Pasażerowie z Polski ważniejsi dla Ryanaira? Wywalił ludzi z samolotu, bo… trzeba było lecieć do Wrocławia
Niestety, nie ma to nic wspólnego z próbą przypodobania się naszym pasażerom, a raczej tym, że Ryanair znalazł sposób na zmniejszenie wysokości rekompensat za odwołane loty. Absolutnie kuriozalna sytuacja była spowodowana faktem, że Ryanair uznał, iż w ten sposób ograniczy kwotę wypłacanych odszkodowań – czytamy w dzienniku “Irish Times”.
Do zdarzenia doszło w zeszłą sobotę na lotnisku w irlandzkim Cork. Pasażerowie porannego lotu do Londynu Stansted byli już odprawieni i czekali na swoich miejscach na wylot z lotniska.
Jednak w pewnym momencie zostali poinformowani, że samolot nie wystartuje z przyczyn “operacyjnych” i że są proszeni o powrót do terminala, gdzie wkrótce będzie podstawiony kolejna maszyna. Jedna z pasażerek, która dopytywała się o przyczyny tej sytuacji, została poinformowana, że “samolot ma usterkę techniczną”.
“Kiedy jednak wyszliśmy do terminala, to okazało się, że przy naszej bramce zaczyna się ustawiać nowa kolejka. Spytałam więc stewardesę, co się dzieje, a ona, dość zawstydzona, odpowiedziała, że usterka techniczna to tak naprawdę… lot do Wrocławia. I że Ryanair użyje samolotu przeznaczonego pierwotnie na trasę do Londynu. Bo dzięki temu koszty odszkodowań, jakie Ryanair będzie musiał wypłacić, będą niższe niż w przypadku lotu do Wrocławia” – relacjonuje jedna z pasażerek.
Ostatecznie samolot z ludźmi podróżującymi do Wrocławia wyleciał po 30 minutach, a pasażerowie lecący do Londynu musieli czekać na nowy samolot prawie 3 godziny. Przedstawiciele Ryanaira w dalszym ciągu utrzymywali, że samolot, który miał ich zabrać, doznał… technicznej usterki.
Ryanair przyznał, że lot do Londynu był opóźniony z przyczyn „operacyjnych”. Irlandzki przewoźnik przynajmniej od początku wakacji ma kłopoty z falą opóźnionych i odwołanych rejsów – ich powodem są zarówno strajki pilotów i pracowników obsługi pokładowej Ryanaira, ale też problemy operacyjne i brak kontrolerów lotu w Europie Zachodniej.