Tomasik (Katowice Airport): Przez zamieszanie z Turkishem straciliśmy 2 inne trasy i kilka milionów zł
Lotnisko w Pyrzowicach ma za sobą rekordowy rok, w którym obsłużyło 5,61 mln pasażerów. Jednocześnie ma też przed sobą świetlane perspektywy – w tym roku chce przekroczyć barierę 6 mln podróżnych, a dodatkowo ogłosiło plany rozbudowy na najbliższe lata, które zakładają m.in. budowę nowego głównego terminalu pasażerskiego. Jakie jeszcze plany ma Katowice Airport? Zapraszamy do lektury!
Mariusz Piotrowski: Czy pogodził się Pan już z utratą Turkish Airlines? Strata tego przewoźnika, a zwłaszcza okoliczności, w jakich do tego doszło, pewnie długo siedziały panu w głowie…
Artur Tomasik: – Strata Turkish Airlines, który mógł być naszym flagowym przewoźnikiem, łączącym Pyrzowice i cały Śląsk z jednym z największych hubów na świecie, jest dla nas… porażką, bo inaczej tego nie mogę nazwać. Przy czym jako uczestnicy całego procesu wiemy, jak on przebiegał. Na stole był konkretny projekt – Turkish chciał latać do Stambułu z Katowice Airport. Umożliwiały to zapisy międzyrządowej polsko-tureckiej umowy o ruchu lotniczym, w której strona turecka obok Warszawy mogła wskazać dodatkowe polskie lotnisko, na które chce latać z dowolnego portu w Turcji, były to Katowice. W dobrej wierze przygotowywaliśmy się do uruchomienia tej trasy przez kilka miesięcy, byliśmy po audytach przeprowadzonych przez przedstawicieli Turkisha, przygotowaliśmy biuro dla tej linii w terminalu B. W grudniu 2022 roku Turkish, na podstawie zgody eksploatacyjnej na obsługę trasy Stambuł – Katowice wydanej przez Urząd Lotnictwa Cywilnego, rozpoczął sprzedaż biletów na sezon zimowy na to połączenie, złożył jednocześnie wniosek na zatwierdzenie rozkładu letniego dla tej trasy. ULC zamiast konsekwentnie, zgodnie z zapisami umowy polsko-tureckiej, wydać zgodę na zatwierdzenie rozkładu letniego pomiędzy Katowicami a Stambułem zaczął zwlekać. Równolegle w ciągu kilku tygodni zmieniono aneks do umowę bilateralnej, wykreślono Katowice i wpisano Kraków, po czym ULC szybko wydał decyzję o zgodzie na regularne loty ze stolicy Małopolski do Turcji. To miało dla nas dalsze konsekwencje, bo straciliśmy też połączenie Pegasusa do Ankary, które miało wystartować w maju. Pamiętajmy też, że z powodu tej decyzji SunExpress, który latał od nas regularnie pięć razy w tygodniu do Antalyi, przeniósł swoje operacje do Krakowa, co uszczupliło nasz przychód o kilka milionów złotych. Nie jest to więc sytuacja, która po prostu po nas spłynęła. Za dużo pracy włożyliśmy w uruchomienie tego połączenie, do tego zawsze starając się grać fair.
Sharm El Sheikh od 2272 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Dolny Egipt od 2999 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Gran Canaria od 2739 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Teraz o zamiarze ściągnięcia Turkish Airlines do siebie mówi prezes lotniska w Gdańsku. Myśli pan, że jemu się uda i czy jest możliwa liberalizacja tej bilateralnej umowy?
– Po rozmowach z Turkish Airlines wiemy, że chcą mocniej zaistnieć w Polsce. Nie tylko w Gdańsku, ale także chcą latać do Katowic, a u nas wciąż jest wola i chęć współpracy. Przeszkodą jest wspomniana już umowa międzyrządowa z 1968 roku, która wyznacza dwa porty ze strony Turcji, to jest Ankarę i Stambuł, a ze strony Polski Warszawę i Kraków. Umowa wymaga zmiany i będziemy o tym rozmawiać z przedstawicielami ministerstw odpowiedzialnych za te dokumenty, a także w ULC. Kluczowym partnerem jest tutaj LOT, który powinien widzieć w tym szansę także dla siebie. PLL LOT współpracuje z Turkish Airlines w ramach umowy code-share, m.in. dowożąc pasażerów z Krakowa do hubu Turkisha w Stambule. Dlatego wierzymy, że narodowy przewoźnik nie będzie robił przeszkód i także w Katowicach, na takich samych zasadach jak w Krakowie, zacznie chętnie współpracować z tureckim przewoźnikiem.
Zapytałem o Turkish Airlines także w kontekście celów strategicznych lotniska, jeśli chodzi o dalszy rozwój siatki połączeń. Czy celem Katowice Airport jest większa dywersyfikacją portfolio przewoźników tradycyjnych i trochę zerwanie z tą łatką „czarterowo-urlopowej stolicy Polski”, z czym wiąże się duży ruch w sezonie letnim, ale też możliwość wpadnięcia w pułapkę sezonowości? Jak wygląda pana plan na lotnisko w Katowicach?
– Pyrzowice mają pewną specyfikę i z dnia na dzień od niej nie odejdziemy, także z uwagi na bliskość Balic. To są dwa porty, które wspólnie muszą obsługiwać południe Polski. Szacuję, że w przyszłości ruch na obu lotniskach może osiągnąć poziom 30 mln pasażerów. Już dzisiaj Katowice i Kraków obsługują razem prawie 16 mln podróżnych. Czy myślimy o dywersyfikacji? Oczywiście, że tak, jednak muszę poruszyć kwestię zrównoważonego rozwoju kraju, która przejawia się równomiernym rozwojem dużych lotnisk regionalnych. Dla Krakowa, z jego bogatą siatką połączeń sieciowych, Turkish jest jedną z wielu linii. Z kolei dla Katowice Airport i dla rozwoju województwa śląskiego, pojawienie się tej linii na naszym lotnisku byłoby ważnym wydarzeniem, szczególnie, że mieliśmy już regularne połączenie SunExpress do Antalyi, a w kolejce czekał także Pegasus do Ankary. Niestety troska o zrównoważony rozwój polskich lotnisk i równe zasady gry dla uczestników rynku przegrały z polityką. Wracając do linii sieciowych, jesteśmy z nimi w bieżącym kontakcie i staramy się je przekonać do lotów z Pyrzowic. Mamy na przykład potężny ruch na kierunkach brytyjskich – obsługujemy na nich ponad 500 tysięcy pasażerów rocznie, więc naszym naturalnym partnerem powinien być flagowy brytyjski przewoźnik.
Uściślę, chodzi o British Airways?
– Tak. I będziemy chcieli iść w tym kierunku, patrząc na rynek, który obsługujemy. Kolejny przewoźnik to flyDubai, który jest coraz bardziej aktywny w Polsce. Znaczna część największych przewoźników mówi dzisiaj niestety o deficycie samolotów – widzimy, co dzieje się z Airbusami, a dostawy Boeingów też się opóźniają, więc decyzje o uruchamianiu nowych połączeń przedłużają się.
Od lat w kontekście Pyrzowic mówi się o połączeniach krajowych. Nie tylko większej liczbie połączeń do Warszawy, ale też na inne lotniska. Swego czasu głośno było o trasie do Gdańska, zainteresowanie lotami do Pyrzowic wykazywało też na przykład lotnisko w Szymanach. Czy jest szansa na wzrosty w tym segmencie?
– Musimy mieć świadomość specyfiki południa kraju. Mamy tutaj dwa duże porty lotnicze, które mają dwa różne kierunki rozwoju. Jest Kraków, duży europejski ośrodek turystyczny. Dlatego ruch przylotowy nadal będzie tam rósł. Ponadto nie chodzi tylko o Kraków, Małopolska ma jeszcze Tatry i Zakopane. W ostatnich latach Podhale stało się miejscem masowej turystyki przylotowej dla obywateli państw z Zatoki Perskiej. Dlatego nasze lotnisko skupia się na dywersyfikacji działalności. Stąd od lat rozwijamy nie tylko infrastrukturę do obsługi ruchu pasażerskiego, ale także do transportu cargo oraz bazę serwisową dla dużych statków powietrznych. Od połowy 2026 roku, dzięki wsparciu z Unii Europejskiej, rozpoczniemy aktywność w czwartym obszarze związanym m.in. z magazynowaniem paliwa lotniczego. Oczywiście segment ruchu pasażerskiego jest dla nas bardzo ważny, bo pozwala nam generować bardzo dobre wyniki finansowe. W tym roku planujemy obsłużyć 6 mln podróżnych.