Ryanair wyciśnie nas jak cytrynę. W “planie 5-letnim” są odpowiednie zapisy
Michael O’Leary walczy nie tylko o to, by Ryanair rósł jak na drożdżach, ale też o ogromną fortunę dla siebie na emeryturze. Zapisy w jego kontrakcie ujawnione przez “Times” wskazują na to, że szef Ryanaira będzie dążył do maksymalizacji zysków. Zapewne kosztem pasażerów i kolejnych dodatkowych opłat, które już wkrótce będziemy musieli ponosić.
Ryanair znajduje się w przededniu ogromnych zmian organizacyjnych, które wiążą się z osobą kontrowersyjnego prezesa. Jak pisaliśmy już wcześniej, 58-letni Michael O’Leary w przyszłym roku przestanie być prezesem Ryanaira, ale pozostanie w irlandzkiej linii przynajmniej do 2024 roku.
MOL podpisał na początku roku nowy 5-letni kontrakt z przewoźnikiem, w myśl którego obejmie on zupełnie nowe stanowisko – zostanie szefem grupy Ryanair i będzie nadzorował pracę i wyniki kilku linii lotniczych działających w jego ramach, a więc m.in. Ryanair DAC, Ryanair UK, polskiego Buzza czy austriackiej Laudy. O’Leary przestanie więc ręcznie sterować Ryanairem, a do jego obowiązków będzie od 2020 roku należała m.in. kontrola kosztów, zamówienia nowych samolotów i ewentualne przejęcia innych linii.
Ale ze zmianą w strukturze i nową funkcją MOLa wiąże się też specyficzny zapis, znajdujący się w jego umowie, który możemy nazwać śmiało “bonusem motywacyjnym”. Jak informuje brytyjski dziennik “Times”, przed O’Learym postawiono konkretne zadania: do 2024 roku roczny zysk netto Ryanaira powinien wynieść 2 mld EUR, ewentualnie cena za akcję irlandzkiej linii musi skoczyć do 21 EUR. Jeśli któraś z tych danych zostanie zrealizowana, O’Leary otrzyma ogromny bonus – pakiet 10 mln akcji, które będzie mógł sprzedać po 11,12 EUR. Ich całkowita wartość to 98 mln EUR, a jeśli O’Leary nie zdecyduje się na sprzedaż, będzie miał ponad 5 proc. akcji w Ryanairze i będzie jego największym udziałowcem.
Czy ten plan jest możliwy do zrealizowania?
Zyski i ceny akcji pikują
Wydaje się, że celem bardziej realnym jest doprowadzenie do wzrostu cen akcji, bo Ryanair był już bardzo bliski celu, postawionego MOLowi przez radę nadzorczą. Latem 2017 roku za jedną akcję Ryanaira trzeba było zapłacić nawet 19,23 EUR, jednak chwilę potem linia wpadła w szereg problemów: z powodu kłopotów z zaległymi urlopami pilotów jesienią i zimą 2017/2018 przewoźnik odwołał ponad kilkanaście tysięcy rejsów i zawiesił szereg tras. Z kolei zeszły rok to liczne strajki organizowane przez załogi Ryanaira w wielu krajach, co oznaczało kolejne odwołane loty. Tak naprawdę irlandzka linia zaczyna wychodzić na prostą dopiero teraz, choć cena akcji nie jest zbyt imponująca: obecnie kurs wynosi niewiele ponad 10 EUR za akcję. Z pewnością nastrojów u inwestorów nie poprawiły ostatnie wyniki finansowe za miniony rok fiskalny, w którym zysk netto Ryanaira spadł w ciągu 12 miesięcy o ponad 400 mln EUR.
Z drugiej strony – zmiany strukturalne w spółce powinny jej pomóc, choćby w dalszej poprawie dyscypliny kosztowej. Świetnym przykładem jest “polski” Buzz, który zatrudnia swoich pracowników w oparciu o jednoosobową działalność gospodarczą. To znacząco obniża koszty firmy, a zważywszy na ambitne plany “pszczółki”, wkrótce model ten może zostać też zaimplementowany w innych krajach regionu.
Z pewnością zyski irlandzkiej linii będą też rosły dzięki wzrostowi liczby pasażerów – obecnie linia obsługuje 142 mln ludzi rocznie, ta liczba przekroczy 200 mln pasażerów w 2024 roku. Wyzwaniem będzie tutaj oczywiście zwiększenie zysku netto w przeliczeniu na pasażera – obecnie wynosi on 7 EUR na głowę, więc O’Leary powinien go “podrasować” przynajmniej do poziomu 10 EUR na pasażera. Nie wszystko będzie tu oczywiście zależało od niego, bo branża lotnicza mocno zależy od tego, jak szybko rozwija się europejska gospodarka czy od cen paliw, ale z pewnością ma w tym temacie spore pole do popisu.
Tak czy inaczej cele stawianem przed szefem Ryanaira są bardzo ambitne i mogą oznaczać dalsze przykręcenie śruby pasażerom, choćby w postaci droższych biletów czy dodatkowych opłat. Jest jednak zdecydowanie za wcześnie, by spekulować, w którą stronę pójdzie za 5 lat rynek lotniczy. Dziś mamy 2019 rok i choć trudno w to uwierzyć, 5 lat temu Ryanair dopiero co wprowadzał numerowane miejsca na pokładzie, zrywając z dotychczasowym systemem losowym. Choć to niby tylko 5 lat, ale w branży lotniczej jest to cała epoka.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?