Ryanair nie wpuścił na pokład 40 pasażerów, bo pracownicy linii… pomylili się w sprawie testów COVID
Jak czytamy w „Telegraph”, do zdarzenia miało dojść 23 grudnia. Podczas boardingu duża grupa pasażerów (według różnych szacunków nawet 40 osób) nie została wpuszczona na pokład. Powodem były negatywne wyniki ich testów antygenowych – według pracowników Ryanaira, choć były one wykonane w dozwolonym przedziale czasowym, czyli w ciągu 24 godzin przed podróżą, nie były one ważne. Dlaczego? Bo zostały wykonane w domu, a nie w laboratorium (choć w ramach współpracy z firmą badawczą, mającą wszelkie zgody i certyfikaty). Tymczasem w wytycznych dotyczących podróżowania do Grecji nie ma żadnych informacji dotyczących tego, gdzie powinien zostać wykonany test.
Costa Dorada od 1941 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Majorka od 2287 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Poznań)
Djerba od 2356 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Jak relacjonuje jedna z pasażerek, rozmowy z pracownikami linii nie przyniosły skutku. Niedoszłym pasażerom powiedziano, że muszą wykonać ponownie test (musieli wykonać go na lotnisku) oraz przebukować się na następny lot. Wiązało się to oczywiście z dodatkowymi opłatami – ok. 100 GBP od osoby.
Pasażerka relacjonuje, że wyleciała w końcu z Londynu następnym lotem, po kilku godzinach oczekiwania na lotnisku. Co ciekawe, tu sytuacja się powtórzyła, bo na lotnisku było kilka osób z negatywnymi wynikami testu wykonanymi w podobny sposób. Te osoby jednak… wyleciały do Aten, głównie z powodu tego, że były bardziej zdeterminowane i mocniej wykłócały się o swoje prawa.
Ostatecznie po interwencji dziennikarza „Telegraph” Ryanair przyznał się do błędu i przeprosił pasażerów feralnego lotu. Linia oddała pasażerom pieniądze za przebukowanie lotu, choć już nie pieniądze, które wydali na wykonanie powtórnego testu na COVID.