„Szybko, coraz szybciej”, czyli 7 stolic w 7 dni autokarem. Wciąż lubimy tak zwiedzać, ale… czy to jeszcze zwiedzanie?
Zwiedzanie w pośpiechu to zmora współczesnych czasów, a turyści zachowują się niczym zawodnicy w trakcie wyścigu: z zegarkiem w ręku, szczegółowym planem wyjazdu w telefonie oraz amokiem w oczach pędzą od jednego miejsca do drugiego. Czy w tym szaleństwie jest jakaś metoda?
Czy „szybko” zawsze oznacza „dobrze”? Niekiedy szybkość powoduje, że tracimy możliwość obejrzenia szczegółów. A to właśnie owe drobiazgi często najmocniej zostają w pamięci.
Wiadomość z 7 września. Filip Babicz przebiegł Orlą Perć w czasie 1 godziny i 4 minut. Całą.
Sprawdzam swoje zdjęcia z ostatniego przejścia Orlej Perci. To nie jest taki prosta dróżka – mamy do czynienia ze szlakiem graniowym pomiędzy przełęczami Zawrat i Krzyżne, jednym z trudniejszych w całych Tatrach. Wokół rozciągają się przepiękne panoramy na Tatry i okolice, spokojne przemierzenie Orlej Perci to całodniowa wyprawa – na turystów czekają liczne trawersy, szczyty, turnie. Aby umożliwić przejście nie tylko dla wytrawnych taterników, zamontowano ułatwienia: łańcuchy, klamry, stalowe drabinki. Wszystko po to, aby bezpiecznie móc podziwiać tatrzańską przyrodę.
No, ale można to zrobić w 64 minuty…
Filip to doświadczony wspinacz, atleta, który chciał po prostu pobić rekord. Ale zaczynam przypominać sobie przechwałki niektórych znajomych, dla których celem nie było fotografowanie nieprawdopodobnych widoków, bytność w górach czy dokładne poznanie tego trudnego szlaku.
Oni chcieli to zaliczyć, odfajkować, możliwie jak najszybciej i jak najmniejszym wysiłkiem. Ich celem była fotka na Facebooku: „Orla w 6 godzin!”. I to była kluczowa kwestia.
Tour de Europa
Dostałem mailem program wycieczki. Całość autokarem, ładna nazwa: „Europejskie Stolice”, cena 1399 PLN. Wycieczka trwa 7 dni, jest sporo terminów, można rozpocząć z Warszawy, Lublina, Krakowa. Czytam szczegóły:
Dzień pierwszy: Wyjazd z Polski […] Przejazd do Berlina: fragmenty muru berlińskiego, Alexanderplatz […] Przejazd autokarem najsłynniejszą aleją Berlina Unter den Linden, nocleg […] Trasa ok. 750 km.
Dzień drugi: Przejazd do Holandii, wizyta w Amsterdamie – mieście wolności […] Spacer po zabytkowej starówce, spacer po dzielnicy „czerwonych latarni”, nocleg […] Trasa ok. 650 km.
Dzień trzeci: Śniadanie. Przejazd do Belgii, zwiedzanie Brukseli – stolicy Europy…
… i w tym momencie przerwałem czytanie. Nie chcę wiedzieć, ile kilometrów będzie trwać następny przejazd i jakie będą kolejne stolice na liście tego ekspresowego „Tour De Europe”, a właściwie „Tour de autobus”.
Zanim mail trafi do kosza, miga mi Paryż, Luksemburg i cholera wie co. Przed oczami mam za to perspektywę setek kilometrów w autobusie… i każde z zachwycających miast, na które będzie można tylko rzucić okiem, niczym na słodki tort prezentowany na wystawie.
Czy da się cokolwiek zobaczyć w tak szybkim tempie? Sprawdzam.
* * *
Małe biuro podróży, krakowski Kazimierz. Pracownik biura nie wygląda na mocno zdziwionego tym, że ktoś pyta się o takie wyjazdy.
– Kiedyś to była podstawa. Porządna wycieczka objazdowa dookoła Europy. Normą były wyjazdy autokarowe do Hiszpanii. Albo tematyczne, wie Pan, zamki nad Loarą lub 7 stolic w 7 dni. Teraz jest tego już jakby mniej. Ludzie trochę przerzucili się na samoloty, chcą nieco zwolnić tempo zwiedzania.
