Fly4free.pl

Nie Wawel i nie Sukiennice. Podziemne miasto w Nowej Hucie robi furorę i wkrótce będzie turystycznym hitem!

schrony nowa huta
Foto: Aneta Zając/Fly4free

Stanowiska zarządzania kryzysowego, wciąż działający telefon i niezwykłe plany obrony, a także przestarzałe mapy i zapasy krwi. Przez ponad 20 lat stały pod ziemią niemal w nienaruszonym stanie, a dziś w odpowiednich rękach stają się ogromną atrakcją Krakowa, która przyciąga tłumy. Zwiedzamy przeciwlotnicze schrony w krakowskiej Nowej Hucie.

Mieszkańcy Nowej Huty znają je od lat, chociaż dawniej nikt nie myślał, by zrobić z nich atrakcję turystyczną. Chętnie nazywają je przeciwatomowymi, ale czy faktycznie mogłyby wytrzymać taki atak? Co kryje się w podziemiach najbardziej robotniczej dzielnicy Krakowa? Czy faktycznie istnieje tu wielkie miasto ukryte pod powierzchnią? Sprawdziliśmy.

Każdy chce być dyrektorem

Przekraczam niezbyt duże, ale za to stalowe i gazoszczelne drzwi. Kilka kroków wystarczyło, żebym znalazła się w zupełnie innym świecie. Wehikuł czasu – tak powiedziałoby wielu. Przed oczami mam dosyć długi korytarz wymalowany jasnozieloną farbą, którą możecie jeszcze pamiętać z dawno nieremontowanych szkół czy przychodni. Nic nie jest zakurzone, chociaż wszystko z zupełnie innych czasów. Na ścianie w gablotce „aktualności” wisi informacja o działaniach po wybuchu w Czarnobylu, a pozostałe ściany zdobią mocno przeterminowane kalendarze i instrukcje bezpieczeństwa.

Za kilka chwil będę mogła poczuć się jak członek sztabu kryzysowego. Najlepszy z najlepszych, wybrany do zarządzania sytuacją w czasie zagrożenia. Będę odbierać telefony, przekazywać meldunki i napędzać maszyny filtrujące w otoczeniu godnym najciekawszych filmów szpiegowskich. I Wy też możecie.

Takich miejsc w całym Krakowie są setki. Schronów, szumnie nazywanych „przeciwatomowymi”, które miały zapewnić bezpieczeństwo mieszkańców w czasach Zimnej Wojny. Większość z nich znajduje się w podziemiach Nowej Huty – dzielnicy zaprojektowanej z myślą o socjalistycznym mieście idealnym, które miało służyć oddanym pracownikom kombinatu metalurgicznego. W 1952 roku wydano pierwsze wytyczne dotyczące budowy schronów, ale budować je zaczęto w drugiej połowie lat 50. Tylko w latach 1953-1960 powstało ich ponad 250.

schrony nowa huta
Foto: Aneta Zając/Fly4free

Dwa najpopularniejsze znajdują się pod budynkami dzisiejszego centrum administracyjnego Huty im. Tadeusza Sendzimira, która do roku 1990 nosiła imię Lenina.  Pierwszy schron istnieje pod budynkiem „Z”. Miał ochronić pracowników Huty. Drugi, bogato wyposażony, zbudowano pod budynkiem „S”. To stąd sztab kryzysowy miał zarządzać kombinatem.

Są tu łazienki i natryski odkażające, pokój operacyjny z charakterystycznym, zielonym obrusem i hasłami zachęcającymi do pracy dla kraju, niewielka rozgłośnia radiowa, która mogła nadawać najważniejsze informacje, a nawet „kabiny telefoniczne” do odbierania meldunków z zewnątrz. Oczywiście największym i wzbudzającym największe emocje pomieszczeniem jest główne stanowisko dowodzenia – z rzędem telefonów, mapami i sygnalizatorami zagrożenia. Każdy pracownik miał tu przypisane miejsce – od specjalisty ds. żywienia po dyrektora huty. Na biurkach stoją dedykowane im telefony z zapomnianymi już tarczami numerowymi, a obok można znaleźć „ściągi” z obowiązujących sygnałów alarmowych.

Furorę robi też tablica meteorologiczna – ręcznie ustawiano tu pogodę w zależności od warunków atmosferycznych na zewnątrz. Informuje o sile i kierunku wiatru, temperaturze, zamgleniu, zachmurzeniu itd. Inna tablica opatrzona wymownym słowem „ALARM” miała ostrzegać przed zagrożeniem – atakiem powietrznym, zagrożeniem czasu pokoju czy skażeniem. Proces filtrowania powietrza uruchamiany jest dzięki… jeździe na rowerze, który jest częścią całego systemu.

Foto: Aneta Zając/Fly4free

Jest też pokój do odpoczynku, z niewielkimi łóżkami „Kubuś”, jakie możecie pamiętać z wielu polskich mieszkań. A co najważniejsze – wszystkiego możecie dotknąć, każdy element przetestować. Kto nie chciałby choć na chwilę poczuć się dyrektorem wielkiej i świetne prosperującej huty albo poudawać, że właśnie odbiera super ważny meldunek o zagrożeniu? Ja cieszyłam się jak dziecko.

Cały schron ma ok. 350 mkw. powierzchni i mieścił 40 osób. W razie zagrożenia miały trafić tu specjalnie wybrane osoby – dyrekcja kombinatu i dowódcy służb ratunkowych. Najważniejsze było utrzymanie pracy huty, która w tamtych czasach była strategicznym zakładem produkcyjnym m.in. dla przemysłu zbrojeniowego. W latach swojej świetności był tak nowoczesny, że oglądały go delegacje z całego bloku wschodniego. Tymczasem od kiedy w latach 90. zmieniły się dyspozycje, właściwie nikt tu nie zaglądał. A mimo to większość sprzętu jest w bardzo dobrym stanie i nadaje się do użytku.

Foto: Aneta Zając/Fly4free

Specjalnym, podziemnym korytarzem można przejść z „Eski” bezpośrednio do schronu pod budynkiem „Z”. Tu przeczekać mieli zwykli pracownicy, tacy, którzy nie mogli poszczycić się stanowiskiem wysokiej rangi. Znacznie różni się od tego, co zobaczyłam w pierwszym schronie.

– Na ludziach robi on duże wrażenie. W „S” nie zmieniliśmy nic. Zastaliśmy go niemal w identycznym stanie, w jakim dziś jest pokazywany turystom. A ich zadziwia, że coś, co stworzono w latach 50., może tak dobrze funkcjonować też dzisiaj – zapewnia Tomek Mierzwa, przewodnik i członek Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin”. – Za to w „Z” zgromadziliśmy mnóstwo ciekawych przedmiotów, możemy pokazać jak działają sprzęty itd. Mamy na przykład prawdopodobnie jedyną w Polsce kolekcję makiet szkoleniowych obrony cywilnej. Kiedyś takie były w każdym województwie, a dziś mamy ją tylko my – opowiada.

Zdatne do użytku są maski gazowe, choć na pewno trzeba byłoby wymienić w nich stare filtry. W schronach wciąż działa wiele telefonów, a przewodnicy chętnie żartują, że jeden z nich to bezpośrednie połączenie na linii Kraków – Moskwa. W trakcie zwiedzania zobaczycie też kilkadziesiąt akumulatorów, które miały zapewnić energię do działania potrzebnych sprzętów.

Schrony dla zwykłych ludzi i podziemne miasto

Nie ma chyba drugiego miejsca w Krakowie, dookoła którego narosło aż tyle mitów. Już sam fakt mówienia o schronach „przeciwatomowe” rozśmiesza przewodników. Zaledwie w kilku budynkach z przełomu lat 50. i 60. na osiedlach D-1 i D-2, czyli dzisiejszym Spółdzielczym i Kolorowym wybudowano schrony – jak to ładnie nazywano – „odporne na niektóre czynniki rażenia broni jądrowej”, zgodnie z nowymi wytycznymi Terenowej Obrony Przeciwlotniczej.

– Trzeba pamiętać, że do 1958 roku w Polsce właściwie nie mówiło się o zagrożeniu jądrowym. Te schrony oczywiście wytrzymałyby tak atak, ale pod warunkiem, że bomba wybuchłaby np. w Katowicach. Tylko co z tego, skoro w środku żywności nie było wcale, a wody na trzy dni. Co mieliby zrobić ludzie po tym czasie? – tłumaczy przewodnik. – To są schrony z założenia przeciwlotnicze, ale na pewno nie przeciwatomowe. Po prostu mogły ochronić ludzi w wypadku, gdy budynek zostanie zburzony. Jednak w starciu z jakimś pociskiem lotniczym czy bombą, raczej nie uratowałyby nikogo. – dodaje.

Od lat krążą też plotki na temat podziemnego miasta, które miało być połączone siecią doskonale zaprojektowanych tuneli. Starzy mieszkańcy Nowej Huty uwielbiają opowiadać o koledze kolegi, który wszedł do schronu na jednym osiedlu, a wyszedł w zupełnie innej części dzielnicy. I choć niektóre nawet mogą być prawdą, bo faktycznie część schronów połączona jest tunelami, to w rzeczywistości te najzwyklejsze zlokalizowane pod blokami mieszkalnymi, nie prowadziły donikąd.

