Skandal w Wielkiej Brytanii. Dziennikarz bez nadzoru hasał po samolotach Ryanaira. „A gdybym był terrorystą?”
Dziennikarz “Mail on Sunday” bez szczególnych kwalifikacji i żadnego nadzoru dostał pracę przy załadunku bagaży na lotnisku w Londynie i bez żadnego problemu samodzielnie miał dostęp d luku bagażowego w samolotach Ryanaira. Media w Wielkiej Brytanii grzmią, że to skandaliczne naruszenie przepisów bezpieczeństwa, a brytyjski urząd lotniczy wszczął tej sprawie śledztwo.
“A co, gdybym był terrorystą?” – w ten dramatyczny sposób brytyjski dziennik podsumowuje tekst, w którym opisuje, jak dziennikarz “Mail on Sunday” z poważnym naruszeniem zasad bezpieczeństwa dostał odpowiedzialną pracę w handlingu na lotnisku Stansted. W myśl brytyjskich przepisów, kandydat do pracy musi przejść szereg szczegółowych procedur., a przede wszystkim – na samym początku nie ma mowy o pracy bez nadzoru przełożonych. Tymczasem mężczyzna już po kilku dniach samodzielnie wchodził bez żadnej kontroli do luku bagażowego Ryanaira, gdzie ładował bagaże pasażerów.
“Gdyby był terrorystą, z łatwością mógłby tam umieścić materiały wybuchowe” – czytamy w “Mail on Sunday”.
Brytyjska gazeta zdecydowała się na przeprowadzenie śledztwa po tym, jak otrzymała informację, że z powodu braków kadrowych londyńskie lotnisko Stansted, ale też takie porty jak Gatwick czy Manchester przyznają nowo zatrudnionym pracownikom tymczasowy dostęp do stref zastrzeżonych bez jakiejkolwiek kontroli.
“Zanim zostałem zatrudniony, nikt ze mną nawet nie porozmawiał. Moje referencje były kompletnie sfałszowane (w ogłoszeniu była mowa o tym, że należy przedstawić pełne informacje o zatrudnieniu do 5 lat wstecz), a na dodatek nikt nie sprawdził informacji na temat mojej niekaralności” – relacjonuje dziennikarz.
Kolejne elementy tej układanki są jeszcze bardziej szokujące. Gdy mężczyzna zjawił się na rozmowie o pracę, kobieta w lotniskowym biurze poinformowała go, że się spóźnił. Ale zamiast odprawić go z kwitkiem, wzięła od niego paszport i prawo jazdy i zaczęła kopiować dokumenty. Jednocześnie mężczyzna otrzymał formularze, które miał przynieść w przyszłym tygodniu na szkolenie.
“Byłem przerażony, bo zdałem sobie sprawę, że zostałem zatrudniony bez jakichkolwiek procedur” – pisze dziennikarz.
Jak opisuje, osoby sprawdzającej paszport nie zdziwiło ani to, że na kilku pieczątkach w dokumencie znalazły się adnotacje o wizie dziennikarskiej ani to, że w latach 2014-2016 dziennikarz był kilkanaście razy w Turcji, która jak sam pisze, była “ulubionym” miejscem przygotowywania się do zamachów dla brytyjskich dżihadystów.
Reszta była tylko dopełnieniem niekompetencji – mężczyzna otrzymał 60-dniową przepustkę do strefy zastrzeżonej i po kilku dniach poruszał się po niej samodzielnie, absolutnie bez żadnego nadzoru. Teoretycznie zawsze miał się znajdować pod opieką bardziej doświadczonego nadzorcy, ale jak opisuje, w praktyce bardzo często pozostawał w strefie zastrzeżonej kompletnie sam.
Mężczyzna samodzielnie ładował m.in. bagaże na lot Ryanaira ze Stansted do Rzeszowa.
Śledztwo w tej sprawie przeprowadzi CAA, czyli brytyjski urząd lotniczy, a także Departament Transportu. Swissport, czyli operator, gdzie mężczyzna się zatrudnił, twierdzi, że cały proces był przeprowadzony zgodnie z przepisami.
A Ryanair, na którego pokładzie hasał sobie mężczyzna, poinformował, że od lutego 2019 roku zmieni agenta handlingowego, który będzie się zajmował bagażami.