“Został ostatni pokój!” Serwisy noclegowe kantują nas w najlepsze – na co uważać?
Booking.com, Expedia i inne serwisy, gdzie możemy zarezerwować noclegi, mają coraz więcej ukrytych sposobów, by przekonywać nas do swoich usług. Często ocierają się one jednak o zwykłe oszustwo – ostrzega brytyjski serwis “Which?”.
Serwisy, gdzie możemy rezerwować noclegi, to już od dawna miejsca, gdzie trzeba mieć oczy szeroko otwarte, bo pułapki na klientów czają się na każdym kroku. Weźmy choćby słynne “opłaty za sprzątanie”, które nie są wliczone do głównego rachunku, a wzmianka o nich znajduje się dopiero w warunkach rezerwacji małym drukiem. Kto nie doczyta, w niektórych przybytkach (zwłaszcza apartamentach lub coraz popularniejszych aparthotelach) naraża się na dodatkowy wydatek rzędu 100 PLN lub większy.
Z najnowszego raportu magazynu konsumenckiego “Which?” wynika jednak, że takich praktyk jest więcej. I dotyczą takich serwisów jak Agoda, Booking.com, eBookers, Expedia, Hotels.com i Trivago, które według raportu dają potencjalnym klientom fałszywe przekonanie o popularności danej oferty i w nieprawidłowy sposób naliczają zniżki.
W jaki sposób to robią? Na przykład naliczają zniżkę, porównując cenę luksusowego apartmentu do standardowego pokoju. Nie pokazują też wszystkich dodatkowych opłat takich jak tzw. Opłata rezerwacyjna i serwisowa, które powinny być wliczone w całkowitą kwotę rezerwacji, a nie zawsze są.
Inny przykład? Tani hotel w Nowym Jorku, który na jednym z portali kosztuje 55 USD za noc. Jak się jednak okazuje, podana cena nie dotyczy podatków i innych dodatkowych opłat, które w sumie wynoszą ok. 40 USD, co podnosi cenę aż o 73 procent.
Okazja! Ale czy aby na pewno?
Jednym z najpopularniejszych haczyków na turystów jest sztuczne obniżanie cen w formie krzykliwych komunikatów typu “Dzisiaj 60 procent taniej!”. Pytanie jednak brzmi, do czego porównują pierwotną cenę serwisy?
Tym razem porównajmy hotel Millesime w Paryżu. Expedia (przekierowanie z Trivago) pokazuje nam, że cena to 244 GBP za dobę, co oznacza oszczędność 63 procent w stosunku do ceny standardowej. Tymczasem strona porównuje naszą “standardową” dwójkę do najdroższego apartamentu dostępnego w hotelu.
Jest zresztą nawet gorzej – po kliknięciu na “droższy” serwis rezerwacyjny w porównywarce, okazuje się, że cena tego samego pokoju w tym samym terminie wynosi 240 GBP, czyli… 4 GBP mniej niż Expedia.
Ostatni wolny pokój? A gdzie tam!
44 procent klientów ankietowanych przez „Which?” stwierdziło, że stosowane przez Booking.com oznaczenia w stylu “ostatni wolny pokój!” Skłania ich do podjęcia decyzji o rezerwacji hotelu. Jednak z badań magazynu konsumenckiego wynika, że często jest to jedna wielka ściema – w niektórych przypadkach, które zbadał serwis rezerwacyjny zdarza się, że mimo takiego oznaczenia, w dużych obiektach wolnych jest nawet 50 pokoi o zbliżonym standardzie.
Przykład? Hotel Balmore Guest House w Edynburgu, który w ofercie na Booking.com ma hasło “ostatni wolny pokój”, ma… w ofercie przynajmniej siedem takich samych pokoi w tej samej cenie.
Serwisami rezerwacyjnymi zajął się brytyjski urząd Competition and Markets Authority, który dał im czas do września na poprawienie swojej polityki. Jej efektem ma być to, że nie będą już wprowadzały klientów w błąd.