– Da się zwiedzić takie miasto jak Paryż, będąc w nim 6 godzin?
– Wie Pan, to kwestia tego, jak się nastawiamy. Wiadomo że ekspertami od Paryża nie zostaniemy, ale przynajmniej fotkę na tle wieży Eiffla ktoś będzie mieć. Nie każdy jest światowy. Są tacy, którym to wystarczy.
Światowy. To słówko będzie mi towarzyszyć podczas innych rozmów. Osoby często podróżujące po Europie – i dalej – są w powszechnym mniemaniu „światowe”. Byli w milionach miejsc, Paryże, Rzymy i inne fiordy jadły im z ręki, są obyci. Ale rzeczywistość wyjazdowa naszych rodaków jest nieco inna.
Tanie linie są powszechne i każdy może z nich skorzystać? Według Eurostatu statystyczny Polak odbył w 2016 roku 0,81 podróży lotniczej. Ale wycieczki autokarowe wciąż mają się dobrze. Tak, te same wycieczki, które proponują XXX miejsc w tempie, które niegdyś miało wystarczyć na jedno miasto.
Rozmawiając z ludźmi z branży widać, że Polacy w dalszym ciągu lubią tego typu podróże i zwiedzanie. W zwariowanym tempie, przemykając pospiesznie po ulicach, łapiąc co ważniejsze obiekty w rozmyty kadr swojej komórki. Ważne, aby potem pokazać, że „się było”.
Szybko wylano na mnie kubeł zimnej wody, który miał spowodować, iż wyjdę ze swojej strefy komfortu i swojej wizji podróżowania. Kubeł zimnej wody przybrał postać mojego znajomego z forum Fly4free, który napisał mi wprost:
– Teraz łatwo jest się wymądrzać. A co w takim razie robisz na tych wszystkich jednodniówkach i ekspresowych weekendowych wypadach, które sam zachwalałeś? Spokojnie się przemieszczasz czy biegniesz z wywieszonym językiem?
Kolega miał na myśli tekst o wyjazdach jednodniowych, który napisałem blisko 10 miesięcy temu. I faktycznie, coś w tym jest. Nie można dziwić się tego typu „szaleńczym” wyjazdom turystycznym (wiecie, autokarem przez 10 dni przez pół Europy), skoro często robimy – na mniejszą skalę i szybciej – dokładnie to samo, tylko… używając raczej innego środka transportu. Samolot w tej materii jest znacznie wygodniejszy – a eksplozja rozwoju tanich linii spowodowała, że najczęściej również tańszy. I to sporo.
Na moje usprawiedliwienie dodam, że staram się podróżować na różne sposoby. Więc tak, racja, ekspresowe wyjazdy i latanie po obcym mieście z aparatem w dłoni i towarzystwem wołającym: „Paweł, za 3 godziny mamy samolot!” nie jest mi obce. Jeszcze jeden punkt. Ostatni zabytek, jeszcze malutka fotka. Ale równoważę to innymi wyjazdami, podczas których mam czas na spokojne zwiedzanie i smakowanie danego miejsca.
Punkt widzenia
A może po prostu jesteśmy skrzywieni tymi wszystkimi możliwościami, promocjami, okazją goniącą koleją okazję? Zmiana punktu widzenia to przydatna sprawa. Jadwiga Marciszewska próbuje pokazać, że niekiedy „Tour de Europa” to jedyna opcja.
– Nie patrz na to ze swojej perspektywy. Spójrz oczami nauczycielki historii z małej wioski z podkarpackiego, która przez pół życia nie miała możliwości się nigdzie ruszyć. I mając wolny czas w wakacje i ofertę zwiedzania Europy, nawet „po łebkach”, autokarem, skorzysta z tego.
– Przecież to mordęga…
– Zapewne tak. Będzie jej niewygodnie podczas całej podróży, na wspomnienie godzin w fotelu autokaru tyłek będzie sam boleć. Ale to niekiedy jedyna możliwość, aby szybko coś zobaczyć.
