Wielkie plany lotniska w Szymanach. Chcą stąd latać Wizzair, Ryanair i…jeszcze ktoś
Oficjalnie port lotniczy Olsztyn-Mazury zainaugurował działalność w środę i na razie ma jednego przewoźnika. To linie Sprint Air, które po trzy razy w tygodniu będą latały z Szyman do Berlina i Krakowa. Na razie bilety sprzedają się dobrze.
– Z danych przewoźnika wynika, że na pierwszy miesiąc sprzedanych i zarezerwowanych jest około 70 proc. miejsc na obu trasach – mówi Leszek Krawczyk, prezes lotniska Olsztyn-Mazury.
Pierwsi goście lotniska chwalą fantastyczną architekturę terminalu, eksperci zastanawiają się jednak czy Szymany nie podzielą losów lotniska w Radomiu, które ma ogromne problemy ze znalezieniem linii lotniczych. Krawczyk nie podziela tych obaw.
– Trudno porównywać nas z Radomiem. My mamy znacznie większy potencjał – turystyczny i biznesowy, nie wspominając o kontaktach sentymentalnych czy rodzinnych z Niemiec – mówi.
Szymany są w o tyle gorszej sytuacji od Radomia, że lotnisko zostało zbudowane w dużej mierze z funduszy UE (Radom ze środków samorządu). Oznacza to, że Bruksela będzie bacznie się przyglądać rozwojowi lotniska i jeśli plany jego rozwoju się nie powiodą, może np. zażądać zwrotu zainwestowanych środków. Nie są to małe kwoty – na rozbudowę lotniska wydano w sumie 204 mln zł, z czego 121 mln zł ze środków unijnych.
Do tego za 145 mln zł zmodernizowano już istniejącą linię kolejową i dobudowano 1,6 km nowych torów na linii Olsztyn-Szczytno. Od środy kursują na tej trasie szynobusy skorelowane z rozkładem lotów. Podróż z dworca w Olsztynie na lotnisko trwa 53 minuty.
Właścicielem lotniska jest województwo warmińsko-mazurskie, które planuje już nad kolejnymi kierunkami. Wkrótce samorząd rozpisze przetarg na promocję regionu i uruchomienie połączenia z Szyman do Monachium. Krawczyk potwierdza, że wśród zainteresowanych tą trasą ma znajdować się m.in. Lufthansa, ale do Szyman zaglądają też inne linie lotnicze, o których w rozmowie z Fly4Free mówi prezes lotniska.
Mariusz Piotrowski: Po Krakowie i Berlinie kolejnym kierunkiem z Szyman ma być Monachium. Czemu właśnie to lotnisko?
Leszek Krawczyk: Bo to duży i w tej chwili jedyny dostępny dla nas hub, z którego można latać właściwie wszędzie. Na innych dużych lotniskach w Europie nie ma wolnych slotów. Poza tym z naszych badań wynika, że to dla nas jeden z najatrakcyjniejszych kierunków, jeśli chodzi o regularne zagraniczne połączenia.
Jako nowe lotnisko jesteście stawiani w jednym rzędzie z lotniskiem w Radomiu, które zaliczyło spektakularny falstart. Nie obawia się pan powtórki tego scenariusza i co robicie, by tak się nie stało?
To moje trzecie lotnisko po Wrocławiu i Łodzi i wiem, że na początku zawsze jest ciężko, bo mieszkańców regionu trzeba zachęcić do latania i korzystania z naszego lotniska. Ale trudno porównywać nas z Radomiem. My mamy znacznie większy potencjał – turystyczny i biznesowy, nie wspominając o kontaktach sentymentalnych czy rodzinnych z Niemiec. O połączenia z naszym lotniskiem pytają pasażerowie z Wrocławia czy Katowic, ale dostajemy też zapytania od Finów czy Norwegów. To dlatego chcielibyśmy uruchomić połączenie z Oslo.
A problemem nie jest bliskość lotniska w Gdańsku?
To wcale nie jest tak blisko. Być może mieszkańcy Elbląga będą dalej latać z Gdańska, ale już taki Ełk ma zdecydowanie bliżej do nas. Wiemy, że ok. 350 tys. mieszkańców z naszego regionu lata z Modlina, Warszawy i Gdańska. Jeśli choć połowa z nich będzie latała od nas to już będzie sukces.
Ale na razie sami zakładacie, że tych pasażerów nie będzie zbyt wielu.
Założyliśmy skromnie, że w pierwszym roku obsłużymy 37 tys. pasażerów. Zrobiliśmy to ze względu na UE, która rozlicza nas z realizacji zaplanowanego ruchu. Wolimy być chwaleni za to, że przewieźliśmy więcej od prognozowanego ruchu niż ganieni za to, że nie zrealizowaliśmy naszych planów.
Bez nowych przewoźników i atrakcyjnych połączeń może być trudno dowieźć nawet taki wynik. Patrząc na mniejsze lotniska widać, że konieczna jest obecność jakiejś dużej taniej linii, która rozkręca ruch.
28 stycznia przylatują do nas przedstawiciele Ryanaira, żeby sprawdzić naszą infrastrukturę , służby techniczne i przygotowanie lotniska do obsługi ich samolotów. Wstępne projekty umów wysłał nam też Wizzair – z oboma przewoźnikami jesteśmy w stałym kontakcie. Obie linie wierzą w ten rynek, ale na razie to są pierwsze rozmowy.
Dokąd mieliby latać?
Oprócz Oslo chcielibyśmy otworzyć połączenia do Londynu i Dublina. Jest też duże zainteresowanie lotniskami z Zagłębia Ruhry jak Dortmund czy Dusseldorf. Oczywiście, nie wszystkie połączenia otworzymy od razu.
W ostatnim czasie Komisja Europejska zwraca większą uwagę na to czy lotnisko na siebie zarabia. Po ilu latach Szymany będą rentowne?
Wszystko zależy od przewoźników. Przy tanich liniach, od których opłaty są na minimalnym poziomie rentowność zapewnia poziom ok. miliona pasażerów rocznie, przy regularnych liniach – pół miliona, a przy czarterach – ok. 300 tys. rocznie. W biznesplanie założyliśmy, że lotnisko osiągnie wynik bliski zera po 10 latach. Ale jestem przekonany, że stanie się to maksymalnie po 6 latach. I nie chodzi tylko o same loty, ale też usługi pozalotniskowe, takie jak parkingi , reklama czy też usługi komercyjne ,które mają generować do 30 proc. przychodów .
A przewoźnicy czarterowi też się zgłaszają?
Była już Itaka, która chciałaby w sezonie latać z naszego lotniska, ale z powodu niepokojów w Turcji i północnej Afryce mocno kurczy im się rynek. Zostaje Grecja, Bułgaria i Włochy, ale oni sami zdecydują, czy będą chcieli korzystać z naszego portu.