– Schrony pod blokami na etapie budowy były przeznaczone na komórki lokatorskie. Ludzie zrobili z nich po prostu piwnice – opowiada Tomasz Mierzwa w trakcie zwiedzania. – W momencie zagrożenia wojną, drużyna schronowa miała 3 dni na to, żeby przygotować schron. Wynieść to, co w piwnicach, zburzyć ścianki działowe, przygotować ławki, zapasy itd. I po trzech dniach przygotowań, już byliśmy gotowi na potencjalne zrzucenie bomby – dodaje.

schrony nowa huta
Foto: Aneta Zając/Fly4free

Kolejny schron już w przyszłym tygodniu

Dziś tymi dwoma najciekawszymi schronami zajmuje się właśnie Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin”. To oni dbają o to, by wystawy były atrakcyjne i w rzetelny sposób przekazują wiedzę turystom. I co ciekawe robią to wyłącznie społecznym nakładem. Uzupełnianiem zwiedzania jest też rewelacyjna wystawa „Atomowa Groza” stworzona w Muzeum PRL-u, która opowiada o czasach powstawania schronów i udostępnia wiele eksponatów – jak chociażby zapas krwi czy tablice informacyjne.

Jeszcze parę lat temu schrony pod kombinatem można było zwiedzić tylko przy okazji specjalnych wydarzeń – np. Nocy Muzeów czy podczas sporadycznych akcji oprowadzania. Dzisiaj istnieją już oficjalne wycieczki, które organizuje zarówno samo stowarzyszenie, jak i lokalne firmy turystyczne we współpracy z nimi. Dwugodzinna wycieczka to koszt 25 PLN.

A jeśli jeszcze Wam mało, to już niedługo do zwiedzania zostanie udostępniony kolejny, niezwykle ciekawy schron. Zlokalizowany pod szpitalem im. S. Żeromskiego miał na swoim wyposażeniu m.in. awaryjną salę operacyjną.

schrony nowa huta
Foto: Aneta Zając/Fly4free

Kiedy byłam w nim parę lat temu, był w kompletnej ruinie. Dziś dzięki wysiłkom stowarzyszenia został posprzątany, odtworzony i co było najtrudniejsze do zrobienia – otwarty dla turystów. Trzeba bowiem pamiętać, że nad schronem wciąż funkcjonuje szpital, więc zorganizowanie zwiedzania wiązało się z szeregiem obostrzeń, pozwoleń i negocjacji.

Zobaczycie w nim m.in. stary sprzęt medyczny, gabinet lekarski, zakurzone fiolki z osoczem i salę dla psychicznie chorych.

– Pierwsze zwiedzanie odbędzie się w ramach akcji charytatywnej w sobotę 24 czerwca. Później schron, tak samo jak wszystkie inne pod naszą opieką, będzie dostępny dla wszystkich chętnych – tłumaczy Mierzwa.

schrony nowa huta
Foto: Aneta Zając/Fly4free

Plany na przyszłość

Przez wiele lat Muzeum PRL-u we współpracy ze stowarzyszeniem i miastem pracowało nad stworzeniem koncepcji trasy turystycznej po schronach nowohuckich. Miała ona nie tylko uwzględniać miejsca, które już zdobyły popularność, ale także udostępnić te dotąd nie pokazywane szerszej grupie turystów. Pod koniec ubiegłego roku ustalono ostateczną koncepcję. Centrum trasy zlokalizowane na os. Szkolnym będzie można zwiedzać indywidualnie albo w grupach. Chętni będą mogli skorzystać z usług przewodnika.

Pozostałe dwa schrony na trasie będą dostępne tylko z przewodnikiem. Każda z nich będzie osobną częścią schronowej opowieści, która porusza przeróżne aspekty – od tego jak działa schron, przez temat budowania bezpieczeństwa w Polsce, po rolę wątków nuklearnych w popkulturze. Pomiędzy kolejnymi schronami zwiedzający zobaczą też najważniejsze miejsca w Nowej Hucie – m.in. aleję Róż, Arkę Pana, Plac Centralny czy Teatr Ludowy. Ma to być okazja do zaprezentowania historii tego miejsca i podkreślenia unikatowych założeń architektonicznych dzielnicy.

Mimo wstępnych założeń do trasy nie włączono schronu pod szpitalem im. S. Żeromskiego ani tych najsłynniejszych – pod Hutą im. T. Sendzimira. Jednak niezmiennie będzie je można zwiedzać osobno, niezależnie od miejskiej trasy.

I na pewno warto. Bo choć to wciąż nie jest najbardziej popularna atrakcja Krakowa, to na pewno jedna z najciekawszych. Czasem wywołuje uśmiech, czasem sentyment, dużo rzadziej grozę. Ale niewątpliwie jest świetną przygodą!

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Przydadzą się za 4 lata , chyba , że wojsko je zamknie.
Ioaennes, 16 stycznia 2020, 17:58 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »