Fly4free.pl

„Czasem jestem dumny, że jestem Polakiem”. O stereotypach w podróży

Turyści
Foto: Matyas Rehak / Shutterstock

Polski turysta poza granicami naszego kraju. Temat-rzeka. Ale czy naprawdę jest aż tak źle? Warto spróbować zrewidować swoje poglądy i przekonania – może okazać się, że mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Lubisz to, prawda? Z lubością powtarzasz potoczne opinie o zachowaniu naszych rodaków podczas podróży zagranicznych. Dużą przyjemność sprawia ci wypisywanie w internecie w komentarzach tych wszystkich miłych określeń, w rodzaju „Janusz i Grażyna z Polski wybrali się na urlop”, „Typowy Sebix w Chorwacji”, „Polacy-cebulacy dorwali się do all inclusive”? Nie zastanawiasz się, czy naprawdę Polak = chamstwo i wszystkie najgorsze cechy, które można przypisać turyście. Ty to przecież wiesz.

Ale widzisz, muszę trochę Ciebie zmartwić. Bo – wbrew pozorom – nie różnimy się aż tak bardzo od przedstawicieli innych nacji, którzy jeżdżą po świecie. Co więcej, często to właśnie MY w trakcie naszych podróży zachowujemy się w sposób, który jest godny pochwały. Odczep się więc, drogi hejterze, od Polaków… i spróbuj popatrzeć nieco bardziej obiektywnie.

* * *

Przystępuję do pisania tego tekstu z obawą i nadzieją. Obawą o granie zdartymi jak stara płyta stereotypami i o walkę z wiatrakami. Ale (wybaczcie prywatę) gdy kolejny raz słyszę powielaną kliszę o tych złych i głupich polskich turystach, którzy walczą o miejsce na plaży, znaczą swoje terytorium przy basenie hotelowym ręcznikami, po kieszeniach upychają jedzenie na zapas – coś we mnie pęka.

Oczywiście, można biernie przyglądać się, jak hejt (w modzie jest plucie na rodaków-turystów) wylewa się szeroką strugą. Ale mam nadzieję, że warto chociaż próbować pokazać, iż jako turystyczna nacja nie wypadamy wcale aż tak źle. Co więcej – o zgrozo! – jesteśmy chwaleni „na świecie”.

Brak zahamowań w jedzeniu i piciu

Maj 2018 r. Ikoniczny obrazek. Śniadanie w formie bufetu, każdy może sobie nabrać tyle, ile chce. Ale są i tacy, którzy korzystają w sposób, cóż, ponadnormatywny. Na stole pojawiają się dwa talerze wędlin i sera, które pracowicie zmieniają się w kanapki „na później”. Reklamówka w gotowości, przygotowana na owoce, wyłożone na paterach. Dwie najgorsze akcje? Bidon, do którego przelany został sok… oraz zabranie wszystkich muffinek: na stolik, przy którym siedziała owa trójka turystów, przynieśli sobie po trzy sztuki. Dla nas zabrakło.

Polacy? Nie, Kanadyjczycy, w hotelu w Calgary. Inni Polacy (oprócz nas w jadalni było kilkoro rodaków) zjedli śniadanie i po prostu wyszli. Czy to oznacza, że mam pluć jadem w rozmowach na „kanadyjczyków-cebulaków”? I na ile taka opinia będzie reprezentatywna?

* * *

– Z moich obserwacji wynika, że to nie Polacy przodują w kradzieży jedzenia. Tak, nazywam sprawę po imieniu: dla mnie to kradzież. Bo wyraźnie określamy, że przygotowane potrawy i jedzenie jest przeznaczone do konsumpcji na miejscu, podczas śniadania. I nie służy do zaprowiantowania się na cały dzień na plaży – mówi Agata Sakowicz, manager sali w jednym z hoteli w Egipcie.

Agata pracuje tam trzeci rok i ma sporo przemyśleń.

