Ryanair nie zna przepisów? Polacy nie mogli wrócić do domu, choć spełniali wszystkie warunki
To miała być standardowa podróż uwzględniająca wszystkie koronawirusowe zasady. Polska rodzina poleciała więc z Edynburga do Lizbony, a po spędzonym tam czasie, chciała wrócić do swojego domu. Piotr Dziedzic, który jest bohaterem swej historii wraz z rodziną od blisko 17 lat mieszka bowiem w Szkocji. I choć posługują się polskimi paszportami, są również szkockimi rezydentami. Powinny więc obowiązywać ich szkockie przepisy wjazdowe.
Wyspa Malta od 1961 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Poznań)
Ayia Napa od 2609 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Radom)
Słoneczny Brzeg od 2354 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Gdańsk)
I tu zaczynają się schody. Gdy rodzina stawiła się na lot powrotny, Ryanair skupił się przede wszystkim na polskich paszportach i zapewniał, że nie obejmują ich brytyjskie przepisy. Dodatkowo personel przekonywał, że najmłodsza, 13-letnia córka państwa Dziedziców powinna mieć zrobiony test na COVID-19.
Tymczasem… nie jest to prawda. Cała rodzina mogła spokojnie podróżować według szkockich zasad, ale najwyraźniej Ryanair o tym nie wiedział. W dodatku wymagał od 13-letniej córki państwa Dziedziców, aby miała negatywny wynik testu, choć osoby poniżej 18. roku życia są z tego zwolnione. Ba, szybko się też okazało, że nie rozróżnia szkockich przepisów od angielskich, choć te często się różnią.
– Moja starsza córka próbowała przedstawić informacje, z których jasno wynika, że dzieci poniżej 18 roku życia w Szkocji nie muszą wykonywać testu przed przyjazdem, ale tylko test drugiego dnia, na który mieliśmy dowód rezerwacji – opowiada Piotr Dziedzic w rozmowie z The Souther Reporter. – Po otrzymaniu tych informacji członek personelu wrócił z wydrukowanymi zasadami dla Anglii, które oczywiście różnią się od Szkocji i próbował argumentować, że powinniśmy przestrzegać zasad angielskich– dodał.
Starsza, 23-letnia córka, która próbowała wyjaśnić sprawę zaczęła być wypytywana, czy wie kto jest królową Wielkiej Brytanii, a także poinformowano ją, że Szkocja nie jest krajem.
Ostatecznie rodzina dla świętego spokoju postanowiła zrobić 13-latce test. Niestety zanim udało się tego dokonać, odprawa na lot została zamknięta. W efekcie rodzina kupiła nowe bilety za 550 GBP – do Birmingham i stamtąd na własną rękę dostała się już do Edynburga (ponad 900 km). Polak przyznał jednak, że był to przejaw „rasizmu i całkowitego braku profesjonalizmu”.
Sprawa błyskawicznie obiegła zarówno szkockie jak i angielskie media. Fakt, że Ryanair uważa, że „Szkocja nie jest krajem” wypłynął w niemal wszystkich nagłówkach – tym bardziej, że lot był do Edynburga. W końcu linia przyznała, że rodzinie niesłusznie odmówiono wejścia na pokład.
– Ryanair nie toleruje żadnych form uprzedzeń rasowych, wszyscy nasi klienci są traktowani jednakowo – skomentował sprawę rzecznik przewoźnika. – Szczerze przepraszamy tych pasażerów, a nasi agenci obsługi lotniska w Lizbonie zgodzili się w tej sprawie wypłacić Panu Dziedzicowi rekompensatę – dodał.
I tu sprawa mogłaby się zakończyć, gdyby nie fakt, że… żadnej rekompensaty nie było. Nikt też nie przeprosił ich w żaden inny sposób niż na łamach mediów.
– Wczoraj wysłałem im e-mail i powiedziano mi, że muszę czekać kolejne 10 dni. Jestem bardzo ciekawy, jakie otrzymamy odszkodowanie – powiedział pokrzywdzony pasażer.
To jednak nie pierwszy raz, gdy linie lotnicze niesłusznie odmawiają komuś wejścia na pokład. W czasach koronawirusa i szybko zmieniających się przepisów, do takich pomyłek dochodzi regularnie. Podobne wpadki zaliczył m.in. British Airways czy Wizz Air.