Szef Ryanair o przyszłości latania. „W idealnym świecie pasażerowie powinni latać bez bagażu rejestrowanego”
Jak czytamy w tabeli opłat irlandzkiego przewoźnika, za pierwszeństwo wejścia na pokład, w zależności od wybranej trasy i dat lotu, trzeba zapłacić od 6 do 36 funtów (ok. 30-182 zł). Koszt wyboru miejsca to z kolei od 4,50 do 33 funtów (ok. 23-167 zł), a bagażu rejestrowanego do 20 kg – od 19 do 60 funtów (ok. 96-304 zł). Ceny te dotyczą rezerwacji online; wykupując je na lotnisku, trzeba liczyć się z wyższymi stawkami.
Słoneczny Brzeg od 2821 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Kalabria od 2169 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Modlin)
Hurghada od 2589 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Berlin)
To właśnie te trzy usługi zostały wskazane przez szefa Ryanaira jako te, które generują największe przychody dodatkowe. Choć O’Leary w wywiadzie dla „Corriere della Sera” nie chciał podawać dokładnych liczb, to szczególną uwagę zwróciły jego słowa na temat bagażu rejestrowanego. „Dochody z bagażu nie są nam potrzebne do szczęścia” – może to brzmieć nieco tajemniczo, ale chwilę później rozwinął swoją myśl.
– W moim idealnym świecie chciałbym, żeby pasażerowie nie mieli w luku bagażowym walizek. Gdyby ludzie pojawiali się w samolocie tylko z rzeczami osobistymi, które można zabrać do kabiny, oszczędzilibyśmy czas i koszty związane z wejściem na pokład – przyznał O’Leary, dodając jednocześnie, że niezależnie od wysokości przychodów z tego tytułu, celem Ryanaira jest „pozbycie się bagażu w luku bagażowym”.
Słowa szefa Ryanaira mogą brzmieć dość zaskakująco, ale jak nie wiadomo o co chodzi, to… wiadomo o co chodzi. – Większość kosztów obsługi jest związana z bagażami. Musimy opłacić personel odprawy, załadunku i rozładunku oraz tych, którzy pracują w biurach rzeczy znalezionych. Jak widać, wszystko kręci się wokół bagażu – otwarcie przyznał, wskazując kwestie ekonomiczne jako główny motyw rozważania tego dość drastycznego w kontekście wygody podróżnych kroku. Broniąc swoje stanowisko, O’Leary w wywiadzie powiedział też (z resztą całkiem zasadnie), że „samoloty z pustym lukiem bagażowym są lżejsze i spalają mniej paliwa, a dzięki temu zaoszczędzilibyśmy 6 proc. paliwa„.
O’Leary opierał się na danych, zgodnie z którymi podróż pasażerów Ryanaira średnio trwa 2,5 dnia. – Naprawdę nie muszą zabierać ze sobą zbyt wielu rzeczy, a my dzięki temu mamy mniejsze koszty – dodał. Trudno powiedzieć, kiedy i czy w ogóle irlandzki przewoźnik zdecyduje się na taki krok. Jedno jest pewne – jeśli tak się stanie, decyzja ta wywoła powszechną dyskusję, czy aby przypadkiem Ryanair nie przegina coraz bardziej, jeśli chodzi o ekonomiczność swoich usług.