Malutki ślimak sparaliżował szybką kolej w Japonii. Chaos w krainie punktualności
26 odwołanych połączeń, dziesiątki opóźnień i 12 tysięcy poszkodowanych pasażerów – w kraju słynącym z punktualnych pociągów takie wydarzenie urasta do miana tragedii. Jak się teraz okazuje, winny wszystkiemu był… malutki ślimak.
Potężna awaria, do jakiej doszło 30 maja na liniach kolejowych operowanych przez JR Kitakyushu na japońskiej wyspie Kiusiu, to sytuacja bez precedensu. Ale jeszcze bardziej zaskakująca jest… przyczyna awarii, którą przewoźnik wyjawił dopiero kilka dni temu.
Okazało się bowiem, że winny awarii jest mający 2-3 centymetry wielkości ślimak, który przedostał się do systemu sterowania i wszedł na kable. W efekcie spowodował spięcie, które doprowadziło do potężnej awarii i wyłączenia zasilania.
– W pierwszym momencie myśleliśmy, że to jakiś robak, ale po dokonaniu inspekcji okazało się, że to ślimak – mówi rzecznik prasowy przewoźnika.
Zwierzę nie przeżyło i spaliło się na miejscu.
Nie jest to pierwszy przypadek, gdy z powodu zwierzęcia doszło do dużej awarii. W 2016 roku głośno było o pewnej łasicy, która przegryzła kabel i… doprowadziła do uszkodzenia Wielkiego Zderzacza Hadronów, czyli największego na świecie akceleratora cząsteczek, znajdującego się w Europejskim Ośrodku Badań Jądrowych CERN w pobliżu Genewy. Także w tym przypadku łasica nie przeżyła, a naprawa urządzenia zajęła kilkanaście dni.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?