– Przyklejono naszym rodakom łatkę, która nie do końca odpowiada rzeczywistości. Wcześniej pracowałam w hotelu na jednej z greckich wysp. Jedzenie kradną Ukraińcy, Czesi, Finowie, Portugalczycy, Holendrzy. Nie widać, aby to była typowo polska specjalność – opowiada Agata.
– To skąd to powszechne mniemanie, iż tylko Polacy robią takie rzeczy?
– Moim zdaniem to polska mentalność. Lubimy chyba powyzywać i powyżywać się na innych rodakach. Chociaż czekaj, nie pisz tego, to wygląda jak kolejny stereotyp.

Śniadanie w hotelu
Foto: Keleny / Shutterstock

Polak, bo pije?

Trudno o bardziej „klasyczne” rozumowanie. Polak na wakacjach? Pewnie siedzi i pije. Bo ma dostęp do darmowego baru w ramach swojego All-Inclusive (kłaniają się destynacje w rodzaju Egiptu, Turcji czy Dominikany), bo piwo w sklepie jest tańsze niż w Polsce (Azja, kraje wschodniej Europy), bo przecież jak widzimy pijanego turystę, to na pewno mówi po polsku.

Tylko dlaczego idąc ulicami S’Arenal lub Magaluf na Majorce, słyszę pijackie ryki w języku, który w niczym nie przypomina naszej polskiej mowy… a nawaleni półnadzy „dżentelmeni” bełkoczą do wszystkich kobiet dookoła: Darf ich dir ein getränk ausgeben? (czy mogę postawić ci drinka? – przyp.red.)

Lub bardziej swojsko: przechodząc przez krakowski rynek, widzę angielskich turystów, którzy pomylili Sukiennice z publiczną toaletą. A okoliczne kamienice upstrzone są plamami, które wskazują dobitnie, co wcześniej jedli dumni turyści, Synowie Albion, Zdobywcy Dzikich Krain W Polsce. O tym, co się dzieje na Khao San Road w Bangkoku (i jej okolicach) nawet nie warto wspominać.

Powiecie, że to nie sztuka patrzeć na Polskę – i należy zerknąć na Chorwację czy Czarnogórę, do której tłumnie udają się nasi rodacy? Poprzez nasze forum Fly4free znajduję kontakt do Maćka, który pracuje sezonowo w jednym z barów w czarnogórskiej Budvie.

– Największe problemy statystycznie mamy z pijanymi Rosjanami. Są chamscy, roszczeniowi, zostawiają potworny bałagan. Jak się napiją, bywa źle. W ruch idą pięści, butelki, kufle.
– A co z Polakami?
– Nie jest źle. Nie odbiegają od „imprezowej normy”. Nie uważają się za pępek świata, nie są skłonni do robienia natychmiastowej zadymy.

Pijani turyści w Tajlandii
Foto: Wolfdream16499 / Shutterstock

Skąpstwo i kwestie napiwków

Mistrzowie optymalizacji, prawda? Bilet z Polski do Hiszpanii za 39 PLN w jedną stronę, w plecaku kilka kilogramów kabanosów, na miejscu liczenie każdego grosza – a podczas wizyty w restauracji i zamówienia paelli, rozliczenie rachunku co do eurocenta. I ani centa więcej. Bo przecież skoro na rachunku jest 32,77 EUR, to dokładnie tyle musimy zapłacić, nieprawdaż?

To pieśń przeszłości. Mit, że polak-cebulak nie umie / nie chce (niepotrzebne skreślić) dawać napiwków, powoli staje się… no właśnie, mitem. Najprościej zapytać o to tych, którzy z napiwków żyją – czyli pracowników barów i restauracji. Rozmawiam przez komunikator internetowy z Igorem. Chłopak jest „w temacie”, od kilku lat miesiące wakacyjne spędza za kontuarem baru na hiszpańskim wybrzeżu.

– Do Amerykanów naszym rodakom jeszcze trochę brakuje. Ale w większości przypadków nie jest aż tak źle. Gorzej mam na przykład z Norwegami.
– Z Norwegami?! Tymi samymi, którzy mają ogromne budżety wyjazdowe i stać ich praktycznie wszędzie i na wszystko?
– Niekiedy to bajka. Sytuacja sprzed paru dni. Grupa ośmiu Norwegów, spore zamówienie, specjalnie dla nich zestawialiśmy dwa stoliki, dwie kelnerki ich obsługiwały. Posiedzieli trzy godziny, zjedli, wypili, rachunek wyniósł 631 EUR. Zgadnij, ile zapłacili?
– Strzelam, 700-720 EUR?
– Nie. 631 EUR. I to nie była płatność kartą. Każdy z nich podliczył, ile zjadł i wypił swojego… i dokładnie tyle banknotów i monet przyszykował.
– Żartujesz!
– A skąd! Chcesz, to mogę Ci rachunek pokazać, aż sobie zdjęcie zrobiłem.

To już nie te czasy, że polscy turyści byli totalnie nieobyci w świecie… i uważali, że w restauracji należy zapłacić odliczoną kwotę, bez dodatkowego napiwku za dobrą obsługę.

Im więcej latamy (a eksplozja rozwoju tanich linii lotniczych sprzyja nabywaniu doświadczenia podróżniczego), tym bardziej stajemy się świadomi, iż napiwek to nie jest coś obraźliwego lub nie jest to próba oszukania nas i wyciągnięcia dodatkowych pieniędzy – lecz coś naturalnego i w wielu przypadkach wręcz niezbędnego.

Rachunek w restauracji
Foto: majatoni / Shutterstock

Oczywiście, można grać stereotypem wąsatego Janusza na wakacjach, w sandałach i skarpetach, który widzi rachunek i reguluje go bez centa/grosza/korony napiwku. Ale hej, serio, uważacie, że to polska specjalność i polski zwyczaj?

Żenujące zachowania podczas wakacji

Walka! Spryt! Zwycięstwo! Leżak przy basenie jest nasz! Wracasz do swojej lubej i wypinasz pierś do orderu za zaradność (i dodatkową porcję śniadania): udało Ci się dobiec najszybciej do hotelowych leżaków, wyprzedziłeś innych Polaków-rodaków.

Ale zaraz, moment, chwila: na pewno mówimy o Polakach? Przecież to niemożliwe, aby przedstawiciele innych narodowości zniżali się do takich żenujących zachowań, prawda?

…a potem oglądasz w internecie filmiki z hotelu na Wyspach Kanaryjskich. Z Grecji. Z Turcji. Z Hiszpanii. Na każdym widać „zawody basenowe”… i to nie Polacy grają w nich rolę główną. Może jednak ten stereotyp ma mało wspólnego ze stanem faktycznym? I Polacy zachowują się dokładnie tak jak Anglicy czy Niemcy?

Niekiedy warto zrewidować swoje poglądy, bo może okazać się, że są równie aktualne, jak gazeta codzienna. Z 2010 r.

A prozą życia są filmy takie, jak ten poniżej (przewińcie do 1:45).

Okiem fachowca?

– Na takie postrzeganie częściowo sami sobie zasłużyliśmy. Przez lata podobne opinie o Polakach były faktycznym odzwierciedleniem naszej postawy na urlopie. Często najgłośniejsza grupa w hotelu to Polacy. Jak się bawimy, to wszyscy o tym muszą wiedzieć, że bawimy się dobrze  – stwierdza psycholog Maria Rotkiel.

Czy istnieje sposób na walkę z negatywnym wizerunkiem naszych rodaków podczas wyjazdów zagranicznych? „– Na całe szczęście to tendencja malejąca. Z roku na rok ma ona wspólnego ze stereotypem niż zgodnością z prawdą. Myślę, że jedno pokolenie i będzie dobrze” – puentuje psycholog w rozmowie z jedną z gazet codziennych.

No tak, ale nam właśnie o te (krzywdzące) stereotypy chodzi. Jak z nimi walczyć?

– Doradzałbym… zacząć od samego siebie. I wyciąć ze słownika pogardliwe określenia na naszych rodaków, którzy spędzają czas (na wyjazdach) w inny sposób niż my – stwierdza Zbigniew Krępicki z ośrodka „Nowy Dzień”. – To, że ktoś preferuje wyjazd All-Inclusive zamiast pieczołowicie przygotowanej indywidualnej podróży, opartej na okazyjnych tanich biletach i noclegach na Airbnb, nie oznacza z automatu, że jest to „Janusz i Grażyna, z synem Sebixem i Karyną”. Z takich określeń już bardzo niedaleko do wpadnięcia w pułapkę krzywdzących stereotypów – dodaje Zbigniew Krępicki.

* * *

Winien jestem wyjaśnienia, dotyczące tytułu. Dlaczego „czasami jestem dumny, że jestem Polakiem”? Bo obserwując bezinteresowność w podróży (w tym w wielu nietypowych krajach) naszych rodaków, chęć niesienia pomocy lokalnym społecznościom, tak zwaną „świadomą turystykę”… ale również poszanowanie innych kultur i po prostu normalne zachowanie – konfrontuję to z innymi nacjami, widząc raczej pozytywy, niż negatywy.

Skąd zatem słowo „czasami”? Cóż, to jest ów margines, nad którym powinniśmy, będąc w podróży (niejako w roli „ambasadorów Polski”) cały czas pracować. Nie wszystkim to się niestety udaje. Jak śpiewał Kazik Staszewski: „Niech się wstydzi ten co robi, nie ten co widzi”.

Jakie stereotypy dotyczące polskich turystów, Waszym zdaniem są najbardziej krzywdzące i nie mające odniesienia w rzeczywistości?

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Ale żeście Amerykę odkryli. W największym stopniu złą opinię Polakom robią inni Polacy i niekoniecznie tzw "Janusze i Grazynki", ale tzw. ELYTY pokroju szturów, mlynarskich i temu podobnych pseudocelebrytów. Opowiadając głupoty o Polakach w jakiś niezrozumiały sposób sami siebie dowartosiowuja, bo oni oczywiście są ponad to.
RosaVonJungingen, 20 sierpnia 2018, 14:32 | odpowiedz
Avatar użytkownika
1. Z tego co się orientuję - Norwegowie w Norwegii mają wliczone napiwki w rachunek - więc nie jest to dla nich naturalną praktyką zostawiać coś ekstra. Więc to może raczej z niewiedzy?2. A z tym "all inclusive" na wynos... Też nie uważam, żeby nazywanie tego "złodziejstwem" było fair. To nieadekwatne oszczerstwo. Zabieranie całego plecaka / siatki z bufetu na pewno jest nietaktowne - ale czy owoca i kanapki na później też? Przecież jest to opłacone przez tego człowieka, nie jest to złodziejstwo! Czy jeśli kupię w restauracji podwójnego steka z frytkami, najem się połową porcji a resztę poproszę o spakowanie na wynos - czy jest to też złodziejstwo kiedy mam zamiar skonsumować danie później poza restauracją?OMHO Żadna skrajność nie jest w porządku. Pakowanie pełnej siatki na wynos- nie jest ok. Wyzwanie swoich gości od "złodziei" też nie jest ok (szkoda że nie dowiedziałem się w którym hotelu pracuje P. Agata). No nie dajmy się zwariować. Złoty środek? Gościom którym nie po drodze jest zostać w hotelu w godzinach lunchu/śniadania/kolacji - hotel mógłby oferować lunchbox na wynos. Win-win.
Hicmade, 21 sierpnia 2018, 11:52 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »