Praca marzeń? Niekoniecznie. Polska stewardesa z Emirates wyznaje, czemu odeszła: „Załoga jest wykończona, lata się ponad wszelkie normy”
Problemy ze zdrowiem, częste zmiany zasad na niekorzyść pracowników, brak związków zawodowych i nadmierne wykorzystywanie pracowników – to powody, dla których stewardesy odchodzą z linii lotniczych. Jedna z nich zdradza, jak pracowało się w Emirates i czemu rozstała się z firmą.
Pracowała w jednej z najlepszych linii lotniczych świata przez pięć lat. I choć niejedna osoba zazdrościła jej statusu, zarobków czy sukcesu, teraz przyznała, że podniebny świat w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wcale nie był takim rajem, jak mogłoby się wydawać. Wszak o tym, jak dobrze żyje się załogom pokładowym w Emirates krążą niemal legendy.
Vlogerka Mafi Malibu w swoich filmach pokazuje przede wszystkim życie w Dubaju i opowiada o pracy stewardesy. Wielokrotnie zdradzała, jakie są wady i zalety pracy w liniach lotniczych, jak wygląda proces rekrutacji do Emirates oraz odpowiadała na liczne pytania widzów. Kilka dni temu postanowiła zmierzyć się z najważniejszym z nich, czyli „dlaczego postanowiła rzucić tę posadę?”
– Przede wszystkim zdrowie – zaczęły się krwawienia z nosa, migreny. To był znak od mojego ciała, że już dość. Dodatkowo nawet w trakcie urlopu spałam po 2-3 godziny, trudno mi było przespać całą noc – zaczyna swoją opowieść. – Często było tak, że jak zgłosiłam, że jestem chora i lekarz to potwierdził, to uznawali zwolnienie do północy. A o drugiej w nocy już miałam stawiać się na lot. Decydował system, który uznaje, że jestem już gotowa do pracy – kontynuuje.
Wśród wad wymienia również to, że ciężko jest sobie ułożyć życie prywatne, bo gdy jest się 10 dni w miesiącu w domu, trudno o normalną relację. A im dłużej się pracuje, tym gorzej zaczyna się to znosić. Kłopotliwe są urlopy, walka z systemem, który jest bezdyskusyjny i coraz więcej nieprzyjemnych sytuacji dotyczących wymagań linii wobec pracowników, np. kontroli tzw. fashion police.
Mówi też wprost, że osiągnęła dwa najważniejsze cele, które zmotywowały ją do latania – podróżowanie i zarobienie pieniędzy.
– Zaliczyłam 95 procent miejsc, które mogłam z Emirates. Byłam w sumie chyba w 70 krajach. (…) I to co chciałam, to zarobiłam i odłożyłam – mówi.
Najbardziej przerażające jest jednak to, co opowiada o eksploatacji pracowników.
– Prawda jest też taka, że z roku na rok lataliśmy coraz więcej. Początkowo robiłam 90-95 godzin, później latałam ponad 120 godzin. Nie było tak naprawdę limitów. Byłam przez to wykończona. Załoga lata ponad wszelkie normy, często nie mają czasu się wyspać – zdradza.
Jednocześnie Polka podkreśla, że świadomie i z własnej woli przepracowała tam przez niemal pięć lat. I nie chciałaby, żeby to zabrzmiało jak wielki stos zarzutów. Przyznała, że bardzo lubiła swoją pracę, ale przyszedł czas na zmiany. I skoro osiągnęła założone cele – wreszcie mogła podjąć taką decyzję.
– To była cudowna przygoda, moje życie się odmieniło, ale nie rezygnujcie ze swoich studiów czy pomysłu na życie. Pamiętajcie, że to nie jest praca na całe życie – podsumowuje.
Całej opowieści możecie posłuchać poniżej: