). Linia położona jest wzdłuż Alei Andrassy’ego, której kompleks architektoniczno-urbanistyczny wpisany jest na listę UNESCO. Metro biegnie bardzo płytko, na poziomie naszego przejścia podziemnego pod ulicą. Na tej historycznej linii stacje, a w związku z tym również pociągi, są znacznie krótsze niż na pozostałych dwóch liniach metra.


Tam już nie trzeba dalej schodzić. Stacja jest tuż pod ulicą


A co jest pod placem przed Bazyliką Św. Stefana? Czteropiętrowy parking podziemny. Przydałby się taki pod warszawskim Placem Teatralnym

Wysiadłem na stacji Opera. Zamierzałem kupić bilety na zwiedzanie z przewodnikiem gmachu Opery (Operaház), której wnętrza są równie atrakcyjne jak wnętrza Parlamentu. Wycieczki organizowane są codziennie, o godzinie 15 i 16, po angielsku, niemiecku, hiszpańsku, włosku i francusku. Trwają 45-50 min. Bilety można kupić w sklepie z pamiątkami na lewo od wejścia do Opery (2.900 Ft; dodatkowo opcjonalnie możliwość fotografowania: 500 Ft i 5-minutowy minikoncert, obejmujący dwie arie wykonywane przez artystę operowego: 500 Ft). Więcej informacji na stronie www.operavisit.hu, a dla tych, którzy chcieliby nie tylko zwiedzić Operę, ale również wybrać się na wieczorne przedstawienie przydatna będzie strona: www.opera.hu.

Chciałem kupić bilety na sobotę za dwa dni. Jednak tutaj moja przezorność nagrodzona w przypadku Parlamentu, na nic się zdała. Bilety można kupować tylko na zwiedzanie w tym samym dniu. Pozostało mi obejrzeć gmach z zewnątrz. Budynek zaprojektowany został przez Nicholasa Ybla w stylu neorenesansowym. Patronat nad budową objął sam Franciszek Józef, cesarz Austrii i król Węgier. Prace budowlane trwały w latach 1875-1884. W swoim czasie budapeszteńska Opera uchodziła za najnowocześniejszą na świecie. Po obu stronach głównego wejścia w niszach znajdują się pomniki Ferenca Erkela, kompozytora węgierskiego hymnu oraz Franciszka Liszta. Na balustradzie na drugim piętrze ustawiono posągi 16 wybitnych kompozytorów operowych (drugi od prawej stoi Stanisław Moniuszko).

Po zakwaterowaniu w pensjonacie BI&BI Panzio (u zbiegu Retec utca i Fény utca) i krótkim odespaniu porannego wstawania ruszyłem już na czysto rekreacyjną wycieczkę na Wzgórze Jana (János-hegy). Wzgórze Jana jest najwyższym z licznych wzgórz budańskich (527 m). W linii prostej leży ok. 6-7 km od Dunaju i Parlamentu. Z jego szczytu roztacza się przepiękny panoramiczny widok na całe miasto. Wzgórze podobnie, jak większość pozostałych wzgórz budańskich jest gęsto zalesione, co znakomicie daje wytchnienie od upału. Na wzgórze zamierzałem wjechać kolejką dziecięcą, a zjechać wyciągiem krzesełkowym.

Mój pensjonat BI&BI Panzio położony jest po stronie Budy 50 m od placu Kálmána Szélla (Széll Kálmán tér; wcześniej plac nazywał się Moszkva tér – Plac Moskiewski; nazwa placu została zmieniona niedawno, w listopadzie 2011 r., stąd stara nazwa jest wciąż popularna, funkcjonuje na mapach i w przewodnikach). Széll Kálmán tér to ważny węzeł przesiadkowy, tu znajduje się stacja metra czerwonego nr 2 o tej samej nazwie, pętle tramwajowe i autobusowe. Wybrałem tramwaj nr 61 w kierunku Hűvösvölgy (Chłodnej Doliny). W Budapeszcie wszystkie tramwaje, nawet te najbardziej zdezelowane, mają udogodnienia, które Warszawa zamierza dopiero wprowadzić – można do nich wsiadać z obu stron, a kabina motorniczego jest i na początku i na końcu wagonu.

Tramwaj szybko opuścił wyższą zabudowę śródmiejską i za oknami zaczęły przesuwać się piękne wille położone wśród wysokich drzew na stokach wzgórz budańskich. Myślałem, że tramwaje jeżdżą pod górę tylko we Lwowie, Lizbonie i San Francisco, a tu nagle tramwaj zaczął się wspinać pięknym zielonym wąwozem, właśnie Chłodną Doliną, pomiędzy wzgórzami Hármashatárhegy i Nagy Hárshegy.

Do ostatniego przystanku (Hűvösvölgy) tramwaj nr 61 jedzie ok. 17 min. Tutaj trzeba wysiąść, z lewej strony zarówno z przodu, jak i z tyłu znajdują się zadaszone, drewniane schody na wzgórze. Trzeba wybrać tylne schody i po ich pokonaniu skierować się lewo skos do początkowej stacji (Hűvösvölgy) kolejki dziecięcej. Tramwaj nr 61 jeździ bardzo często, czasami co 3-5 min., natomiast kolejka dziecięca odjeżdża bardzo rzadko, raz na godzinę od 9.10 do 17.10.

Z pensjonatu wyszedłem o 16.40, więc zdążyłem naprawdę rzutem na taśmę, bilet kupiony w locie u młodego kasjera, tylko wszedłem, pociąg ruszył, ostatni tego dnia. Jak sama nazwa wskazuje kolejka dziecięca (Gyermekvasút) obsługiwana jest wyłącznie przez dzieci (no może z wyjątkiem maszynisty). Bilet kosztował 600 Ft (www.gyermekvasut.hu). 11-kilometrowa trasa wąskotorówki wije się wśród lesistych wzgórz budańskich, okrążając je od północnego-zachodu. Została wybudowana na przełomie lat 40. i 50. ubiegłego stulecia.

Kiedyś była to kolejka pionierów, teraz dzieci ubrane są w mundurki węgierskich kolejarzy MÁV. Podróż jest prawdziwym relaksem po upalnym dniu, pociąg niespiesznie jedzie przez las (tak, tak, las w obrębie administracyjnych granic Budapesztu), można podziwiać widoki, wiaterek miło chłodzi (pociąg nie ma szyb w oknach).

Nie dojechałem do końca, po ok. 24 minutach jazdy wysiadłem na czwartej stacji (János-hegy). Nazwa stacji może być trochę myląca, wszak na János-hegy jeszcze 20-30 min. i to pod górkę, ale w miarę łagodnie. Wystarczyło jednak, żeby się zasapać, pogubić i trochę zawstydzić swoją marną kondycją, gdy pod górę minął mnie staruszek uprawiający jogging.

W końcu jednak zdobyłem János-hegy, no prawie, bo jeszcze schody 23-metrowej, neoromańskiej wieży widokowej – Wieży Elżbiety (Erzsébet-kilátó). Wyglądem przypomina Basztę Rybacką ze Wzgórza Zamkowego – nic dziwnego, gdyż obydwie projektował na przełomie XIX i XX w. ten sam architekt, Frigyes Schulek. Przy dobrej pogodzie widoczność sięga 70-80 km. Z bardzo odległej perspektywy widać Parlament, Zamek, ale tak naprawdę dopiero tutaj można się przekonać jak zielonym miastem jest Budapeszt. Przy Dunaju koncentrują się najważniejsze zabytki Budy na Wzgórzu Zamkowym, potem jest wąski pas wielorodzinnych kamienic, następnie zabudowa, która dominuje, czyli jednorodzinne wille wśród lesistych wzgórz, a dalej już tylko niezamieszkałe wzgórza porośnięte latem, wykorzystywane przez budapeszteńczyków dla sportu i rekreacji.

Nie mogę zapominać o synchronizacji, wyciąg krzesełkowy (Libegő) z powrotem do miasta pracuje tylko do 19 (od 9 rano). Bilet w jedną stronę kosztuje 800 Ft (powrotny 1.300 Ft). Jadąc pomiędzy drzewami, czasami nad drzewami i willami, mamy u stóp wspaniałą panoramę Budapesztu. Przejazd 1041 m trasy zajmuje około 12 min.

Dolna stacja Libegő znajduje się w cichej i spokojnej części Budapesztu Zugliget. Tu pierwszy przystanek Zugliget (Libegő) ma autobus nr 291 (kierunek Nyugati pályaudvar) – w wakacje ok. 3 autobusy na godzinę, po ok. 3 minutach podróży, na piątym przystanku (Budagyöngye) przesiadam się ponownie na tramwaj nr 61 w kierunku Móricz Zsigmond körtér i po ok. 8 min. jestem z powrotem na placu Kálmána Szélla.

Kolejnego dnia postanowiłem zagubić się w uliczkach Starówki na Wzgórzu Zamkowym (Várhegy). Wzgórze położone jest bardzo blisko placu Kálmána Szélla tyle, że jak sama nazwa wskazuje dostać się tam można tylko pod górkę. Lepiej wybrać minibus zamkowy (Várbusz) nr 16 z ulicy Várfok utca, zamykającej Széll Kálmán tér od południowego-zachodu. Wybrać można również autobusiki nr 16A i 116, których trasa na Wzgórzu Zamkowym pokrywa się z autobusem nr 16. Po ok. 4 minutach wysiadam na Placu Trójcy Św. przy Kościele Macieja (czwarty przystanek o nazwie Szentháromság tér). Jeśli ktoś od razu chce przystąpić do zwiedzania Zamku, powinien wysiąść na kolejnym przystanku Dísz tér (Plac Parad).

Nad placem Szentháromság góruje strzelista, gotycka bryła Kościoła Macieja (Mátyás-templom), kryta kolorową, ceramiczną dachówką. Przyzwyczajeni w Polsce do zalewu świętych patronów, możemy poczuć się zdziwieni, że w tym przypadku nie chodzi o św. Macieja, tylko o króla Macieja Korwina z rodu Hunyadych, jednego z najwybitniejszych władców Węgier, który panował w latach 1458-1490. Oficjalnie kościół jest pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny. Również w przypadku Wyspy Małgorzaty (Margit-sziget) położonej na Dunaju świętość jej patronki, św. Małgorzaty, nie jest zbyt eksponowana w nazwie. Małgorzata, córka króla Béli IV (panował w latach 1235-1270), jako 9-letnia dziewczynka została przez ojca oddana do klasztoru na wyspie, w wyniku przyrzeczenia, które złożył Bogu, że jeśli odeprze najazd tatarski, odda Mu córkę na służbę. Małgorzata zmarła w wieku 28 lat, szybko została beatyfikowana (1271 r.). Na kanonizację musiała trochę poczekać (do 1943 r.). Kościół Macieja bywa nazywany (nieco na wyrost) koronacyjnym, gdyż odbyło się w nim kilka koronacji. Zdecydowana większość ceremonii miała miejsce w Esztergomie i Székesfehérvárze. Odbyła się tu jednak w 1867 r. wspaniała koronacja Franciszka Józefa I i Elżbiety, czyli Sissi. Pomimo tego, że wewnątrz kościoła prowadzona jest renowacja, warto go odwiedzić w środku. Bilet kosztuje 1.000 Ft (www.matyas-templom.hu). Od razu można też kupić wejściówkę na Basztę Rybacką (Halászbástya) za 600 Ft.

W kościele zobaczyć można welon z ornatu noszonego podczas koronacji Sissi. Można również obejrzeć popiersie samej Sissi (zupełnie niepodobna do Romy Schneider odtwarzającej ją w filmie). Na tyłach Kościoła Macieja znajduje się kompleks Baszty Rybackiej, która jest znakomitym punktem widokowym na Dunaj, Wyspę Małgorzaty, mosty, Parlament i Bazylikę Św. Stefana.


Pomnik św. Stefana i kompleks Baszty Rybackiej

Warto niespiesznie pospacerować ulicami budańskiej starówki podziwiając kamieniczki. Zajrzałem też do najstarszej kawiarni Budapesztu przy ulicy Szentháromság odchodzącej z placu o tej samej nazwie. Malutka kawiarnia Ruszwurm została założona już w 1827 r. Tort Dobosza i Tort Sachera uśmiechały się do mnie zza przeszklonej lady. Niestety kawiarnia przeżywała oblężenie turystów, brak wolnych stolików. Zadowoliłem się zatem lodami na wynos, mniam, a tort Dobosza? No cóż, jeszcze tego samego dnia, bez żadnych tłumów, nabyłem kawałek tej czekoladowo-biszkoptowej słodkości w cukierni w hipermarkecie Mammut, nieopodal mojego pensjonatu.

Ze Wzgórza Zamkowego szybko wygonił mnie upał. Po południu zamierzałem zażyć ochłody na basenach, z których Budapeszt słynie. Skoro słynie, to wybrałem się do najsłynniejszego i najelegantszego kąpieliska Gellerta (Gellért Gyógyfürdő – www.budapestgyogyfurdoi.hu) w Hotelu Gellerta, u stóp wzgórza, jak nie trudno zgadnąć, Gellerta. Secesyjny zespół hotelowo-kąpieliskowy otwarty został w 1918 r. W 1927 r. dodano otwarte kąpielisko z pierwszym w Budapeszcie basenem ze sztuczną falą.

Onieśmielony wkroczyłem do tego pałacu, wszak nigdy jeszcze nie pływałem wśród kolumn, posągów, witraży i zabytkowych mozaik. Oprócz basenów termalnych i pływackich wraz z tarasami do opalania, kąpielisko oferuje szereg masaży i zabiegów upiększających. Warto zawczasu zapoznać się z szeroką ofertą i różnorodnością biletów na stronie internetowej. Bilety na baseny są tańsze w dni powszednie oraz po południu (w godzinach 17-20). Można wybrać bilet z szafką basenową we wspólnej szatni lub z osobną kabiną. Popołudniowy bilet z kabiną (3.200 Ft) był tylko o 200 Ft droższy od zwykłego, więc zaszalałem z kabiną. I warto było, poczułem się jak żywcem przeniesiony do czasów CK Dezerterów i wojaka Szwejka.

Ubrany na biało łaziebny prowadzi mnie kompleksu rzeźbionych w drewnie przepierzeń i pokazuje moją kabinę ukrytą za płótnem, a tam … pełnowymiarowa leżanka, zamykana drewniana szafka z wieszakami i wiszące duże lustro, elegancja. Rzut oka na kaloryfer na brzuchu pięknie się prezentujący pod grubą warstwą tłuszczu i na wdechu wkraczam na główny basen pomiędzy dwoma kondygnacjami kolumn, pod balkonami i odsuwanym półkolistym sufitem.

Basen ten, podobnie jak baseny na zewnątrz, to część wspólna, damsko-męska. Dla kobiet i dla mężczyzn funkcjonują oddzielne baseny termalne i tutaj fotografowanie jest zabronione. Szkoda, bo piękne mozaiki, ale przez przypadek można sfotografować golasa. W częściach termalnych obowiązuje bowiem kultura fartuszkowa. Przed wejściem, można wypożyczyć biały fartuszek na biodra, który z przodu zasłania, a z tyłu, no cóż … nie zasłania. Zauważyłem jednak tylko dwóch amatorów tego oryginalnego stroju, zdecydowana większość występowała zwyczajnie, w kąpielówkach lub szortach.

W kąpielisku warto spędzić cały dzień, albo całe popołudnie, a nie tylko 3 godziny jak ja. Można pływać, relaksować się w termach, opalać na tarasach, skorzystać z kawiarni. Nie ma tu takich tłumów jak na kąpielisku Széchenyi’ego (pewnie przez wyższą cenę) i jest spokojniej (damsko-męski rozdział basenów sprawia, że w zasadzie nie ma tu rodzin z małymi dziećmi).

Odprężony udałem się na wieczorny spacer na Wzgórze Gellerta (130 m), akurat na szczycie włączano oświetlenie stojącego tam Pomnika Wolności (Szabadság-szobor), na stoku wzgórza podświetlony jest pomnik biskupa Gellerta. Do pensjonatu wróciłem promenadą naddunajską, podziwiając iluminacje Zamku, Parlamentu i mostów. Wzdłuż promenady jest ścieżka rowerowa. Pomimo nocnej już pory mnóstwo ludzi jeździ na rowerach lub uprawia jogging.

Kolejnego dnia w piątek, jeszcze przed śniadaniem, postanowiłem w końcu zadbać o swoją kondycję. Tramwajem nr 4 podjechałem na środek Mostu Małgorzaty. Stąd krótkim mostkiem można się dostać na Wyspę Małgorzaty, a wyspa to mekka sportowców, zarówno tych profesjonalnych, jak i amatorów. Jest tu wszystko, co można sobie wymarzyć: stadion lekkoatletyczny, korty tenisowe, profesjonalne baseny im. Alfreda Hajosa (trzykrotnie odbywały się tu Mistrzostwa Europy w pływaniu) oraz rekreacyjne baseny Palatinus. Nie to jednak było moim celem.

Cała wyspa otoczona jest elastyczną ścieżką do joggingu. Pomimo wczesnej pory, bardzo dużo biegaczy w różnym wieku. Bardzo bym chciał napisać, ze przebiegłem całą pętlę wokół Wyspy (5.350 m), zdołałem jednak tylko dobiec do połowy odległości pomiędzy Mostem Małgorzaty a Mostem Arpada i z powrotem, czyli w sumie ok. 2.000 m. No cóż, cała pętla następnym razem.

Dziś upał, jak co dzień. Pora zatem ruszyć na eksplorację jaskiń. Tam niezmiennie jest 11st. C. Pięć jaskiń krasowych we wzgórzach budańskich zostało wpisanych na wstępną listę UNESCO, tylko dwie z nich dostępne są do powszechnego zwiedzania: Pál-völgyi i Szemlő-hegyi, pozostałe tylko dla speleologów. Położone są blisko siebie, można je zwiedzić jednego dnia, Pál-völgyi interesująca jest w skali makro (jest to druga najdłuższa jaskinia Węgier – 19 km korytarzy, biegnących czasami pod osiedlami mieszkaniowymi), natomiast Szemlő-hegyi ciekawa jest w skali mikro (nazywana podziemnym ogrodem, posiada unikalne w skali europejskiej formacje skalne, np. w formie kalafiorów lub kiści winogron).

Aby dotrzeć do jaskini Pál-völgyi wsiadamy w tramwaj nr 17 na jego pętli przy Moście Małgorzaty (po stronie budańskiej), po ok. 4 min. podróży wysiadamy na czwartym przystanku (Kolosy tér), skręcamy w lewo w Szépvölgyi útca, zaraz za zakrętem po prawej stronie przed McDonaldsem jest pętla autobusu nr 65, po ok. 5 min. wysiadamy na piątym przystanku (Pálvölgyi cseppkőbarlang). Bilet do jaskini Pálvölgyi kosztuje 1.400 Ft, zwiedzanie trwa ok. 50 min., niestety tylko dla koneserów, czyli po … węgiersku. Przez większość czasu wyglądałem zatem mniej więcej jak Krzysztof Kowalewski w „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” na załączonym filmiku (za www.youtube.com; użytkownik: HunPolProjekt).

Podczas całego, porywającego wykładu zrozumiałem tylko jedno słowo, może dlatego, że przewodnik powtórzył je z tysiąc razy, więc w końcu skojarzyłem, barlang to jaskinia. Wcześniej próbowałem się nawet uczyć trochę węgierskiego, ale odpuściłem, gdy dowiedziałem się, że alfabet składa się z aż 40 liter, uff, cztery rodzaje „o” i tyle samo rodzajów „u” (o, ó, ö, ő, u, ú, ü, ű) mnie przerosły. Zapamiętałem tylko, że, odwrotnie niż w języku polskim, literę „s” wymawia się jak sz, a literę „sz” jak s, ale oczywiście jest jeden ważny wyjątek, „Ikarus” należy przeczytać jednak jak Ikarus, a nie Ikarusz.

