Ryanair pozwany do sądu. Wyrok w tej sprawie może być kluczowy dla przyszłości linii… i tysięcy pasażerów
Pozew złożyło niemieckie stowarzyszenie pomagające konsumentom Flightright, które domaga się, by Ryanair wypłacał odszkodowania pasażerom lotów odwołanych z powodu strajków. Irlandczycy na razie powtarzają, że odszkodowań wypłacać nie będą.
Pozew został złożony przez Flightright do sądu we Frankfurcie i werdykt w tej sprawie może mieć kolosalne znaczenie dla przyszłości Ryanaira, ale też innych przewoźników, którzy od dawna zasłaniali się wymówką, że strajk to przyczyna niezależna od linii lotniczej. O co właściwie tu chodzi?
Strajki to główny problem Ryanaira od początku wakacji: pod koniec lipca przewoźnik musiał odwołać w 2 dni ponad 600 lotów z powodu protestów pracowników obsługi pokładowej. Z kolei w zeszły piątek miał miejsce największy strajk w jego historii: strajkowali piloci z 5 krajów, a Ryanair musiał odwołać ponad 400 lotów.
W efekcie poszkodowanych było ponad 55 tys. pasażerów, którym… no właśnie, czy należą się im odszkodowania z tytułu odwołanych lotów? Zależy, kogo spytać.
Zgodnie z przepisami unijnymi, za odwołany lot w ramach UE pasażerom należy się odszkodowanie w wysokości do 400 EUR, ale tylko w przypadkach, gdy przyczyna odwołania lotu leży w gestii linii lotniczych i dotyczy np. awarii samolotu. Jeśli przyczyną jest np. zła pogoda, uznaje się ją za niezależną od linii lotniczej. A co ze strajkami? Do niedawna linie lotnicze skutecznie broniły się twierdząc, że strajk nie jest winą przewoźnika, więc odszkodowanie za lot odwołany z tego tytułu się nie należy. Co się zmieniło?
Przełomowy wyrok z kwietnia? I tak, i nie
Część ekspertów sugerujących, że za odwołany lot z tytułu strajku odszkodowanie jak najbardziej się należy, powołuje się tu na kwietniowy wyrok unijnego Trybunału Sprawiedliwości, który uznał, że w wypadku tzw. dzikiego strajku pasażerowie mają prawo do odszkodowania.
Sprawa dotyczy przewoźnika TUIfly, który w 2016 r. Niespodziewanie poinformował swoich pracowników o planach restrukturyzacji firmy. Zapowiedź ta doprowadziła do sytuacji, w której w ciągu tygodnia od ogłoszenia planu pracownicy masowo zaczęli przesyłać do firmy zwolnienia lekarskie dotyczące niezdolności do pracy. W efekcie tej sytuacji firma odwołała dziesiątki lotów, ale nie chciała uznać prawa do odszkodowań. Dopiero Trybuł uznał, że taki “dziki strajk” nie jest nadzwyczajną okolicznością, mało tego – sytuacja została wywołana przez samą firmę, która ogłosiła restrukturyzację.
Czy jednak wyrok z kwietnia można przenieść bezpośrednio na tę sprawę? Jest sporo wątpliwości, które prezentuje nawet nasz Urząd Lotnictwa Cywilnego. W swoim komunikacie, w którym przypomina o prawach pasażerów w przypadku odwołanego lotu, czytamy m.in.
“Odnosząc się do często przy tej okazji przywoływanego wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z dnia 17 kwietnia 2018 r. w sprawie tzw. „dzikich strajków” informujemy, że Trybunał wyraźnie rozgraniczył te pojęcia, a sam wyrok dotyczył sytuacji, gdy to przewoźnik lotniczy zapowiedział swoim pracownikom restrukturyzację a oni nie stawili się do pracy z powodów zdrowotnych. W związku z tym, nie można stosować tu analogii do obecnej sytuacji związanej z odwołaniem lotów przez linię lotniczą Ryanair.
Co więcej, samo rozporządzenie nie rozróżnia strajków na „wewnętrzne” i „zewnętrzne” tylko na takie, które mają wpływ na działalność przewoźnika lotniczego i określa je mianem nadzwyczajnych okoliczności. Niemniej jednak każda sprawa, która wpływa do Komisji Ochrony Praw Pasażerów (KOPP) jest rozpatrywana indywidualnie w oparciu o wyjaśnienia przewoźnika i opinie ekspertów. Nie sposób zatem dać jednoznacznej odpowiedzi przed analizą danej sytuacji”.
Z całą pewnością wyrok sądu będzie miał bardzo duże znaczenie dla branży lotniczej. Niezależnie od tego, jaki on będzie. Jeśli bowiem sąd przyzna rację Flightright, zachęci to tysiące pasażerów do składania swoich pozwów o odszkodowanie w sprawie odwołanych lotów.