Ukraińskie linie zapowiadają więcej tras z Polski. Na celowniku Gdańsk, Poznań i Kraków
W 2015 r. linie UIA przewiozły między Warszawą a Kijowem ponad 24 tys. pasażerów. W tym roku ma być ich przynajmniej 36 tys.. To efekt obowiązującego od marca porozumienia, które znosi ograniczenia dla przewoźników w liczbie lotów między Polską a Ukrainą. UIA już to wykorzystały – obecnie na trasie Warszawa-Kijów latają 12 razy w tygodniu, a od zimy dojdą jeszcze kolejne 2 połączenia.
Ale Ukrainian planuje kolejne trasy z Polski – w czwartek przedstawiciele linii potwierdzili, że w tym roku mogą uruchomić połączenie z Gdańska lub Poznania do Iwano-Frankiwska – liczącego 220 tys. mieszkańców miasta położonego w zachodniej części Ukrainy. Nie jest jeszcze pewne, z którego lotniska będą uruchomione loty – trwają rozmowy z oboma portami. Wiadomo natomiast, że w następnej kolejności (ale na pewno nie w tym roku) planowana jest trasa z Krakowa do Kijowa.
– Chcemy zachęcić turystów z Polski do odwiedzania Ukrainy. Ale równie ważne jest dla nas ponad 700 tys. przebywających w Polsce Ukraińców, którzy uczą się tu albo pracują. Obecnie wielu z nich jeździ do Polski busami. Chcemy ich przekonać, że zamiast 30 lepiej w podróży spędzić maksymalnie 2 godziny. Choć oczywiście pozostaje kwestia cen biletów – mówi Krzysztof Kołodziej, kierownik ds. sprzedaży UIA na Polskę.
Drugim celem większej ekspansji jest też zachęcenie Polaków do przesiadek na lotnisku w Kijowie i korzystania z long-haulowej oferty UIA. A ta jest dość ciekawa, zwłaszcza do Azji: Ukrainian lata z Kijowa m.in. do Teheranu, Pekinu, Ammanu, Dubaju i Bangkoku, ale ma też w ofercie bezpośrednią trasę na nowojorskie JFK. Od listopada zaś uruchomi regularne loty na Sri Lankę.
Loty UIA testowaliśmy w lutym przy okazji podróży do Teheranu. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.
W UIA zdają sobie sprawę, że przyciągnąć pasażerów z Polski nie będzie łatwo.
– Na pewno ciąży na nas duże medialne obciążenie związane z konfliktem z Rosją. Gdy tylko media podadzą jakąś informację o Doniecku albo Ługańsku, od razu dostajemy telefony i maile od zdenerwowanych pasażerów czy latamy tamtędy. Ale zapewniam, że jesteśmy bezpieczną linią – mówi Kołodziej.