Z jaskini Pál-völgyi udałem się do kolejnej jaskini (Szemlő-hegyi), poszedłem prawo skos ok. 400 m ulicą Szépvölgyi, następnie przy drugiej przecznicy (Zöld lomb utca) jest przystanek autobusu nr 29 w stronę Szentlélek tér, którym podjechałem dwa przystanki do Szemlő-hegyi-barlang. Bilet do Szemlő-hegyi kosztuje 1.000 Ft, zwiedzanie trwa ok. 25 min., a przewodniczka częściowo opowiada po węgiersku, a częściowo po angielsku. Tym samym autobusem nr 29 można dojechać do Kolosy tér i z powrotem przesiąść się na tramwaj nr 17.


Na załączonym obrazku znajdź głowę wiedźmy. Jaskinia Szemlő-hegyi

Zrobiło się wczesne popołudnie w piątek, a ja nie chciałem odpuścić zwiedzania Wielkiej Synagogi (Dohány utcai / nagy zsinagóga) w Peszcie po drugiej stronie miasta, wszak to druga największa synagoga świata (po nowojorskiej). Zgodnie ze stroną internetową synagogi (www.dohanystreetsynagogue.hu) w piątki można ją zwiedzać do godz. 15, a w sobotę jak to w sobotę, szabat i synagoga zamknięta jest dla turystów.

Zacisnąłem zęby, przyspieszyłem ruchy i przed synagogą wylądowałem o 14.30 i tu … nagroda, zwiedzać można do 15.30. Bilet po 2.250 Ft. Najpierw drobiazgowa kontrola bezpieczeństwa, niemalże jak na lotnisku w Tel-Awiwie i w końcu mogę obejrzeć tę wspaniałą świątynię. Zbudowana w latach 1854-59 w stylu mauretańsko-bizantyńskim, jednocześnie może pomieścić 3.000 wiernych. Miejsca na dole przeznaczone są dla mężczyzn, nawę główną z trzech stron okalają 2-poziomowe galerie dla kobiet, wsparte na wysmukłych żelaznych filarach.

Obok i na tyłach Wielkiej Synagogi, można zwiedzić: Muzeum Żydowskie, Świątynię Bohaterów, Cmentarz Żydowski oraz Pomnik Pamięci Raula Wallenberga. Po wyjeździe chyba bliżej zapoznam się z jego biografią: ten szwedzki dyplomata wystawił szwedzkie paszporty dla ok. 10 tys. Żydów, ok. 300-400 osób zatrudnił w ambasadzie szwedzkiej, tym samym uratował ich od deportacji do obozów koncentracyjnych. Ocenia się, że jego działania, w połączeniu ze staraniami Nuncjatury Apostolskiej w Budapeszcie, Szwedzkiego i Międzynarodowego Czerwonego Krzyża doprowadziły do ocalenia ok. 100 tys. Żydów. Ten wielki bohater w „nagrodę” został prawdopodobnie wykończony przez NKWD.

Drzewo Życia na tyłach Wielkiej Synagogi, dzieło Imre Vargi, sfinansowane przez fundację amerykańskiego aktora Tony Curtisa, na pierwszy rzut oka może przypominać kiczowate drzewko szczęścia.

Z bliska szybko przestaje być kiczowatym i skłania do zadumy. Każdy, metalowy listek tej wierzby płaczącej to konkretna, z imienia i nazwiska, ofiara holocaustu.

Wieczorem, jako podsumowanie wyjazdu wybrałem się na godzinny rejs po Dunaju. Bilet kupiłem jeszcze Polsce za pośrednictwem strony www.legenda.hu (5.300 Ft). To znaczy myślałem, że kupiłem, bo gdy wpadłem na nabrzeże, jak zwykle 5 minut przed odpłynięciem, okazało się, że internetowy bilet trzeba wymienić na bilet wydrukowany w kasie, w kasie oczywiście kolejka, doszedłem do okienka, taśma się w kasie pani zerwała, ale jakoś zdążyłem. Widoki przepiękne, cudowne, Węgrzy nie żałują prądu na oświetlenie swoich zabytków: Zamku, Hotelu Gellert, Parlamentu. Parlament jest tak jasny, że chmary ptaków krążą wokół kopuły myśląc, że wciąż jest dzień.


Zamek


Parlament

Ostatni dzień, trzeba odlatywać, już tylko ekspresowe zwiedzanie: Zamek (Budavári Palota) na Wzgórzu Zamkowym z jego licznymi dziedzińcami i piękną, myśliwską fontanną Macieja (Mátyás kútja), kolejką szynowo-linową (Siklo) w dół, Mostem Łańcuchowym przez Dunaj, windą w górę kopuły Bazyliki Św. Stefana (Szent István-bazilika), pod ziemią, metrem, do Lasku Miejskiego (Városliget), kąpielisko Széchenyi’ego (z zewnątrz), Zamek Vajdahunjad, Plac Bohaterów (Hősök tere) i Opera (wewnątrz).

Budapeszt ma tyle zabytków, że nie sposób ich wszystkich poznać w tak krótkim czasie. I z tego właśnie się cieszę, gdyż jest to dobry powód, żeby wracać do tego miasta jak najczęściej, już obejrzane miejsca poznawać na nowo, zdobywać nowe doświadczenia, np. przejść się Aleją Andrassy’ego od początku do końca, wypić kawę w najpiękniejszej kawiarni świata New York Cafe, skosztować zupy gulaszowej, zrobić zakupy w Wielkiej Hali Targowej, pomoczyć się w basenie Rudas, kilkaset lat starszym od basenów Gellerta, zobaczyć jezioro Balaton, Székesfehérvár, Esztergom, Park Narodowy Zakola Dunaju, nauczyć się węgierskiego, no tu trochę się zagalopowałem.

Ech, czas skończyć marzenia, bo samolot właśnie ląduje w Warszawie. Nie ma mnie już w kraju Franciszka Liszta. Na pokładzie rozlegają się stłumione dźwięki etiudy Chopina.


Fragment myśliwskiej fontanny Macieja (z 1904 r.) na zachodnim dziedzińcu Zamku, zwanej niekiedy Fontanną di Trevi Budapesztu


Kolejka szynowo-linowa Siklo, następnie Most Łańcuchowy Széchenyi’ego (Széchenyi lánchíd) i na horyzoncie Bazylika Św. Stefana


Staw w lasku miejskim, w tle na wyspie Zamek Vajdahunyad. Po co jupitery na środku stawu? W zimie jest tu ogólnodostępne lodowisko, największe sztuczne lodowisko Europy i jedno z najstarszych, otwarte w 1870 r. Jeszcze przed II wojną światową dwa razy odbywały się tu mistrzostwa świata w łyżwiarstwie figurowym, natomiast niedawno w roku 2004 i 2007 lodowisko gościło uczestników mistrzostwa świata w bundy (odmianie hokeja).


Plac Bohaterów


Loże w Operze


Węgierski jest prosty 😉 Cipő to po węgiersku but, klinika podobnie jak po polsku to lecznica, zatem Cipőklinika to oczywiście szewc, … a co innego myśleliście? 😉

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
budapesztańczyk.
StereoSpoon, 28 września 2012, 14:30 | odpowiedz
To info spadło mi jak z nieba, bo właśnie kupiłam bilety do Budapesztu na listopad :)
Kasia, 28 września 2012, 14:38 | odpowiedz
Właśnie dla takich relacji śledzę F4F. Świetny materiał.
Gekon, 28 września 2012, 14:53 | odpowiedz
konstantynopolitanczykowianeczka
lukasz, 28 września 2012, 15:06 | odpowiedz
fajna relacja, fajne zdjęcia. Też ostatnio byłem w Budapeszcie i ponownie wybieram się za 3 tygodnie. Jedna rzecz przepłaciłeś jednak bardzo. A mianowicie rejs po Dunaju. Od tego lata kursuje po Dunaju "miejski" statek, na któy bilet jednorazowy kosztuje 400 huf ale działa też bilet 1 lub 3 dniowy. Ja miałem 1 dniowy i pływałem w tą i spowrotem prawie 3 godziny :)
Tomek, 28 września 2012, 15:23 | odpowiedz
Uff, co za relacja. Natychmiast trzeba anulowac bilety na samolot i zostac w domu. Przeciez wszystko juz jest w kompie:-) Niesamowite. Niedlugo, jak tak dalej bedziecie relacjonowac podroze, to linie lotnicze beda padac jak muchy, poniewaz nie bedzie po co latac. Ja juz dzis Budapeszt zaliczylem; zaoszczedzilem 8 zlotych. Jakie miasto nastepne?
Tubylec, 28 września 2012, 16:00 | odpowiedz
Bardzo dobry artykuł. Mnóstwo praktycznych porad. Też byłem w tym roku w Budapeszcie, tydzień po autorze tego tekstu. Polecam wszystkim wycieczkę do tego przepięknego miasta. Myślę, że w Polsce jest mało popularne i reklamowane i niewiele o Budapeszcie słychać, ale robi naprawdę wielkie wrażenie. Po powrocie byłem bardzo zaskoczony na plus tym miastem. Polecam wszystkim na weekendowy wypad i nie tylko!
rbo19, 28 września 2012, 16:03 | odpowiedz
Świetna relacja!!! Bardzo mi się podobała:) Właśnie wróciłem wczoraj z Budapesztu.. rewelacyjne miasto. Jeden minus.... skróciłbym trochę relacje i wyjustował tekst koniecznie!!!
Sosen, 28 września 2012, 16:10 | odpowiedz
Tomek, powiedz, w którym miejscu „miejski” statek pływający po Dunaju ma swój przystanek i jak jest oznaczony? pozdr.
ireqch, 28 września 2012, 16:22 | odpowiedz
4 dni wycieczki, a opis jakbys siedzial 7 lat w Tybecie ;) Mnostwo informacji, na pewno sporo osob skorzysta. Tez mam teraz ochote wybrac sie so Budapesztu, wszystko przez autora!
shummy, 28 września 2012, 16:41 | odpowiedz
Relacja znakomita.Gratulacje
Api, 28 września 2012, 17:20 | odpowiedz
Tutaj link do rozkladu miejskiego statku: http://www.bkv.hu/en/Boat przystanki w centrum to: most Łańcuchowy (pod hotelem Gellerta), most Elzbiety (w Peszcie), Batthyany ter (Buda), most Malgorzaty (Peszt), do tego kilka w gore i w dol Dunaju. Dla mnie to mega okazja, bo za pare zlotych podziwiasz miasto z wody, za dnia i po zmroku jak wszystko jest pięknie oświetlone.
Tomek, 28 września 2012, 17:32 | odpowiedz
Suuper ! Dzięki za opis :) Akuratnie lecę za tydzień z kawałkiem i zaoszczędzi mi to dużo planowania !
Marcin, 28 września 2012, 18:27 | odpowiedz
@Tomek przed hotelem Gellerta jest Most Wolności, potem na wysokości Góry Gellerta jest nowoczesny Most Elżbiety, nastepny w stronę Wyspy Małgorzaty jest właśnie Most Łańcuchowy (na wysokości kolejki wjeżdzającej na wzgórze Zamkowe). Ale relacja rzeczywiście super, a Budapeszt cudowny.
Jarek, 28 września 2012, 18:28 | odpowiedz
nie tylko doskonała relacja, ale i świetny, intensywny wyjazd:) widzę, że czasu nie marnowałeś:)
9370, 28 września 2012, 18:39 | odpowiedz
Dzięki Tomek i Jarek za info. Czy ktoś z forumowiczów może polecić termy (oprócz tych wymienionych w tekście)? W styczniu mam zamiar jechać z rodziną na krótki wypad "do wód". pozdr.
ireqch, 28 września 2012, 18:42 | odpowiedz
gdybyscie mieli wybrac Praga czy budapeszt ? PS. Fajna relacja
lahcimmm2, 28 września 2012, 19:14 | odpowiedz
@lahcimmm2 Wedlug mnie zdecydowanie Budapeszt.
Lukaszzzz, 28 września 2012, 19:36 | odpowiedz
Praga zdecydowanie :) 2 razy w Budapeszcie i trzeciego nie bedzie. Przynajmniej nie z wlasnego wyboru :)
Pawel_T, 28 września 2012, 19:51 | odpowiedz
@ireqch Sprawdź stronę wspomnianą w tekście przy opisie kąpieliska Gellerta: www.budapestgyogyfurdoi.hu To strona nie tylko kąpieliska Gellerta, ale wszystkich basenów termalnych w Budapeszcie: Dagaly, Dandar, Kiraly, Lukacs, Rudas, Szechenyi. Są tu też pozostałe baseny rekreacyjne, odkryte: Csepeli, Csillaghegyi, Palatinus, Paskal, Punkosdfurdoi, Romai.
Grzegorz40, 28 września 2012, 20:26 | odpowiedz
Byłam w pierwszym tyg.września. Ostatnia kolejka dziecięca na Wzgórze Jana odjeżdżała o 16.10. Polecam cmentarz Kerepesi- atmosfera zupełnie "niecmentarna", a po drodze Dworzec Wschodni. Również Obudę, amfiteatry- wojskowy i cywilny, Aquincum z parkiem archeologicznym i Szentendre- ok.20km od Budapesztu, można popłynąć. Przy odrobinie wolnego czasu można zobaczyć nowy Teatr Narodowy z fontanną, w kt.zatopiono portyk starego, rozebranego. Bileterka sprzedała mi na siłę bilet studencki do Synagogi (studia skończyłam 20 lat temu, ale się dobrze trzymam:)) Super informacja o tym miejskim tramwaju.
srb, 28 września 2012, 21:00 | odpowiedz
ireqch - w zimie nie wszystkie termy w Budapeszcie są czynne, ja bardzo ci polecam gellerta ;) jak z rodziną (znaczy z dziećmi) to może atrakcyjne też będą Széchenyi
dialam, 28 września 2012, 21:40 | odpowiedz
@Grzegorz40 :,@dialam :.Dziękuję i pozdrawiam.
ireqch, 29 września 2012, 10:04 | odpowiedz
relacja długa, ale za to jak przyjemnie się czyta!! ;) trochę poczucia humoru i już się robi ciekawiej :D dla mnie bomba - dodatkowy przewodnik po budapeszcie zbędny :P w sumie tylko mapki trasy zwiedzania brakuje pt. 'śladami Tomka i Bratanków' hehe
Natalia, 30 września 2012, 23:10 | odpowiedz
gdzie robiłeś rezerwację pokoju w pensjonacie i jakiego rzędu jest to koszt? pozdro teof
teof, 1 października 2012, 16:41 | odpowiedz
polecam hostel Barokowy na hostels.com ok koszt 7 eu za osobe tuz przy parku i termach
krzys, 1 października 2012, 17:41 | odpowiedz
bardzo, bardzo dzięki za informacje. lecę w piątek 5.10, w planie bieg Budapest Maraton w niedzielę. zwiedzanie Parlamentu załatwione na piątek 15, dostałem potwierdzenie, tylko muszę okazać dokument, bo inaczej trzeba zapłacic. Będe zwiedzał twoimi śladami Janusz Tybuszewski
Janusz, 2 października 2012, 11:20 | odpowiedz
czy parlament oraz synagogę można zwiedzać w sobotę?
marek, 3 października 2012, 10:40 | odpowiedz
@marek parlament tak, synagogę nie
Grzegorz40, 3 października 2012, 14:21 | odpowiedz
jeszcze raz serdeczne dzięki za te informacje, które wykorzystałem. bilet kupiłem bez problemów na poczcie, jeżdziłem wszystkimi srodkami, zaliczyłem Parlament w 5 osobowej grupie z językiem rosyjskim, hostel pokój 1-osobowy - 10 euro za dobę, pobieglem maraton, a drugi w nogach.
Janusz, 10 października 2012, 15:51 | odpowiedz
czy poczta na lotnisku jest czynna w niedziele ? do której godziny ? czy można płacić na poczcie karta kredytową ?
tartal, 28 października 2012, 19:28 | odpowiedz
raczej bym nie liczył na płatność kartą kredytową oraz otwarcia w niedzielę, tyczy się to poczty na mieście ale na lotnisku może być wyjątek..
bywalec, 1 listopada 2012, 22:38 | odpowiedz
autorowi dziękuję za świetny tekst pomógł mi mojej połówce i bratu spędzić wspaniały czas w tym bajkowym miejscu, czułem że śledzę kroki autora!! podziwiam takich ludzi! z nimi świat nie zginie:]
ziolo, 25 listopada 2012, 23:13 | odpowiedz
Budapeszteńczyk vs budapesztańczyk wynika z tzw. haromii wokalicznej w języku węgierskim. W skrócie chodzi o to, że w odmianie wyrazów i słowotwórstwie występują tam dwa rodzaje końcówek - z samogłoskami tylnymi (a, o) oraz przednimi (e, ö); w zależności jakie samogłoski występują w rdzeniu wyrazu, takie pojawiają się w końcówce. W słowie Pest (pol. Peszt) jest przednie "e", więc w odmianie zawsze końcówkom będzie towarzyszyła samogłoska "e" - stąd też analogia w języku polskim: "(buda)peszteńczyk", "(buda)pesztenka" nie zaś "(buda)pesztańczyk", "(buda)pesztanka"; podobnie przymiotnik odmiejscowy "(buda)peszteński", nie zaś "(buda)pesztański". Chociaż oczywiście reguły regułami, a uzus społeczny często inny...
microbi, 17 lutego 2013, 18:45 | odpowiedz
@microbi nie sądziłem, że wynika to z analogii do reguł rządzących językiem węgierskim; zawsze to miło dowiedzieć się czegoś nowego :-)
Grzegorz40, 17 lutego 2013, 20:01 | odpowiedz
Istotna informacja dla osób kupujących bilet na węgierskiej poczcie w terminalu: płatność kartą zaksięgowali mi jako wypłata gotówki w kasie banku za co bank pobrał opłatę 10 zł - mimo, że nawet za wypłatę gotówki w bankomatach nie zapłaciłem żadnej prowizji. Pozdrawiam,
szauek, 8 października 2013, 21:05 | odpowiedz
Wyjeżdzamy z mężem w krociutką podróż poślubną i jednocześnie w pierwszą zagraniczną, właśnie do Budapesztu 30 października - dzięki Twojej świetnej relacji bedzie nam łatwiej:) Dziękujemy:))
Beata, 22 października 2013, 14:30 | odpowiedz
m.fly4free.pl
Photos, 7 lipca 2014, 22:02 | odpowiedz
Awesome items the following. Now i'm very happy to see your submit. Thanks a whole lot and i'm having a look in advance to feel a person. Can you be sure to decline us a e-mail?
designer freelancer, 31 lipca 2014, 10:45 | odpowiedz
Thank you for the actual excellent writeup. That in fact used to be the leisure accounts the idea. Glimpse elaborate so that you can more helped bring pleasant within you! In addition, exactly how should we keep up to date the communications?
option binaire, 7 sierpnia 2014, 14:50 | odpowiedz
Don't pay for overpriced private or shared proxy services or private proxies any longer, with No Hands Proxy Checker users can download as many varied proxies from any section of the world from only the press of a button or key. No other proxies checker is as simple to get up and running or rapid in finding Ks of live IPs, this is assured.
SCHUTT, 8 sierpnia 2014, 20:20 | odpowiedz
You could surely visit abilities inside work you're posting. The entire world wants far more excited writers such as you who aren't reluctant to talk about that consider. Always stick to ones center.
Greyhounds Free Bet, 21 sierpnia 2014, 14:33 | odpowiedz
Dzięki za wprowadzenie we wspaniały klimat. Byłbyś dobrym ambasadorem przyjaźni Polsko- Węgierskiej
kaz, 8 lipca 2015, 17:39 | odpowiedz
lahcimmm2gdybyscie mieli wybracPraga czy budapeszt ?PS. Fajna relacja
jedź do Wiednia ,nie marnuj czasu :)
miki, 4 października 2015, 1:17 | odpowiedz
plaża w Miami
Najlepsza oferta

Tydzień w Miami za 2694 PLN

Tomasz Świerczyński | 2019-06-24 16:35
REKLAMA
Aplikacja Fly4free.pl
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel