Przegrywał „bitwę o leżaki”, więc pozwał biuro podróży. Turysta zgarnie niemałe odszkodowanie
„Wojny leżakowe” doprowadzają turystów do szału
To jedna z najbardziej irytujących praktyk podczas wakacyjnych wyjazdów z biurami podróży. Skoro świt, gdy tylko otwierają się podwoje hotelowego basenu, dziesiątki zaspanych wczasowiczów zbiegają na miejsce, by zaklepać sobie miejsce na leżaku na resztę dnia. Najpopularniejsza metoda to oczywiście narzucenie na leżak ręcznika – po skończonej misji wczasowicze wracają do pokoju, idą na śniadanie i wracają na „swoje” miejsce po kilku godzinach.
Proceder ten stał się prawdziwą zmorą w wielu hotelach, które próbowały wprowadzić szereg ograniczeń w tym temacie. Jak widać, bezskutecznie. Jak czytamy w brytyjskim „Timesie”, jeden z turystów był tak zirytowany tym procederem, że podał do sądu swoje biuro podróży. I wygrał.
Costa Blanca od 2109 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Bydgoszcz)
Rodos od 2303 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Rodos od 2357 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Szukanie wolnego leżaka? Średnio 20 minut dziennie.
Mężczyzna wraz z rodziną spędzał w wakacje na greckiej wyspie Kos w sierpniu 2024 roku. Jak podkreśla „Times”, za swoje wakacje zapłacił ponad 7 tysięcy euro, a hotel, który wybrał – wyraźnie zaznaczał w swoim regulaminie, że taka dzika forma rezerwacji leżaków jest zabroniona. Mimo to na miejscu nikt nic sobie nie robił z tego zakazu, a poranne wycieczki nad hotelowy basen z ręcznikami były codziennością. Mężczyzna szybko zdał sobie z tego sprawę, więc sam zaczął wstawać o 6 rano, by zarezerwować swojej rodzinie miejsce, jednak na nic się to zdało. W „Timesie” czytamy, że szukał wolnego miejsca nawet przez 20 minut, bo wszystkie leżaki były już „zarezerwowane” przez innych hotelowych gości. Sfrustrowany wczasowicz złożył więc skargę do biura podróży. Argumentował w niej, że z powodu tego procederu jego dzieci musiały nad basenem leżeć na betonowej posadzce przy hotelowym basenie, a sam hotel nie powinien dopuścić do takiej formy rezerwacji leżaków. Mężczyzna ostatecznie otrzymał od biura podróży rekompensatę w wysokości 350 euro (1480 zł), uznał jednak, że to za mało i sprawa trafiła do sądu.
Sąd przyznał turyście rację
Jak czytamy, sąd w Hanowerze orzekł, że touroperator ma wypłacić rodzinie 986,70 euro odszkodowania, czyli niecałe 4200 zł. Sąd uznał bowiem, że choć biuro podróży nie było właścicielem hotelu, nie miało wpływu na to, jak jest zarządzany i nie mogło zagwarantować każdemu klientowi dostępu do leżaka o dowolnej porze, to miało obowiązek zapewnić strukturę organizacyjną gwarantującą „rozsądny” stosunek liczby leżaków do liczby gości. Tym bardziej, że biuro podróży wiedziało o zakazie rezerwowanie leżaków ręcznikami, jednak nic nie zrobiło, by faktycznie był on egzekwowany.
👉 Za wyjazd zapłacił ponad 7 tys. euro, a codziennie tracił nawet ok. 20 minut na szukanie wolnego leżaka; próbował wstawać o 6:00, a dzieci miały leżeć przy basenie na betonie.
👉 Biuro podróży wypłaciło mu wcześniej 350 euro (ok. 1480 zł) rekompensaty, ale turysta uznał to za niewystarczające i skierował sprawę do sądu.
👉 Sąd w Hanowerze zasądził 986,70 euro odszkodowania (niecałe 4200 zł), uznając odpowiedzialność touroperatora za brak zapewnienia „rozsądnej” relacji liczby leżaków do liczby gości i brak egzekwowania zakazu.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?