Wyzwiska, skargi i złośliwości. Ryanair vs. Lotnisko Chopina to najdłuższa lotnicza „wojna” w Europie
We wtorek Ryanair dorzucił swoje trzy grosze do sporu udziałowców lotniska w Modlinie i ogłosił, że jeśli podwarszawski port nie będzie rozbudowany, to przeniesie się na Lotnisko Chopina. Tak, do tego samego portu, który dwa miesiące temu Ryanair oskarżył o utrudnianie życia. Efektem tej sytuacji było zawieszenie z końcem października przez Ryanaira dwóch hitowych tras krajowych oraz złożenie skargi na zarządzających lotniskiem do Komisji Europejskiej. Czy ten nagły zwrot akcji to sadomasochizm Ryanaira czy czyste wyrachowanie? Nie ulega wątpliwości, że w Europie w branży lotniczej trudno znaleźć linię lotniczą i lotnisko, których relacje byłyby równie burzliwe, a zarazem pełne złośliwości i nagłych, dramatycznych zwrotów akcji. I tak kłócą się ze sobą od 10 lat. Przypomnijmy historię tego sporu.
„Warszawa nas nie interesuje”
Ryanair pojawił się w Polsce pod koniec 2004 roku, a pierwszymi portami, z których zaczął latać były Wrocław i Kraków. Stopniowo wchodził też na kolejne lotniska: do Łodzi, Poznania, Bydgoszczy, Szczecina i Gdańska.
Konsekwentnie omijał przy tym Lotnisko Chopina w Warszawie, które uznawał za drogie i mało wydajne. Irlandczycy już wówczas jasno mówili, że woleliby zainwestować w port w Modlinie i gdyby on szybko powstał, byliby gotowi od razu uruchomić z tego lotniska nawet 20 tanich połączeń do całej Europy. W tym czasie Chopin i Ryanair nie byli jeszcze na wojennej ścieżce. Irlandzka linia wzięła jednak na celownik głównego lokatora warszawskiego lotniska, czyli LOT.
Kampania była naprawdę agresywna, a wiele z tych spraw kończyło się w sądzie. Powód? Ot, choćby ta archiwalna informacja prasowa z lipca 2006 roku. Jest bardzo długa, ale publikujemy ją w całości, żebyście mogli zobaczyć, skąd wzięła się opinia o Ryanairze jako agresywnej linii lotniczej.
„Warszawa, 31 lipca 2006 r.:
Ryanair, numer 1 wśród tanich linii lotniczych w Europie, odpowiada na wezwanie LOT, w którym ta droga i niepunktualna, śmiesznie mała linia lotnicza żąda, by Ryanair zaprzestał w reklamach i informacjach prasowych stosowania niekorzystnych dla LOT porównań i domaga się oficjalnych przeprosin.Tomasz Kułakowski, odpowiedzialny za sprzedaż i marketing Ryanair w Europie Środkowej powiedział dziś w Warszawie:
“LOT w swojej najnowszej akcji mającej omamić od zawsze naciąganych przez tę firmę pasażerów, straszy Ryanair sądem! I to za co! Za ukazanie w porównawczej reklamie prasowej, jak wielka przepaść cenowa dzieli obie firmy! Ryanair gwarantuje, że nigdy nie będzie zdzierał z Polaków opłat paliwowych, podczas gdy LOT stosuje rabunek nawet 100 dolarów doliczanych do ceny biletów powrotnych pod przykrywką tych opłat.
LOT zażądał pełnych i szczerych przeprosin za reklamowanie naszych tanich przelotów, zatem niniejszym przepraszamy.
Przepraszamy LOT za to, że:
1. Bilet w Ryanair kosztuje przeciętnie 41 euro, podczas gdy LOT oferuje przeloty ponad trzykrotnie droższe, ze średnią ceną biletu w wysokości 154 euro.2. Ujawniamy nieuczciwe praktyki LOT objawiające się pobieraniem dopłat paliwowych, które bezbronnych pasażerów kosztują nawet 100 dolarów wliczonych w cenę biletu powrotnego, podczas gdy Ryanair gwarantuje: żadnych dopłat paliwowych! NIGDY!
3. Jesteśmy znacznie punktualniejsi niż LOT, jako że zaledwie 76% ich przylotów jest na czas – przy naszych 90%.*
4. Ujawniamy, że LOT bije na głowę Ryanair w odsetku zagubionych bagaży! Na każdy 1000 pasażerów LOT aż 12,8 nie dostaje na lotnisku swoich walizek i plecaków, podczas gdy na 1000 naszych Klientów przykrość ta spotyka przeciętnie zaledwie 0,5 pasażera. To 25 razy mniej!*
Ponieważ nie zamierzmy rezygnować z ujawniania żenujących praktyk LOT, sugerujemy aby ten, zamiast straszyć konkurentów sądem, skupił się raczej na poprawianiu jakości oferowanych usług. Polscy pasażerowie w coraz większej liczbie odchodzą od LOT, ponieważ jedynie Ryanair zapewnia im najniższe ceny, najwyższą punktualność i doskonałą obsługę, nie zapominając o gwarancji niewprowadzania nieuczciwych dopłat paliwowych! Nigdy!”
Sprawa oczywiście jednak skończyła się w sądzie, ale wcześniej było jeszcze kilka numerów, z których zasłynął Ryanair, a zwłaszcza Michael O’Leary. Kontrowersyjny szef taniej linii stwierdził więc m.in. że przespaceruje się nago po Warszawie, jeśli LOT zrezygnuje z dopłat paliwowych, których kosztami obarcza pasażerów. Potem nazwał polskiego przewoźnika złodziejem, a na koniec poprzylepiał na swoich samolotach latających do Polski dość niewybredny napis „Żegnamy LOT”.

Fot. Lotnisko Chopina
Jednak ostatecznie zdecydowała kalkulacja i Ryanair pojawił się w Warszawie. Pierwszy rejs z Chopina miał miejsce 12 lutego 2007 roku – samolot z terminalu Etiuda poleciał do Dublina. O pojawieniu się Irlandczyków na Lotnisku Chopina zdecydowały niskie ceny – choć blaszany terminal był w opłakanym stanie, a standard obsługi był katastrofalny, cena obsługi jednego pasażera wynosiła tylko 30 PLN.
Sielanka potrwała jednak krótko, bo tylko półtora roku.
„To koniec taniego latania z Warszawy”
Skończyła się, gdy władze Chopina postanowiły zamknąć Etiudę i przenieść wszystkie tanie linie do głównego terminala. Oprócz większego komfortu, oznaczało to też wyższe opłaty, bo teraz przewoźnik za każdego pasażera musiał płacić nie 30, ale 60 PLN.
Ależ to była awantura! Prezes Wizz Aira osobiście jeździł do ministra infrastruktury, by przekonać go do zmiany decyzji i otwarcie mówił w wywiadach, że to koniec taniego latania do Warszawy. Ale ostatecznie podkulił ogon i bez szemrania przeniósł się na główny terminal.
Ryanair pozostał konsekwentny – ostatni samolot irlandzkiej linii wyleciał z Chopina 25 października 2008 roku, a O’Leary rzucił na koniec, że dopóki nie powstanie lotnisko w Modlinie, jego noga więcej tu nie postanie.

Fot. Ryanair
I trzeba mu przyznać, że słowa dotrzymał. Ryanair wrócił do stolic dopiero po 3,5 roku, gdy otwarto podwarszawski port lotniczy. O’Leary już w czasie pierwszej konferencji prasowej nie mógł sobie darować złośliwości pod adresem Chopina.
– Za drogo, obsługa naziemna się spóźnia, tam jest okropnie! Konkurencja z Modlinem powinna zmusić „shocking airport”, by obniżał swoje koszty. Władze „szokującego lotniska” nie są jednak zainteresowane zachęcaniem do siebie tanich linii. Chyba chodzi o to, że chcą chronić przed upadkiem LOT. Zupełnie nie wiem, po co, bo LOT i tak w końcu upadnie – mówił O’Leary.
Ale władze Chopina też mu się odgryzały.
– Uszczypliwości pod naszym adresem świadczą tylko o frustracji prezesa O’Leary’ego i jego bezsilności – mówił Przemysław Przybylski, ówczesny rzecznik lotniska Chopina.
Wyjaśnił też, że prawdziwym powodem ucieczki Ryanaira z Warszawy nie było zamknięcie Etiudy, tylko „różnice w preferowanym modelu współpracy biznesowej”.
„Prezes Michael O’Leary zażądał, by to port lotniczy płacił mu za lądowanie samolotów linii Ryanair, natomiast Porty Lotnicze zarządzające Lotniskiem Chopina nie widziały (i nadal nie widzą) ani takiej możliwości, ani potrzeby” – czytamy w liście otwartym Przybylskiego.
Wielki powrót… z musu
Ale jak w każdym dobrym romansie, są wzloty i upadki. I choć szef Ryanaira przy każdej okazji wbijał Chopinowi szpilę, to w 2013 roku, chcąc nie chcąc, musiał wrócić na warszawskie lotnisko. I to aż na 9 miesięcy, gdy z powodu uszkodzonego pasa startowego zamknięte było lotnisko w Modlinie.
Jednak nawet ten krótki pobyt skończył się…skargą, którą Ryanair złożył na władze lotniska do Komisji Europejskiej oraz Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Irlandczycy zarzucali lotnisku, że są dyskryminowani, bo jako jedyna linia muszą dokonywać przedpłat za usługi lotniskowe. Czemu? Według Ryanaira po to, by z jego pieniędzy finansować operacje LOT. Skarga została ostatecznie odrzucona.

Fot. Lotnisko Chopina
Ale złośliwości są złośliwościami a biznes biznesem. W międzyczasie Ryanair zmienił swoją strategię i zaczął pojawiać się na dużych lotniskach takich jak holenderskie Schiphol. W tej sytuacji było kwestią czasu, kiedy Irlandczycy ponownie zameldują się na Chopinie.