– Ale czy musi robić to tak łapczywie? Paryż nie ucieknie, Londyn też. Rzym stoi blisko 2800 lat. Można poczekać, spokojnie wybrać się na kilka dni do jednego miasta, zwiedzić je.
– Nigdy nie wiesz, czy będziesz mieć szansę podróżować. Więc jak nadarza się okazja, po prostu ją łapiesz.
– Znasz takie osoby?
– Tak. Sama nią jestem, to mój przykład.
Mam setkę znajomych, która próbowałaby wyprowadzić panią Jadwigę z błędu. Pokazywała, że przecież można złożyć sobie okołoweekendowy wylot i pobyt w Paryżu, który będzie niewiele kosztował i sprawi, że miasto pozna się nieporównywalnie lepiej niż podczas jednego szybkiego spaceru, w przerwie między drogą z Amsterdamu do Rzymu.
Ale pani Jadwiga nie tkwi w żadnym błędzie. To jej przekonanie – i, co ciekawe, podzielane przez sporą część naszych rodaków.
Jak podróżujemy?
Janusz Nowakowski, socjolog, szuka odpowiedzi na pytanie o szybkie podróże.
– Dopiero uczymy się tego, jak najlepiej podróżować. Pamiętajmy, że mamy do nadrobienia okres, gdy nie mogliśmy nigdzie z Polski wyjeżdżać. Dla młodych ludzi to abstrakcyjne pojęcie, ale jak zapytają swoich rodziców o swobodę podróżowania w latach 70-tych czy 80-tych, mogą się nieźle zdziwić.
– Jakie to ma przełożenie na szybkie zwiedzanie?
– Szybko, mocno, więcej. Bo można, bo jest okazja, nawet powierzchownie. To nie jest złe podejście, jeżeli ktoś potraktuje to jako punkt wyjścia do planowania spokojniejszych podróży.
A gdyby popatrzeć nieco szerzej, niż tylko na polskie podwórko? I zerknąć, jakie są preferencje wyjazdowe ludzi w różnych krajach świata?
Międzynarodowy sondaż Ipsos Global Advisor dla agencji Reuters objął 24 kraje świata, w tym Polskę. Jakie są wyniki? Cóż, pośpiesznego eksplorowania nie ma na tej liście. Z badań wynika, że Polacy lubią wyjazdy na łono natury, kontakt z przyrodą. Wysoko stoją również tematy wyjazdów typu: „relaks i rekreacyjne zwiedzanie” (to wskazanie co czwartej osoby, która wzięła udział w badaniu).
Dla odmiany, opinia Maćka z naszego forum:
– A ja tam lubię szybkie i męczące wypady. Dzięki temu mogę zobaczyć miejsca, na które w normalnym przypadku po prostu nie miałbym czasu. Dwa miesiące temu wyrwałem się z Warszawy do Bratysławy i Wiednia. Miałem tylko niecałe dwie doby na podróż. Sprawdziłem po powrocie na mojej opasce fitnessowej, że każdego dnia zrobiłem po ponad 20 km na nogach, plus jazda samochodem na całej trasie. W pracy wyglądałem na lekko nieprzytomnego. Ale nie żałuję.
…i zupełnie odmienne zdanie Pewnej Panny Doroty (tak chciała być podpisana), która stwierdziła:
– Nie rozumiem sensowności takiego podróżowania. Dla mnie liczy się atmosfera danego miejsca, lubię spokojnie zwiedzać, w swoim tempie, bez świadomości że goni mnie czas. Po co tak gnać? Przecież te wszystkie nowe miejsca i ekspresowe przemykanie przez turystyczne punkty obowiązkowe sprawi, że wszystko zleje się w jedną całość. I ktoś po pewnym czasie nie będzie nawet pamiętać, gdzie był. Czy to miasto w Portugalii to było Obidos czy może Caldas da Rainha? A jakie to ma znaczenie, ważne że selfie na tle jakiegoś pomnika w tym mieście fajnie wyszło.
* * *
Czy warto zwiedzać w pośpiechu? A może to strata czasu i tak zwane „puste podróżowanie”? Jaki typ wyjazdów preferujecie?