– Na pewno chciałbym, abyśmy w perspektywie kilku lat latali z obu warszawskich lotnisk. Rozmawiamy z nimi, ale na razie wciąż są dla nas zdecydowanie za drodzy – mówił O’Leary w lutym 2015 roku na temat Lotniska Chopina.
Jak wyglądały negocjacje? Jeśli wierzyć szefowi Ryanaira – baaardzo wolno.
– Jednak patrząc na kłopoty finansowe LOT, w pewnym momencie władze Chopina mogą nie mieć wyboru i z pewnością ich przekonamy – mówił MOL.
I choć O’Leary tłumaczył, że wydoroślał i nie negocjuje już z lotniskami na łamach mediów, najwyraźniej stare nawyki w przypadku lotniska w Warszawie brały górę.
– W ciągu 70 lat lotnisko w Warszawie osiągnęło poziom jedynie 10-11 mln pasażerów rocznie. My w ciągu 3 lat mamy już 2,5 mln ludzi, a gdyby w Modlinie była odpowiednia infrastruktura, w ciągu pięciu lat moglibyśmy stąd przewozić 10-11 mln ludzi rocznie, czyli tyle, co Chopin – rzucał w wywiadach.
Krajówki na start!
W końcu przenosiny na Chopina stały się faktem. I to dokładnie w tym momencie, gdy rozmowy z warszawskim portem… zakończyły się fiaskiem.
Ryanair przeniósł loty krajowe do Gdańska i Wrocławia na Lotnisko Chopina w październiku 2016 roku, a od marca tego roku uruchomił stąd kolejne połączenie krajowe – do Szczecina. Irlandczycy nie mieli przy tym specjalnego wyboru, bo lotnisko w Modlinie już wtedy pękało w szwach, a w sezonie letnim pasażerowie byli proszeni o to, by przed wieczornymi lotami pojawiali się na lotnisku na 3 godziny przed planowanym odlotem samolotu.
Decyzja o przeniesieniu krajówek na Chopina była jednak zaskakująca, a najbardziej dla samego lotniska, bo Ryanair…
…zapomniał poinformować o tym władze Chopina
Poważnie? Poważnie. I z pewnością na Okęciu nie byli z tego powodu zadowoleni, o czym świadczy komentarz lotniska – wyjątkowo umiarkowany.

Fot. Lotnisko Chopina
– Lotnisko Chopina jest lotniskiem użytku publicznego, co obliguje nas do obsługi wszystkich przewoźników na równych zasadach, w miarę dostępności tzw. slotów, czyli godzin startów i lądowań. Decyzja Ryanaira nie wymagała żadnych konsultacji z Zarządzającym portem i nie wymaga podpisywania żadnych umów. My nie zabiegaliśmy o te połączenia i nie przewidujemy finansowania ich z tzw. „funduszy marketingowych”, co zdarza się w przypadku innych – mniejszych portów lotniczych – mówił Przemysław Przybylski.
Nowych tras miało być zresztą więcej. W zeszłym roku Ryanair robił już pierwsze przymiarki i zgłosił lotnisku w Warszawie zapotrzebowanie na sloty na 8 połączeń: do Alicante, Aten, Mediolanu, Paryża, Brukseli, Madrytu i Londynu. Ostatecznie nie uruchomił żadnej z tych nich. Dlaczego?
– Z dwóch powodów. Po pierwsze: chcieliśmy wybadać sytuację, jakie sloty dostaniemy. Linie lotnicze robią tak często i aplikują o znacznie więcej slotów niż są w stanie obsłużyć. My co roku aplikujemy o miejsca na paryskim Charles de Gaulle, choć na razie nie będziemy stamtąd latać. Drugi powód: chcieliśmy trochę zamieszać, wkurzyć LOT i innych przewoźników na Chopinie – z rozbrajającą szczerością przyznał O’Leary w rozmowie z Fly4Free.pl.
Ostatecznie loty krajowe okazały się wielkim sukcesem, ale nic nie trwa wiecznie – po względnie dobrej koegzystencji, irlandzka tania linia pod koniec października zawiesiła 2 trasy krajowe. Czemu teraz rozważa kolejny powrót?
Bo próbuje w ten sposób wymusić na zarządzającym Lotniskiem Chopina PPL zgodę na rozbudowę Modlina. Ryanair obsługuje tam prawie 3 mln pasażerów rocznie, a lotnisko jest już maksymalnie wypełnione. Dlatego Ryanair próbuje… wywrzeć nacisk. Ryanairowi nie opłaca się przenosić na droższe lotnisko (w Warszawie będzie ponosił kilka razy wyższe opłaty niż w Modlinie), ale może to zrobić, choćby po to, by podebrać pasażerów LOT. Mimo niechęci zarządzających Lotniskiem Chopina, PPL nie może się nie zgodzić na obecność Ryanaira na lotnisku, o ile tylko znajdą się wolne sloty, w których irlandzka linia mogłaby realizować połączenia. Ryanair wchodząc na Chopina zajmie też „przepustowość” zapychającego się lotniska, co jest bardzo nie na rękę zarówno PPL jak i LOT, który próbuje tu rozwijać duże lotnisko przesiadkowe.
Z całą pewnością nie jest to ostatni etap tego konfliktu.